Opublikowano: 25.08.2017

Gaszenie „Ognia”, czyli o kreowaniu nowych „bohaterów”

Obserwowane ostatnimi czasy szaleństwa tzw.”dekomunizacji”, swym idiotyzmem porównywalne jedynie z podobnymi procesami zachodzącymi na Ukrainie, skłania do zastanowienia nad przyczynami tego stanu rzeczy. Zauważmy na wstępie, że w rozpętaniu „dekomunizacyjnego” pandemonium zgodnie uczestniczyły obie główne dziś partie postsolidarnościowego autoramentu. Skąd ta zgodność?

Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady . Stoją od lewej: ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, por. Marian Pluciński „Mścisław”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, NN, por. Zdzisław Badocha „Żelazny”. (Fot. Wikipedia)

Ano zawiniły tu zapewne realne koszty tzw. ”transformacji” wyrażające się kilkumilionowym bezrobociem „wspartym” dodatkowo dwumilionową emigracją zarobkową, likwidacją całych gałęzi przemysłu i wyrzuceniem poza nawias życia społecznego milionów ludzi, że wspomnę jedynie byłych pracowników –ów. Wszystkie wymienione „osiągnięcia” z biegiem czasu przestały być powodem do dumy nawet dla ogromnej większości animatorów tych przemian – no może poza niejakim Balcerowiczem cieszącym się niezmiennie znakomitym samopoczuciem. Próby indoktrynacji Rodaków prowadzone w duchu najlepszych tradycji propagandy sukcesu przez „platformianą” część autorów owego sukcesu zakończyły się spektakularną klapą wynosząc do władzy ich wspólników cynicznie odrzucających w tej chwili swoją współodpowiedzialność za dokonania ostatniego ćwierćwiecza.

W sytuacji, gdy głównym wrogiem „dekomunizatorów” są dane roczników statystycznych wiernie ilustrujące dokonania okresu PRL–u, rozpoczęto „zespół – wespół” wielkie dzieło przepisywania historii. Nie mogąc pochwalić się realnymi osiągnięciami postawiono na igrzyska: zaczęto kreować nowych bohaterów narodowych rekrutowanych z grona tzw. „żołnierzy wyklętych”. Z pewnością były w ich gronie obok pospolitych zbrodniarzy takich jak ps. „”, także postacie tragiczne, co nie zmienia faktu, że wynoszenie ich działalności na ołtarze narodowej chwały jest – najłagodniej rzecz określając – groteskowe i urągające pamięci pomordowanych przez nich ofiar. Oczywiście można tu wymieniać popełniane przez „wyklętych” zbrodnie tyle, że nie pomoże to w zrozumieniu tego mrocznego fragmentu naszej  narodowej historii.

Aby się zbliżyć do prawdy spróbujmy zatem przyjrzeć się genezie zbrojnego podziemia działającego w Polsce w latach 1944–48. Jego dzisiejsi apologeci usiłują przedstawiać działania owych „leśnych” jako kolejne powstanie narodowe tym razem wymierzone przeciwko „komunistom”, co ma się nijak do faktów.

„Partyzantka” w liczbach

Zacznijmy od skali owego zjawiska. Jeżeli wierzyć danym podawanym przez Atlas , to pod koniec 1945 roku na terenie Polski działało 341 oddziałów zbrojnych liczących ŁĄCZNIE od 13 do 17 tysięcy partyzantów. To mniej więcej tyle, ile bywa na meczach piłki nożnej przeciętnego w końcu zespołu jakim jest „Arka” Gdynia. Te cyfry w sposób oczywisty zadają kłam wersji ogólnonarodowego zrywu niepodległościowego, jednoznacznie świadcząc także o skali poparcia społecznego dla działań owych „bohaterów”. Przyczyny dystansu do działań „wyklętych” ze strony  reszty społeczeństwa stają się całkowicie jasne, gdy przyjrzymy się statystykom  prowadzonych przez nich działań. I tak :

  • w 1945 roku zanotowano 6983 napady w tym 2192 o charakterze politycznym, w których zginęło 7373 osoby gdzie motyw polityczny można przypisać 2541 ofiarom
  • w 1946 roku miało miejsce 10834 napadów (w tym ze względów politycznych 4186), w których straciło życie 3274 osoby ( w tym  z przyczyn politycznych zamordowano 2346 osób)
  • w 1947 roku odnotowano 6934 napady, w których zamordowano 1805 osób z czego motyw polityczny da się przypisać w 648 przypadkach.
  • W 1949 roku na terenie kraju działało jeszcze w podziemiu 52 grupy zbrojne liczące ogółem 250 osób.

Pozostawiam przytoczone powyżej dane bez komentarza – każdy sam może sobie bez trudu wyrobić opinię o charakterze i skali działań owych gloryfikowanych dziś formacji.

Kim byli „wyklęci”

Znakomitym studium staczania się owych partyzantów od walczących z okupantem żołnierzy Polski Podziemnej do mordujących, gwałcących i rabujących ludność cywilną degeneratów jest film dokumentalny słowackiego odpowiednika naszego IPN (UstavPamatiNaroda) pod tytułem „Bohom zabudnute kuty”, dokumentujący działalność na polsko–słowackim pograniczu Józefa Kurasia – „Ognia”. Dzięki uprzejmości słowackich kolegów z miałem okazję się z nim zapoznać – winien on być OBOWIĄZKOWO wyświetlany w polskich szkołach na lekcjach historii poświęconych tym tragicznym wydarzeniom oraz w naszej telewizji publicznej. Kim zatem byli owi „wyklęci” i co kazało im ukrywać się w lasach i prowadzić swoją prywatną wojnę?

Całe zbrojne podziemie w Polsce działające w latach 1944–48 można podzielić na polskie z wyodrębnieniem nurtów poakowskiego i narodowego oraz ukraińskie i niemieckie. Nie posunięto się (na razie !) do prób gloryfikacji dwu ostatnich z wymienionych nurtów poprzestając na kreowaniu nowych bohaterów spośród członków konspiracji zbrojnej związanej z byłą Armią Krajową i Narodowymi Siłami Zbrojnymi.

Należy zauważyć, że wiązanie powojennej działalności tych ugrupowań z okupacyjną tradycją AK jest w znacznym stopniu nadużyciem. Dlaczego?

Oto 19 stycznia 1945 roku generał wykonując polecenie Rządu Emigracyjnego w Londynie i nowego Wodza Naczelnego, generała W. Andersa  (zresztą na żądanie Anglików i Amerykanów) wydaje rozkaz rozwiązujący Armię Krajową. Równocześnie drugim, tajnym rozkazem powołuje do życia zakonspirowaną, kadrową organizację NIE kierowaną przez płk (późniejszego generała) Augusta Emila Fieldorfa. Ta decyzja zaowocowała później aresztowaniem i procesem jej kierownictwa w Moskwie zwanego procesem 16.

Spytacie Państwo na jakiej podstawie? W Teheranie i Jałcie ustalono, że na zapleczach frontów nie będą mogły działać bez zgody ich dowódców żadne uzbrojone, a nie podlegające im, oddziały militarne. Na mocy tych decyzji rozbrojono i częściowo wcielono do Armii Wolnych Francuzów gen. Ch. de Goulle’a, francuskie oddziały partyzanckie niezależnie od ich proweniencji. Analogiczne kroki podjęto wobec partyzantki włoskiej i częściowo greckiej. Tereny przyfrontowe obejmowała jurysdykcja sądów wojennych walczących tam wojsk.

Część polskich dowódców zdawała sobie sprawę z zaistniałej sytuacji i w miarę swych możliwości próbowała zapobiec tragedii. Wyrazem tego, było wydanie 27 maja 1945 roku przez płk J. Rzepeckiego i pełniącego jeszcze obowiązki Delegata Rządu na Kraj Stefana Kobrońskiego, odezwy do członków konspiracji o zaprzestanie działań zbrojnych.

Część podległych im oddziałów i organizacji wykonuje to zalecenie. Odtąd w podziemiu pozostaje – na własną rękę – część byłych żołnierzy AK i w szczególności oraz część objętej poborem a uchylającej się od służby wojskowej młodzieży i dezerterów z Wojska Polskiego zbiegłych z jednostek by nie trafić na front.

Dezercja w czasie wojny jest przez wszystkie armie świata niemile widziana, nie dziwota zatem, że od listopada 1944 roku do maja 1945 roku aresztowano i osądzono z tego tytułu 2634 osoby a Sądy Wojskowe, w których orzekali głównie przedwojenni polscy sędziowie, wydały 288 wyroków śmierci z czego 181 wykonano.

W czerwcu 1945 roku powstaje Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej ze Stanisławem Mikołajczykiem jako wicepremierem, co w konsekwencji doprowadziło do cofnięcia przez sojuszników koalicji antyhitlerowskiej akredytacji dla Rządu Emigracyjnego w Londynie. W lipcu kończy formalną działalność Rada Jedności Narodowej i Delegatura Rządu a 2 sierpnia 1945 roku Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej ogłasza amnestię dla wszystkich członków podziemia, z której skorzystało przeszło 40 tysięcy osób.

Rząd Emigracyjny rozwiązuje też 6 sierpnia 1945 swoją Delegaturę Sił Zbrojnych w Kraju tworząc w jej miejsce Zrzeszenie W i N (Wolność i Niezawisłość) nazywane też Ruchem Oporu bez Wojny i Dywersji „W i N” mające – w założeniu! – zastąpić działalność zbrojną walką polityczno – propagandową.

To w teorii – w praktyce W i N aż do wiosny 1947 roku był głównym inspiratorem walki zbrojnej z władzami Polski Ludowej. Kto mieczem wojuje … Pierwsze kierownictwo W i N aresztowano już w listopadzie 1945 roku, a czwarte – w praktyce ostatnie – w listopadzie 1947 roku. Po tym terminie w lasach pozostały już praktycznie tylko bandy rabunkowe.

Początki aresztowań uczestników zbrojnego i politycznego podziemia należy też wiązać z nieuzgodnionymi z Dowództwem Frontu Wschodniego działaniami na wschodnich terenach RP w ramach „Akcji Burza”, rozkazem Komendanta Głównego AK z sierpnia 1944 roku zakazującym żołnierzom AK stawiania się do poboru oraz mających miejsce na terenach wyzwolonych (tzw. Polski Lubelskiej ) 17 września 1944 roku, 17 zamachach dywersyjnych (wysadzanie mostów, linii kolejowych i napaściach na żołnierzy Armii Czerwonej ).

Zaczęły się też zamachy na przedstawicieli PKWN i żołnierzy WP. W 1944 roku z rąk zbrojnego podziemia zginęło 289 osób w tym obok funkcjonariuszy nowych władz także członkowie PPR, PPS oraz chłopi biorący ziemię z reformy rolnej.

Wśród szczególnych osiągnięć narodowego odłamu „wyklętych” wymienić wypada mordy dokonywane na pozostałej jeszcze przy życiu po Holokauście ludności żydowskiej.

Ta niezwykle ciekawa karta historii „wyklętych” nadal czeka na jej odkrycie przez . Pewnie interesujące byłoby stworzenie mapy owych zbrodni i sprawdzenie jak dziś przedstawiają się preferencje wyborcze zamieszkujących te tereny ludności…

Zakłamywanie historii

Jak widać z bardzo skrótowo z konieczności przedstawionego fragmentu historii polskiego podziemia zbrojnego po II Wojnie Światowej, przypisywanie jego uczestnikom en blok poakowskich tradycji i patriotycznych pobudek działania, krojone na użytek dzisiejszej propagandy, jest mocno na wyrost. Zdaję sobie sprawę, że w kreowanej przez dzisiejsze „ministerstwo prawdy” uosabiane przez IPN iście orwellowskiej rzeczywistości wielu Rodaków nie mając dostępu do materiałów źródłowych, musi czuć się kompletnie zagubiona. Oto opluwa się i znieważa bohaterów walczących na Wale Pomorskim i zawieszających biało czerwoną flagę na Bramie Brandenburskiej, lekceważy się wysiłek milionów Polaków odbudowujących po wojnie zrównane z ziemią Warszawę, Gdańsk, Wrocław, tworzących od podstaw polski przemysł, szkolnictwo, inkorporujących dla RP ziemie byłych Prus Wschodnich, Ziemi Lubuskiej i Śląska, kreując w zamian na bohaterów tych, którzy usiłowali w tym przeszkadzać, strzelając do nich zza węgła.

Podobne zakłamywanie historii – jak pokazały przykłady z nie tak dalekiej przeszłości – ma jednak krótkie nogi. Obok bełkotu wypełniającego dziś podręczniki historii, istnieje przekazywana w domu tradycja, dająca świadectwo temu jak było naprawdę.

Tak było w czasach PRL – u, tak jest i będzie dziś po to, by opluwanym za niesłuszny numer PESEL Rodakom, z pełnym oddaniem służącym Polsce, takiej  w jakiej przyszło im żyć, oddać należny im hołd i szacunek.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 8.1/10 (wszystkich: 89)
Gaszenie „Ognia”, czyli o kreowaniu nowych "bohaterów", 8.1 out of 10 based on 89 ratings
Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Piotr Sobolewski

- dziennikarz. Od 1976 roku jego publikacje ukazywały w Dzienniku Bałtyckim, Głosie Wybrzeża, Kurierze Gdyńskim, Gazecie Gdyńskiej. Ostatnio publikował w Dzienniku Trybuna oraz na portalu Głos Gdyni. Jest autorem przeszło pięćdziesięciu autorskich programów telewizyjnych "Weekendowy magazyn szachowy " zrealizowanych w TV Szelsat w latach 1999 - 2000 oraz programów publicystycznych "Krótko i na temat" w TV Gdynia w 2001 roku.