Lekarz wystawiał przestępcom fałszywe zwolnienia – Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 8.10.2018

Lekarz wystawiał przestępcom fałszywe zwolnienia

Biegły Sądu Okręgowego w Warszawie może trafić na 10 lat do więzienia za wystawianie przestępcom zwolnień lekarskich, które umożliwiały uniknięcie odsiadki. Jeśli śledztwo wykaże, że jego znajomi sędziowie wiedzieli o tym procederze i przymykali na to oko – może dojść do wielkiego skandalu w wymiarze sprawiedliwości. O całej sprawie pisze portal Wirtualna Polska.

10 tysięcy złotych – taką kwotę łapówki, zdaniem warszawskiej prokuratury, przyjąć miał Wiesław C. – wpisany na listę biegłych Sądu Okręgowego w Warszawie. W zamian miał wystawić zaświadczenie, które pomogło stołecznemu gangsterowi uniknąć odsiadki za wyłudzanie mieszkań od osób starszych i schorowanych. Teraz, po półtorarocznym śledztwie, prokuratorzy twierdzą, że ten przypadek nie był wyjątkiem, sam doktor C. uczynił sobie z łapówek stałe źródło dochodu, a jego działalność torpedowała postępowania karne wobec bezwzględnych bandytów. Cała sprawa może się okazać jednym z bardziej bulwersujących skandali korupcyjnych w warszawskim wymiarze sprawiedliwości.

21 lutego 2018 nagłą wizytę doktorowi C. złożyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zatrzymali lekarza i przeszukali jego mieszkanie. Znaleźli wówczas 20 tysięcy złotych w gotówce. Te środki pieniężne prokurator zabezpieczył na poczet przyszłych kar – mówi Łukasz Łapczyński – rzecznik stołecznych śledczych. Tego samego dnia chirurg trafił do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie usłyszał tam trzy : łapownictwa, poświadczenia nieprawdy i poplecznictwa (pomoc w uniknięciu odpowiedzialności karnej). Grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności. Prokurator wystąpił z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. Chirurg trafił za kratki, ale jego adwokat przekonał wyższej instancji, że tak surowy środek nie jest jednak konieczny i można go zamienić na poręczenie majątkowe. Na początku kwietnia na konto prokuratury wpłynęło 100 tysięcy złotych, a C. wyszedł na wolność. Jak się miało okazać, nie na długo. 11 lipca znowu zatrzymała go ABW, a w prokuraturze usłyszał 4 kolejne zarzuty. Wszystkie dotyczyły poświadczenia nieprawdy w zwolnieniach lekarskich, skutkujące umożliwieniem osobom skazanym unikania odpowiedzialności karnej. Prokurator ponownie zawnioskował o tymczasowy areszt, a Cz. na trzy miesiące trafił za kratki, gdzie przebywa do dziś.

Według śledztwa warszawskiej prokuratury, przebieg zdarzeń był następujący: w lutym 2016 roku do gabinetu Wiesława C. w ścisłym centrum Warszawy, zgłosił się Wojciech S. S. bardzo się obawiał, że niebawem trafi do aresztu, podejrzany o przestępstwa wyłudzenia nieruchomości. S. sądził, że jedynym sposobem, aby tego uniknąć, jest przedstawienie w sądzie zaświadczenia od lekarza wpisanego na listę biegłych sądowych (C. figurował na tej liście od 2008 roku). Z akt sprawy wynika, że C. wystawił takie zaświadczenie, opatrzył je pieczątką biegłego sądowego i podpisał. Co więcej: sporządził też dokumentację lekarską, z której wynikało, że w październiku 2015 roku zbadał S., który wówczas miał być jego pacjentem i badanie wykazało, że jego stan zdrowia nie pozwala na pobyt S. w izolacji. Z zaświadczenia wynika, że C. stwierdził „przeciwwskazania do pobytu podejrzanego w warunkach aresztu śledczego”. Efekt był łatwy do przewidzenia. Sąd Rejonowy w Pruszkowie uznał, że w tej sytuacji Wojciech S. nie może trafić do aresztu i zastosował wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze (kaucję i dozór policyjny). Zdaniem prokuratora, w ten sposób chirurg przeszkadzał w śledztwie i pomagał przestępcy uniknąć odpowiedzialności karnej.

Wojciech S. był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, która zarabiała setki tysięcy złotych na wyłudzaniu mieszkań od osób będących w trudnej sytuacji życiowej. W prokuraturach usłyszał łącznie 15 zarzutów. Mechanizm działania tej grupy był taki sam: osobom starszym i znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej oferowano niskooprocentowane pożyczki hipoteczne pod zastaw mieszkania. Zgodnie z umową, zawieraną w kancelarii notarialnej, pożyczki miały być spłacane w ratach na numer rachunku bankowego, który miał zostać wskazany później. Tyle tylko, że oszukany emeryt nie otrzymywał nigdy numeru konta, więc nie mógł wpłacić pieniędzy. Zgodnie z umową, w takiej sytuacji mieszkanie przechodziło na własność członka grupy. Notariusz wnioskował więc o dokonanie odpowiednich wpisów w księdze wieczystej, a potem lokal trafiał na sprzedaż. W międzyczasie zaczynała się gehenna oszukanych staruszków. Oszuści zmuszali ich siłą i groźbami, aby opuszczali lokale. Wobec jednej staruszki rozpoczęto procedurę prawną zmierzającą do eksmisji. Drugiej wprowadzono do mieszkania alkoholika, aby urządzał awantury i swoim zachowaniem skłonił ją do wyprowadzki. Innego emeryta pobito i grożono mu śmiercią. Zdesperowani ludzie zaczęli zgłaszać się na policję. W końcu sprawą zainteresowała się . Jej śledztwo wykazało, że grupa przestępcza opanowała jeszcze jeden mechanizm na przejmowanie nieruchomości: były to fałszywe pełnomocnictwa.

Na czym to polegało? Notariusz dowiadywał się kto jest faktycznym właścicielem nieruchomości, zdobywał jego dane osobowe i na ich podstawie sporządzał upoważnienie do sprzedaży mieszkania, wystawione dla oszusta – mówi policjant, który uczestniczył w śledztwie. – Potem na podstawie tego fałszywego pełnomocnictwa oszust sprzedawał nieruchomość, a cała transakcja odbywała się… w kancelarii tego notariusza. Nieuczciwy prawnik również trafił do aresztu. Postawiono mu zarzuty przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, oszustw w stosunku do mienia znacznej wartości a także obrotu nieruchomościami pochodzącymi z przestępstwa w celu uniemożliwiana stwierdzenia ich przestępczego pochodzenia i zajęcia – mówi prokurator Łapczyński. Podejrzani usłyszeli kilkadziesiąt zarzutów zagrożonych karą do 10 lat więzienia i trafili do aresztów. Za kratki nie poszedł natomiast wspomniany Wojciech S., który w pruszkowskim sądzie przedstawił zaświadczenie lekarskie podpisane przez doktora Wiesława C.

Gdy sprawa wyszła na jaw, prokurator postanowił zweryfikować wszystkie zwolnienia wystawiane przez Wiesława C. i przedstawiane w innych śledztwach. Analiza akt doprowadziła śledczego do szokującego wniosku: oto w jednym przypadku zwolnienie lekarskie dla kobiety chirurg opatrzył datą, kiedy nie mogła ona przyjść do niego z wizytą, bowiem… przebywała w innym mieście. Co więcej: zaświadczenie odebrał w jej imieniu konkubent, który potem opowiedział o tym w swoich zeznaniach. Z dokumentu wynikało, że stan zdrowia kobiety jest na tyle poważny, że uniemożliwia jej udział w rozprawach prowadzonych przed warszawskim sądem. W rezultacie, sędzia prowadzący odroczył postępowanie do czasu aż oskarżona wróci do zdrowia. Miało to na celu wydłużanie postępowania i doprowadzenie do jego przedawnienia. W historii polskiej kryminalistyki zdarzało się, że biegli wystawiali zaświadczenia umożliwiające wymiganie się od więzienia – mówi Krystyna Kuźmicz, emerytowana oficer policji kryminalnej, dziś prywatny detektyw. – Ale o wystawieniu takiego dokumentu osobie, której się nie widziało na oczy, nigdy wcześniej nie słyszałam. Podobne zaświadczenie Wiesław C. wystawił jeszcze jednej osobie, jednak tym razem udowodniono, że przynajmniej przyjął ją w gabinecie i przebadał.

Prokuratorzy twierdzą, że C. wystawił jeszcze za pieniądze dwa zaświadczenia. Oba dokumenty dotyczyły stanu zdrowia kobiety skazanej prawomocnym wyrokiem za oszustwa. Kobieta walczyła o odroczenie wykonania kary więzienia. C. napisał, że powinna ona poddać się skomplikowanej operacji „w trybie pilnym”, jej pobyt w zakładzie karnym jest niemożliwy i zagraża jej życiu. Dzięki temu nie trafiła za kratki.

Gdy o praktykach doktora C. zrobiło się głośno, Okręgowa Izba Lekarska nie udzieliła mu rekomendacji umożliwiającej przedłużenie statusu biegłego sądowego. W rezultacie, w grudniu 2017, prezes Sądu Okręgowego w Warszawie nakazał wykreślenie jego nazwiska z listy biegłych sądowych.

Sam C. po tym, jak go zatrzymano, dwukrotnie był przesłuchiwany. Za pierwszym razem złożył obszerne wyjaśnienia, w których zaprzeczył stawianym zarzutom, ale prokurator nie dał mu wiary. Za drugim razem, odmówił odpowiedzi na pytania.

Czytaj dalej…

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 3)
Lekarz wystawiał przestępcom , 10.0 out of 10 based on 3 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Redakcja

- Gazeta Bałtycka

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>