Tak tworzono polskie "elity" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 23.10.2017

Tak tworzono polskie „elity”

W opublikowanym kilka dni temu na łamach Gazety Bałtyckiej artykule „Hanna Gronkiewicz – Waltz to obrzydliwe zjawisko”  poseł Janusz Sanocki bardzo trafnie opisał i częściowo zdiagnozował patologie charakterystyczne dla politycznych elit i „elitek” współczesnej Polski.

Pod pojęciem „elitki” rozumiem tych wszystkich przedstawicieli władz (na wszystkich jej szczeblach, a więc i samorządowych), którzy wprawdzie nie piastują żadnych ważnych stanowisk i funkcji, mają jednak, w imieniu społeczeństwa (demokracja!!!), sprawować kontrolę nad tymi, którzy takie stanowiska i funkcje sprawują.

Opis patologicznych zjawisk nakreślony przez posła Sanockiego jest bardzo obrazowy i trafny. Jednak przywołany artykuł nie zawiera żadnych refleksji na temat przyczyn owych, jakże uciążliwych dla Polski i Polaków nieprawości. Spróbuję nieco ten brak uzupełnić.

W latach mojego dzieciństwa mówiono mi, że przede wszystkim powinienem się uczyć. Bo wiedza stanowi drogę do szerokiego świata, do jego poznania i zrozumienia. Jeszcze byłem zbyt mały, by mówić o rzeszach inteligentów, ludzi kulturalnych, o tak zwanych elitach. Te określenia pojawiły się w okresie mojej młodości, gdzieś w ostatnich klasach szkoły podstawowej (ośmioklasowej) i przez cały okres szkoły średniej. Mnie jeszcze uczono, że do grona elit (wszelkich) wejść można tylko, mając przede wszystkim wykształcenie.

W tamtych, „moich” czasach jeszcze można było nie zdać matury. Ba. Można było zostać wyrzuconym ze szkoły na przykład za niewłaściwe zachowanie. Żeby dostać się na studia, trzeba było zdać wcale nie takie proste egzaminy. Wbrew temu, co mówią niektórzy, nie przypominam sobie, by jakiekolwiek znaczenie miała postawa polityczna. Przynajmniej ja tego nie odczułem. Może dlatego, że nigdy nie miałem do czynienia z Milicją Obywatelską.

Efektem tego było to, że każdy z nas, którzy studia ukończyli, starał się zachowywać godnie, kulturalnie, rzekłbym – elitarnie. Na ile się to udawało, nie mnie oceniać. Znacznie, znacznie później dowiedziałem się (i przekonałem), że „frak dobrze leży dopiero w siódmym pokoleniu”. Ale już wtedy wiedzieliśmy (pewnie to efekt „indoktrynacji”), że nie tylko „Sonderaktion Krakau” wpłynęła na przetrzebienie, żeby nie powiedzieć, likwidację polskich elit inteligenckich. Powtarzam, i będę powtarzał to zawsze – w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku wiedzieliśmy w miarę dokładnie, co to , Charków, Miednoje. Może nie znaliśmy niektórych szczegółów, które dzisiaj, dzięki Bogu – już znamy. Może nie byliśmy pewni ilości ofiar radzieckiego „systemu”. Ale wiedzieliśmy, że zbrodnia katyńska, podobnie zresztą jak wspomniana „Sonderaktion Krakau”, miała między innymi na celu pozbawienie Polaków owej inteligenckiej elity, mogącej sprawować przywódczą rolę w społeczeństwie, mogącej „pociągnąć” społeczeństwo w jedną lub drugą polityczną stronę.

Produkowanie „elit”

Wówczas też, w latach siedemdziesiątych, przywódcy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej doszli do wniosku, że trzeba w kraju „upowszechnić szkołę średnią”. Czy było to świadome działanie mające na celu obniżenie poziomu kształcenia, czy też było to działanie w dobrej wierze dla społeczeństwa, nie wiem. I chyba nikt dziś odpowiedzialnie nie powie, że wie. Wiem natomiast, że skutkiem tych działań było obniżenie poziomu wymagań dla tych, którzy pretendowali do miana „elit”. Już wystarczyło być w miarę systematycznym uczniem, by móc zdać maturę. Powoli, systematycznie, obniżano wymagania dla wstępujących na wyższe uczelnie. Już można było nie przeczytać lektur wchodzących do „kanonu”, już niekoniecznie trzeba było znać definicję logarytmu czy cotangensa, już można było na maturze korzystać ze słownika ortograficznego (sic!) i uzyskać maturalne świadectwo.

To „twórcze” produkowanie „elit” swoje apogeum osiągnęło po reformach szkolnictwa, których twarzą (moim zdaniem wielce niesławną) stał się pan minister . Po „jego” reformach do grona „społecznych elit” można było wejść z maturą zdaną na poziomie trzydziestu procent poprawnych odpowiedzi, „kupując” dyplom wyższej uczelni kształcącej na kierunku „zarządzanie i marketing” lub „inżynieria sprzedaży i zakupów”. Tragedią naszego kraju (ale nie tylko naszego) jest to, że systemy demokratyczne, zamiast eliminować z życia publicznego wszelkiego typu krzykaczy, nieudaczników, ludzi niekompetentnych, promują ich. W tych systemach ci, którzy wykrzykują najgłośniej, nawet największe głupoty, mają największe szanse zwycięstwa.

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał jeszcze jednego aspektu związanego z tworzeniem współczesnych „elit”. Niemal przez cały okres tak zwanego komunizmu (z komunizmem wiele wspólnego nie miała, ale łatka „komucha” jest bardzo dobrym elementem deprecjonującym tego, komu można ją przypiąć) władza starała się przeciwstawić kościół katolicki państwu. W efekcie propaganda wskazywała na „nieżyciowość” i nienowoczesność ideałów i wartości głoszonych przez kościół.

Młodzi ludzie poddawani byli mocnej presji propagandowej przeciwstawiającej „nowoczesność socjalistycznego myślenia” „klerykalnej zaściankowości”, „przestarzałości”, „intelektualnemu konserwatyzmowi” i „kołtuństwu”. Młodych ludzi pozbawiono ideałów. Tak naprawdę pozostawiono ich samym sobie. Zaburzono wpajany im z pokolenia na pokolenie system wartości. W tym tak ważnych jak patriotyzm, umiłowanie własnej Ojczyzny. Wszystko to w imię „proletariackiego internacjonalizmu”. Może się mylę. Ale osobiście uważam to za jedną z największych „zbrodni” poprzedniego systemu wobec społeczeństwa. Ku swemu zaskoczeniu stwierdzam, że w wielu, niezwykle wielu głosach obecnie pretendujących do głosów „elit” pobrzmiewają te same głosy. (Niedawny „proletariacki internacjonalizm” zastępowany jest jednością Unii Europejskiej, otwartością na „obcych” i „innych”, w różny sposób nazywanych). Myślę, że może to być przyczynek do poważnych badań socjologicznych. Może pan dr hab. Janusz Czapiński opracuje jakąś „diagnozę społeczną” na ten temat?

Czy w tej sytuacji dziwić się można, że na tkance narodu wyrosły różne, jak to określił pan poseł Janusz Sanocki, „obleśne pasożyty”? Czy dziwić się można, że język tak ukształtowanych „elit” przypomina język w okresie mojego dzieciństwa spotykany tylko pod budką z piwem? (Swoją drogą – kto z Czytelników jeszcze pamięta coś takiego i wie, kto pod ową „budką” przestawał?) Ci ludzie zostali tak wychowani. Zostali tak „uformowani”. To właśnie dlatego dziś, gdy próbuje się w społecznym odbiorze zrównywać zwykłych donosicieli z oficerami, żołnierzy z mordercami, bohaterów z tchórzami, ludzi porządnych ze zwykłymi kanaliami, owe „obleśne pasożyty” mają największe szanse. I korzystają z tych szans pełnymi garściami.

A my dowiadujemy się co chwilę o kolejnych aferach, które „z pokolenia na pokolenie” rządzących wydają się coraz większe. Cóż więc pozostaje nam, społeczeństwu, w tej nieciekawej sytuacji? W moim przekonaniu nie ma innego wyjścia, jak kształtowanie nowych ELIT. Praktycznie od zera. Wiele wskazuje na to, że możliwości się otwierają. Kolejne reformy państwa jak gdyby zmierzają w tym kierunku. Prawda jest taka, że społeczeństwo samo z siebie tych ELIT nie stworzy. Może w tym tworzeniu wziąć udział. Zapewne także chce ten udział wziąć. Ale sposoby i metody tworzenia grupy elitarnej określić i stworzyć musi Państwo.

Powtarzam wielokrotnie, że przysłowia są mądrością narodów. Któryś z wielkich Polaków powiedział: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. (Źródła nie są zgodne, komu można przypisać te słowa, ja „obstawiam” na Jana Zamoyskiego). Dla mnie te słowa są jak przysłowie. Polskie przysłowie. Tak więc stawiajmy na wychowanie młodych pokoleń. Na ich kształcenie. Aby kolejne pokolenia polskich ELIT nie były już tak obleśne, nie były tak pazerne. By były gotowe służyć Polsce i Polakom, nie tylko sobie. Bo te ELITY będą nam bardzo potrzebne. Może bardziej, niż oczekujemy. Może szybciej, niż się spodziewamy.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 7.8/10 (wszystkich: 8)
Tak tworzono polskie "elity", 7.8 out of 10 based on 8 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

-

publicysta, komentator i felietonista.

Wyświetlono 2 komentarze
Napisano
  1. Piotr napisał(a):

    BRAWO , BRAWO , BRAWO ! Obawiam się jednak , że nie wszyscy zrozumieją te słowa . Ale chylę czoła .

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: +1 (oddano 1 głos)
  2. tom53 napisał(a):

    piszecie super artykuły..propaganda i pranie mozgow na podatne polskie społeczenstwo ma wielki wpływ..gratuluje macie nowego czytelnika..nie boicie sie pisac o gnoju politycznym…

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: 0 (oddano 0 głosów)

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>