Ten człowiek stracił wszystko | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 2.04.2014

Ten człowiek stracił wszystko

Będzie to opowieść o człowieku, który miał wszystko. Miał, lecz stracił, traci nadal. Trudno powiedzieć dlaczego.

O człowieku, który stracił wszystkoNie wszystko można zrzucić na udział osób trzecich. Na pewno jednak jest to postać barwna zasługująca na kilka zdań.

Mężczyznę, którego postaram się opisać będę nazywał Wilkiem. To ksywka nadana mu przez uczniów gimnazjum, do którego uczęszczałem parę lat temu. Tak, był nauczycielem. Świetnym. Do dnia dzisiejszego każdy z nas bardzo miło wspomina każde spotkanie z nim. Uczył nas angielskiego. W tak profesjonalny i niekonwencjonalny sposób, że do dnia dzisiejszego dwanaście czasów w tym języku nie stanowi dla mnie problemu. Słówka, konstruowanie zdań, pytań – to nie problem dla nas wszystkich właśnie po zajęciach z panem Wilkiem.

Czy miał problem z alkoholem? Trudno stwierdzić. Faktycznie, kilka razy przyszedł na zajęcia z jogurtem naturalnym komentując krótko „ahhh, była impreza”. Ale to przeżywał każdy z nas, zwłaszcza w okresie gimnazjalnym. Nikt się nie spodziewał, że skończy tak, jak skończył. Miał piękną żonę, córeczkę. Chwalił się najważniejszymi kobietami w jego życiu. To widać, że były dla niego wszystkim, podkreślał to na każdym kroku. Pamiętam jego żonę, często przychodziła po niego pod szkołę. Była śliczna, na pewno.

Przyszła bodajże 2 klasa gimnazjum i odszedł ze szkoły. Po części za bliski kontakt z uczniami (nie zrozumcie mnie źle, chodziło o inne, niż standardowe formy nauczania) po części dlatego, że praca jako nauczyciel nie pozwalała mu, jak sam mówił, „zapewnić odpowiedni byt swojej rodzinie”. Zdecydował się wyjechał do Anglii. To wszystko działo się w momencie, kiedy wyjazdy nie były tak popularne, a co za tym idzie, było to opłacalne. Przygoda z tym wyjątkowym pedagogiem się dla nas zakończyła. Minęło kilka lat.

Charakterystyczną łysą głowę rozpoznałem od razu. Ale kiedy to było? Trudno mi sobie przypomnieć. Było to na pewno miesięcy… kilka? Tak, było to na przełomie sierpnia i września ubiegłego roku. Pan Wilk nie przypominał już tego samego faceta. Kiedyś, facet umięśniony, dbający o siebie, zaskakujący w pełni swoją inteligencją i bystrym dowcipem. Teraz wyglądał jak bezdomny. Dosłownie. Brudny, z mętnym wzrokiem, w podartych ciuchach. Pomimo tego poznałem go od razu. Podszedłem, jednak z pewną obawą. Dlaczego? Nie wiem.

– Dzień dobry – zagaiłem.
– Witam, witam – odpowiedział swoim charakterystycznym, głębokim głosem. Ale czy my się znamy?
– Taak, uczył mnie Pan. Angielskiego, w gimnazjum, pamięta Pan?
– Igor?
– Zgadza się.

Doszliśmy do porozumienia.
– Masz papierosa?
– Mam.

Wyciągnąłem paczkę, poczęstowałem mentolowym Lucky Strike’m. Do dziś pamiętam. Zaczęliśmy rozmowę.

Okazało się, że wyjazd był strzałem w dziesiątkę. On, ze swoją błyskotliwością i znajomością języka od razu znalazł pracę. Pracował jako tłumacz w kancelarii prawniczej. Jak sam opowiadał, zarabiał niezłe pieniądze. Jego żona – podobnie, choć nie pamiętam gdzie pracowała. Mówił, ale po prostu wyleciało mi to z pamięci. W rok po wyjeździe było ich stać na własne mieszkanie. Córka była dwujęzyczna, bez problemu operowała polskim i angielskim, dodatkowo zaczynała naukę niemieckiego.

– Więc idealnie, raj – komentuję.

W pewnym momencie coś się popsuło. Nie znam drugiej strony, ciężko mi powiedzieć, czy rzeczywiście zawiniła ona. Z dnia na dzień odeszła, zostawiła go bez niczego, pozbawiła go praw do dziecka. Zastał ją z innym w ich małżeńskim łożu. Dostał dokumenty i godzinę na spakowanie się. Wyszedł na ulicę, bez niczego. Trudno mi sobie wyobrazić, co wtedy czuł. Dosłownie w kilka chwil został bez niczego, bez żony, bez uczucia, bez córki. Ale nie zawalczył, przynajmniej ja tak uważam. Zrezygnował z batalii o córkę… a może po prostu nie chciał w to mieszać swojego owocu miłości? Trudno powiedzieć.

Był bez pieniędzy, nie mógł uzbierać na bilet. Przez paręnaście dni mieszkał na dworcu gdzieś w centrum Londynu. Jak pies, który okazał się nietrafionym prezentem. On, człowiek wykształcony, ułożony, troszkę zwariowany – zaczął żebrać. Tu uśmiechnęło się do niego szczęście – trafił na Polaka. Polaka, którego kiedyś uczył w gimnazjum angielskiego.

– Kto to był? – dopytuję. Nie chce mi powiedzieć.

Dał mi pieniądze na bilet. Opłacił mi hotel, kazał się ogarnąć, kupił mi ubrania i jakieś pierdoły – opowiada.

Wrócił do Polski. Tyle, co wrócił do swojego kraju. Był zerem, spłukany, nie mógł się odnaleźć. I tak naprawdę nie odnalazł się do dnia dzisiejszego. Chociażby przykład z dziś. Wracam z pracy, godzina 22:20, stoi pod sklepem. Tak samo, jak od momentu, kiedy wziął ode mnie mentolowego papierosa. Pijany, zatacza się. Nie jest brudny, aczkolwiek widać, że ubrania nie są pierwszej świeżości. Mijający go ludzie myślą – pijak, bezdomny, pewnie wraca do domu i żonę bije. Tak naprawdę nie wiem do końca gdzie on mieszka. Na pewno gdzieś w pobliżu, może u rodziny? Ciekawe jak długo. Nie pracuje, nie umie znaleźć pracy lub nie chce jej znaleźć, popadł w alkoholizm. Ostatnio prosił mnie o złotówkę.

Pytam:
– Popatrz na siebie, wyglądasz jak zwykły skur**syn, których pełno tutaj. Siedzą, piją, wracają do domów, robią awantury. Też taki jesteś, też chcesz być taki jak oni?

Nic nie odpowiada. Nie sądzę, żeby zdawał sobie sprawę z tego, o co go pytam. Powtarza, czy dam mu złotówkę. Daję, ale nie wiem dlaczego. Po prostu jest mi przykro patrząc na niego. Częstuję go papierosem. Jak na złość – znów mentolowym. Milczymy. Z człowiekiem, którego riposta potrafiła jeszcze kilka lat temu zagiąć każdego, nie rozmawiam, tylko milczymy. Nie do pomyślenia.

Ciekawi mnie co będzie dalej. Ma bodajże około 40 lat, dwa kierunki studiów skończone. Gdyby chciał, to już dawno by znalazł pracę. Ja to wiem, wy to wiecie. Tu problem leży głębiej. Moim zdaniem ten facet w dalszym ciągu nie może się otrząsnąć po stracie żony i córki. To przecież dla nich wyjechał za granicę, rzucił wszystko to, co miał tutaj, na miejscu, w Polsce. Zdradził tylko, że do dnia dzisiejszego nie miał żadnego kontaktu z córką. I że za nią tęskni. Taką myśl trudno podsumować słowami.

Igor Miecznik


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Gazeta Bałtycka

- niezależny serwis informacyjno-publicystyczny.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika