Szykują się poważne zmiany w mediach publicznych. Czy uzasadnione? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 8.01.2016

Szykują się poważne zmiany w mediach publicznych. Czy uzasadnione?

Podpisana właśnie przez Prezydenta Rzeczpospolitej ustawa o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji powoduje w dalszym ciągu głośne, trochę histeryczne, trochę rozpaczliwe krzyki opozycji. O tym, że jest to zamach na wolność mediów, że jest to zawłaszczanie mediów, że pod rządami znowelizowanej ustawy staną się tubą propagandową rządu. W zasadzie można się z częścią tych argumentów zgodzić. Ale tylko z częścią. Dlaczego?

telewizja

Bo media do tej pory nazywane publicznymi były tubą propagandową rządu. Tego, który w wyniku demokratycznych wyborów utracił mandat społecznego zaufania. A chciałby, nie sprawując władzy, zachować wpływy w mediach. Żeby łatwiej było poddawać aktualnie rządzących presji „wolnych, niezależnych mediów”.

W głośnej wrzawie, która w tej sprawie trwa nieprzerwanie od kilku tygodni, mówi się o mediach. Póki co sprawa dotyczy głównie publicznej telewizji i radia. Przy czym podkreślić trzeba, że siła oddziaływania telewizji w naszej, polskiej rzeczywistości jest nieporównanie większa niż jakiegokolwiek innego środka przekazu publicznego, nie wyłączając Internetu.

Co pozwala mi sięgnąć po mocny argument obecnej telewizji jako medium gotowego nadal służyć grupie, która dopiero co utraciła władzę? Spojrzałem na skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ten, który właśnie żegna się ze stanowiskami.

W jej skład wchodzi pięciu ludzi. Wszyscy powołani zostali pomiędzy siódmym lipca a czwartym sierpnia 2014 roku. Z oficjalnej strony internetowej wyczytać mogłem, że:

  • pan , powołany przez p.o. Prezydenta Rzeczpospolitej, w latach od 1990 do 2004 był członkiem Unii Demokratycznej, Stronnictwa Konserwatywno – Ludowego i Platformy Obywatelskiej,
  • pan , powołany przez Sejm Rzeczpospolitej, był w swoim czasie członkiem Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej i z ranienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej pełnił mandat Senatora III kadencji,
  • pan , powołany przez p.o. Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, w swoim czasie był Rzecznikiem Prasowym Rządu Jerzego Buzka (dla tych z krótszą pamięcią – AWS. Po klęsce wyborczej, kolejnych zmianach nazw i przekształceniach, w znaczącej mierze ), zasilającej dzisiejszą Platformę Obywatelską, a może już nawet Nowoczesną).
  • pan , powołany przez Senat Rzeczpospolitej Polskiej, w swoim czasie wybrany do Senatu Rzeczpospolitej z list PSL,
  • pan , powołany przez Sejm Rzeczpospolitej. Na stronie KRRiT nie znalazłem informacji o związkach partyjnych. Ale nieprzebrane zasoby Internetu pozwoliły dowiedzieć się, że do Rady wszedł z rekomendacji SLD.

Nie starałem się sięgać do wcześniejszej działalności żadnego w wymienionych panów.

Nie zamierzam ich w żaden sposób stygmatyzować, dezawuować ich życiorysów. Pozwalam sobie tylko zwrócić uwagę, że wszyscy, dosłownie wszyscy mają co najmniej epizody związane z dzisiejszą opozycją, niedawno jeszcze sprawującą władzę. Przy czym pozwalam sobie przypomnieć, że w swoim czasie wystarczająco głośne były sygnały o gotowości do współpracy pomiędzy panami Leszkiem Millerem i Donaldem Tuskiem, by do tej samej gromadki z czystym sumieniem zaliczyć tych członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, których łączyć można z SLD.

Czy w takiej sytuacji można mówić o tym, że KRRiT była politycznie neutralna? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta i oczywista. Czy w takiej sytuacji można mówić o tym, że nowe władze Telewizji Polskiej będą politycznie neutralne? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta i oczywista. Jednak wolę sytuację, gdy mówi mi się wprost, że ludzi na jakieś stanowiska powołuje (wyznacza) minister właściwy do spraw Skarbu Państwa niż gdy usiłuje mi się wmówić wbrew oczywistym faktom, że prowadzi się uczciwe konkursy, że obowiązują zasady pluralizmu (patrz konkurs na stanowisko prezesa ZUS).

Podpisana obecnie przez Prezydenta Rzeczpospolitej ustawa obowiązywać ma do trzydziestego czerwca 2016 roku. Mówiąc szczerze brak mi informacji, czy obecnie wskazani do sprawowania władzy w telewizji publicznej otrzymają kontrakty tylko do tego momentu, czy też pod pozorem tej „epizodycznej” ustawy będą sprawować swoje urzędy przez bliżej nieokreślony czas. Wszak wiadomo, że w Polsce jak w rzadko którym kraju prowizorki trwają najdłużej.

Tak czy inaczej, prędzej czy później, trzeba będzie wprowadzić jakiś mechanizm pozwalający na bardziej stabilne kreowanie władz publicznych mediów. I dopiero w sprawie kształtu tej ustawy powinna w Sejmie rozgorzeć poważna dyskusja, w której, mam nadzieję, opozycji nie zabraknie ani dobrych pomysłów, ani rzeczowych argumentów, parlamentarnej większości odwagi, by ich z uwagą wysłuchać i tam, gdzie to dobre dla Polski, przyjąć. A obecna nowela ma pozwolić tylko na w miarę spokojny, medialnie wyważony przekaz o tej dyskusji. Ziszczenia tego Czytelnikom, parlamentarzystom i sobie samemu na najbliższą przyszłość życzę.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika