Cyberatak na rząd? „Dezinformacja i propaganda” | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 19.06.2021

Cyberatak na rząd? „Dezinformacja i propaganda”

Rząd na celowniku cyberterrorystów z Rosji – taki przekaz sformułował Morawiecki przy okazji rzekomego ataku hakerskiego na skrzynkę e-mailową szefa Kancelarii Premiera R1; Michała Dworczyka. Dziś już wiemy, że najpewniej do żadnego ataku nie doszło, a zawartość skrzynki ujawniła osoba, która po prostu miała do niej dostęp. To zdarzenie pokazało również coś znacznie ważniejszego – mianowicie jak działa mechanizm mieszczący się w arsenale rządowych działań dezinformacyjno-propagandowych.

Do ataku na skrzynkę poczty elektronicznej Michała Dworczyka miało dojść blisko tydzień temu. W konsekwencji do internetu miała trafić m.in. korespondencja pomiędzy członkami rządu, w której dyskutowano i oceniano najważniejsze wydarzenia. Także omawiano sposoby komunikacji oraz efekty i polityczne korzyści jakie mogą osiągnąć rządzący.

Nie ulega wątpliwości, że każdy tego typu atak jest kompromitujący dla rządzących, bo pokazuje, że ci nie są w stanie bronić się przed aktualnymi zagrożeniami. W przypadku Dworczyka sytuacja jest jeszcze gorsza, bo ujawniła, że prowadzi on korespondencję służbową używając prywatnej skrzynki e-mailowej, w dodatku założonej prawdopodobnie bezpłatnie, na powszechnie dostępnym portalu.

Kompromitacja zatem podwójna. W reakcji na to, w kręgach rządowych bardzo szybko powstała koncepcja działań mających wizerunkowo przykryć ten skandal. Wybrano dezinformację opinii publicznej.

Zaczęto budować narrację o „wszechobecnym zagrożeniu cyberatakami”, których źródło ma być – rzecz jasna – w Rosji. Motyw „Rosja jako imperium zła” w naszym społeczeństwie wciąż jest dobrze odbierany, więc słusznie ocenili jego skuteczność rządowi propagandyści.

Długa ręka Rosji sięga wszędzie, nawet do skrzynki mailowej ważnego ministra – tak próbował przedstawić sprawę premier. Dodatkowo na konferencjach prasowych sugerował, że ujawnione treści mają rosyjską konstrukcję składniową, zatem w domyśle muszą pochodzić zza naszej wschodniej granicy.

Trzeba przyznać, że tak formułowany komunikat świadczy albo o głębokiej nieznajomości zagadnień dotyczących służb specjalnych, albo o tym, że odbiorców swoich komunikatów premier traktuje, jako niespełna rozumu.

Tu krótkie wyjaśnienie – służby specjalne dużych krajów (a Rosji w szczególności) dysponują najlepszym specjalistami od wszelakich zagadnień, także od języka, komunikacji i psychologii. Zatem gdyby chciały – nikt nigdy nie zorientowałoby się, że są odpowiedzialne za daną operację. Rosyjscy funkcjonariusze zajmujący się zagadnieniami Polski władają naszym językiem znacznie lepiej niż przeciętny Polak, prawdopodobnie nawet lepiej niż sam Mateusz Morawiecki. Sugerowanie więc, że mogliby mieć problem z poprawną polską składnią jest głębokim nieporozumieniem.

Wracając do głównego zagadnienia – rządowa propaganda uruchomiła kilka wątków pobocznych o rzekomych innych atakach hakerskich, podstawiono kilka osób z kręgów sejmowo-senackich, które do kamery opowiadały o tym jak to „padły ofiarami kradzieży internetowej tożsamości” i tak oto dziennikarze z medialnego głównego nurtu poszli wytyczoną przez propagandystów ślepą uliczką… Celem tych działań było stworzenie wrażenia, że cyberataki są wszędzie, dotyczą niemal każdego, a sprawa Dworczyka jest czymś zupełnie normalnym.

Przy okazji raz jeszcze widać doskonale, jak słabe jest nasze tzw. mainstreamowe .

Kto wie, czy pod pretekstem rzekomych rosyjskich ataków hakerskich za chwile nie dowiemy się o kolejnym ograniczeniu naszej wolności np. poprzez wdrożenie kolejnego systemu inwigilacji obywateli. To nawet bardzo prawdopodobne.

Na szczęście za sprawą doniesień prasowych, a także informacji z ABW okazało się, że cała historia stworzona wokół Dworczyka najprawdopodobniej wygląda zupełnie inaczej, a koncepcja misternie tworzonego przez rządową propagandę fałszywego przekazu upadnie. Tak zresztą dzieje się zawsze, gdy przekaz budujemy na zupełnie fałszywych przesłankach. Im te przesłanki są dalsze od prawdy, tym jej ujawnienie (które zawsze następuje) niesie za sobą bardziej negatywne skutki dla głównych aktorów spreparowanego przekazu.

Wszystko wskazuje na to, że nikt nie włamał się do skrzynki Szefa Kancelarii Premiera. Jej zawartość ujawniła osoba, która skrzynką dysponowała, znając do niej hasło. Najprawdopodobniej w geście zemsty postanowiła ujawnić jej zawartość. Oto cała tajemnica rzekomego cyberataku ze strony Rosjan.

A to, że w tzw. międzyczasie premier Morawiecki postanowił podjąć dyplomatyczne działania w przestrzeni międzynarodowa, aby niejako wszcząć alarm w związku z rzekomym zagrożeniem cyberatakami ze strony Rosjan – niech pozostanie bez szerszego komentarza, bo świat i tak patrzy na poczynania naszego rządu z coraz większym dystansem, a nasza pozycja międzynarodowa wcale nie jest coraz mocniejsza…


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- dr n. hum., publicysta i komentator. Twórca niezależnych mediów. Autor analiz dotyczących PR, języka polityki i marketingu politycznego.Twitter: @MichalLange