Obozy koncentracyjne w Korei Północnej. „Więźniowie bez szans na przeżycie” | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 17.03.2021

Obozy koncentracyjne w Korei Północnej. „Więźniowie bez szans na przeżycie”

Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna – według komentatorów międzynarodowych jest krajem operetkowym, w którym rządy sprawuje grupa wojskowych starców, skupiających w swoich rękach ogromne bogactwo a tuż obok nich egzystują zwykli obywatele, żyjący w skrajnej, wręcz trudnej do wyobrażenia nędzy. Głód jest wśród nich tak wielki, że widok człowieka jedzącego surowego szczura, mysz czy żabę od lat nikogo nie dziwi. Nie dziwią także umierające z głodu dzieci, leżące na ulicach mniejszych miast…

korea-polnocna_oboz

nr 14 w Korei Północnej. (fot. Maps Google)

Ale Korea Północna to także coś jeszcze. Coś, o czym świat wie niewiele. Chodzi o obozy koncentracyjne nazywane przez koreańską propagandę „obozami pracy” lub „obozami reedukacyjnymi”, które istnieją w kraju od ponad pół wieku.

Według różnych szacunków w takich obozach przebywa od 150 tys. do 200 tys. ludzi. Zdjęcia satelitarne dowodzą, że wciąż budowane są nowe tego typu „miejsca odosobnienia”.

Obozy z reguły mają po kilkadziesiąt kilometrów długości i podobną szerokość. Są zatem ogromnymi przestrzeniami, z których ucieczka jest praktycznie niemożliwa. Teren jest ogrodzony drutami kolczastymi pod napięciem elektrycznym, a wieże wartownicze ze strażnikami gotowymi natychmiast użyć broni – ustawione są bardzo gęsto.

Część obozów ma charakter „ośrodków reedukacyjnych”, z których więźniowie, po spełnieniu odpowiednich warunków, mają teoretyczną szansę wyjść na wolność. Teoretyczną, ponieważ w praktyce zdarza się to bardzo rzadko. Więźniowie umierają na skutek chorób, niedożywienia, czy obrażeń, będących skutkiem bardzo często stosowanych, brutalnych tortur.

Inną kategorią są obozy, z których nawet teoretycznie nie przewidziano możliwości wyjścia na wolność – tam trafiają wrogowie ustroju, czyli więźniowie polityczni. Nie mają żadnych szans na przeżycie. Jeśli przetrwają w obozie kilka lat – będą mieli duże szczęście.

Co ciekawe – do obozu pracy można trafić całkowicie przez przypadek, ponieważ w Korei Północnej w przypadku ujawnienia jakiegoś przestępstwa, aresztuje się zarówno domniemanego winowajcę jak i jego rodzinę, znajomych, sąsiadów. W kraju obowiązuje zasada odpowiedzialności zbiorowej. Wielu więźniów nigdy nie dowiaduje się, z jakiego powodu została ukarana… występująca pod nazwą „Bawibu” może zatem zapukać do każdego…

Obozy koncentracyjne pod pewnymi względami przypominają ogromne osiedla mieszkaniowe. Są tam izby mieszkalne, jest szkoła, fabryka, pola uprawne. Wszystko jednak stworzone po to, aby przebywających tu więźniów wycieńczającą pracą, trwającą często po kilkanaście godzin na dobę, minimalnymi racjami bezwartościowego pożywienia, szykanami, biciem i wymyślnymi torturami stosowanymi za „postawę niezgodną z regulaminem”, czasem wręcz bez jakiejkolwiek przyczyny – doprowadzić do śmierci.

Aby mieć świadomość, jakiego typu tortury stosowane są w obozach, warto wiedzieć, że wśród najpopularniejszych jest umieszczanie więźniów w małych podziemnych pomieszczeniach bez dostępu do światła, odcinanie palców, wieszanie nad ogniem i wiele innych.

Bardzo wielu więźniów obozów koncentracyjnych w Korei Północnej myśli o samobójstwie, jako jedynym sposobie ucieczki przed potwornościami, których doświadczają każdego dnia. Niestety za akt samobójczy karana jest zawsze rodzina samobójcy, ponieważ w myśl przepisów, kto popełnia samobójstwo – ucieka spod rozkazów Partii. A to jest jedno z najcięższych przestępstw.

– Pokusa samobójstwa jest nieodparta a osiągnąwszy punkt krytyczny uczucia głodu, więźniowie nieustannie majaczą – mówił Kim Yong, były podpułkownik armii północnokoreańskiej.

Paradoksalnie, w obozie znacznie lepszą sytuację mają ci, którzy się w nim urodzili i dorastali niż ci, którzy trafili do niego z zewnątrz. Ci pierwsi nie potrafią sobie poradzić z olbrzymim kontrastem pomiędzy bardzo ubogim i ciężkim życiem na wolności a nieporównanie trudniejszym życiem za ogrodzeniem obozu.

Wszy w obozie to jeden z najmniejszych problemów. Mają je wszyscy i nikogo one nie dziwią.

„Aby zademonstrować skuteczność w zwalczaniu wszy, strażnicy poprosili pięciu mężczyzn i pięć kobiet aby umyli się mętnym płynem. W ciągu mniej więcej tygodnia cała dziesiątka więźniów dostała pęcherzy na skórze. Po kilku tygodniach skóra zaczęła im ropieć i schodzić płatami. Mieli wysoką gorączkę i nie mogli pracować. Wszyscy chorzy więźniowie pełnego dnia zostali załadowani do ciężarówki, nigdy więcej nikt ich już nie widział”.

Co jakiś czas w światowych mediach pojawiają się kolejne doniesienia dotyczące istnienia obozów pracy w Korei Północnej. Północnokoreański reżim konsekwentnie im zaprzecza…

Cytowane fragmenty pochodzą z książki: „Urodzony w obozie nr 14”, autor: Blaine Harden

Autor

- dr n. hum., publicysta i komentator. Twórca niezależnych mediów. Autor analiz dotyczących PR, języka polityki i marketingu politycznego.Twitter: @MichalLange

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Paweł pisze:

    To, co tam się dzieje, jest jakimś potwornym nieporozumieniem. I cały świat na to pozwala. to jest ten nasz piękny, sprawiedliwy świat.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>