Czy uda się zmodernizować polską armię? Deklaracja prezydenta RP | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 14.06.2014

Czy uda się zmodernizować polską armię? Deklaracja prezydenta RP

W trakcie wizyty Baracka Obamy w Polsce nasz prezydent – – złożył bardzo istotną deklarację. Jego oświadczenie, poparte później przez premiera, powinno ucieszyć polskich przemysłowców. Szczególnie tych pracujących w zbrojeniówce.

POLAND-ARMY DAY

Wszystko rzecz jasna za sprawą tzw. kryzysu ukraińskiego. Z powodu zawirowań za naszą wschodnią granicą oraz fali paniki, jaka swego czasu przetoczyła się przez nasz kraj, rząd postanowił podnieść zdolności bojowe naszej armii. Głównym wsparciem ma być zastrzyk gotówki, którą planuje się przeznaczyć na zakup nowoczesnego uzbrojenia. Konkretnie chodzi o zwiększenie wojskowego budżetu do 2% PKB. MON ma w związku z tym zamiar wydać na modernizację około 90 mld złotych. Wszystko w przeciągu najbliższych 8 lat. Wydatki mają objąć zakup około 70 dronów i śmigłowców, budowę 12 okrętów wojennych i remont kolejnych dwóch, na końcu zaś zrealizowanie projektu „Tytan”. Ten etap należy do najciekawszych. Ma polegać na stworzeniu futurystycznego, naszpikowanego elektroniką, a także silnie opancerzonego żołnierza XXI wieku. Nad podobnym projektem pracują już m.in. Japończycy, Koreańczycy czy też Amerykanie.

Niestety, doświadczenie uczy, że politycy są zdolni składać wszelkiego rodzaju obietnice. Inaczej za to wygląda kwestia ich realizacji. Sceptycy pomysłu przypominają również, że takie wydatki niepotrzebnie obciążą i tak już sfatygowany budżet naszego państwa.

O ile więc w kwestii uczciwości polityków zostaje nam tylko trzymać kciuki za pomyślny finał, o tyle w wypadku „wydolności” ekonomicznej jesteśmy ją w stanie policzyć. Zrobili to ekonomiści. Według nich, przy rozsądnie prognozowanym, corocznym wzroście PKB na poziomie około 3 procent, nasza gospodarka spokojnie udźwignie ten ciężar. Eksperci przy okazji zaznaczają, że ich przewidywania dotyczące wzrostu gospodarczego są z natury pesymistyczne.

To, co jednak powinno najbardziej ucieszyć przeciętnego Kowalskiego, zwłaszcza jeśli jego praca w jakikolwiek sposób wiąże się z militariami, to informacja o zakupie sprzętu wojskowego, w większości u rodzimych producentów. Dzięki temu zabiegowi państwo będzie mogło sporo zaoszczędzić, a dodatkowo wesprze naszą gospodarkę, obniży poziom bezrobocia etc. Specjalistami w tego typu działaniach są prawie od zawsze Amerykanie.

Analizując oficjalne, rządowe informacje na temat projektu łatwo zauważyć, że główny nacisk finansowania będzie położony na rozwój sił powietrznych i marynarki wojennej. Jest to rozsądna decyzja. Jak pokazały chociażby najnowsze wydarzenia z donieckiego lotniska, znaczenie helikopterów i lotnictwa we współczesnych konfliktach jest ogromne.

Także inwestycja w naszą marynarkę wojenną wydaje się być sensowna. Specjaliści już od dawna biją na alarm, że Polska jest na morzu bezbronna. De facto, polska flota wojenna nie istnieje. Naszą dumną armadę zdobi bowiem kilka zdezelowanych, zardzewiałych okrętów wojennych, trochę lżejszych statków i jako takie zaplecze techniczne. Większość tych „flagowców” powinna już dawno wypłynąć z portu, aby czym prędzej udać się na złom.

Tak więc budowa 12 nowych okrętów wojennych wydaje się być całkiem mądra. Polska nie posiada może nie wiadomo jak długiej linii brzegowej, jednak czymś te prawie 800 kilometrów trzeba bronić. W przeciwnym razie, za bagatela 70 lat, w jakimś kraju położonym na wschodzie będą obchodzić rocznicę lądowania na Pomorzu.

Cały projekt, przynajmniej na papierze, wydaje się więc być rozsądny. W praktyce może bywać różnie. Anegdoty o wojskowych przetargach na dostarczenie uzbrojenia są już niemal legendarne. Jak to więc zwykle bywa, wszystko wyjdzie w praniu.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Józef Bongowski

- gdańszczanin, publicysta.

Wyświetlono 2 komentarze
Napisano
  1. Victor pisze:

    Policja jest utrzymywana z moich najwyższych na Świecie podatków. Ich jedynym zadaniem to łapanie złodziej i bandziorów czego zupełnie nie potrafią. Zmniejszyć natychmiast ilość kontroli drogowych. Policjanta zamienić na ludzi wykonujących drogi. Remonty nie częściej niżeli raz na 50 lat Drogi o co najmniej trzech pasach ruchu początkowo w dwu kierunkach docelowo to na drogach często używanych co najmniej dwa pasy w każdym kierunku.

  2. Victor pisze:

    Pracując w USA przejechałem 40 000 mil i byłem kontrolowany 1 raz W Polsce trudno przejechać kilka kilometrów aby uniknąć kontroli „oświeconej” policji. Jest ich zbyt dużo to do budowy dróg w Polsce i na Świecie. Działania z zakupem nowych radarów to zwykły bandytyzm. Taka ilość niepotrzebnych to nigdzie radarów to tylko w Polsce Bandziory umieją tylko mandaty pisać.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika