Państwo wiecznie niezaspokojone. Stąd plany miliardowych wpływów z mandatów | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 31.01.2015

Państwo wiecznie niezaspokojone. Stąd plany miliardowych wpływów z mandatów

„Władza rżnie głupa” i, chciałoby się dodać, „idzie w zaparte”. Czego się czepiam? Tym razem tego, co rządzący zamierzają zrobić z wysokością mandatów.

Państwo wiecznie niezaspokojone. Stąd plany miliardowych wpływów z mandatów

Od dłuższego czasu mówiło się, że te obecne często są zbyt niskie, w żaden sposób nie są uciążliwe dla wielu sprawców wykroczeń. I z tym chętnie się zgodzę. Ale jak to u nas. Im dalej, tym gorzej. Zamiast powiązać wysokość mandatów np. z pensją minimalną lub dochodami własnymi karanego za wykroczenie, władza „wymyśliła sobie”, że najlepiej będzie, gdy wysokość „kary” powiązana będzie ze wysokością średniej płacy. Pewnie zapominając, że tej średniej nie osiąga chyba więcej niż dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa.

Ale „nic to”. Potrzeby budżetu są przeogromne (przypomnę: już dawno przekroczył bilion złotych. I nie jest to błąd w tłumaczeniu z angielskiego!), a chęć rządzących do wydawania nie swoich pieniędzy jest po prostu wiecznie niezaspokojona. Stąd plany miliardowych wpływów z tytułu mandatów nakładanych na obywateli! A jak je uzyskać? Tak, jak do tej pory. Zabierając najbiedniejszym!

Po „klepnięciu” proponowanych rozwiązań przez Sejm (a klepnąć możemy wszystko, nawet to, że środa jest w piątek – przecież mamy większość) przeciętny kowalski z dochodami na poziomie tysiąc osiemset – dwa tysiące złotych zapłaci np. tysiąc dwieście złotych mandatu. Żeby przeżyć do pierwszego, zaciągnie kredyt w jakimś parabanku typu . Szanowny pan poseł (jeśli tylko pozbawi się go immunitetu, co wcale takie pewne już nie jest, wszak „klepnąć możemy wszystko, nawet to, że środa jest w piątek – przecież mamy większość) także zapłaci wspomniane tysiąc dwieście złotych. I jeszcze mu trochę zostanie na wykupienie cichych udziałów w jakimś parabanku typu .

Gdyby przyjąć za podstawę określania wysokości mandatu dochody karanego, wspomniany Kowalski zapłaciłby trzysta złotych, a szanowny pan poseł tych samych złotówek jakieś trzy tysiące. Bolałoby mniej więcej jednakowo i Kowalskiego, i posła. A wg obecnych propozycji w prosty sposób władza znów troszeczkę poprawi sytuację zdychającego budżetu.

Szkoda tylko, że jak zawsze w Polsce, wyłącznie kosztem tych najsłabszych. Ale, jak widać na powyższym przykładzie, ta władza już tak ma.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>