Rosjanie zakręcili kurek Ukraińcom. Co dalej? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 19.06.2014

Rosjanie zakręcili kurek Ukraińcom. Co dalej?

Cała Polska żyje obecnie aferą taśmową, która przesłoniła opinii publicznej horyzont wydarzeń i ograniczyła go do naszego kraju. Warto przy tym przypomnieć, że podobnego rodzaju afery wybuchały, wybuchają i będą wybuchać. Nikt też nie powinien się dziwić, że doszło do tego typu rozmów, gdyż nie od dziś wiadomo, że prawdziwa polityka rozgrywa się z dala od blasku fleszy.

RosyjskiGazDlaUkrainy

Oglądanie z wygodnej perspektywy fotela tego, co obecnie rozgrywa się na ul. Wiejskiej, przywodzi na myśl liczne seriale polityczne pokroju „Boss” czy ostatnio modnego „House of Cards”. Liczba widzów tych produkcji jest w Polsce na tyle duża, że nikt nie powinien być aferą zdziwiony. A jednak…

Z jednej więc strony, wszyscy wiemy, że polityka nie wygląda tak jak na ekranie telewizora ją malują, z drugiej – każdy jest w szoku. Gdzie tu logika?

Tymczasem za naszą wschodnią granicą rozgrywana jest kolejna partia szachów. Całkiem zdecydowane i rozsądne posunięcia władz Ukrainy, które powstrzymały i cofnęły ofensywę separatystów, zmusiły Rosjan do zrobienia tego, z czego już w zasadzie słyną – zakręcenia kurku z gazem. Powiela się więc słynny schemat: gdy Rosja nie ma innych argumentów, odcina dostawy błękitnego surowca. W ten sposób prowadzi de facto wojnę – wojnę gospodarczą.

Rzecz jasna, nikogo to już nie dziwi, a wspomniane posunięcie było przewidywane już w dniu, w którym były prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz uciekł z Kijowa. Powrót do utartych schematów wydaje się być jednak powiewem świeżości. Putin robi bowiem wreszcie to, czego wszyscy się spodziewali. Od początku tzw. kryzysu ukraińskiego jego ruchy były nieprzewidywalne. Nikt nie znał jego następnego posunięcia. Cały Zachód żył w niepewności. Sięgając do kurka, prezydent Rosji zdaje się informować, że kończą mu się karty.

Czy jest to jednak dobra wiadomość? Ukraina, w odpowiedzi na kroki swojego sąsiada, zaczęła rozważać zamknięcie granic z Rosją i zablokowanie portów dla jej jednostek. We wschodnich obwodach planuje się ponadto wprowadzenie stanu wojennego, aby przyspieszyć oczyszczanie tamtych ziem spod władzy separatystów, ustabilizować sytuację i wtedy zaradzić jakoś kryzysowi energetycznemu. To na razie niewielkie ruchy, lecz kwestia odcięcia gazu jest świeża.

Nie wiadomo jednak dokładnie, czy Ukraińcy teraz w tej sytuacji, albo później, podejmą jakieś zdecydowane kroki. Negocjacje również wydają się nie wchodzić w grę. Ukraina musiałaby bowiem zgodzić się na narzucone przez Rosjan cło, które do tej pory było pomijane, w ramach rekompensaty za korzystanie z baz wojskowych na terenie Krymu. Ten jednak znajduje się obecnie w rękach Rosjan, nie ma zatem już dłużej podstaw, aby cła nie płacić i Putin będzie się przy tym stanowisku upierał. Dla Ukrainy jest to w taki sposób problematyczne, że nie akceptuje ona wspomnianej aneksji. Gdyby zapłaciła cło, byłoby to wówczas równoznaczne z jej uznaniem.

Import gazu z innych krajów (ukraińskie władze wymieniły m.in. Słowację czy Węgry) to za mało. Nasz wschodni sąsiad konsumuje, a w zasadzie marnuje, bardzo dużą ilość tego surowca. Natomiast na modernizację sieci – w celu zaoszczędzenia czy znalezienia alternatywnego dla Rosji dostawcy – jest za mało czasu. Mamy więc szach. Nie jest to jeszcze mat, jednak wybrnąć z niego będzie Ukraińcom bardzo trudno. Na razie ukraińskie rezerwy gazu mają starczyć do grudnia.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Józef Bongowski

- gdańszczanin, publicysta.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika