Opublikowano: 14.03.2017

Rysy na wizerunku UE coraz większe

zaciera ręce. Atak rządzących rozpoczęty na jeden z ostatnich jej bastionów został „odparty”. Przy pomocy zagranicznych przyjaciół, całej biurokratycznej ekipy europejskich „elit” pchających stary kontynent w ręce różnych (nie chcę użyć określenia „muzułmańskich”) obcych, w kierunku upadku kulturowego, a także, co może mniej widać, gospodarczego.

Zachowanie brukselskiej pozycji Donalda Tuska, jak każda zwycięska bitwa, wywołało „entuzjastyczne” reakcje szeregowych wojowników. Pierwsze efekty owego „entuzjazmu” można było oglądać już w trakcie ostatniej „miesięcznicy” katastrofy smoleńskiej, kiedy to jej uczestników próbowano wręcz zaatakować.

Kolejne odsłony wojny polsko – polskiej niewątpliwie jeszcze przed nami. Okazji będzie co niemiara. A to kolejna miesięcznica, a to demokratyczne prawa kobiet, a to wycinka drzew, a to polowanie pana ministra, a to reforma szkolnictwa, a to to, a to tamto. W ten sposób szykuje nam się kolejny, nie wiadomo, ile lat mogący trwać okres wewnętrznych podziałów, wzajemnych oskarżeń, swarów i kłótni.

Nasi sąsiedzi, ale nie tylko oni, już zacierają ręce. Polska będzie coraz słabsza, coraz mniej polska, coraz mniej skoncentrowana na budowaniu swej pozycji. A szkoda. Bo nawet drobna refleksja nad tym, co zaszło, mogłaby być motorem naprawdę „dobrej zmiany”. Nie tylko w skali Rzeczpospolitej. To, co tak bezpośrednio, wykładając kawę na ławę, wypowiedziała w Brukseli pani premier , mogło wstrząsnąć nie tylko Polakami.

Polska premier, tym razem już z niewielką tylko „dyplomatyczną woalką” ukazała prawdziwe oblicze Europy budowanej według modelu narzucanego przez Niemcy, Francję i Włochy. Europy zakłamanej, mającej interesy narodowe, ale tylko tych „wielkich”. Mającej mniejsze kraje tylko za „przystawki”, mające legitymizować decyzje najbogatszych. Czasem – nawet za pieniądze. To, co obecnie dzieje się na świecie, różni ludzie (politycy, dziennikarze) próbują różnie definiować. Często szukają jakichś analogii. U nas, w Polsce, zachodzące procesy usiłują nazywać nawet „faszyzacją kraju”. Przyznam, że nie bardzo wiem, dlaczego. Postawa premier Beaty Szydło kojarzy się mi z innym wystąpieniem przedstawiciela polskiego rządu. Pozwolę sobie zacytować: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelka cenę. Jest jedna rzecz w życiu narodów i państw, która jest bezcenna: ta rzeczą jest honor”.

Wiem, że w dzisiejszych czasach, gdy kłamstwa polityków są rzeczą powszechną a ich sprzedajność i obłuda nie wywołuje nawet żadnych negatywnych komentarzy (patrz , podpisujący w imieniu Niemiec kontrakt na budowę Gazociągu Północnego i po skończeniu kadencji zasiadający w radzie nadzorczej rosyjskiego koncernu o wdzięcznie brzmiącej nazwie Nord Stream), słowa ministra Józefa Becka brzmią jak anachronizm i są głosem „wołającego na puszczy”.

Jednak mam wrażenie, że wypowiedź premier Beaty Szydło nie pozostanie bez śladu w świadomości tak przywódców (tych może mniej) jak i narodów Europy (jeśli w ogóle zostanie im przekazana).

Niektórzy uważają, że działania polskiego rządu były atakiem na Unię Europejską. Jeśli tak, to mogę powiedzieć, że wprawdzie „twierdza” Europa” przetrwała atak polskiej husarii, jednak na murach pozostały bardzo wyraźne rysy. Remont mający przywrócić jej pełną zdolność obronną będzie zapewne trudny i kosztowny. Ale jeśli do niego dojdzie, to będzie to prawdopodobnie bardzo polską zasługą.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 7.5/10 (wszystkich: 11)
Rysy na wizerunku coraz większe, 7.5 out of 10 based on 11 ratings
Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>