Polska armia nie jest gotowa na wojnę | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 23.03.2022

Polska armia nie jest gotowa na wojnę

Dziś druga część rozmowy z Filipem Hagenbeckiem, emerytowanym podpułkownikiem Agencji Wywiadu, a obecnie pisarzem, dotychczas autorem dwóch tomów wspomnień z czasów służby w wywiadzie: „Zwyczajny Szpieg. Wspomnienia” (do 1990 roku) i „Zwyczajny Szpieg. Powrót” (lata 1990-2001).

Fot. Filip Hagenbeck

Jaka jest rola wywiadu w Państwie?
Bezcenna. Dosłownie. Nasi Czytelnicy mogą sobie to lepiej wyobrazić, gdy solidnie zatkają uszy i zamkną oczy. A potem tak przygotowani wyjdą z domu po zakupy. Prawdopodobnie na pierwszym skrzyżowaniu wpadną pod autobus… Ale żarty na bok. Wywiad ma za zadanie zdobywanie informacji przydatnych dla rządzących naszym krajem. Ale nie jakichkolwiek informacji, tylko tych, które nam są niezbędne do podjęcia rozsądnych decyzji, a ONI usiłują ukryć je przed nami. Czyli tajne. Ale to nie wystarczy. Putin zgromadził swoje wojska wokoło Ukrainy. Co planował? W wywiadzie chodzi o to, abyśmy wiedzieli zawczasu, że to nie manewry, ale przygotowania do inwazji. Taka informacja jest cenna, bo wyprzedza wydarzenia realne. Tak więc wywiad zdobywa informacje tajne i równocześnie wyprzedzające. Jeśli tajna informacja nie jest wyprzedzająca, to ma ograniczoną użyteczność. I na odwrót. Jeśli coś jest wyprzedzające, na przykład zapowiedź budowy Centralnego Portu Lotniczego, a nie jest to tajne, to mamy znowu ograniczoną użyteczność… No i kolejna ważna cecha zdobywanej i prezentowanej politykom informacji: możliwość podejmowania na jej podstawie konkretnych działań. Amerykanie i Anglicy nazywają taka informację „actionable”… Starczy tej teorii…

Dlaczego FSB (dawniej KGB) i MI6, są takie silne?
A są? O KGB, konglomeracie radzieckich służb specjalnych napisano tysiące książek i publikacji. Ale tej organizacji już nie ma. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Rosjanie dokonali licznych modyfikacji własnego systemu służb specjalnych. Czy na lepsze? Zawsze lekko rozbawiały mnie dywagacje na tak ujmowaną kwestię efektywności służb, nawet w wykonaniu ludzi zorientowanych – lepiej lub gorzej. Siłę służby, czyli jak rozumiem jej efektywność, mierzy się nie w Newtonach, ale w zdolności do wspomagania decydentów w osiąganiu rozmaitych celów (politycznych, gospodarczych, militarnych). Była o tym mowa wcześniej. Dlatego sensowne oceny w tym zakresie mogą wystawiać ministrowie, generałowie, premierzy czy prezydenci. Obserwatorzy z boku zawsze czegoś nie będą wiedzieć, coś przeszacują lub niedoszacują…

Na czym polega zaufanie ludzi, którzy nawiązują współpracę z MI6?
Tak na 100% to nie wiem… MI6 czyli brytyjska służba wywiadu (Military Intelligence 6) swego czasu była głęboko spenetrowana przez właśnie KGB (Czytelnicy mogą sobie wygooglać hasło „Piątka z Cambridge). Ktoś mógłby powiedzieć – no właśnie, jakaś żenua… Strach z nimi współpracować. A inni odbiją piłeczkę – no właśnie, po takiej nauczce będą uważać… I kto ma rację? MI6 ma jedną zaletę, która aż błyszczy na tle tego co działo się i nadal dzieje się w naszym kraju. Nie pali się do publikowania sekretnych dokumentów własnego państwa… Akta z katastrofy w Gibraltarze, gdzie zginął generał Sikorski do dziś są tajne i chyba takie pozostaną… Bo Brytyjczycy doskonale potrafią zdefiniować swój interes narodowy. I wiem z pierwszej ręki, że mają jeden z lepszych systemów informowania polityków.

Fot. Filip Hagenbeck

Wiele mówi się o działalności rosyjskiej agentury na terenie Polski. Czy według Pana, rządzi nami Putin?
Nie, ale wyglądało jakby rządził…. Do 24 lutego… Bo nasi politycy najwyraźniej kalkulują. Ogrom poparcia dla Ukrainy wśród Polaków obecnie wyklucza z tych kalkulacji jawne flirtowanie z Rosją, co miało do tej pory miejsce za pośrednictwem zachodnioeuropejskich miłośników Putina.

Czy największym problemem Rosji nie jest przypadkiem sama Rosja?
Zgrabnie powiedziane… Ale zaprzeczyłbym słowu „przypadkiem”. Dzisiejsza „putinologia” dostarcza mnóstwa dowodów, że tęsknota Rosjan za Imperium istniała od dnia rozpadu Związku Radzieckiego. I dziś widzimy jej kolejna aktualizację…

W imperium Putina Rosja ma być seniorem, a np. Ukraina juniorem?
Ależ oczywiście…

Putin ma władzę i pieniądze. Robi, co chce. Nikt mu nie zagraża… Po co mu filozofia Iwana Iljina?
Putin do dnia agresji na Ukrainę miał władzę. Ile jeszcze? Pieniądze? Wkrótce będzie brał ciche pożyczki od Chińczyków… ale i to niepewne. Czy robi co chce? Nie, robi to na co mu świat pozwala… Czy nikt mu nie zagraża? Ależ zagraża… Putinowi zagraża demokratyzujący się powoli świat. Dla Putina pozory demokracji były kiedyś wehikułem do trwania jego kamaryli przy korycie… Podobnie mamy w Polsce. Putin poczuł się zmuszony wykorzystać „window of opportunity”, które – jak mu się wydawało – zaraz się zamknie na Ukrainie i popełnił śmiertelny błąd. Jego władza jest jak zombie. Już nie żyje, choć jeszcze o tym nie wie… No, może szef Służby Wywiadu Zagranicznego wie… A po co mu Iljin? Któryś z klasyków marksizmu (czy nie Fryderyk Engels w „tezach o Feuerbachu”) powiedział, że „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić”. Interpretacja Iljina jest dla Putina i jego marzycieli o Wielkiej Rosji wygodna…

Jak Pan myśli, dlaczego miliony ludzi Zachodu – od Polski po Waszyngton – idą śladami Putina, choć wiemy, dokąd one prowadzą?
Świetnie sformułowane! Oni idą śladami Putina. No, powiedzmy, że idą… Ale to my wiemy, co jest na końcu tej drogi. Oni – rozczarowani bolesną aż do bólu demokracją, z jej koniecznością przekonywania różnych „ciemnych mas”, żeby pomogły wybrać „nawiedzonych i dlatego godnych wyboru” – łudzą się, że „Bóg polityków” istnieje, że wskazuje właściwą ścieżkę do „zbawienia” (czytaj: naszych rządów) i że nazywa się Putin… Mówią, że świat jest iluzją… No to ją mają, boleśnie zderzając się ze ścianą. Ale się nie poddają…

A może daliśmy się zaskoczyć?
My w polskim wywiadzie cywilnym (w ramach Zarządu Wywiadu UOP w latach 1990-2001, a potem w Agencji Wywiadu od 2001 roku) mieliśmy dość dobre rozpoznanie co dzieje się w Rosji, na Białorusi i Ukrainie. Dlatego na długo przed wstąpieniem do NATO jednostka wojskowa 3164 (wywiad cywilny) praktycznie w tym NATO była. Ja osobiście od 1995 roku uczestniczyłem w dość specyficznej pod-dyscyplinie rozpoznania wywiadowczego, gdzie nasi partnerzy otwarcie przyznawali, że robią z nami to, czego z większością sojuszników z NATO nigdy nie robili. Teraz w marcu ma się pojawić w języku polskim, wydana w zeszłym roku w USA książka korespondenta The Washington Post – Johna Pomfreta pod tytułem „From Warsaw with Love”. Autor prześledził zaskakujący sojusz pomiędzy Departamentem I MSW (wywiad czasów PRL) i amerykańską CIA. W tej książce autor niejako oddaje hołd mojej generacji „szpiegów”, czyli kobiet i mężczyzn zajmujących się wywiadem. Ta generacja została przez PiS zdradzona w roku 2016. Ujawniono nasze dane osobowe. I naszych współpracowników. Przycięto drastycznie nasze i renty.

O co naprawdę Putinowi chodzi? Dezintegruje Unię, ośmiesza i osłabia Amerykę, wpycha w chaos Polskę, Francję, Włochy… I co dalej?
Proszę postudiować filozofię Iljina… A potem przeczytać to, co napisałem na swoim profilu na Facebooku. A napisałem między innymi tak:
„Uważano nas, Polaków z Agencji Wywiadu, za „ekspertów” od Putina, Łukaszenki i Janukowycza. Poklepywano po plecach. Kiwano z uznaniem głowami. Ale jak co do czego, to sojusznicze rządy robiły swoje. Rosja była uważana za wielką stację benzynową. Im dalej od granic Białorusi, Rosji czy ówczesnej Ukrainy, tym mniej się przejmowano w Europie tym, co pichci Putin. A pichcił mocno pikantną zupę. Konsekwentnie. A Niemcy uwierzyły w mannę z nieba czyli tani ruski gaz. Francuzi – że im nikt nie podskoczy. Brytyjczycy, że jak wywalą stu rosyjskich „dyplomatów” to mogą się wypiąć na Unię, bo tak im wmówił niejaki Farage. Inni w Europie też mieli sporo za uszami. W co uwierzył Orban – nie wiem. Ale nie ma lunchu za darmo.
I dopiero teraz, w końcu lutego roku 2022, po 15 latach dojrzewania Putin wreszcie dokonał kilku cudów, niczym Jezus z Nazaretu. Przywrócił wzrok (a i słuch) niejednemu ślepcowi. Wskrzesił Łazarza spójności europejskiej. Zamienił wodę laną z licznych parlamentów w smakowite wino utoczone z „gron gniewu”. Przegonił „kupców” ze świątyni „free trade” handlujących z Moskwą. Zburzył miraże Fortu Trump. I coś nowego zmartwychwstało. Oby tak dalej…”

Ile jest prawdy w stwierdzeniu, że Putin kontroluje UE?
Mało. Kontrola w moim rozumieniu to sprawianie, aby coś się działo, w 100%. A taką „sprawczością” Putin ewidentnie nie dysponuje.

Dlaczego Niemcy zbudowali Nord Stream 1 i 2?
Bo chcieli. I mogli.

Zapomnieli o historii?
Wręcz odwrotnie. Zbyt mocno o niej pamiętali. I przelicytowali…

Fot. Lukan Zakrzewski

Jakie Pana zdaniem Putin ma wpływy w Polsce?
Różnorakie. Rosja Putina prowadzi z Polską wymianę handlową… Ropa, gaz… Wy nam węgiel, my wam… jabłka i kwiaty cięte… Ale to jest częściowe pytanie do kontrwywiadu i wywiadu. Ja nie mam teraz dostępu do niejawnych faktów. Ale „po owocach ich poznacie”. Proszę się rozejrzeć, aż w oczy kole…

Czy Pana zdaniem, problemy Teatru Słowackiego w Krakowie, to może być robota Putina?
Strach lodówkę otworzyć… Wszędzie Putin… A na serio – nie sądzę, to raczej nasi rodzimi idioci… nie ci pożyteczni… Nie znam szczegółów budżetu operacyjnego SWZ (SWR) – (Służba Wywiadu Zagranicznego, wywiad cywilny Rosji – red.), czy im się chce rozdrabniać na takie detale… Raczej zerkałbym na Warszawę

Czy problemy społeczności LGBT w Polsce to może być także jego robota?
Potwierdzę, jeśli do opinii publicznej wycieknie jakiś wiarygodny materiał na ten temat… A na razie trzymamy się rodzimych… nie, nie idiotów… cwaniaków, szukających kozłów ofiarnych, bo im się elektorat zdezorientował, kogo w tym miesiącu bijemy… Problemy, z jakimi boryka się w Polsce społeczność LGBT, to pokłosie istnienia „mentalności folwarcznej”, obskurantyzmu, niedostatków edukacji… Lista przyczyn jest długa. A w takich warunkach wystarczy zwerbować w Polsce jakiegoś biskupa, żeby „żądzę mordu” u posłusznych owieczek podsycał. Rozmaici zapaleńcy nie zawiodą… Polacy są zdumiewająco podatnym materiałem do manipulowania… Widzimy to przy niechętnych reakcjach na opiekę nad uchodźcami z Ukrainy.

Wróćmy raz jeszcze do likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych i tego, co nastąpiło później, szczególnie do ujawnienie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego raportu z ich likwidacji oraz odpowiedzialności za tę decyzję.
Państwo ma prawo rozwiązywać i powoływać swoje służby. Ale jak robi to w sposób amatorski i – nie zawaham się ożyć tego określenia – „świadomie bezmyślny”, to odbija się to na bezpieczeństwie państwa i jego ważnego komponentu, jakim jest armia. Dziś widać to w całej jaskrawości, gdy rosyjskie rakiety lądują już niedaleko Lwowa… Wtedy nasze wojsko realizowało misje zagraniczne w Iraku i Afganistanie. I to wojsko zostało ogłuszone i oślepione… To ze względu na kadry. Można powołać do służby i strażników miejskich i harcerzy. Zwłaszcza harcerze są dobrym materiałem, o ile byli wcześniej szkoleni zgodnie z ideałami Baden-Powella… Ale aby z harcerza zrobić oficera gotowego do realizacji zadań we wrogim otoczeniu, trzeba wielu miesięcy o ile nie lat. Oficer wywiadu jest jak wino, dojrzewa i nabiera jakości z czasem.

A co do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to opublikował on sporządzony przez Antoniego Macierewicza raport z likwidacji WSI po prostu dlatego, że tak nakazywała mu ustawa (art. 70c ustawy wprowadzającej ustawę o SKW i SWW). I tyle. Trybunał Konstytucyjny uznał potem to uprawnienie za konstytucyjne. Przypomnę, że wskutek działań powołanego na stanowisko wiceministra obrony Antoniego M., do dymisji podał się ówczesny minister, Radosław Sikorski, który do dziś gotuje się w środku jak wspomina tamte czasy. Radosław Sikorski opuścił szeregi PiS i przytulił się do PO.

Odpowiedzialność za publikację raportu o likwidacji WSI? Ciekawa kwestia… Proszę sobie zerknąć na sejmowe sprawozdania z głosowań nad kolejnymi ustawami w tej kwestii. Jak pan przeanalizuje losy artykułu 70c (dodany przez art. 1 pkt 4 ustawy z dnia 14 grudnia 2006 r. (Dz.U.07.7.49) zmieniającej nin. ustawę z dniem 1 lutego 2007 r), to zobaczy pan, kto głosował za… I znajdzie pan „współwinnych”. Rozliczenie? Wolne żarty…

Jak Pana zdaniem powinny wyglądać struktury bezpieczeństwa Państwa?
Powiem tylko tyle, że jestem zwolennikiem utrzymania osobnych służb wojskowych i cywilnych. Zarówno wywiadów jak i kontrwywiadów.

Jak powinny wyglądać relacje pomiędzy służbami a władzami państwa?
Jeśli mówimy o stanach idealnych to oczekiwałbym, że relacje te będą precyzyjnie zdefiniowane. A nie są… Byłoby dobrze, gdyby „władza wykonawcza i ustawodawcza” przyjęła na siebie obowiązek permanentnego szkolenia w zakresie takich zdefiniowanych relacji. Dotyczy to zwłaszcza władzy wykonawczej (prezydent i jego kancelaria, BBN, premier i i jego kancelaria , ministrowie i ich gabinety).

Myślę, że ze względu na nasze członkostwo w NATO, polski wywiad wojskowy powinien być silny.
Jak najbardziej. Powinien być dobrze obsadzony kadrowo (liczebność, poziom wyszkolenia), dobrze zarządzany przez kompetentnych oficerów z odpowiednim doświadczeniem.

Na czym właściwie polega siła wywiadu?
Rozumiem skrótowość tego pytania. Jak wspominałem już wcześniej wywiad (i wojskowy i cywilny) to ważne narzędzia państwa w zakresie zapewnienia mu bezpieczeństwa zewnętrznego. Siłą wywiadu jest nie tylko jego odpowiednio liczna, dobrze opłacana i świetnie zarządzana kadra. To nie tylko postawiony do dyspozycji odpowiedni do potrzeb fundusz operacyjny. Jest jeszcze coś, co ostatnio zostało mocno zdemolowane przez rządzących. Zaufanie. Szeroko pojęte zaufanie ludzi w wywiadzie, że mają do dyspozycji całą potęgę naszego państwa jeśli tego trzeba. To zaufanie jest regularnie niszczone przez polityków i legislatorów. Ujawnianie rozmaitych detali z pracy służb, które nie powinny być nigdy ujawniane (np. tożsamość kadry, współpracowników, agentury zagranicznej) doprowadziło do sytuacji, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się pytania o agenturę wpływu obcych mocarstw… Zaufanie jest towarem specyficznym. To tak jak w małżeństwie… Łatwo je utracić. A odzyskać…

Kiedyś siłą naszego wywiadu było uznanie przez służby partnerskie, że my Polacy dysponujemy swoistą wartością dodaną w sprawach Rosji, Ukrainy, Białorusi i krajów Bliskiego Wschodu. I to uznanie przejawiało się w dość intensywnej wymianie informacji wywiadowczych. My nie mamy wywiadu globalnego, ale jak było trzeba to… Dziś nie uwierzę, gdyby mi ktoś wmawiał, że teraz nadal jest tak jak za moich czasów, gdy zajmowałem się tą tematyką…

Czy zatem obecnie jesteśmy ślepi i głusi?
Metafora tych dwóch zmysłów jest nieco myląca, choć jest wdzięczna w tekstach popularyzatorskich. Wywiad spełnia wobec państwa rolę podobną do „supermocy u superbohaterów”. Państwo ma tysiące „organów” do obserwowania otoczenia. Jeśli są dobrze zorganizowane, dostarczają to minimum niezbędnych do funkcjonowania organizmu. Ale państwo jako organizm funkcjonuje w świecie, gdzie trwa konfrontacja i walka o dominację, w rozmaitych formach. Dlatego „supermoce” wywiadowcze są niezbędne do odkrywania tego, co na „pierwszy rzut oka” jest niewidoczne. Po to mamy humint, sigint i wszystkie inne „-inty”. To domena wywiadu. Ba, jeśli nasi Czytelnicy pomyślą, że to wystarczy, to się pomylą. Potrzebny jest jeszcze rodzaj „supermózgu”, który uzyskane tajemnice zweryfikuje i scali z tym, co „widać gołym okiem”. A następnie efektownie i efektywnie przekaże tym, którzy mogą działać. Innym organom państwa. Czasem działa też sam wywiad… Ale o tym „sza!”

Jak z Pana perspektywy wyglądają kulisy wojny na Ukrainie?
Tak, jak kulisy, czyli zasłaniają całą maszynerię… Mieliśmy w wywiadzie takie ćwiczenie analityczne. Oto z sąsiedniego kraju docierają do nas rozmaite, ale dość skąpe informacje, a po ulicach ich stolicy jadą w stronę lotniska czołgi i wozy opancerzone. W okolicach lotniska zaczyna się autostrada wiodąca do naszej granicy. Zadaniem kursantów było ocenić, która z hipotez jakie się im nasuwały jest najbardziej prawdopodobna: czy to są manewry, jakie od dawna zapowiadano u sąsiadów, czy to może początek puczu niezadowolonych wojskowych. A może to przygotowania do inwazji na nasz kraj. No i w zeszłym roku nasz wywiad stanął razem z innymi sojuszniczymi służbami wywiadowczymi przed wyzwaniem. Co szykuje Putin?
Najwyraźniej Rzeczypospolitej wiedział, że może nastąpić agresja na Ukrainę. Najwyraźniej zlekceważył jej wysokie prawdopodobieństwo. Dlaczego? Bo wojna u sąsiadów to znakomita okazja do kręcenia rozmaitych lodów… Idea „bezkarności” w wydawaniu środków publicznych skrzeczała bardziej niż ochrypła żaba… Zwrot o 180 stopni w narracji u naszych polityków dobitnie to podkreśla. Przypomnę: „Wyimaginowana wspólnota” (A. Duda), „UE jest dla mnie szmatą” (K. Pawłowicz), „budowanie na bazie UE IV Rzeszy” (J. Kaczyński), „tu jest Polska, nie Unia” (E. Witek), „unijna agresja powinna się spotykać z twardą odpowiedzią” (Z. Ziobro), „będziemy walczyć z okupantem brukselskim” (M. Suski).

Dodam jeszcze, że polityka jest sztuką osiągania celów w istniejących warunkach. Pruski generał Von Clausevitz dodawał, że przedłużeniem polityki jest wojna. Na pociechę dodam, że już w starożytnych Chinach myśliciel Sun Tzu radził cesarzom, aby wygrywali wojny bez potrzeby toczenia bitew… Na pewno miał na myśli wywiad…

Czy uważa Pan, że Polska w przypadku zagrożenia, naprawdę może liczyć na pomoc ze strony naszych sojuszników w NATO?
Jeszcze rok temu powiedział bym, że mam uzasadnione wątpliwości. Bo niby „kto by chciał umierać za Gdańsk”, czy jakąś Warszawę. Ale paradoksalnie dzięki Putinowi mam inną wersję. On powiedział w tym pokerze „sprawdzam”… I się zdziwił. Ukraińcy dali mu silny odpór. A Zachód zaczął wymiękać. Zobaczył, że pierwsza linia oporu przebiega dziś tuz poza granicami NATO, w ukraińskich zasadzkach na konwoje i pancerne kolumny. My w Polsce jesteśmy teraz faktycznym „przedmurzem”, może nie chrześcijaństwa, ale idei liberalnej demokracji. Ułomnej, ale nieopresyjnej.

Co tak naprawdę z Pana perspektywy jest największym zagrożeniem dla naszego państwa?
Mamy przed sobą wiele zagrożeń, których waga się zmienia. Jako oficer wywiadu muszę zmagać się z naturalną tendencją do szukania tych zagrożeń w mojej sferze kompetencji, w sprawach wywiadu i szpiegostwa. Ale rzeczywistość jest tu bezlitosna i przebogata. Lista poważnych zagrożeń byłaby dość długa…Na czele postawiłbym w tej chwili „folwarczną mentalność” naszych rodaków, których zdumiewająco łatwo można napuścić na „innych”, na Cyganów, cyklistów i zwolenników tęczowych flag…

Czy polska armia jest przygotowana na wojnę?
Nie, nie jest. I długo nie będzie… Pretensje do pana Antoniego i jego ekipy…

Co należy zmienić w zakresie bezpieczeństwa, by Polska była bezpieczna ?
Bardzo poważne zagadnienie. Polska nigdy nie będzie w 100 procentach bezpieczna, bo taka jest natura naszego otoczenia – dynamicznego i umiarkowanie przewidywalnego. My w wywiadzie lubimy mawiać, trochę przez zaciśnięte gardło: „najbardziej pewna jest… niepewność”. Dlatego wywiad jest potrzebny i jako Polacy zadbajmy o to, aby był jak najlepszy.

Kiedy ukaże się Pana następna książka ?
He, he… Przypomina mi się żart byłego premiera Waldemara Pawlaka. Konferencja prasowa:
– Panie Premierze, kiedy Pan podpisze tę ustawę o…[…]
– Jak tylko wrócę z Radomia…
– A kiedy Pan Premier wraca?
– Na razie się nie wybieram…
To żart, ale ja obecnie pracuję nad dwiema pozycjami, w wolnych chwilach. A tych mam mało, bo pomagam córce opiekować się rocznym wnukiem. Ale się nie poddaję.

Czy może Pan zdradzić czytelnikom trochę kulis następnej książki?
Jedna z nich to opowieść o zapomnianej operacji polskiego wywiadu na terenie Czarnej Afryki. Z bronią atomowa w tle… Ktoś sobie ją przypomni i władcom na Kremlu już nie będzie z Polakami lekko. Ale zanim do tego dojdzie, ktoś odkurzy archiwum… Na życzenie Pani Redaktor z Wydawnictwa oprócz typowych w świecie wywiadów porwań, pościgów, strzelanin, intryg ma być też sporo o miłości. A jak o miłości to i o seksie. No, sam Pan widzi, że splatać sensownie to wszystko to niezły wysiłek umysłowy. Co i raz odkrywam nowe możliwości (głównie w sferze tego seksu) i koryguję odpowiednio to, co już napisałem. Po czym sprawdzam, jak to się czyta i czy Czytelniczki mnie nie obrzucą zgniłymi pomidorami. Mam już 85 procent tekstu…

Druga pozycja, której miałem wcale nie pisać, będzie trzecim tomem moich wspomnień z czasów trudnej służby w wywiadzie. Napiszę ją zmotywowany postawą moich kolegów z branży. Kiedy John Pomfret opublikował swoja książkę „From Warsaw with Love”, jeden z kumpli-weteranów zasmucił się, że o „naszych operacjach i zasługach fajnie piszą… Amerykanie. A w Polsce?”.
Wtedy poszedłem do piwnicy, wyjąłem prywatne archiwum i… Zdecydowałem się wystąpić o formalny status weterana służby poza granicami kraju na obszarze działań wojennych. Agencja Wywiadu na mój wniosek wydała już odpowiednie zaświadczenie. W tym jawnym dokumencie stoi czarno na białym (i nikt mi nie będzie wmawiał, że jest inaczej), że Filip Hagenbeck (tu widnieje moje rodowe, czyli prawdziwe imię i nazwisko, bo na co dzień w sferze publicznej lubię posługiwać się moim pseudonimem… literackim, literackim…) służył w Republice Iraku w okresie od 9 października 2003 do 30 czerwca 2004.
Dlaczego o tym mówię? Bo trzeci tom wspomnień zatytułuję „Zwyczajny Szpieg. Na wojennej ścieżce”. Czytelnicy dwóch pierwszych części natychmiast zrozumieją, skąd ten tytuł. I tak, owszem, nie jestem idiotą. Nie oczekujcie, że zdradzę tajemnice mojej służby. Będzie za to mnóstwo nieznanych wcześniej szczegółów i okoliczności funkcjonowania „zwyczajnego szpiega” i jego rodaków-Polaków w „województwie irackim”. Prawdziwych. Do bólu prawdziwych. Będzie o strachu i odwadze. O miłości i nienawiści. O życiu i śmierci. O wojnie, która jest we mnie.

A ci co będą szukać tam słynnego Jamesa Bonda? Nie znajdą go. I z konieczności pójdą do kina.

Dziękuję za ciekawą rozmowę!

Rozmawiał:

Autor

- dziennikarz śledczy Gazety Bałtyckiej, kierownik redakcji ds. rozwoju. Specjalizuje się w tematyce społeczno-prawnej. Archiwista II stopnia (kursy archiwalne w Archiwum Państwowym w Gdańsku), Członek stały Stowarzyszenia Archiwistów Polskich (prawo do prowadzenia badań historycznych), miłośnik Gdyni, członek Towarzystwa Miłośników Gdyni. Hobby – prawo. Jest członkiem Związku Harcerstwa Polskiego.

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Adam1234 pisze:

    Polska NIGDY nie była gotowa na wojnę , no może w 1410 roku , ale to było wtedy ,gdy byliśmy potęgą. Obecnie jesteśmy narodem rozbrojonym , praktycznie poza nielicznymi nie umiemy posługiwać się bronią. Ci zaś , którzy mają broń ( policja i służby specjalne ) niejednokrotnie przekraczają swoje uprawnienia co do użycia broni.Nawet prawo łowieckie po II wojnie światowej zostało tak spreparowane ,że odebrało ludziom mieszkającym na wsi prawa do posiadania broni i polowania na zwierzynę . Tyle w temacie . Dopóki będziemy narodem rozbrojonym , nie będziemy wolni.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika