Świąteczny czas w polskich dworach i dworkach | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 21.12.2014

Świąteczny czas w polskich dworach i dworkach

Choć czasy świetności ziemiaństwa i polskiego dworu już minęły, gdy spojrzeć wstecz na dzisiejsze obyczaje świąteczne, widać w nich echa dawnych ziemiańskich tradycji. Szkoda tylko, że to, co jeszcze pozostało, coraz częściej jest wypierane przez konsumpcyjny styl życia i świętowania w „galerii handlowej”. Nie dajmy się zwariować! Odkurzmy tradycję naszych babć i dziadków, usiądźmy wspólnie do kolacji wigilijnej, podzielmy się opłatkiem, pośpiewajmy kolędy…

swieta

Kiedy po jesieni przychodziły mrozy i śniegi, dobra sanna pozwalała na wyjazdy do miasta aby załatwić różne sprawunki, pozwalała także na wizyty u najbliższych oraz sąsiadów. Szczególnie na Kresach bywało tak, że pierwszy śnieg dopiero umożliwiał dotarcie do dworu, który był odcięty od reszty świata, przez błotniste i nieprzejezdne drogi. Niecierpliwie wypatrywano najbliższych, którzy to mieli pojawić się w domu przed zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia. Przyjeżdżała młodzież, która korzystała z zimowej przerwy w szkole, przyjeżdżali dawno niewidziani krewni, którzy mieszkali w mieście czy w odległych stronach.

Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia rozpoczynały się na długo przed pojawieniem się gości w domu. Od rozpoczęcia się adwentu cichły bale, nie urządzano wesel ani nie słuchano skocznej muzyki oraz poszczono. Kobiety z dziećmi uczestniczyły w roratach, nabożeństwach błagalnych o przyjście Zbawiciela, które to msze były odprawiane tuż przed wschodem słońca. Dla dzieci roraty były niezapomnianym i przyjemnym rytuałem przedświątecznym.

W pierwszych dniach grudnia dzieci zabierały się do pracy, czyli przygotowywania ozdób choinkowych. W mieście kupowano tylko bombki, srebrny proszek i włosy anielskie, natomiast reszta ozdób choinkowych była robiona ręcznie przez dzieci. W taki sposób zajmowano sobie długie zimowe wieczory we dworze, gdzie rodzice, guwernantki bądź też opiekunki razem z dziećmi oddawali się wspólnym zajęciom. Łańcuchy były klejone z kolorowych bibułek oraz słomek, złotymi farbkami malowane były szyszki i włoskie orzechy, z wydmuszek robiono aniołki oraz różnego rodzaju ptaszki a z papieru wycinano gwiazdy. Polskim zwyczajem na choince nie mogło zabraknąć również jabłek, fig, orzechów, cukierków w kolorowych papierkach, pierników, ciasteczek, czekoladek oraz marcepanów. Po 1918 r. ogromną wagę przywiązywano do kultywowania i budowania tradycji narodowej.

Wprawdzie sam obyczaj ustawiania choinki w domu przejęliśmy od Niemców dopiero w I poł. XIX w., jednak uważano, że ozdoby choinkowe muszą być koniecznie „krajowe”. Staropolskim oraz tradycyjnym obyczajem było wykonanie ozdób z opłatka, łatwo się on barwił i sklejał za pomocą śliny. Robiono z niego gwiazdki, krzyżyki, krążki i inne figury geometryczne. Te ozdoby nosiły nazwę światów, wieszane na lnianych niciach bądź końskim włosiu przy lekkim ruchu powietrza wesoło „tańczyły” na choince. Opłatki były dostarczane w połowie grudnia z plebanii i było ich na tyle dużo, że dzieci jadły je przypiekając nad lampą naftową. Dzień przed Wigilią lub też w samą Wigilię przywożona była choinka – jodła, świerk bądź sosna. Ustawiano ją w jadalni lub salonie. Im była większa, tym lepsza. Na Ukrainie oraz Wołyniu panował zwyczaj przygotowywania kilku choinek, po jednej dla każdego dziecka w dworze oraz gościa. Prezenty były przygotowywane nie tylko dla domowników ale również służby i mieszkańców folwarku. Osoby te otrzymywały ubrania, bakalie i inne drobiazgi. Dzieci z dworów ziemiańskich otrzymywały pierwsze prezenty 6 grudnia, czyli na Mikołaja i były to przede wszystkim słodycze.

W dworskich kuchniach przygotowania świąteczne również rozpoczynały się z początkiem grudnia. W pierwszej kolejności po świniobiciu zajmowano się obróbką mięsa, gotowaniem oraz wędzeniem wędlin a także przyrządzaniem pasztetów. Mięso wędzono nie tylko wieprzowe, ale również wołowe oraz baranie. Za wyjątkowy przysmak uchodziły ozory marynowane oraz wędzone w kiszkach w dymie z zielonych gałązek jałowca. Jednak o smaku wędzonych wędlin, kiełbas i mięsa przede wszystkim decydował rodzaj użytego w wędzarni drewna. Najwyżej cenionymi gatunkami drzewa był dąb i buk, świeżo zebrane dawały więcej dymu. Do ognia dodawano także dębowe liście, jagody jałowca, rozmaryn, miętę pieprzową oraz liście bobkowe. Wcześniej również zabierano się za pieczenie pierników i ciasteczek, które miały zawisnąć na choince. Trochę później pieczono makowce, strucle i inne świąteczne ciasta. W tym czasie również dzieciom pozwalano zaglądać do kuchni i oblizywać łyżki z resztek lukru, czekolady czy żółtek ubitych z cukrem. Mogły także wyjadać rodzynki, figi oraz migdały, lecz za zbytnie łasuchowanie bądź przeszkadzanie kucharce były wyganiane z kuchni. Relacje między kucharzem czy kucharką a panią domu wyglądały różnie. Niektóre panie domu osobiście uczestniczyły w pracach kulinarnych natomiast inne ograniczały się do wydania dyspozycji, omówienia menu i sprawdzenia rachunków. Niekiedy obowiązki pani domu przejmowała zatrudniona gospodyni lub rezydentka. Od połowy XIX w. coraz więcej ziemianek angażowało się w pracę w kuchni – uczyły się sensownie kierować służbą, a to wcale nie było łatwe, zbierały przepisy kulinarne, poznawały tajniki układania świątecznego i codziennego menu oraz nadzorowały wszystkie prace domowe.
Wieczerza wigilijna była postna.

Nawet jeśli udawano się w gościnę to przygotowania wigilijne nie omijały nikogo, gdyż dawniej nie wypadało pojawiać się w gościnie z pustymi rękoma. W wigilijne popołudnie, praktycznie już po zmroku mężczyźni wracali z polowania. Do kolacji wigilijnej nakrywano w jadalni. W rogach pokoju stawiane były snopki niemłóconego zboża przewiązane sznurkiem. Zwyczaj ten miał zapewnić dobre plony w nadchodzącym roku, ale również przypominać miejsce narodzenia Jezusa. Niestety w XX w. snopki można było zobaczyć już tylko w chłopskich chałupach. Na stół wigilijny przeznaczano najlepszą zastawę porcelanową białą, ze złoconym brzegiem, prostą i elegancką. Natomiast fajanse były używane na co dzień. Do kolejnych zachowań tradycyjnych należało kładzenie sianka na stół pod śnieżnobiały obrus. Siano to służyło do żartów i zabaw podczas wigilijnej kolacji. Stół wigilijny ustawiony był na środku jadalni, był duży, długi i rozsuwany, aby pomieścić wszystkich domowników i gości. Przygotowywane również było jedno dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. W XIX w. ustawiane były również szykowne nakrycia dla nieobecnych i zmarłych. Na środku stołu ustawiano srebrne kandelabry, szopkę betlejemską czy też gałązki jedliny. Z rozpoczęciem wieczerzy czekano do pojawienia się pierwszej gwiazdki na niebie i było to bardzo niecierpliwe oczekiwanie, ze względu na to, że był przestrzegany post i głód już wieczorem dawał się bardzo we znaki. Kiedy pojawiała się pierwsza gwiazdka, dzielono się opłatkiem i rozpoczynano wieczerzę. Oprócz składania życzeń wspominano również nieobecnych członków rodziny, a w mniejszych dworach służba zaglądała do państwa przez drzwi jadalni. W czasie zasiadania do stołu była zachowywana również określona tradycją hierarchia. Najważniejsze miejsce przy stole zajmowała najstarsza kobieta w rodzinie, czyli babka albo matka. Pilnowano również, aby liczba osób przy stole była parzysta, ponieważ inaczej, jak głosił stary przesąd, ktoś z rodziny nie dożyje kolejnych świąt. Jeśli inaczej się nie dało, to aby nie kusić losu dostawiano po prostu puste krzesło i nakrycie. Na stole pojawiały się zupy, do wyboru trzy: postny barszcz z uszkami, grzybowa lub słodka migdałowa. Później podawano ryby: lina w galarecie, smażonego karpia z chrzanem lub majonezem, szczupaka z wody, a do niego jajka na twardo posiekane, ziemniaki i stopione masło. Po rybach kolejną potrawą, jaka się pojawiała na stole, były gołąbki z kapusty z kaszą gryczaną i grzybami, pierożki z grzybami, pierożki z kapustą, kompot z suszonych śliwek. Na koniec podawana była kutia przyrządzana z ziaren pszenicy, maku, miodu i bakalii.

Na deser podawano ciasta, obowiązkowo pierniki na miodzie i makowiec oraz bakalie. Na wigilię raczej nie był podawany alkohol tylko czysta woda w karafkach, chociaż w niektórych domach podawano z piwnic najlepsze stare wina. Za drzwiami w salonie pod choinką czekały na wszystkich prezenty i dzieciom już od samego rana nie wolno było tam zaglądać. Przy choince również rozpoczynano śpiewać kolędy przy akompaniamencie fortepianu lub skrzypiec. W końcu nadchodziła pora rozpakowywania prezentów, które były zostawiane przez Mikołaja, Gwiazdora lub Aniołka. Prezenty te to oczywiście zabawki, ale również bardzo popularnym podarkiem były książki. W wielu dworach urządzano oddzielną choinkę dla dzieci, służby i pracowników folwarku zwykle w oddalonym terminie, czasem już po Nowym Roku. Zwyczaj ten upowszechnił się przede wszystkim w dwudziestoleciu międzywojennym. Zakończeniem Wigilii była Pasterka. Każdy gospodarz chciał jako pierwszy przekroczyć próg kościoła, ponieważ miało to zapewnić dobre plony i udany rok w gospodarstwie, więc przed kościół zajeżdżały rozpędzone sanie. W niektórych bogatych dworach były kaplice, w których to ksiądz proboszcz odprawiał mszę, a na Kresach, jeśli była bardzo fatalna pogoda i nijak nie było jak się dostać do kościoła bądź do dworu, to pani domu sama celebrowała wspólną modlitwę.

Po pasterce kończył się już post i nie wszyscy czekali do rana, aby spróbować mięs i wędlin i zaraz po powrocie do domu znowu zasiadano do stołu. Pierwszy dzień świąt upływał w atmosferze refleksji i spokoju, jechano na Sumę do kościoła a po południu na Nieszpory Bożego Narodzenia. Dopiero na drugi dzień świąt po mszy poświęconej św. Szczepanowi rozpoczynały się wizyty, zabawy oraz kuligi. W święta co roku zjawiali się również kolędnicy, którzy wizytę rozpoczynali „od wielmożnych państwa”, natomiast jako pierwsi, bo już nawet w wigilijny wieczór zaglądali przez okna „gwiazdorzy” i „przebierańcy”. W pierwszy dzień świąt w dworze pojawiali się także „Herody”- wiejscy aktorzy, którzy odgrywali scenę biblijną króla Heroda. Kolędnicy i dzieci śpiewające kolędy odwiedzali dwory aż do Trzech Króli albo i do Matki Gromnicznej. W dworach okres świąteczny kończył się 6 stycznia, czyli w święto Trzech Króli. Ten dzień był wolny od pracy. Święconą kredą pisano na drzwiach inicjały trzech mędrców, a na drugi dzień choinki były rozbierane i wracał powszedni rytm dni.

Na zakończenie chciałabym złożyć Państwu życzenia zdrowych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w gronie rodzinnym oraz chwili wytchnienia.

www.facebook.com/przewodnicy.z.pasja.zamosc.roztocze

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 2)
Świąteczny czas w polskich dworach i dworkach, 10.0 out of 10 based on 2 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Sylwia Jagoda

- mieszkam w Zamościu, który jest moim miejscem na ziemi. Od ponad czterech lat oddaję się pasji jaką jest praca przewodnika terenowego po Zamościu i Roztoczu. Obecnie jestem również współzałożycielką oraz wiceprezesem nowo powstałego Stowarzyszenia Turystyka z Pasją. Staramy się z koleżankami i z kolegami ze stowarzyszenia m.in. promować turystykę oraz kulturę regionu Lubelszczyzny.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>