Wielu z nich nie ma już nic do stracenia… | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 8.09.2021

Wielu z nich nie ma już nic do stracenia…

Tysiące polskich przedsiębiorców odczuło negatywne skutki wprowadzenia obostrzeń pandemicznych i wiążącego się z nimi chaosu prawnego. Część z nich znalazła się w sytuacji, w której nie mają już nic do stracenia. Czy w związku z tym warto walczyć o odszkodowanie od Skarbu Państwa? Jaka jest szansa na wygraną? Rozmawiamy z Aleksandrą Hryniewicz – radcą prawną z Gdańska, która specjalizuje się w obsłudze podmiotów gospodarczych.

Aleksandra Hryniewicz jest radcą prawnym specjalizuje się w prawie gospodarczym i prawie dotyczącym nieruchomości. Pomaga podmiotom gospodarczym. (Fot. M. Stosik)

Przedsiębiorcy mocno odczuli skutki wprowadzenia obostrzeń związanych z COVID-19, w szczególności wprowadzenia tzw. lock-downu, czyli zawieszenia działalności poszczególnych branż. Spróbujmy ocenić to, co się właściwie stało.

Z punktu widzenia prawnego, stało się to, że Państwo Polskie, z niewiadomych względów postanowiło zakazać lub ograniczyć wolność prowadzenia działalności gospodarczej aktem prawnym w postaci rozporządzenia, co jest niezgodne z art. 22 Konstytucji. Z tego względu wszystkie rozporządzenia ograniczające lub wręcz zakazujące określonym branżom prowadzenia działalności gospodarczej były niezgodne z prawem. Wydanie aktu prawnego, np. rozporządzenia, które w swojej treści zawiera przepisy niezgodne z innymi regulacjami zawartymi w akcie prawnym wyższego rzędu, np. w Konstytucji, nazywane jest bezprawiem legislacyjnym. W mojej ocenie, dokładnie z takim bezprawiem mieliśmy tu do czynienia. Ta sytuacja ma swoje konsekwencje w postaci prawnej możliwości żądania od Skarbu Państwa odszkodowania za szkody spowodowane tym, że przedsiębiorcy nie mogli swobodnie działać nawet przez półtora roku. Branża fitness zdecydowała się na pozew zbiorowy, uznając wydane rozporządzenia za niezgodne z prawem. Wydane akty prawne, nie tylko były wadliwie prawnie, ale przede wszystkim miały ogromny negatywny wpływ na tysiące polskich przedsiębiorców, którzy często z dnia na dzień, dowiadywali się o tym, że nie będą mogli pracować.

Mieliśmy rozporządzenia. Za nim poszła policja, która wielokrotnie łamiąc prawo i zachowując się niegodnie bardzo osłabiła budowane przez lata społeczne zaufanie do siebie. Najgorzej zaprezentował się chyba jednak sanepid, który pokazał się jako instytucja szczególnie opresyjne i czasami w sposób wręcz zuchwały naruszająca prawo. Z drugiej strony przedsiębiorcy postanowili wykorzystać rozmaite, mniej lub bardziej sensowne pomysły, aby ominąć rządowe zakazy i kontynuować działalność. Jak pani to ocenia?

Sądzę, że jeżeli przedsiębiorcy okazali się na tyle kreatywni, aby dalej działać zgodnie z prawem, to jest to postawa godna podziwu i uznania. Co nie znaczy oczywiście, że należy obchodzić przepisy. Przeciwnie, funkcjonujemy w mniejszym lub większym stopniu w państwie prawa i dlatego bezwzględnie należy go przestrzegać. Jednakże, jeżeli uchwalane przepisy były bezprawne, niekompletnie czy też niejasne, co miało miejsce podczas kolejnych lock-downów to nie widzę powodów, dla których przedsiębiorcy mieliby nie skorzystać na tych wadliwościach, szczególnie jeżeli jedyną korzyścią z tych działań była dalsza możliwość ich istnienia na rynku. Ważne jest, aby sobie uświadomić, że większość firm, mniejszych czy większych, walczyła o przetrwanie, o to czy ich rodziny i rodziny ich pracowników będą miały z czego żyć. W takich warunkach, w jakich byli wówczas, nie widzę nic złego w ścisłym interpretowaniu kolejnych zakazów i ograniczeń, tym bardziej, że art. 8 ustawy prawo przedsiębiorców ustala zasadę „wszystko co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”.

Jeśli chodzi o kary nakładane przez sanepid – sądy administracyjne je uchylają. We wszystkich orzeczeniach, z którymi się zapoznałam, sądy podkreślają, że są one niezgodne z prawem, również grzywny są uchylane, a pieniądze zwracane. Ja również uważam, że decyzję o nałożeniu przez sanepid kary zawsze należy zaskarżyć. Jest to bardzo ważne nie tylko ze względu na możliwość odzyskania pieniędzy, ale także może pomóc w późniejszym procesie odszkodowawczym przeciwko Skarbowi Państwa, za ograniczenie lub zakaz prowadzenia działalności gospodarczej.

Czy można wstrzymać natychmiastową wykonalność kary sanepidu?

Może to zrobić organ odwoławczy, między innymi dlatego odwoływanie się od nałożonych kar jest tak istotne. Jednakże zanim takie odwołanie złożymy kara może być wyegzekwowana bardzo szybko, oczywiście pod warunkiem że ukarany dysponuje środkami finansowymi pozwalającym na jej pokrycie. Można próbować stosować rozmaite sposoby i kruczki prawne, ale w praktyce najczęściej jest tak, że przedsiębiorca zaskoczony karą, nie zdąży odpowiednio zareagować. Nie każdy z nich jest prawnikiem, czy posiada wiedzę prawną, która pozwala w takich chwilach użyć stosownych środków obrony. Sanepid zwykle przychodzi do lokalu, nakłada grzywnę i często jest już za późno, aby uniknąć nadania takiego rygoru. Wówczas należy się odwoływać. Natychmiastowa wykonalność decyzji, w praktyce faktycznie jest sporym problemem dla przedsiębiorców

Co z policjantami, którzy wkraczają do restauracji i zaczynają straszyć klientów, legitymować, spisywać itp.

Polskie prawo zdecydowanie nie zezwala na to, aby policjanci w nieograniczony sposób nachodzili ludzi i sprawdzali im dokumentu. To, jakie uprawnienia mają funkcjonariusze Policji, wynika z ustaw oraz rozporządzeń, np. z ustawy o Policji. W tych aktach prawnych znajdziemy odpowiedź na pytania jakie środki mogą być przez Policję stosowane, w jaki sposób mogą być użyte, a także kiedy można ich użyć. Przy czym naczelną zasadą jest tu adekwatność do sytuacji. W przypadku niektórych działań policjantów, możemy mówić o prawdopodobnym nadużyciu uprawnień.

Mnóstwo przedsiębiorców poniosło olbrzymia straty na skutek decyzji rządu. Załóżmy, że taki poszkodowany przedsiębiorca postanowił powalczyć o odszkodowanie. Przychodzi do pani i co dalej?

Wzywamy Skarb Państwa do zapłaty i jeżeli to działanie nie jest skuteczne to prowadzimy proces. Na początek trzeba jednakże wiedzieć po co idzie się do sądu i z czym, czyli z jakim roszczeniem. Czego konkretnie domagamy się od państwa. Przedsiębiorca, który chce pozwać Skarb Państwa musi przede wszystkim wiedzieć ile konkretnie stracił. Powinno to być poparte rzeczowymi dowodami. Podstawą wyliczeń może być np. obrót z poprzednich lat. Z obrotu z kolei można wyliczyć dochód. Odszkodowanie obejmuje zarówno to, co przedsiębiorca stracił, ale także to, czego przedsiębiorca nie uzyskał, a spodziewał się że uzyskać, na podstawie już podjętych działań – np. gdy ktoś planował otworzyć drugą restaurację, poczynił pewne inwestycje w tym zakresie lecz nie mógł tego uczynić. Nie mógł więc uzyskać spodziewanego o dochodu. Należy jednak pamiętać, że każdy przypadek jest indywidualny i każdy biznes jest inny, więc decyzję o wytoczeniu powództwa należy podjąć po dokładnym rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw”.

Czy pracownicy, którzy odeszli na skutek lock-downu to także wartość podlegająca odszkodowaniu?

W jakimś sensie tak, tylko w postępowaniu odszkodowawczym ważne jest to, czy taką wartość da się wyliczyć, zmierzyć, ale także udowodnić. W przypadku tego typu strat, są one trudne do wymierzenia.

Ale można wyliczyć ile zysku mógłby przynieść dobry pracownik.

Oczywiście, tak. Możliwe jest wyliczenie zysku wypracowywanego przez danego pracownika. Znam specjalistów, którzy mogą to oszacować. Moją rolą jako prawnika jest jedynie wskazanie jaki rodzaj wartości, czy straty wchodzi w zakres odszkodowania. Konkretne ich wyliczenie natomiast należy do kompetencji innych specjalistów.

Oszacowaliśmy straty. Składamy pozew, musimy za niego zapłacić.

Tak. Wytoczenie powództwa odszkodowawczego podlega opłacie. Zwykle jest to kwota 5 proc. od wartości przedmiotu sporu, czyli od kwoty odszkodowania, której się domagamy. Natomiast, co istotne, istnieje instytucja zwolnienia całkowitego lub częściowego z kosztów sądowych i dotyczy ona nie tylko osób fizycznych, ale także prawnych np. spółek z o.o.. W normalnych warunkach, tj. przed pandemią, instytucja ta pomagała naprawdę biednym ludziom iść do sądu, walczyć o swoje prawa, nie ponosząc za to kosztów, lub jedynie w niewielkim stopniu. Do tej pory, istniało pewne założenie, że każdy przedsiębiorca ma pieniądze. COVID to jednak zmienił. Sądy teraz nieco inaczej rozpatrują i oceniają zasadność wniosków o zwolnienie z kosztów, które składają spółki czy jednoosobowe firmy. Czasem zwolnienie z kosztów dotyczy ich części, co już jest znacznym ułatwieniem. W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw, sąd zwolnił przedsiębiorców z opłaty sądowej, która był maksymalna i opiewała wówczas na 100 tys. zł. Kto dysponuje taką kwotą pieniędzy, gdy ma komornika „na karku”? Uzyskanie zwolnienia z kosztów jest więc możliwe, aczkolwiek niełatwe, ponieważ faktycznie muszą istnieć ku temu podstawy, które w dodatku należy uzasadnić. Obecnie wielu przedsiębiorców znalazło się w takiej sytuacji, w której nie mają już nic do stracenia, bo wszystko stracili… Poza tym firma to coś więcej niż tylko pieniądze, to także miejsce, ludzie, kontakty, to często niemal całe życie człowieka.

Jaka jest realna szansa uzyskania odszkodowania od państwa?

Plusem dochodzenia odszkodowania od Skarbu Państwa jest brak obaw przed niewypłacalnością dłużnika. Gdy uzyskamy już prawomocny wyrok, Skarb Państwa zasądzoną kwotę zapłaci. Poza tym uważam, że nie możemy patrzeć na tę sprawę tak, że jeśli pozywamy Skarb Państwa, to przed sądem ma on lepszą pozycję prawną. Prawo jest równe dla wszystkich i w stosunkach cywilnych tak faktycznie jest. Mamy niezawisłych sędziów i niezależne sądy po to, aby rzetelnie ocenić zasadność roszczeń odszkodowawczych. Osobiście zdarzyło mi się prowadzić spór przeciwko dużym podmiotom także państwowym i uważam, że także w tych sprawach sędziowie, tak jak i we wszystkich innych, byli niezawiśli i bezstronni. Jestem przekonana, że jeśli faktycznie danej osobie należy się odszkodowanie, to je otrzyma. Zdaję sobie sprawę, że jest to psychicznie trudne, aby wytoczyć „wojnę” państwu, ale prawo dla wszystkich jest takie samo.

Można mieć też obawy, że jeśli pozwiemy skarb państwa, państwo będzie chciało się na nas zemścić. A ma cały aparat policyjny, kontrolny itp.

Taka obawa wśród ludzi faktycznie może być, ale jeśli ktoś działa uczciwie i rzetelnie – nie ma się czego bać. To kwestia odpowiedniego nastawienia.

Ile czasu trwa proces z państwem?

Musimy liczyć się z okresem minium2-3 lat. Każda sprawa może być rozpatrywana w dwóch instancjach, co także wpływa na czas trwania takiego procesu.

Przedsiębiorcy są zainteresowani walką o odszkodowania?

Teraz zaczyna się ten temat coraz częściej pojawiać. Przedsiębiorcy przestali myśleć tylko o przetrwaniu, a zaczęli myśleć o kondycji i przyszłości ich firmy. Na pytanie czy warto walczyć – zawsze mówię jedno – świat należy do odważnych. Przedsiębiorcy są bardzo wyjątkowymi ludźmi, ponieważ żeby w naszym kraju prowadzić biznes, trzeba mieć naprawdę dużo odwagi i determinacji.

Państwo bardzo niechętnie wypłaca odszkodowania firmom, które zostały zamknięte. Chociaż słyszymy, że wprowadzono „tarcze antykryzysowe”.

Zauważmy, że za granicą, w innych państwach UE także był lock-down, tylko tam wszyscy dostają stosowne odszkodowania. Tam zwykle nie ma problemów, jakie występują w naszym kraju. Z rozmów z przedsiębiorcami wynika, że tarcze antykryzysowe – jeśli już faktycznie były i są – to albo za późno, albo dla nielicznych, albo kwoty są zbyt niskie. Nie sądzę, żeby kwota rzędu kilku tysięcy złotych mogła komuś uratować biznes, który przez długie miesiące nie może działać. Jasne, że niektórym tarcza pomogła, i to bardzo dobrze, ale pomoc nie powinna dotyczyć tylko niektórych i czasem, tylko wszystkich i zawsze. Powinna być dla wszystkich równie dostępna.

Jeżeli przedsiębiorca otrzymał pomoc, to niewykluczone że, teraz może spodziewać się kontroli. Nie dość, że walczy o przetrwanie, czy próbuje spłacać długi, to być może będzie musiał tłumaczyć się kontrolerom i poświęcać na to swój czas, który mógłby spożytkować na poprawę kondycji swojej firmy. Przepisy dotyczące tarcz były tak niejasne, tak skomplikowane, że można było je rozmaicie interpretować. Nie można więc od razu zakładać złej woli przedsiębiorców w tym zakresie.

Czy przedsiębiorcy wykazali wewnętrzną solidarność?

Moim zdaniem zdecydowanie tak. To jest bardzo pozytywny aspekt pandemii. Przedsiębiorcy się spotykali, przekazywali sobie porady, dzielili doświadczeniami, podpowiadali co zrobić, żeby przetrwać. Solidarność środowiska istnieje i ma się dobrze.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- dr n. hum., publicysta i komentator. Twórca niezależnych mediów. Autor analiz dotyczących PR, języka polityki i marketingu politycznego.Twitter: @MichalLange

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Kamil pisze:

    Bardzo ciekawe. Przedsiebiorcy powinni iść do sądu!

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>