Gdynia. „Wielokulturowości nie można tworzyć, ona rodzi się sama”
Gdynia od wielu lat się zmienia. Jak zachować charakter lekkiego morskiego miasta? O tym i nie tylko w rozmowie z Małgorzatą Sokołowską, autorką książek o Gdyni.

Małgorzata Sokołowska jest autorką książek o Gdyni. W swojej twórczości porusza głównie zagadnienia historii miasta i jego mieszkańców.
Wydaje się, że Gdynia powstaje według dobrego wzoru, skoro stworzymy w latach 20. XX wieku plan rozwoju miasta do dziś jest konsekwentnie realizowany.
– Wzór był dobry, choć kilka razy zmieniany, bo tempo rozwoju przekraczało niekiedy najśmielsze wyobrażenia. Ale nie bardzo widzę kontynuację i konsekwencję. Plan zabudowy międzytorza jest z lat 90., jeśli się nie mylę.
Czy budowa nowej dzielnicy Gdyni realizowana na terenie międzytorza będzie inwestycją porównywaną do budowy portu z lat 20. XX wieku?
– Skądże, nie ma żadnego porównania. Szybciej można porównać np. z budową na Grabówku zespołu szkół zawodowych oraz domów mieszkalnych dla urzędników i robotników. Budowa takiego portu w 13 lat nie da się z niczym porównać.
Wiadomo, że międzytorze to nie jest jedyna inwestycja, molo Rybackie, zabudowanie ulicy Władysława IV. Czy realizując te wielkie projekty uda się zachować „lekkość” Gdyni?
– Obawiam się, że nie, bo zbyt dużo do powiedzenia zdają się mieć deweloperzy i znikają zapowiadane przy okazji tych inwestycji takie projekty jak np. muzeum żeglarstwa na końcu mola Rybackiego. W Sea Tower miał być dostępny dla gdynian punkt widokowy – tak mówiono na początku. A potem co? Podobno wspólnota zaprotestowała…
Czy uważa Pani, że nowa dzielnica powinna zachować gdyński modernizm?
– Powinna być przede wszystkim ładnie i nowocześnie zaprojektowana, według najlepszych wzorów. Naśladować modernizm lat 30. to nie łatwa sprawa, może się oprzeć o kicz, a tego byśmy w naszej Gdyni nie chcieli.
Czyżby nowy rodzaj architektury, modernizm XXI wieku, oparty był o marzenie Żeromskiego o szklanych domach?
– Nie lubię Żeromskiego, dla mnie jego proza nie przeszła próby czasu. A jego szklane domy były wykorzystywane w czasach PRL jako krytyka przedwojennej Polski. Więc i jego marzenie nie jest dla mnie ważne.
Czy przypadkiem to marzenie nie przyćmi potrzeb rybaków, ludzi morza?
– To nie marzenie a raczej deweloperzy, którzy wiele miast usiłują zabetonować. Przecież nie w celach charytatywnych.
Przed Gdynią stoją ogromne wyzwania. Zabudowa Sea City i Międzytorza dwukrotnie powiększy śródmieście Gdyni. Czy jest to zagrożenie dla zachowania niezwykłej atmosfery 30. XX wieku?
– Śródmieście jest zapisane jako Pomnik Historii, więc jemu niewiele grozi. Szkoda tylko, że niemożliwe jest usunięcie z niego architektonicznych potworów, jakimi są bloki z wielkiej płyty przy ul. Mściwoja oraz Władysława IV róg 10 Lutego, postawione „za Gierka”.
Czy według Pani dwukrotne powiększenia śródmieścia Gdyni spowoduje, że Gdynia stanie się Nowym Jorkiem Europy?
– Nie lubię takich porównań. Po co mówić Szwajcaria Kaszubska, skoro nasza jest niepowtarzalna. Tak samo Gdynia – takie porównywanie świadczy raczej o kompleksach.
Z moich obserwacji wynika, że mieszkańcy Gdyni obawiają się o naturalne dobra, jakimi są miejsca związana z przyrodą i miejscami wypoczynku. Czy podziela Pani te obawy?
– Jak najbardziej.
W latach 1926-1939, społeczność żydowska w Gdyni była zauważalna. W Gdyni były to sklepy, kilka tytułów prasowych. Czy miasto powinno przywracać wielokulturowość społeczność Gdyni?
– Tuż przed wybuchem wojny społeczność żydowska liczyła około 3 tys. osób (a cała Gdynia miała blisko 120 tys. mieszkańców). Wiele z nich przeprowadziło się pod koniec lat 30. z Gdańska – gdy tam nie dało się żyć i pracować. Było kilka większych przedsiębiorstw, trochę sklepów. Gdynia była jednym wielkim konglomeratem. Ale wielokulturowości nie można tworzyć, ona rodzi się, lub nie, sama.
Zastanawiam się, czy np. Michał Piedziewicz, twórca trylogii: „Dżoker”, „Domino”, „Dakota” powinien uzyskać tytuł honorowego obywatela Gdyni?
– Chciałby Pan ustawić w jednym rzędzie autora sensacyjnych powieści z Eugeniuszem Kwiatkowskim czy Ernestem Bryllem? To jest tytuł absolutnie wyjątkowy