Nie wierzę w ludzką niezłomność i absolutny heroizm | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 29.11.2014

Nie wierzę w ludzką niezłomność i absolutny heroizm

w rozmowie z Marią Kaźmierczak o ludzkiej naturze, dramatycznych wyborach oraz swojej najnowszej powieści „”, której fabuła osadzona jest w Gdańsku.

Dotychczas zajmowała się Pani powieścią kryminalną. Skąd pomysł na tę zmianę oraz temat, który porusza Pani w „Skazach”?

SkazyKiedy zaczynałam, wybrałam kryminał, bo wydawało mi się, że podążanie za konwencją gatunku pozwoli mi na zdyscyplinowanie się w prowadzeniu narracji, że konieczność rozwikłania zagadki morderstwa będzie pomagała mi w tym, że nie zagubię się w gąszczu dygresji. Okazało się jednak, że i tak uciekam od przykazań narracji kryminalnej, że bardziej interesuje mnie przekraczanie prawideł niż trzymanie się ich. Pierwsza książka „Teufel” była mieszanką powieści kryminalnej i szpiegowskiej. Kiedy pisałam trzecią z cyklu książek o gdańskim komisarzu Franzu Thiedtke zatytułowaną „”, pomyślałam, że najbardziej będzie mi odpowiadać konwencja obowiązująca w filmowym westernie. A więc odeszłam od kryminału, bo to było mi potrzebne do zamknięcia historii. Uważam, że forma jest niesłychanie ważna, ale powinna być podporządkowana historii, a nie odwrotnie. Historia, którą opowiadam w „Skazach”, wynika z moich zainteresowań i wiąże się z tym, do czego sięgałam pisząc o komisarzu Thiedtke. Ciekawi mnie historia i człowiek postawiony wobec wielkich wydarzeń, zderzenie codzienności i momentów przełomowych, a także jednostka wobec społeczności i społeczeństwa w różnych systemach. Jak się zachowujemy, jak to, co dzieje się wokół nas, wpływa na nasze życie.

Co jest istotą „Skaz”? Jakie pojęcie uznaje Pani za najważniejsze tej powieści?

Tytułowe Skazy to rysy, które każdy z nas ma w sobie. Mamy w sobie jasną i ciemną stronę. Zastanawiałam się, jak to się dzieje, że jedna z nich dochodzi do głosu, że stajemy się dobrzy albo źli. Głównym pytaniem, które towarzyszyło mi w czasie pisania, było to, jak małe decyzje wpływają na nasze życie, jak drobne wybory w końcu się kumulują i prowadzą w określoną stronę. Dlatego bohaterkami są bliźniaczki. Ich życie zaczyna się tak samo, są prawie identyczne, ale z czasem zaczynają podejmować różne decyzje i w końcu dochodzą w zupełne różne miejsca.

Dlaczego fabułę powieści osadza Pani właśnie w Gdańsku?

Pochodzę z Gdańska, czuję się z tym miastem bardzo związana. Zawsze wiedziałam, że jeśli w końcu odważę się zacząć pisać, to Gdańsk będzie ważnym elementem moich historii. To wyjątkowe miejsce, które inspiruje mnie na każdym kroku.

To także miejsce o bardzo skomplikowanej historii. Jaki wpływ, Pani zdaniem, wywiera bieg dziejów na podejmowane przez nas decyzje?

Zazwyczaj nie myślimy o tym, że jesteśmy uczestnikami ważnych, przełomowych wydarzeń. Staramy się przeżyć kolejny dzień i tylko nasze wewnętrzne wybory są różne, prowadzą do postaw heroicznych albo podłych. Jedni walczą, inni uciekają. Pisząc nie chcę wartościować, raczej zadaję sobie pytanie dlaczego – dlaczego ktoś zrobił tak, a ktoś inaczej. Nie wierzę w ludzką niezłomność i absolutny heroizm. Za nimi zawsze coś się kryje, jakaś ciekawa historia. Staram się zaglądać głębiej i szukać przyczyn określonych wyborów. Czasem te podłe mają bardziej interesujące przyczyny i bardziej tragiczne konsekwencje. Czyli są ciekawsze dla pisarza.

Czy w takim razie istnieje obiektywne dobro lub zło?

Nie wiem. Ale w Auschwitz czy w Stutthofie pozbywam się wątpliwości.

Okrucieństwo jest – według Pani – na stałe wpisane w naturę człowieka?

Tak. Pytanie, jakie mechanizmy je uruchamiają.

Czy można powiedzieć, że zawirowania historyczne usprawiedliwiają okrucieństwo?

Zwykle to, jak się zachowujemy, jaką drogę mniej lub bardziej świadomie wybieramy, tkwi w naszej psychice, w mechanizmach wdrukowanych w naszą głowę. Zawirowania historyczne mogą je tylko uruchamiać. Dlatego tak ważna jest świadomość samego siebie. Ważne jest, żebyśmy mieli świadomość kolejnych decyzji, bo to one mogą doprowadzić do okrucieństwa. Bohaterowie „Skaz” po prostu działają, podążają za tym, co w danym momencie wydaje się im właściwe. Nie patrzą na swoje życie i swoje wybory szerzej, nie wybiegają w przyszłość. Zwykle tak robimy w naszym życiu. A potem dziwimy się, że znaleźliśmy się w sytuacji, której się nie zupełnie nie spodziewaliśmy.

Co – Pani zdaniem – sprawia, że tak łatwo przyjmujemy role katów lub ofiar?

Nad tym od lat zastanawiają się filozofowie, etycy i psychologowie, by przywołać eksperymenty Milgrama i Zimbardo. Jako socjolog zastanawiam się, jak społeczność i społeczeństwo wpływają na wybory Jako pisarka staram się tylko przedstawiać historie, w których ludzie przyjmują te role wobec siebie.

Izabela Żukowska – muzykolog i socjolog, pracuje jako dziennikarka; od lat związana z Polskim Radiem, obecnie z Pierwszym Programem. Pisała dla miesięcznika „Kino”. Pracowała jako wykładowca na KUL-u i w Społecznej Akademii Nauk w Warszawie. Autorka książek „Teufel”, „Gotenhafen” i „Nad miastem anioły”.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- Gazeta Bałtycka

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>