A Ty, Polaku, odrabiaj pańszczyznę i się nie interesuj! | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 23.06.2014

A Ty, Polaku, odrabiaj pańszczyznę i się nie interesuj!

Historia lubi się powtarzać. Prawda uniwersalna niestety idealnie pasuje do wydarzeń w Polsce. Szum wokół publikacji w gazecie „Wprost” i jej treść tylko utwierdzają w przekonaniu o powtarzalności dziejów naszego narodu i państwa. Polska zawsze była buforem pomiędzy interesami wielkich mocarstw. Od początku istnienia naszej państwowości aż do dzisiejszych czasów wielcy Europy i świata wpływali na naszą politykę.

SztandarRP

Gdy patrzymy nawet na listę naszych władców, widzimy te wpływy. Henryk Walezy – Francja, Wazowie – Szwedzi, Jagiellonowie – Litwini, Wettinowie – Niemcy. Pomiędzy nimi lista naszych rodzimych „wytworów”, nie zawsze jednak wolnych od zagranicznych „szeptów”.

Tak naprawdę dzieje Polski to dzieje interwencji dyplomatyczno-militarnej europejskich gigantów. Od momentu osłabienia władzy królewskiej i wzmocnienia wagi sejmików w naszą tradycję narodową wkraczają obce akcenty i tzw. prywata. Hucznie rozbrzmiewają słowa „zdrada”, „hańba”, „veto”… Podczas obserwacji teraźniejszych wydarzeń można stwierdzić, że nic się nie zmieniło od setek lat. Pojawiła się czwarta władza czy nowe technologie, które idealnie wpisały się w naszą narodową tendencję do budowania ciemnogrodu. Miejsca na świecie, w którym głupota i absurd może hulać niczym Zagłoba w XVII-wiecznej karczmie. Polskie elity rządzące chełpią się świeżą demokracją tak samo jak wąsaci „sarmaci” robili to ponad 300 lat temu. Konsekwencją sarmackiej demokracji i tamtejszego ciemnogrodu były rozbiory oraz utrata państwowości na 123 lata. Obecnie nie musimy się obawiać kolorystycznych zmian na mapie, nie ma potrzeby teraz zajmować militarnie kraju. W dobie zintegrowanego obiegu pieniądza i wszechobecnej dominacji giełdy wystarczą umowy handlowe, rozmowy w kuluarach i „uczciwe” inwestycje.

Przed rozbiorami Rzeczpospolita tonęła w głupocie i prywacie, na salonach magnackich słychać było szepty austriackie, pruskie i rosyjskie, które kierowały bądź zakłócały skutecznie działania i tak już prymitywnego sejmu. To samo dzieje się dziś, jednak zmieniły się źródła destabilizacji. Na zachodzie UE, na wschodzie mocarstwowa Rosja, a za oceanem nasz wielki „przyjaciel” Stany Zjednoczone. Na salonach zaś dyskusje pomiędzy mocarstwami prowadzone ustami ciemnogrodzkich polityków sowicie opłacanych przez ich większych pracodawców. Naród polski swobodnie można utożsamiać się z XVII-wiecznym chłopem: ogłupiony, otępiony, bez świadomości, co tak naprawdę się dzieje, myślący o tym, jak przeżyć następny dzień i jak tu odrobić pańszczyznę i nie stracić ostatniego skrawka ziemi, który daje mu chleb. Biedny kmieć jest tylko potrzebny, kiedy przychodzi do zrywów, wojen i sankcjonowania władzy Pana. Teraz kmiotek potrzebny jest raz na cztery lata w celu zrobienia krzyżyka pod szlachciurą, aby ten mógł dalej budować i cementować zacofaną RP, a konto jego mogło puchnąć ku chwale ojczyzny.

Przejdźmy teraz do obecnej sytuacji w ciemnogrodzie, ups!, Rzeczypospolitej Polskiej. Wszystkie nasze media są pod wpływem któregoś z dzisiejszych mocarstw. Wystarczy spojrzeć na giełdę i udziały. Głupi jest ten , który myśli, że zagraniczny sponsor i udziałowiec, łożąc bajońskie sumy na naszą pierwszą, drugą, trzecią i czwartą władzę, będzie naciskał na jej suwerenność i patriotyzm – ten kończy się tam, gdzie zaczyna się konto. Na czym polega doktryna dominująca w państwie polskim? Idąc wg zasady „głupim narodem łatwo się rządzi”, podstawą będą igrzyska. To mamy. Seria programów, gdzie widzimy tańczących celebrytów lub ludzi prześcigających się w głupocie, aby chociaż na krótko znaleźć się w świetle fleszów. Seriale ukazujące młodzież goniącą za idiotyzmami czy krzywdę innych tak, aby każdy zrozumiał, że może być zawsze gorzej, a życie już takie jest i musi być. Prymitywne wiadomości działające na zasadzie zasypywania bzdurnymi informacjami i wplatania tych ważnych tak, aby przeleciały bezrefleksyjnie przez nasz umysł jak woda przez rurkę.

Z drugiej zaś strony, przed szklanym ekranem zahipnotyzowani kmiecie, którzy z dnia na dzień stają się coraz bardziej otępieni i otumanieni podczas balansowania, niestety już na granicy niepełnosprawności umysłowej (w końcu człowiek bez umiejętności refleksji nie jest w pełni sprawny). Doktryna ta nie jest tworem spontanicznym, to są zaplanowane działania mediów podparte szeroką gamą badań psychologicznych. Każdy z nas, kmiotków, jest punktem statystycznym, który z czasem odbierania informacji ma osiągnąć pewien stan umysłu.

Konsekwencje widoczne są już dziś. Frekwencja wyborcza, afery, edukacja, poziom dyskusji politycznej i samych polityków. Jeśli Polakom się wydaje, że nasz kraj jest rządzony przez władzę, bez wpływów, a głupota jest rodzima, polska – jesteśmy w błędzie. Musimy się pogodzić z faktem ,że od momentu oderwania się od wpływów ZSRR przeskoczyliśmy po prostu pod inne „skrzydełko”. Nie ma w tym nic dziwnego. W końcu każde mniejsze państwo musi skryć się pod protekcję większego – tak zawsze już było, jest i będzie. Jednak w tym ukrywaniu się wypadałoby pomyśleć nie o prywacie, ale o tym, jak tu się schować, żeby było przytulnie i przyjemnie dla narodu. Taka winna być rola rządzących. Prywatne konta przesłoniły oczy rządzącym, lecz media umiejętnie robią z nas głuchoniemych ślepców i w ten sposób Rzeczpospolita osiągnęła idiotyczny constans.

Odnosząc się do sytuacji wokół rozmów naszej „magnaterii”, które upubliczniło „Wprost”, nie widzę tu nic dziwnego. Zdziwiłbym się, gdyby tak nie było, to by oznaczało, że w sferach rządzących nastąpiło nagłe oświecenie i odrodzenie patriotycznych szarych komórek. To, że politykę uprawia się w kuluarach, restauracjach, rautach itd., wie każda świadoma osoba. Od momentu powstania polityki uprawiano ją wszędzie poza sejmem, agorą, senatem, forum et cetera. Najważniejsze decyzje polityczne świata powstawały na balach, polowaniach, kolacjach czy śniadaniach, to jest normalne. Nienormalnym i tym, czego nigdy nie powinniśmy aprobować, jest traktowanie państwa i narodu jako prywatną firmę polityków. Każdy z nas jest bowiem jej udziałowcem i odrabia dla niej pańszczyznę. Wypadałoby, żeby wreszcie stan kmieci się obudził, bo znów jesteśmy na drodze do kieratu. Pańszczyzna, niewolnictwo, zobowiązania ewoluują, współcześnie funkcjonują pod nazwą kredyt, umowa o pracę, dofinansowanie itp., a społeczeństwo i jego świadomość wprost przeciwnie – ulega regresji.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Marcin Siekański

- (urodzony 15 czerwca 1983 r. w Kozienicach) - historyk, pedagog, wolontariusz, na co dzień pracujący z młodzieżą w warszawskim zespole szkół ponadgimnazjalnych. Absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie na którym stał się pasjonatem „dydaktyki nauczania” głównie w aspekcie zastosowania nowoczesnych technologii w nauczaniu. W kręgu jego szczególnych zainteresowań historycznych leżą przemiany kulturowo-społeczne zarówno w Europie jak i na świecie w XX w. W wolnych chwilach oddaje się pracy wolontariackiej lub kolejnej pasji - psychologii, w szczególności tematyce wpływu mass mediów i technik informacyjnych na proces uczenia się i kształtowania jednostki. Prowadzi swojego autorskiego bloga www.marcinsiekanski.wordpress.com

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika