Była policjantka: Teraz polityczne zlecenia dla policji stały się codziennością – Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 6.11.2018

Była policjantka: Teraz polityczne zlecenia dla policji stały się codziennością

„Wobec mnie, mojego męża i tysięcy moich koleżanek i kolegów – emerytów i rencistów mundurowych oraz wdów i dzieci po funkcjonariuszach zastosowano odpowiedzialność zbiorową za wyimaginowane czyny, mimo, że nikt z nas nie dopuścił się przemocy wobec Polaków. Ta represja, którą zastosowano wobec nas, to jest dla mnie przemoc!”  Tak uważa Danuta Leszczyńska, która w milicji, a następnie w policji służyła łącznie przez 24 lata.

Do milicji wstąpiła Pani jako 23-letnia dziewczyna, skąd taka decyzji u tak młodej osoby?

Decyzję o wstąpieniu do MO podjęłam z kilku powodów. Chciałam kontynuować tradycję rodzinną. Stryj przed wojną był policjantem w Nalibokach nad Niemnem, a tata milicjantem. Wychowałam się w domu, gdzie dużo się mówiło o służbie w milicji. Tak wiem, zarzuci mi się tutaj, że mówię patetycznie. Jestem osobą bardzo sentymentalną i przywiązuję dużą wagę do historii rodziny. Poza tym służba w MO gwarantowała mi stabilizację zawodową i życiową oraz gwarantowała mi nieodbieralną emeryturę. Przecież była to służba w tzw. „budżetówce”. Czy polepszenie sobie życia jest czymś nagannym? Każdy układa sobie życie po swojemu. Dzisiaj zarzuca się mi i tysiącom moich koleżanek to, że świadomie wstąpiliśmy do służby w organach ścigania. Tak, wstąpiłam świadomie. Moja decyzja o wstąpieniu do MO była czysto praktyczna i apolityczna. Każdy mógł podjąć pracę tam, gdzie chciał. Pamiętam, że wielu kolegów w latach późniejszych mówiło do mnie, czy też do mojego męża „…ale Wam zazdroszczę, szkoda, że sam nie poszedłem do MO..”. Wie Pan, najgorsze jest to, że zarzuca się nam, represjonowanym to, że szliśmy do służby w MO dla kasy. A co robią dzisiaj politycy? Dla kasy i stanowisk zajmują się politykowaniem.

Dlaczego ?

A dlaczego nie? Wyobraża Pan sobie państwo bez organów ścigania? Wybrałam zawód milicjanta świadomie. Chciałam być milicjantką pionu dochodzeniowo-śledczego, ale dostałam się do służby w wydziale pomocniczym, jakim była obserwacja. Jakoś nie widziałam siebie w roli elektromechanika przewijającego cewki hamulcowe do tramwajów.

Czy nie bała się Pani dominacji w pracy ze strony mężczyzn?

Nie, nie bałam się. Ukończyłam typowo męską szkołę średnią – Technikum Mechaniczno-Energetyczne w Szczecinie. W każdym roczniku na 4 klasy było tylko kilka dziewcząt. Średnio od 8 do 13. Na 120 uczniów w każdym roczniku. Byłam więc przyzwyczajona do funkcjonowania w środowisku typowo męskim. W niczym mi to nie przeszkadzało. Poza tym, podczas mojej służby nie widziałam tej rzekomej dominacji. Jeżeli pełniłam służbę na równi z facetami, to w czym mieliby mnie zdominować? Koledzy traktowali mnie na zasadzie partnera.

Jak Pani pomięta pierwszy rok pracy w Milicji?

W pierwszym roku służby praktycznie przechodziłam różnego rodzaju szkolenia. Uczyłam się prowadzenia obserwacji, prowadzenia pojazdów służbowych, sporządzania dokumentacji. Wie Pan, to już 33 lata minęło.

Jak wyglądał dzień pracy w Milicji?

Każdy dzień był inny. Odprawa, przydzielenie zadań do realizacji i wyjazd w teren. Następnie sporządzenie dokumentacji i powrót do domu. Nigdy jednak służby nie kończyliśmy po 8 godzinach. Taki jest charakter służby w organach ścigania. Nie mieliśmy możliwości zaplanowania sobie „swojej prywatnej części” dnia, bo nie byliśmy pewni, o której zakończymy służbę. W każdym wydziale ten dzień wyglądał inaczej. Poza tym, dzień służby w MO nie różnił się niczym innym od dzisiejszej służby w policji.

Czy w okresie Pani pracy w Milicji miała Pani kontakt z prokuratorami?

W tamtym okresie służby – nie, nie miałam. Nie miałam nawet kontaktu z milicjantami zlecającymi nam zadania.

Jak wyglądała Pani współpraca z kolegami?

Bardzo dobrze. Starsze koleżanki i koledzy traktowali mnie ‘jak córkę”. Tworzyliśmy jedną wielką rodzinę. Spotykaliśmy się po służbie. W tamtych czasach, według mnie, panowała jedna zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Mogliśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji życiowej. Do dzisiaj jestem im wdzięczna za to, że tyle mnie nauczyli. Większość z nich to dzisiaj starsi ludzie, a do tego zostali represjonowanymi, tak jak i ja, na mocy haniebnej, nieludzkiej ustawy z 16.12.2016 r. Po 1990 roku niestety wiele się zmieniło. Przychodzili do służby młodzi ludzie, dla których kariera była często ważniejsza od obowiązków. Proszę sobie w internecie poczytać, co wielu z młodych policjantów wypisuje o nas, tych na emeryturze. Nie chcą korzystać z naszego doświadczenia, a szkoda.

Czy musiała Pani powalczyć o szacunek u Pani kolegów?

O szacunek się nie walczy. Na szacunek się zasługuje. Jeżeli jest się dobrą osobą, pomaga się innym, należycie wykonuje się swoje obowiązki, to ten szacunek się nabywa bez jakiejkolwiek walki. Wydaje mi się, że byłam szanowana przez koleżanki i kolegów.

Co było najtrudniejsze w pracy Milicji z perspektywy 23-letniej osoby?

W moim przypadku nie była to trudność, ale raczej obawa, że nie będę potrafiła wykonywać należycie nałożonych na mnie obowiązków. Okazało się jednak, że służba w milicji, a później w policji to było to, do czego się nadawałam, w czym się spełniałam. Po 1994 roku sprawiała mi ogromną satysfakcję. Nie jestem w stanie powiedzieć Panu w ilu realizacjach, tzn. zatrzymaniach przestępców brałam udział. Wśród nich byli dilerzy narkotykowi, zabójcy, złodzieje różnego mienia, gwałciciele, stręczyciele, handlarze ludźmi, porywacze itd. ….

Czy biła się Pani kiedyś?

Tak, jako dziecko w szkole podstawowej (śmiech – red.). W czasie służby w MO, czy też w policji – nigdy.

Czy w Pani pracy wystąpiło ryzyko utraty życia i zdrowia?

Służba w organach bezpieczeństwa zawsze wiąże się z ryzykiem utraty życia i zdrowia. W tamtym okresie czasu jednak było to ryzyko dużo mniejsze niż po 1990 roku, kiedy to wzrosła w Polsce przestępczość, a szczególnie przestępczość zorganizowana. Po 1990 roku wiele zadań, które wykonywałam stwarzało ryzyko utraty życia lub zdrowia. Proszę sobie wyobrazić wejście na melinę narkotykową, gdzie wszyscy tam obecni są nosicielami wirusa HIV, albo zatrzymanie handlarza bronią, czy też materiałami wybuchowymi. Posiadam zresztą zaświadczenie, że pełniłam służbę z narażeniem życia i zdrowia.

Czy często musiała Pani używać broni?

W czasie służby w MO nie miałam na stanie broni służbowej i nie było takich sytuacji, w których zaistniałaby potrzeba jej użycia. Moja służba polegała na wykonywaniu obserwacji, nie na realizacji zadań operacyjnych, czy też dochodzeniowo-śledczych. Wówczas nie miałam bezpośredniego kontaktu z przestępcami. Po 1990 roku już miałam na wyposażeniu broń służbową. Na początku było to stare P-64, następnie rewolwer krótkolufowy, aż wreszcie doczekałam się Glocka. Nigdy nie użyłam broni służbowej. Zdarzyło się raz, że kolega musiał użyć w mojej obecności broni. Były to jednak tylko strzały ostrzegawcze. Zdarzenie miało miejsce po zatrzymaniu przez nas przemytnika 4 kg haszyszu. Podczas tej realizacji rzuciło nam się na maskę radiowozu kilku „łysoli”. W celu ich odstraszenia kolega oddał kilka strzałów ostrzegawczych „w górę”.

Miała Pani szkolenia z używania broni?

Zgodnie z przepisami byłam przeszkolona z zasad użycia broni palnej i kilka razy w roku zdawałam egzamin strzelecki. Tak było przez cały okres mojej służby. Przeszłam również specjalistyczne szkolenie antyterrorystyczne dla wydziałów PZ w Legionowie.

Jak z Pani perspektywy wyglądał rok 1989?

Był to dla mnie bardzo szczęśliwy rok. Od stycznia 1989 r. do lutego 1991 r. byłam nieobecna w służbie. W 1989 r. urodziłam swoje pierwsze dziecko. Tak więc 1989 r. wspominam jedynie z perspektywy macierzyństwa. Nie miała wówczas dla mnie znaczenia polityka. Do służby wróciłam dopiero w 1991 roku, na początku. W międzyczasie przeszłam pozytywną weryfikację. Członkami każdej komisji weryfikacyjnej w województwach byli przede wszystkim członkowie ówczesnej „SOLIDARNOŚCI”.

Czym w rzeczywistości rożni się milicja od policji?

Niczym, poza nazwą. Zarówno MO kiedyś, jak i teraz ma za zadanie ochronę obywateli, a w zasadzie ich życia, zdrowia i mienia przed przestępcami. Wszystkie dokumenty, mienie oraz etaty MO przeszły do dyspozycji Policji i UOP.

Czy naprawdę po 1989 roku nie zmieniło się nic w Pani pracy?

Nic. Nadal wykonywałam te same czynności, które wykonywałam w wydziale obserwacji w MO. Zmieniła się jedynie nazwa wydziału.

Czy w policji jest mniej przemocy niż było milicji?

O jakiej przemocy w milicji Pan mówi? Nie przypominam sobie, aby w MO była przemoc. Domyślam się, że chodzi Panu o przemoc wobec obywateli. Ponieważ pełniłam służbę w wydziale obserwacji w MO, nie miałam bezpośredniego kontaktu z obywatelami. Tak więc nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Nigdy nie brałam udziału w jakichkolwiek czynnościach, w których stosowana była przemoc wobec Polaków. Uważam, że każdy kto w służbie dopuścił się przemocy wobec jakiegokolwiek obywatela, przemocy z naruszeniem przepisów prawa powinien ponieść odpowiedzialność. Odpowiedzialność indywidualną za określony czyn przestępczy, za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków. Wobec mnie, mojego męża i tysięcy moich koleżanek i kolegów – emerytów i rencistów mundurowych oraz wdów i dzieci po funkcjonariuszach zastosowano odpowiedzialność zbiorową za wyimaginowane czyny, mimo, że nikt z nas nie dopuścił się przemocy wobec Polaków. Ta represja, którą zastosowano wobec nas, to jest dla mnie przemoc!!!

Czy biurokracja jest największym problemem w policji?

Jest problemem, ale nie największym. Ogromnym problemem jest statystyka, obecne wyraźne upolitycznienie policji i zarobki nieadekwatne do wykonywanych obowiązków. Kilka dni temu czytałam, że w jednej z komend policji policjantka fałszowała statystyki. Straszne. Kiedy wreszcie MSW oraz KGP zrozumieją, że statystyka nie obroni Polaków przed przestępczością, przed dilerami narkotykowymi czy też złodziejami samochodów. Obecna „polityka” policji polega głównie na legitymowaniu i karaniu ludzi mandatami. Problem przestępczości pospolitej i zorganizowanej został niejako odsunięty na bok.

Wróćmy jednak do roku 1989 i zmian, które wówczas nastąpiły.

Zmieniło się przede wszystkim to, że zmieniłam wydział. Zostałam pozytywnie zweryfikowana i przyjęta do służby w Wydziale Techniki Operacyjnej KWP w Szczecinie. Następnie po 3 latach otworzyła mi się szansa na realizację moich marzeń, przejście do służby w wydziale operacyjnym, czyli udział w bezpośrednim ściganiu przestępców. W sierpniu 1994 r. zostałam przyjęta do służby w Wydziale do Walki z Przestępczością Zorganizowaną KWP w Szczecinie. Wtedy rozpoczęła się moja prawdziwa kariera w Policji i realizacja tego, co chciałam w służbie od zawsze robić. Do końca swojej służby byłam policjantką tzw. „operacyjną”. Ukończyłam WSO Policji w Szczytnie. Moja służba została nagrodzona brązowym Krzyżem Zasługi przez śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jak Pan myśli, czy śp. L. Kaczyński nagrodziłby oprawcę i kata, jak to określają politycy PiS?

Ile policjant ma pracy w terenie a ile za biurkiem?

Wszystko zależy od tego w jakim pionie pełni się służbę. Policjanci pionu dochodzeniowo-śledczego większą części służby spędzają przy biurku. Przesłuchania, oględziny, sporządzanie dokumentacji. Policjanci pionu kryminalnego większą część służby spędzają w terenie, niejako zbierając informacje o planowanych, czy popełnionych przestępstwach. Policjanci pionu prewencji praktycznie całą służbę spędzają w terenie. Mogłabym wymienić tutaj wszystkie piony. Każdy ma inną rolę do spełnienia w ramach swojej służby.

Która z nich jest ciekawsze w tej trudnej pracy?

Mogę tutaj dokonać oceny jedynie przez pryzmat mojej służby. Dla mnie pełnienie służby w pionie kryminalnym jest najciekawsze. Pewnie ktoś, kto pełnił służbę w dochodzeniówce powie, że jego służba jest ciekawsza. Wszystko zależy od tego, co kto lubi i co sprawia mu satysfakcję, gdzie się realizuje. Zbieranie informacji o planowanych czy też dokonanych przestępstwach, współpraca z osobowymi źródłami informacji, zatrzymania, przeszukania, uniemożliwienie wprowadzenia do obrotu znacznych ilości narkotyków, czy też uchronienie kobiet przed tym, aby stały się ofiarą handlu ludźmi, to niesamowita adrenalina i poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

Jak Pani ocenia procedurę karną?

Uważam, że procedura karna w Polsce ma się dobrze. Zmieniłabym jedynie odpowiedzialność karną za niektóre przestępstwa. Na przykład podniosłabym granicę odpowiedzialności karnej za przestępstwa pobicia ze skutkiem śmiertelnym czy też za zgwałcenie. Uważam, że wiele z czynów przestępczych zagrożonych jest zbyt niską odpowiedzialnością karną.

Co zmieniłaby Pani w pracy policji, gdyby miała Pani na nią wpływ?

Należy zacząć od zmian w MSW. Nie wyobrażam sobie, aby formacje mundurowe dobrze wypełniały swoje ustawowe obowiązki pod rządami historyka, politologa czy też polonisty. Tym bardziej, że teraz polityczne zlecenia dla policji stały się codziennością. Każde zmiany wymagają spokojnego zaplanowania i przedyskutowania w gronie ludzi kompetentnych, a nie polityków.

Który polski serial odzwierciedla według Pani realnie pracę w policji?

Każdy po troszeczku. Na pewno każdy z nich pokazuje różnego rodzaju przestępstwa popełniane w naszym kraju. Najlepiej odzwierciedlał jednak działania policji serial „”. Pokazywane w nim były prawdziwe realizacje. Seriale filmowe zbyt idealizują działania policyjne. W tych serialach policjanci wszystkie czynności wykonują w trybie błyskawicznym i mają natychmiastowy dostęp do środków techniki, co jest totalną bzdurą.

Jaki Pani ocenia rolę związków zawodowych w Policji?

Jak najbardziej związki zawodowe są potrzebne. Obecne związki zawodowe na szczeblu ogólnokrajowym (R. Jankowski i K. Balcer) robią naprawdę dobrą robotę. Mają to coś, potrafią zmobilizować policjantów i stają w obronie represjonowanych emerytów. Zapewniają policjantom obronę w przypadku postępowań czy to dyscyplinarnych czy też karnych wszczętych na podstawie np. anonimów. Gorzej jest ze związkami zawodowymi na szczeblu wojewódzkim. W wielu miejscowościach przewodniczący związków „nie podskoczą” komendantowi wojewódzkiemu, bo się po prostu boją. Boją o to, że mogą stracić siedzibę, że KWP może im obniżyć pensję. Wpływa to niestety na podejście do emerytów mundurowych, którzy zostali okradzeni z emerytur. Na szczeblu wojewódzkim nie możemy liczyć na pomoc związków w tej sprawie, co jest oburzające. Większość z nas, represjonowanych, szkoliła, uczyła pracy m.in. związkowców. Wielu z represjonowanych było lub jeszcze jest członkami NSZZP. Jest to przykre.

Ile powinna wynosić pensja policjanta?

Odpowiednio do jego służby. Jest to zawód szczególnego zagrożenia. To raz. Dwa – policjant nie pracuje, policjant służy obywatelom. W zwykłym zakładzie pracy, po 8 godzinach wraca się do domu. Policjant po powrocie do domu musi być przygotowany na to, że w każdej chwili zostanie ściągnięty do służby. Tysiące razy wracałam do domu ze służby po kilkunastu, czy też kilkudziesięciu godzinach. Nikt się nie przejmował tym, że jestem kobietą, że mam dzieci.

Jak z perspektywy czasu ocenia Pani swoją karierę zawodową?

Wie Pan, to wszystko zależy od tego, czy do służby przyszło się w celu realizacji określonych zadań, z zamiłowania, czy też tylko dlatego, że jest to „praca państwowa”, czyli stała pensja. Z perspektywy czasu, mimo, że już po raz drugi zostałam objęta represją (pierwszy raz w 2009 roku, drugi raz w 2016 r.), nie żałuję tego, że byłam policjantką. To nie były stracone lata. Państwo nie może funkcjonować bez organów zapewniających ład i porządek publiczny. Jeżeli ktoś uważa inaczej, to mam dla niego radę „Polaku, broń się sam przed przestępcami, ale nie dzwoń na 112”.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 8.9/10 (wszystkich: 22)
Była policjantka: Teraz polityczne zlecenia dla policji stały się codziennością, 8.9 out of 10 based on 22 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Bronisław Waśniewski–Ciechorski

- dziennikarz śledczy Gazety Bałtyckiej, kierownik redakcji ds. rozwoju. Specjalizuje się w tematyce społeczno-prawnej. Archiwista II stopnia (kursy archiwalne w Archiwum Państwowym w Gdańsku), Członek stały Stowarzyszenia Archiwistów Polskich (prawo do prowadzenia badań historycznych), miłośnik Gdyni, członek Towarzystwa Miłośników Gdyni. Hobby – prawo. Jest członkiem Związku Harcerstwa Polskiego.

Wyświetlono 3 komentarze
Napisano
  1. Imię... napisał(a):

    Robi wrażenie szczerej osoby ta Pani…

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: -3 (oddano 5 głosów)
  2. gość napisał(a):

    sądzę, że szczerze mówiła

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: -3 (oddano 5 głosów)
  3. gosc napisał(a):

    W katalogu IPN figuruje nie jako milicjant a jako były funkcjonariusz służby bezpieczeństwa

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: +3 (oddano 3 głosów)

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>