Opublikowano: 14.06.2013

Co za czasy, co za obyczaje…

Znane jest powszechnie przekleństwo: „A bodaj byś żył w ciekawych czasach”. Przyznaję, żyję w takich właśnie czasach. Z tym, że te ciekawe czasy już dawno się skończyły. Nastały czasy podłe, dziwne.

Bezpieczna Kasa Oszczędności Lecha Grobelnego to jedna z najgłośniejszych afer finansowych w najnowszej historii Polski.

Lecha Grobelnego to jedna z najgłośniejszych afer finansowych w najnowszej historii Polski.

Z tych ciekawych wspomnę:

  1. Rok 1968 i dwa wydarzenia: marzec ’68 i „inwazja” Czechosłowacji.
  2. Rok 1970: wydarzenia grudniowe i zmiana na szczytach władzy w PRL.
  3. Lata siedemdziesiąte: „Polska w budowie”. I tu wymienię: Port Północny, Rafinerię Gdańską, Fosfory, gdańskie osiedla: Żabianka, Przymorze, Zaspa, Siarkopol, Fosfory. W skali kraju to było hasło: „zbudujemy drugą Polskę”. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że strategicznym celem było podwojenie w stosunkowo krótkim czasie zdolności produkcyjnych polskiego przemysłu. Wszak tysiąc szkół na Tysiąclecie w zasadzie już było pobudowanych.
  4. Rok 1976: protest robotników Radomia i Ursusa. I, niestety, jeszcze jedno hasło: „warchoły ‘76”.
  5. Rok 1980: narodziny największego ruchu społecznego w dziejach Europy, a może i świata. SOLIDARNOŚĆ.
  6. Lata 1980 – 1981: festiwal SOLIDARNOŚCI.
  7. Stan wojenny i lata osiemdziesiąte: próby normalizacji sytuacji, głębokie podziały w społeczeństwie, powolny spadek pozycji gospodarczej.
  8. Rok 1989: porozumienie w Magdalence, wybory 4 czerwca, zmiana systemu ustrojowego.
  9. Lata dziewięćdziesiąte: zmiany gospodarcze i polityczne w Polsce, eksplozja aktywności gospodarczej Polaków, „przycinanej” coraz bardziej przez państwo, które, im mocniejsze po przewrocie polityczno – gospodarczym, tym bardziej robi się nieprzyjazne własnym obywatelom.

I na tym, w moim przekonaniu, kończą się czasy ciekawe. Zaczęły się czasy podłe, dziwne. Dlaczego? Odpowiedź też będzie raczej hasłowa. Wraz ze wspomnianymi zmianami politycznymi i gospodarczymi następują w Polsce przemiany moralne. Mam wrażenie, że tylko na gorsze.

Przecież nie było w Polsce „afery Rywina”, „grupy trzymającej władzę”. Słowa „lub czasopisma” tylko przez przypadek stały się powszechnym określeniem matactwa władzy.

Afery hazardowej (spotkań na cmentarzach, w podejrzanych knajpach itp.) nie było w ogóle. To przegłosowali posłowie Rzeczpospolitej. Nie było afery węglowej, nie było afery paliwowej. Nie chcę tu wspominać o „drobnych aferkach” typu „”, „Bezpieczna Kasa Oszczędności” czy podobnych.

Są to, moim zdaniem nieuniknione, zawsze występujące, koszty transformacji. Ale w Polsce po roku 1989 następuje coraz głębszy, mam wrażenie, że także coraz szybszy upadek moralności. Mam wrażenie, że wszelkie hamulce moralne, jakie w społeczeństwie istniały, nagle „puściły”.

Dziś już „normalne” wydaje się oskarżanie urzędującego premiera o szpiegostwo. Przy czym oskarżającym może być np. urzędujący minister. Dziś już „normalne” wydaje się, z polityk może kłamać. Tak w kampanii wyborczej jak i w powszechnej debacie. Dziś nikt nie oburza się, jeśli minister opowiada o tym, że wymienia się z kolegami zegarkami. Dziś już normą jest, że lekarz nie przyjmie chorego pacjenta, bo „wyczerpały się limity”. Dziś nic złego nie widzimy w tym, że ważne funkcje sprawuje osoba oskarżana publicznie o nadużycia seksualne. Dziś nikogo nie dziwi, że władza swobodnie manipuluje informacją i tzw. opinią społeczną. Dziś nie ma znaczenia, że pod hasłami poprawy gospodarowania odpadami wprowadza się, w dodatku rękami samorządowców, nowy, niemały „podatek śmieciowy”. Dziś nie ma już nic złego w tym, że niektóre uczelnie praktycznie sprzedają dyplomy ukończenia studiów. Dziś już niektórzy z nas oburzają się, gdy prasa ujawnia, że znany ekspert tenisa „pomaga” miłym dziewczynom nawiązywać kontakty ze starszymi, zamożnymi panami. Jeśli tak jest „na górze”, to nie dziwmy się, że „na dole” coraz częstsze są wszelkiego typu oszustwa, wyłudzenia, kradzieże itp. Nie dziwmy się, że coraz częściej ofiarami tych przestępczych działań padały będą osoby najsłabsze, w normalnych czasach i normalnych społeczeństwach zasługujące na szacunek, pomoc i życzliwość. Mam tu na myśli osoby w podeszłym wieku i dzieci.

Jeśli te tendencje nie ulegną zmianie, to kiepsko widzę przyszłość mojego kraju.

I to niezależnie od tego, jak wielkie długi zaciągnie mój kraj. Na szczęście coraz częściej zdarza się widzieć (słyszeć) „zdanie odrębne”. Coraz częściej pojawiają się lokalne inicjatywy wskazujące na opisane niebezpieczeństwa i proponujące „inną drogę”. Na razie te inicjatywy są jeszcze niezbyt głośne, rzadko mogące „przebić się” do publicznej wiadomości. Ale one już są i robią się coraz bardziej popularne. Mam nadzieję, że najważniejsze media już nie będą w stanie ich skutecznie zagłuszyć.

Niedowiarkom przypomnę tylko, że w latach siedemdziesiątych „zagłuszarki” też nie były do końca skuteczne. Tak więc może doczekam jeszcze powrotu ciekawych czasów. Czego Czytelnikom Gazety Bałtyckiej i sobie gorąco życzę.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 4)
Co za czasy, co za obyczaje..., 10.0 out of 10 based on 4 ratings
Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>