Czeka nas rewolucja na rynku mediów! "Niezależność zyskuje na wartości" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 10.11.2016

Czeka nas rewolucja na rynku mediów! „Niezależność zyskuje na wartości”

Zdaniem obserwatorów „” ma duże problemy finansowe. Podobne kłopoty ponoć ma cały koncern wydający tę gazetę, czyli . O skali finansowej zapaści mogą nieco powiedzieć kolejne posunięcia oszczędnościowe (likwidacja tytułów, zwolnienia) oraz zupełnie oficjalne informacje płynące ze źródeł zbliżonych do rządu Rzeczypospolitej. A te są jednoznaczne. Spółki Skarbu Państwa i instytucje rządowe mają przestać wspomagać gazetę, która przez ostatnich kilka (kilkanaście) lat okazała się tubą propagandową jednej politycznej opcji.

gazeta

Owa pomoc polegała na lokowaniu we wspomnianej „Gazecie Wyborczej” niezliczonej ilości ogłoszeń i reklam. Za te ogłoszenia i reklamy „Gazeta Wyborcza” uzyskiwała wpływy liczone w milionach złotych rocznie. Nie zamierzam tu pastwić się nad „Wyborczą” i poziomem dziennikarstwa prezentowanym przez ten dziennik. Nie bardzo martwi mnie także jej sytuacja finansowa. Chciałbym raczej zastanowić się chwilę nad pewnym mechanizmem, który w Polsce został stworzony wraz z przełomem ustrojowym początku lat dziewięćdziesiątych, konsekwencjami działań twórców tego mechanizmu oraz, co najważniejsze, ulotnością tego typu „konstrukcji”.

„Gazeta Wyborcza” jest tu tylko pewnym symbolem obrazującym sposoby manipulowania współczesnymi społeczeństwami. A Polska – przykładem tego, że społeczeństwa zaczynają być świadome tego, że są poddawane coraz bardziej wyrafinowanej indoktrynacji i zaczynają się jej przeciwstawiać.

Rok 1980 był dla Polski rokiem szczególnym. W pamiętnym sierpniu społeczeństwo postanowiło powiedzieć władzy zdecydowane „nie”. Na ile ów społeczny sprzeciw był spontanicznym ruchem społecznym, a na ile inspirowaną (nie wiadomo do końca, przez kogo) próbą przejęcia władzy – nie mnie oceniać. Za kilkadziesiąt lat, jeśli kolejne dokumenty nie zostaną zniszczone, będą mogli zająć się tym historycy. Powstanie kilka prac naukowych, nada się parę tytułów doktorskich, jedna czy dwie osoby zostaną profesorami. Ważne jest, że rozpoczął się okres zwany „karnawałem Solidarności”.

Społeczeństwo poczuło swoją siłę, swoją podmiotowość. Znawcy przedmiotu na Wschodzie i na Zachodzie nie mogli przejść nad tym do „porządku dziennego”. Z Zachodu szeroką strugą zaczęła płynąć pomoc dla „demokratycznych sił” w Polsce. Nie muszę podkreślać, że była to pomoc głównie finansowa. Kierowana na tak zwane wówczas „środki masowego przekazu”. Ale również wszelkiego typu „demokratyczne komitety”. Ten stan został przerwany (w miarę skutecznie) 13 grudnia 1981 roku.

Ówczesna władza pokazała, że na poważne zmiany jednak za wcześnie. Może potrzebowała czasu na przygotowanie się do tych przewidywanych (teraz już z dużą dozą pewności) zmian? I tak dotrwaliśmy do dnia, kiedy to bardzo sympatyczna aktorka obwieściła w Telewizji Polskiej, że „czwartego czerwca osiemdziesiątego dziewiątego roku skończył się w Polsce komunizm”.

Wraz z tą symboliczną datą rozpoczął się w Polsce wyścig o władzę. A wszyscy, którzy w tym wyścigu brali udział przyjmowali za pewnik, że dla skutecznego jej sprawowania trzeba panować nad mediami. Takie było ich doświadczenie z okresu PRL-u, tak widzieli rządzących również w krajach „demokratycznego Zachodu”. A do Polski znów szeroką strugą zaczęły płynąć pieniądze. Na rozwój „niezależnej prasy”, na agencje monitorujące demokratyczne przemiany, na komitety broniące demokracji, na instytuty badające rozwój demokratycznych społeczeństw, na fundacje wspomagające wszystkich i wszędzie, byle pod hasłem demokracji i wolności. Do tego dopisano szybko liberalizm jako jedynie słuszny kierunek gospodarczy.

Tak zwane niezależne szybko zauważyły, że dobrze jest dobrze trzymać z władzą. Wówczas oprócz wpływów ze sprzedaży artykułów można liczyć na dodatkowe dochody z reklam i ogłoszeń. Tak zwani „niezależni dziennikarze” zawsze mogli liczyć na intratne zlecenia od co najmniej „zaprzyjaźnionych” z nimi agencji reklamowych, firm zajmujących się szkoleniami w zakresie kształtowania wizerunku, doradztwa medialnego itp. Niektórzy nawet takie firmy sami pozakładali. Nikt nie chciał myśleć o tym, że wraz z tymi „zleceniami” pojawiają się zależności i powiązania będące śmiertelnym zagrożeniem dla DZIENNIKARSTWA.

Zdawali sobie z tego sprawę bogaci sponsorzy z Zachodu. A jeszcze lepiej ich mocodawcy z różnych stron świata. W końcu mieli doświadczenie w wykorzystywaniu funduszy przekazywanych Europie w ramach tak zwanego planu Marshalla. Młode polskie dziennikarstwo (albo raczej szerzej – młoda polska demokracja) szybko zachłysnęło się i wolnością, i jeszcze bardziej pieniędzmi. Które po zmianie ustroju gospodarczego mogły, zwłaszcza młodym ludziom, rzeczywiście dawać poczucie niezwykłej siły. A w gruncie rzeczy stanowiły tylko pułapkę, w którą wpadali młodzi, często nieźle wykształceni, ale pozbawieni ideałów, wyzuci z wartości ludzie, którzy do zawodu dziennikarza zostali co najwyżej przyuczeni.

W krótkim czasie poszczególne redakcje zostały skutecznie podporządkowane ich właścicielom (czytaj – sponsorom, wśród których agencje wywiadowcze na pewno nie były na ostatnim miejscu). Zniknęła cenzura. W to miejsce pojawiła się autocenzura wymuszona warunkami finansowymi. Przykłady spektakularnych działań „opresyjnych” w poszczególnych redakcjach można mnożyć. Ja wspomnę tylko zmiany kadrowe w tak zwanych mediach publicznych przeprowadzane przy okazji każdej, jak by nie było demokratycznie przeprowadzanej zmianie władzy w Polsce czy potraktowanie redaktora Cezarego Gmyza po jego słynnym artykule na temat trotylu na elementach najsławniejszego chyba samolotu TU-154M.

Poszczególne redakcje tak dalece pozwoliły uzależnić się od wpływów z reklam i ogłoszeń, że nie potrafią już działać na normalnym rynku. Mam wrażenie, że nie jest to cechą wyłącznie polskich mediów. Coraz niższa sprzedaż, coraz niższe wpływy z tak zwanego abonamentu – to w Polsce. W innych krajach są inne opłaty. Ale opór społeczeństw przeciwko nim nie jest cechą charakterystyczną tylko dla naszego kraju. U nas może ma on szczególnie mocny wymiar. Ale wiadomo: „Polak potrafi”. I jest na tyle dobrze wykształcony (jeszcze), że stara się myśleć na temat tego, co mu media „do wierzenia” i dla zaspokajania jego potrzeb (kulturowych, edukacyjnych, rozrywkowych, społecznych) przekazują.

Jaka więc przyszłość czeka owe media? Przekupne, dyspozycyjne, będące raczej nośnikiem propagandy niż wiadomości. Powiem wprost. Nie widzę dobrze tej przyszłości. W mojej ocenie po prostu upadną (wygasną). Zwłaszcza, że dzięki Bogu stworzony został się Internet. Coraz częściej pojawiają się w nim informacje trudne do ocenzurowania, zablokowania. Coraz częściej swoimi przemyśleniami dzielą się tam ludzie autentycznie niezależni. Nie żyjący z dziennikarstwa, nie oczekujący za swoją twórczość wielkich pieniędzy, nie dbający przesadnie o swoje „prawa autorskie”, które często też powodują blokadę przepływu informacji. Dziś ci ludzie jeszcze nie żyją ze swej twórczości. Ale coraz częściej zyskują markę, są wręcz poszukiwani przez Czytelników. Za kilka, kilkanaście lat prawdopodobnie pojawi się społeczna chęć utrzymywania, także finansowego, ich twórczości. Zapewne, zwłaszcza początkowo, niewielkimi pieniędzmi. I będzie to być może (albo raczej – daj Boże) początek odrodzenia prawdziwie niezależnych, społecznych mediów. Dla społeczeństwa ta niezależność mediów wydaje się sprawą najważniejszą. I, co szczególnie dla nas, Polaków ważne, jest ona solą w oku wszelkiej maści sponsorom, darczyńcom i wszystkim, którzy uważają, że media trzeba i można wykorzystywać dla wspomagania władzy. Nawet bez ich świadomości tego wykorzystania. A tak być nie musi. Przecież to media są czwartą władzą! Wydaje mi się, że początek tych zmian widać już na tyle wyraźnie, że można o nich zacząć głośno mówić. Co niewątpliwie będę robił.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>