Domy Pomocy Społecznej. Oto prawdziwy obraz tych instytucji | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 18.04.2020

Domy Pomocy Społecznej. Oto prawdziwy obraz tych instytucji

W środowisku psychiatrów jest podobno powiedzenie, iż ludzie dzielą się na chorych i niezdiagnozowanych. W Pomocy Społecznej nie dzielimy ludzi w ten sposób, gdyż każdy z nas jest jej klientem, czy może raczej dokładniej – Interesariuszem. Wcześniej, czy później. Chcąc nie chcąc. Zdziwieni? Jeżeli tak, to pozwólcie drodzy Czytelnicy, bym odkrył przed Wami tę w sumie trudną prawdę o nas samych.

fot. Wikipedia

Oczywiście pod handlową nazwą „klienta”, kryje się w powszechnym rozumieniu ktoś, kto daje pieniądze, często duże, za coś, co jest mu najczęściej i tak zupełnie niepotrzebne. Ot taka kultura współczesnego konsumpcjonizmu. Społeczna w tej materii stoi na głowie, praktycznie pod każdym względem. Tutaj w powszechnym rozumieniu, klientem jest ten, który chce uzyskać świadczenie. Najczęściej pieniądze, lecz nie tylko.

W zamian za to, powinien coś dać od siebie. To danie od siebie jest opisane kontraktem socjalnym. Dawanie od siebie czegokolwiek, czasami sprowadza się do tego, by nie nadużywał alkoholu (ciekawe, że ograniczenia w paleniu tytoniu, ustawa nie narzuca, więc właściwie publiczne pieniądze można „na pełnym legalu” przepalać), a czasami jest to program dużo bardziej rozbudowanej ofiary społecznej, w postaci podjęcia pracy, spłacenia długów i takich tam trudów.

Oczywiście temat tutaj celowo spłycam, z natury złożoności problemu, gdyż nie o tym ten felieton. Generalnie celem winno być poukładanie różnych sfer swego życia, po to, by rozpocząć przezwyciężanie wszelkich problemów samemu, bez udziału pieniędzy publicznych.

Ot takie to powszechne rozumienie słowa „klient” Pomocy Społecznej. I można by to tak właściwie zostawić, jednakże dla zabawy intelektualnej odjedźmy w myślach kamerą, z twarzy „klienta” ubiegającego się o zasiłek, by uzyskać nieco szerszą perspektywę.

Okaże się, iż człowiek po drugiej stronie biurka pomocowego, tzw. „pracownik”, jest także klientem, a ściślej – Interesariuszem Pomocy. On także chce kasę. Tyle, że za swoją pracę, więc i oczekiwania wobec Pomocy ma większe, co zrozumiałe i skądinąd słuszne. Tak czy siak, po jednej, jak i po drugiej stronie biurka, najczęściej chodzi o pieniądz. Oczywiście, celem nadrzędnym tej zabawy, jest rozwiązanie problemu (zarówno klienta jak i pracownika). Pracownik PS jest jeszcze z innego powodu jej klientem, ale to temat na inną, bardzo długą opowieść o tym, co ta bestia, czyli , robi z naszymi umysłami.

Odjedźmy dalej kamerą i zobaczymy całą masę Interesariuszy, którzy z natury swej w życiu dawali lub dają sobie radę sami, lecz z uwagi na różne koleje tego życia, zostali klientami pomocy społecznej, gdyż ubiegają się o np. dofinansowanie z PFRON, orzeczenie z racji niepełnosprawności, umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej, usługi opiekuńcze itd. Mamy tu całą masę Obywateli. Do tego mamy całą masę ludzi, którzy korzystają z pomocy interwencyjnie np. z Ośrodków czy Zespołów Interwencji Kryzysowej i Placówek Wsparcia. Jeżeli dodamy osoby korzystające ze Środowiskowych Domów Samopomocy, Działów Rodzin Zastępczych, Punktów czy też Centrów Aktywności Lokalnych itd. to zrobi nam się tłum. Celowo nie wspominam tu o Działach Świadczeń Rodzinnych, gdyż jest to raczej branża wsparcia społecznego. Niemniej, bardzo często realizowana, także przez OPSy. Tu to dopiero mamy tłum ludzi.

Odjeżdżając kamerą myśli jeszcze nieco wyżej, uzyskamy perspektywę interesariuszy instytucjonalnych. No bo jakże nazwać inaczej, wszystkie te służby, które od Pomocy Społecznej także czegoś chcą.

Służba Zdrowia. Bardzo ważny Interesariusz Pomocy Społecznej. A to szpital zechce uzyskać potwierdzenie prawa do ubezpieczenia zdrowotnego finansowanego ze środków publicznych za wykonane świadczenia zdrowotne, za które ktoś musi przecież zapłacić. A to chce gdzieś odwieźć karetką tych, którzy nijakiego adresu podać nie mogą, lub czasem nawet nie chcą. Popularna ostatnio forma podrzucania osób starszych do szpitala, także w Pomocy Społecznej ma odbicie, z racji tego, iż po wypisaniu takiej starszej osoby, nie może ona najczęściej zostać sama, więc pracownicy PS organizują na miarę swych możliwości sieć wsparcia.

Straż Miejska i Policja to także jej Interesariusze. No bo co patrol, jeden z drugim, ma zrobić z bezdomnym znalezionym zimą, lub kto, jak nie pracownik Pomocy Społecznej będzie wiedział, co w danym środowisku się dzieje, jeżeli trzeba będzie wykonać wywiad środowiskowy dla Sądu, który sam w sobie, również bywa Interesariuszem Pomocy.

Na okazaniu zwłok topielca byłem, tak więc i w sytuacjach takowych przyda się nieraz pracownik socjalny. Nie mówiąc już o pogrzebach osób, których pochować nikt nie może lub też nie przyznaje się do tego, aby mógł. W swej pracy miałem niejednokrotnie prośby prywatnych firm, hoteli aby „coś” zrobić z człowiekiem, bo „przychodzi regularnie i chyba coś jest z nim nie tak”, „bo już nie ma pieniędzy na pobyt a kontaktu z nim brak”, „bo mówi po węgiersku i właściwie nie wiemy, co z nim zrobić”.

Olbrzymią grupą Interesariuszy są szkoły. Za obiady, biedniejszych dzieciaków w szkołach ktoś musi płacić, no i w razie niepokojących sytuacji, także warto poinformować kogoś z PS.

Następną grupą Interesariuszy, są Obywatele, którzy od pomocy społecznej chcą, by zrobiła „coś”. A to z pijącymi sąsiadami, a to z osobami, które wskutek demencji, zaburzenia osobowości lub choroby psychicznej, potrafią być naprawdę uciążliwe dla tych, co właśnie dzwonią i wnoszą o zrobienie tego „coś”, a to osobami bezdomnymi, które czasem, rzeczywiście wymagają pomocy, lecz częściej notorycznie psują wizerunek okolicy, w której zamieszkują Obywatele. Tych Interesariuszy PS jest, wbrew pozorom, dość spora liczba, no i jakby nie było, to oni płacą za usługę świadczoną przez PS swoimi podatkami.

Następnym Interesariuszem jest ten, który płaci i wymaga bezpośrednio. Samorząd. Oczekuje od PS wypełnienia wszystkich, narzuconych na niego, obowiązków przez Państwo, najczęściej za jak najmniejsze pieniądze, co obecnie w praktyce, wygląda coraz mniej różowo, by nie powiedzieć, że nie wygląda wcale. Pomimo swych starań, Pomoc Społeczna zajmuje jedno z czołowych miejsc w pozycji obciążeń budżetowych samorządów. Do niedawna była to druga po edukacji, działka pochłaniająca pieniądze, lecz ostatnimi czasy, staje się pierwszą. Końca tego procesu nie będzie, co wynika z logiki demografii. Będzie nas więcej starszych, niż młodszych. Nas Polaków.

Na końcu ten, który jest najważniejszym Interesariuszem. Państwo. Notorycznie twierdzi, iż OPSy są instrumentami realizowania polityki społecznej, jakakolwiek by ona nie była. Najczęściej z perspektywy pracownika bezpośrednio realizującego tę „politykę”, raczej zbliżamy się do „nie była” niż „jakakolwiek”, ale to także temat na zupełnie inny felieton.

Aktualnie Państwo woli rozdawać bezpośrednio zabrane pracującym osobom pieniądze, niż je lokować w różnych sferach działań prospołecznych. Na swoich stronach ostatnio się pochwaliło, iż wydało w ramach „500 +” całe 94 miliardy złotych. Ot taka polityka społeczna.

To z grubsza wszyscy, lub może lepiej napisać większość Interesariuszy PS. Jeżeli kogoś pominąłem to najserdeczniej przepraszam. Jest was wszystkich tak wielu. A teraz najlepsze. Wszyscy ci Interesariusze często traktują tą Pomoc Społeczną, jak niechciany byt, któremu za sam fakt istnienia, należy się co najmniej solidny łomot, jak nie likwidacja. No a na pewno fanga w dziób.

Państwo ma to do siebie, iż oczekuje zrobienia wszystkiego za pieniądze samorządów, wykpiwając się z płatności lub dając skromną część pieniędzy, które są niezbędne na wykonanie powierzonych zadań. Samorząd chciałby wszystko bezkosztowo, bo pieniędzy mało, lub brak, zadań dużo, a PS jest i tak już jedną z dominujących pozycji wydatkowych w budżecie.

Cała rzesza Obywateli, żądających pomocy w rozwiązaniu trapiących ich problemów i spotykająca się często z murem ograniczeń Pomocy Społecznej, z którego to muru, nigdy wcześniej nie zdawali sobie sprawy, dochodzi do wniosku, iż wszystko to jeden szajs, jak to u mnie na Śląsku się mówi. W tym przekonaniu ugruntowują ich z resztą odpowiednie treści telewizyjne.

Interesariusze instytucyjni chcą rozwiązać swoje problemy i nie interesuje ich to, jak ta Pomoc Społeczna ma im pomóc, gdyż ma to zrobić i tyle, a jak nie robi, lub działa zbyt wolno, to jest do bani i precz z tym badziewiem.

Pracownicy Pomocy Społecznej, funkcjonujący w tym amoku, robiący co mogą, aby było dobrze lub też jako tako oraz zmagający się notorycznie z brakiem wystarczających środków do życia, także dochodzą do ściany niechęci i wypalenia zawodowego. A niech to wszystko szlag jasny trafi. Tak wielu z nas myśli i odchodzi. Na ich miejsce nie ma nikogo, a zadań przybywa i problemów też.

Pomoc Społeczna to taka droga w utrzymaniu, brzydka i biedna panna systemu, której nikt nie chce, lecz od której wielu chce wiele, a kuksańca chcą dać wszyscy po równo. Czy wymaga zmian? Wymaga poważnego liftingu, jeżeli nie nowej konstrukcji. Jeżeli my wszyscy Interesariusze tej panny, nie rozpoczniemy dyskusji oraz idącej za nią zmiany, to po tej brzydulce, za chwil kilka ostanie się jedynie wspomnienie i nikomu już niepotrzebne reformy. Takie duże majtki…

Sławomir Kapałka


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- Gazeta Bałtycka

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>