Filisterska codzienność w berlińskim klubie sado-maso | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 1.07.2014

Filisterska codzienność w berlińskim klubie sado-maso

W klubach sado –maso jest więcej uderzeń i wiązania niż seksu. Ale prawdziwej przemocy tutaj nie znajdziesz. Dlaczego? Bo wszyscy chcą tak samo…SM

Trzech mężczyzn po czterdziestce stoi w starej kuźni i uderza swoje żony ręką po tyłku. Trzy metry dalej siedzi kilka par i popija koktajle. Mężczyźni garbią się na krzesłach, siedząc swobodnie, gdy tymczasem kobiety klęczą na podłodze z obniżoną głową … To jest poniżenie, chcesz powiedzieć. Ale dla tych par, to wieczorna rozrywka, chcą w ten sposób. Dawne stajnie  w piwnicy w Berlinie Zachodnim są dziś jednym z najbardziej znanych klubów sado-maso w Berlinie.

Kim są sadyści? To ludzie, którzy lubią zadawać ból. Ich nazwa sięga czasów markiza de Sade, francuskiego szlachcica, który w 1780 roku napisał przewodnik po orgii „”. Z kolei masochiści to ludzie, którzy lubią czuć ból, tu nazwa zaczerpnięta z nazwiska austriackiego pisarza, Leopolda von Sacher-Masoch, który w 1866 roku napisał kilka książek, jak zadawać ból kobiecie.. Sadyści i masochiści potrzebują siebie nawzajem, są razem jak pokrywka na garnku.

Właściciel klubu nosi pseudonim  , ma 50 lat, ciemne włosy i jest byłym bankierem. Uprzejmy, przyjazny, czasem oblizuje zęby językiem. Jest sadystą. objaśnia, co przyciąga jego klientów: – Ludzie przychodzą tutaj, aby zaostrzyć apetyt na ciąg dalszy w domu. Podobnie jak idziesz potańczyć na dyskotece. Seks jest potem w domu, we własnych czterech ścianach. W szafkach z szufladami zamykanymi na klucze goście mają swoje ubrania. Ich fetyszem jest skóra, farba i lateks. Wielu gości ma rodziny z dziećmi. Opiekunka niekoniecznie musi wiedzieć, gdzie są rodzice – mówi Merlin.

SM2

Tak naprawdę konkretnego seksu, w przeciwieństwie do klubu swingersów, tutaj nie zobaczysz, albo rzadko. Tylko niektóre pary cofają się do ciemnych, drewnianych boksów dla koni. Ale przede wszystkim są pobici i związani. –Są kobiety, które czują satysfakcję, gdy są związane, gdy nie mogą już  się bronić – powiedział Merlin, który jest mistrzem japońskiej technologii wiązania.

Merlin obserwuje, jak pewien Amerykanin ciągnie związaną 25-letnią przyjaciółkę innego gościa i przywiązuje ją do koła. Jej chłopak siedzi w fotelu i przygląda się z zainteresowaniem. Nie można dostrzec, czy lubi to, czy przyszedł tu dlatego, że ona chciała. – Świetnie to robi, mimo że jest początkujący – powiedział o Amerykaninie Merlin.

Dalej dodał, że niektóre kobiety szczególnie niebezpieczne sytuacje odbierają jako ekscytujące. Tę różnorodność seksualną Merlin stara się wyjaśnić jako wynik ewolucji. – Wcześniej, kiedy plemię atakowało inne, kobiety z podbitego plemienia były systematyczne gwałcone- nauczyły się pokonywać ból, skupiając się na czynnościach fizjologicznych.

Sam Merlin odkrył swoje skłonności w wieku około 16 lat. Lubił, gdy kobiety odczuwały niepokój i ból podczas gry wstępnej. Jak powiedział, było mu wstyd, gdy dowiedział się, że koledzy nie mają takich fantazji jak on i trzymał je w tajemnicy. Nie znalazł także potrzebnych  informacji w internecie. Dopiero, gdy miał 25 lat i trafił do Berlina, mógł otwarcie realizować swoje skłonności i ostatecznie uczynić z nich zawód.

Kiedy widzę w oczach partnerki strach w czasie seksu – to kręci mnie to – powiedział. –Ale jeśli przeradza się on w panikę, wtedy przerywam wszystkie sadystyczne gry. Nawet w „” jest kod, który zatrzymuje mistrza i kochanki. Wszystko należy robić w drodze wzajemnego porozumienia.

W klubie wiszą sterylne narzędzia tortur do wypożyczenia na ścianie za barem. Są to  sznury, bicze, kije, kije z kolcami… Miłośnik takich gadżetów jak pasek z dildo może je kupić. Są wyeksponowane w gablocie. W weekendy wstęp kosztuje 40 euro. Wymagane są ciemne, subtelne albo ekstrawaganckie ubrania. Często są wieczory tematyczne, niekiedy tylko wiązanie, inny razem panie dominują mężczyzn. Czwartki są zawsze tzw. „Casual Thursday”. Ludzie mogą przyjść ubrani jak chcą, robić, co chcą i za wejście płacą tylko 5 euro. To dobry dzień dla ludzi, którzy chcą pierwszy raz spróbować – powiedział Merlin i osobiście przywitał nowoprzybyłych gości.

SM 1

Z ofertą klubu zapoznali się przez internet. Ona – to wypoczęta kobieta w wieku około 30 lat, typ domatorki, on – silny 50-latek, typ stolarza. Rozmawiają ze sobą jak na pierwszej randce przy kawie. W końcu idą do kuźni, gdzie mężczyzna zaczyna ją wiązać.

Przy barze siedzi młody mężczyzna i czyta Nietzschego „Tako rzecze Zaratustra”. Wygląda trochę na nieszczęśliwego, pije piwo bezalkoholowe. Odwiedził swoją blond dziewczynę, która pracuje w barze. Po jakimś czasie odkłada Nietschego i wyciąga z plecaka książkę o sztuczkach na randce.

Tymczasem wchodzi nagi, muskularny mężczyzna z  ubraną dziewczyną. Jego krew zatrzymała się w okolicy lędźwiowej, żelazny pierścień zapobiega cofaniu się jej  do organizmu. Oboje znikają za rogiem, gdzie dziewczyna bije  jej nagiego mężczyznę kijem. Słychać głośny odgłos uderzeń, mężczyzna  oddycha boleśnie. Po około pół godzinie przynosi dwie szklanki wody z baru i znika za rogiem. Trzeba trochę ochłonąć.

Nagle do klubu  wchodzi  około 60-letnia kobieta, który prowadzi męża za kołnierz. Siadają przy stole i plotkują z innymi gośćmi jak w czasie popołudniowej kawy. Wszystko jest trochę albo za mieszczańskie – albo za przytulne i swojskie – mówi  Merlin.

Na zewnątrz starszy mężczyzna wymachuje batem.  Wygląda jak urzędnik w urzędzie meldunkowym. Poprosił, aby dać mu bat. Ale nie wróci z nim przez miasto.

Źródło: Die Welt


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- współpracownik Gazety Bałtyckiej

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika