Kontrowersyjne zakupy. "Szumowski działał w sytuacji kryzysowej" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 19.06.2020

Kontrowersyjne zakupy. „Szumowski działał w sytuacji kryzysowej”

Tak, tak – znamy się na wszystkim i pojmujemy zawiłości, które potem u cioci Helenki przy obiedzie potrafimy wytłumaczyć tak, ze rodzinie dech zapiera. Mówią o mnie – Nasz mądry Jacuś! A ja się czuję świetnie.

Wpienia mnie okrutnie, jak tłum ludzi uważających się za inteligentnych, bo zawsze pięknie zawiązują sznurowadła i codziennie, z przyjemnością potrafią zrobić piękny węzeł krawata, udając się do swojego getta, powtarzają durnoty sączone im przez gebbelsików z TVNu, czy Wybiórczej, bazujących właśnie na tej próżności, ego i wszystkowiedziśmie.

Tak jest właśnie z rozpowszechnianiem gospodarczych kretynizmów na temat ciemnych interesów ministra zdrowia Szumowskiego, zakupu maseczek u jakiegoś podejrzanego narciarza, trzykrotnie przepłacając za towar.

Faceci i panie, których życie gospodarcze sprowadza się wyłącznie do zakupów w supermarkecie, plus tych internetowych w internecie na jakimś allegro lub olxie; a także parę razy co jakiś czas wzięcia czegoś w leasing, albo na raty i corocznych opłat różnych ubezpieczeń i czego tam jeszcze, autorytatywnie wypowiadają się w temacie transakcji, z którymi nigdy się nie zetknęli, więc nie mają pojęcia o mechanizmach temu towarzyszących.

Takim procederem są zakupy awaryjne, oraz zakupy w przypadku deficytu pożądanego towaru. O tym drugim zjawisku mamy chyba wszyscy dobre pojęcie, oglądając w TV licytacje w największych domach aukcyjnych, czy to w Sotherbie’s lub w Christie’s, gdzie obraz Van Gogh’a wystawiony do sprzedaży za 1 milion dolarów zostaje w końcu sprzedany za milionów 40.

I zapewniam, że nawet najbardziej upierdliwa żona nie suszy głowy nabywcy, że mąż dureń, przepłacił czterdziestokrotnie. A tu w kraju, jeden z drugim neptek biznesowy, co jeszcze nigdy w życiu poważnych pieniędzy nie zarobił, z pełną sarkazmu podejrzliwością pyta się: – Jak ten Szumowski mógł trzykrotnie przepłacić za głupi towar? Głupi to on możne jest, tylko jest nieosiągalny i wszyscy go chcą.

W zarabianiu na transakcjach, czy obrotach dobrem, które jest deficytowe zrobiono potężne gałęzie biznesu. Choćby prosty i rokrocznie powtarzający się przykład: właśnie w czerwcu mamy finał pucharu FIFA. Zazwyczaj jest to gdzieś w Londynie, Barcelonie, czy w innym Paryżu. Bilety w cenie od byle jakich miejsc za 50 euro do dobrych loży (ale nie VIPowskich) do 500 euro. Tylko weź te bilety zdobądź. W internecie są sprzedane w ciągu 5 – 10 minut. Czasami, jak w totolotku możesz być szczęściarzem, uda się kupić i cieszysz się jak głupi. Zazwyczaj nici z tego. Lecz są tacy, co bez problemu kupują 20, a nawet 100 biletów. Działacze też dostają swoją pulę, by mogli zaprosić przyjaciół. Tylko te bilety pojawiają się szybko na rynku wtórnym. I wtedy bilet za 50 Eu ma już cenę 600 Eu, a te w lożach to nawet 2000 – 4000 Eu. I są, są chętni. Ci co latają biznes klasą, mówią swym asystentom: – weź mi skombinuj cztery bilety i załatw transport, hotel i imprezkę z eskortą. Lecimy z chłopakami. Nikt za człowiekiem nie woła: – Szumowski ty ch..u, kupiłeś u jakiegoś trenera i przepłaciłeś okrutnie.

Sytuacje kryzysowe mają to do siebie, że się zdarzają niespodziewanie i nikt nie jest na nie przygotowany. Taka Belgia, dosłownie parę dni przed epidemią, wyprzedała niemalże całe zapasy medycznych środków ochronnych, maseczek, rękawiczek, kombinezonów itd., i po tygodniu obudziła się z ręką w nocniku. Tam dopiero musiała być panika.

Sam miałem taki incydent, że w trakcie ważnego (i kosztownego) projektu, nagle ni z tego, ni z owego, wywalała cała elektrownia, generatory stawały i mieliśmy to co najgorsze na statku – blackout – czyli pełne zacienienie i przerwę w dostawie prądu. Za cholerę nie mogłem znaleźć przyczyny analizując historię parametrów, stanów i całego tego komputerowego badziewia. Nagle pstryk – jakby ktoś przekręcił wyłącznik – wszystko stawało. Bez ostrzeżeń, bez alarmów – ot tak sobie, po cichu elektrownia kładła się spać. Całe szczęście dawało się to zresetować i ponownie uruchomić dosyć szybko. Ale tak nie mogło być – mieliśmy na pokładzie inwestorów i ludzi klienta, którzy za każdą taką przerwę liczyli grube tysiące, a co jeszcze gorsze, fatalnie to rzutowało na naszą reputację. Skracając więc historię, bo jako gawędziarz, ględziłbym jeszcze dobra godzinę powiem tylko tyle, że statek 3 lata temu miał w Indiach pożar w maszynowni. Niby wszystko ponaprawiano, wymieniono, co trzeba i już miało być dobrze. Lecz podejrzany mi się wydawał jeden z generatorów – zmodernizowany i skomputeryzowany, stary, ale jary Caterpillar. Był tylko jeden problem – nie mogłem odnaleźć żadnej prawidłowości – zastopowania były całkowicie przypadkowe i jak to się mówi, stochastyczne. By cokolwiek znaleźć, należałoby przez parę dni, 24 godzin na dobę, w pełnej czujności, nie śpiąc, a nawet nie siusiając, obserwować maszynę, by złapać moment kolejnego stopu. Sytuacja beznadziejna. Jednakże wertując profesjonalne katalogi odkryłem świetny miernik, jednej z najlepszych firm – Fluke, który miał swoją wewnętrzną, analogową (czyli nawet bez przerwy na jedną milisekundę) pamięć pomiaru parametrów. Musiałem go mieć natychmiast. No i już następnego dnia po południu go miałem. Mimo, że instrument był w jakimś podlondyńskim magazynie, a my na fiordzie w Norwegii. Miernik kosztował grubo ponad 2 tysiące funtów, lecz w sytuacji TOP URGENT, musieliśmy zapłacić za samolot, usługę kurierską, całą tę logistykę, dodatkowo jeszcze ponad tysiąc. I powiem – żaden największy skąpiec księgowy w biurze ani nie mrugnął i się mnie czepiał, że mam ekstrawaganckie pomysły. Sytuacja była przecież awaryjna!

Lecz nawet w jednej dziesiątej nie była taka awaryjna, jak w marcu i kwietniu zaczęła hulać w kraju czegoś, o czym nikt nie miał pojęcia. Nie jakaś śmieszna dżuma, czy cholera. Kto wiedział na świecie, co to za paskudztwo? Może potrafi zniszczyć całą ludzkość? Pewne naukowe zespoły analityczne modelowały, że może umrzeć nawet 64 miliony ludzi. A tu takie przemądrzałe i jak zazwyczaj złośliwe, bo nie cierpią Kaczora, mądrale, czepiają się ministra zdrowia, że za maseczki zapłacił trzy razy tyle i kupił je od pokątnego dostawcy. No i procedury były skandaliczne – bez przetargu, konkursu, analiz i całej  biurokracji, która jest sensem życia naszej mądrej yntelygencji.

Zarządzania kryzysem uczą standardowo w wojsku i paru najlepszych uczelniach. A prosty lud szuka lidera, który się na tym zna. U nas w Polsce akurat Morawiecki i Szumowski. I ich zespoły. Cały świat docenia, a u nas się ich gnoi. Żeby się w głowach nie poprzewracało. Dlatego w piekle diabeł nie musi pilnować kotła z gotującymi się Polakami.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Janusz Kamiński

- publicysta. Z zawodu inżynier elektronik pracujący od 30 lat za granicą na morzu. Konserwatysta.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>