Oto jak działa system antydemokratyczny | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 17.02.2015

Oto jak działa system antydemokratyczny

„4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” i zaczęliśmy budować nowy ustrój. Ustrój demokratyczny, w którym to Naród, za pośrednictwem swoich przedstawicieli, sprawuje władzę. Jak ten demokratyczny ustrój w polskim wydaniu wygląda?

sejmRP

Idziemy do urny wyborczej, głosujemy na Jana Kowalskiego, zajmującego piąte miejsce na partyjnej liście X. Mimo, że „nasz” Jan Kowalski, zajmujący piąte miejsce na partyjnej liście X zdobył najwięcej głosów, wcale nie zdobędzie miejsca w parlamencie. Jego miejsce zajmie ten, kto w jego partii znalazł się na „lepszej” na liście. Jaki więc jest mój, wyborcy, wpływ na powoływanie parlamentarzystów? Myślę, że mogę zaliczyć punkt dla polskiej „antydemokracji”. O kandydatach niezależnych, którzy w swoim okręgu mogliby zdobyć nawet bardzo duże poparcie, a w skali kraju i tak nie mają szans na elekcje, nawet nie muszę wspominać.

Trwa kampania wyborcza. Media, ponoć niezależne, obiektywne, demokratyczne, bez najmniejszych zahamowań popierają jedną tylko „opcję polityczną”. Opłacane reklamami firm związanych z konkretną partią odwdzięczają się, jak tylko mogą. By Naród wybrał jedyną słuszną, poprawną siłę. Przykłady wskazywałem wielokrotnie. Punkt (a może nawet dwa) dla polskiej „antydemokracji”.

Władza, chcąc mieć „obiektywne” wyniki badań społecznych nastrojów, oczekiwań, potrzeb – stworzyła różnego rodzaju instytucje. Np. badania opinii społecznej, badań edukacyjnych, monitorowania środowiska i co najmniej kilka innych. I hojnie je w okresach pomiędzy kolejnymi wyborami opłaca. Zadaniem tych instytucji jest nie tyle określanie społecznych potrzeb, oczekiwań i preferencji, ile zapewnienie zatrudnienia politycznym działaczom różnego szczebla i ich rodzinom oraz, co ważne zwłaszcza w okresach przedwyborczych, wpływanie na opinię publiczną przy pomocy różnych socjotechnicznych działań. (Ot, przekonywanie, że ten czy tamten kandydat nie ma żadnych szans w wyborach, a więc głos na niego oddany będzie głosem straconym). Okazuje się, że w warunkach polskich (brak niezależnych od władzy mediów) to rzeczywiście działa i pozwala skutecznie wypaczać wyniki demokracji. Moim zdaniem – kolejny punkt dla polskiej „antydemokracji”.

Żeby zwyciężać w kolejnych wyborach, w warunkach stworzonego antydemokratycznego systemu, potrzebne są pieniądze. Dla ich pozyskiwania powołano bez liku spółek, spółeczek, fundacji, i Bóg wie, czego jeszcze. Te organizmy nie tylko skutecznie żerują na gospodarce, osłabiając ją zamiast wzmacniać. One także, przynajmniej w moim odczuciu, służą przepompowywaniu publicznych pieniędzy w prywatne ręce, które z kolei mogą skutecznie wspierać każdą ilość politycznych podróży po kraju, szkoleń przedwyborczych tak dla kandydatów w wyborach jaki i tych, mających liczyć głosy. Myślę, że to dzięki temu mamy najdroższe autostrady, najdroższe paliwa, najdroższe stadiony. I , które działają jeszcze długo, długo po zakończeniu zadań, do realizacji których zostały powołane. Zwłaszcza, że bardzo łatwo zadania takich spółek można zmieniać. Np. z budowania stadionu na rozliczanie jego budowy, a później eksploatację i utrzymanie. Myślę, że mogę zaliczyć kolejny punkt. Dla Polskiej „antydemokracji”.

Wspomniałem o szkoleniach dla tych, którzy mają głosy liczyć. Pozwolę sobie zauważyć, że komunikat Państwowej Komisji Wyborczej po ostatnich wyborach samorządowych został skutecznie tak skonstruowany, że nie można się zeń niczego sensownego doliczyć (no, może oprócz tego, że zdecydowanie wygrała jedynie słuszna siła narodu). Nie wiem dlaczego, albo raczej, nie może mi to przejść przez klawiaturę, że w Polsce nikt nie może odkryć, że gdyby każda obwodowa komisja wyborcza ogłaszała swoje wyniki w internecie, (nie zamarzę nawet o zeskanowaniu wrzuconych do urny kart do głosowania), to przeciętny Polak, gdyby tylko miał na to ochotę, mógłby bez większych problemów sprawdzić te wyniki nie tylko w skali okręgu, ale nawet w skali kraju. I nie byłoby cudów nad urnami, nie byłoby tysięcy zagubionych głosów, każdy wnoszący protest wyborczy dysponowałby dowodami (a przynajmniej mógłby nimi dysponować) na nieprawidłowości, które w jego mniemaniu zaistniały. No cóż. Myślę, że mamy kolejny punkt dla polskiej „antydemokracji”.

Można by doliczyć do tego wykorzystywanie w walce politycznej służb specjalnych, policji. Można by jeszcze, można by.

Jak widać z powyższego, do zbudowania „demokratycznego państwa prawnego” (Artykuł 2 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej) droga jeszcze bardzo, bardzo daleka. I nic nie pomogą tu argumenty o paszportach w domu i możliwości swobodnego przemieszczania się po krajach Unii Europejskiej. Bo władza jakby równie totalitarna jak ta przed 1989 rokiem, tylko trochę inaczej.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>