Szkoła nie nadąża za współczesnością | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 9.07.2021

Szkoła nie nadąża za współczesnością

Czym, kim i z kim jest polska szkoła, o tym i nie tylko o tym z wieloletnią nauczycielką języka polskiego w gdyńskiej trójce, obecnie uczącą w GLA i PSLO w Gdyni, jednym słowem z Profesorem Oświaty dr Ewą Niwińską-Lipińską*.

Witam Pani Profesor, zwracam się tak, bo uczniowie się tak do Pani zwracają.

No właśnie niekoniecznie. Forma „pani profesor” jest coraz rzadziej obecna w polskiej szkole średniej. Raczej „proszę pani”, a nawet nieco familiarnie „pani Ewo”. Myślę, że zwyczajowa formuła nie jest tu najważniejsza, ważne jest, co się w tym „proszę pani” zawiera. Jeśli sympatia i szacunek, to jest to taka sama dobra forma jak każda inna.

Dobrze, w takim razie porozmawiajmy swobodnie. Jaka jest, Twoim zdaniem, szkoła obecnie? Tradycyjna, czy nadążająca za współczesnością?

Szkoła na pewno nie nadąża za współczesnością, niestety. Owszem, uwzględnia nowoczesną technologię, taką jak np. rzutniki multimedialne czy interaktywne tablice, ale treści programowe, szczególnie te, które weszły do nauczania po ostatniej reformie, są przestarzałe i raczej nie wzbudzają entuzjazmu ani nauczycieli, ani uczniów.

Przede wszystkim szkoła powinna być świecka, czyli w równym stopniu przyjazna ludziom różnych wyznań, ale minister Czarnek chce wszystkich uczniów karmić np. tekstami Jana Pawła II. Nie odbieram im wartości, ale mają się one nijak do potrzeb współczesnej młodzieży. Poza tym – przynajmniej program języka polskiego – jest przeładowany ogromną ilością informacji, które uczniowie muszą przyswoić, a które moim zdaniem nie przyczyniają się do ich rozwoju, raczej zabijają kreatywność.

Czy to znaczy, że negatywnie oceniasz ostatnią reformę oświaty?

Nie do końca. Najpierw powiem o tym, co mi się w niej nie podoba. Są to przede wszystkim tempo jej wprowadzania – jeszcze nikomu nie udało się zrobić dobrej w ciągu roku; nagła rezygnacja z gimnazjów, które, jak wiemy, miały dobry poziom i osiągały sukcesy; przeładowane programy, preferujące treści bogoojczyźniane, stojące na straży mitów o bohaterskich Polakach, miłujących Boga. Żeby nie było wątpliwości – jestem katoliczką, osobą wierzącą, ale kwestia wiary to bardzo osobista sprawa każdego człowieka i szkoła powinna być absolutnie wolna od treści narzucających jedynie słuszną postawę światopoglądową. A teraz przejdźmy do pozytywów. Uważam, że Centralna Komisja Egzaminacyjna przygotowała bardzo ciekawy i rozwijający projekt z języka polskiego. Ten nowy jest bardzo wymagający, ale po pierwsze: po raz pierwszy od dawna język polski został potraktowany bardzo poważnie, a po drugie aby ten egzamin zakończył się sukcesem, trzeba rozwinąć w uczniu całą masę umiejętności, które będą mu przydatne w dalszym życiu takich jak np. umiejętność kojarzenia faktów z różnych dziedzin, kreatywność, wrażliwość na słowo czytane.

A czego w szkole przede wszystkim brakuje?

Władze odgórne wydają się w ogóle nie interesować kondycją psychiczną ucznia. A jest ona bardzo zła. Nauczyciel musi w szkole sprawować różne funkcje – osoby uczącej, opiekuna, wychowawcy, psychologa. Nie każdy jest w stanie podołać tym wszystkim wyzwaniom – przecież nikt nas do tego nie przygotowuje, nikogo też nie obchodzi, że aby się utrzymać, nauczyciel musi mieć więcej niż jedną pracę. A przecież powinien mieć też życie prywatne i czas na odpoczynek. Ale wracając do uczniów – jestem w stałym kontakcie ze znajomymi psychiatrami, psychologami i naszym psychologiem szkolnym – jeszcze nigdy nie było tylu przypadków depresji, samookaleczeń, myśli i prób samobójczych, wykrytych przypadków zespołu Aspergera czy choroby dwubiegunowej, co obecnie. Na pewno przyczynił się do tego lockdown, zamknięcie, skazanie na towarzystwo często dysfunkcyjnej rodziny. Ale władze się tym nie interesują. Ci młodzi ludzie po prostu krzyczą o . Odpowiedzią na ten krzyk jest ciągle zmniejszająca się liczba miejsc na nielicznych w Polsce młodzieżowych oddziałach psychiatrycznych. Brakuje psychiatrów i psychologów. Szkoła nie zawsze uczy tolerancji, a powinna, bo to jedna z najważniejszych wartości. Poza tym młodzi ludzie często nie potrafią poprosić o pomoc, są pełni obaw i lęków, jak to zostanie odebrane. Na pewno nie pomaga tak obecna w Polsce wobec osób o innym kolorze skóry czy wobec osób LGBT. A przecież nic się z tym nie robi. Ten problem zauważa wielu nauczycieli. Np. Paweł Lęcki, nauczyciel z Sopotu, od dawna alarmuje w sprawie kondycji psychicznej młodych ludzi na swoim Facebookowym profilu.

Kim powinien być zatem w tej współczesnej szkole nauczyciel – autorytetem czy bardziej przyjacielem, udzielającym wskazówek?

Pewnie trochę jednym i drugim. Na autorytet pracuje się latami, on się nie pojawia znikąd. Ale uważam, że bardzo ważną sprawą jest umiejętność zbudowania więzi z uczniami. Muszą wiedzieć, że mogą bez obaw, czy narażenia się na śmieszność przyjść do nauczyciela czasem ze swoim problemem. Kiedyś jedna z moich uczennic powiedziała na zakończeniu nauki w klasie maturalnej, że w imieniu klasy dziękuje mi za bycie życzliwym dorosłym, którego obecność stale przy sobie czuli. To wielki komplement i piękne podsumowanie pracy nauczyciela i wychowawcy. Ale przy przeładowanych programach i gonitwie z jednej pracy do drugiej nie zawsze jest na to czas, szczególnie, że niektórzy rodzice obowiązek wychowywania chętnie cedują na szkołę i nawet nie próbują nawiązać kontaktu z własnym dzieckiem.

To kto w takim razie jest autorytetem dla współczesnej młodzieży?

Bardzo różnie. Rzadko są to rodzice czy nauczyciel, chociaż oczywiście tak się też zdarza. Bardzo często są to np. popularni blogerzy czy vlogerzy, silną pozycję ma grupa rówieśnicza, bo wykluczenie z niej staje się nieszczęściem.

Jak z perspektywy czasu oceniasz polską szkołę, widząc obecne władze w resorcie edukacji?

Nauczycielom się często wydaje, że każdy następny minister zajmujący się oświatą, edukacją jest gorszy niż jego poprzednik. W ostatnich latach całkowicie się z tą opinią zgadzam. Mam wrażenie, że współczesne władze oświatowe nie mają kontaktu z rzeczywistością i nie mają pojęcia, o co chodzi w polskiej szkole. Chcą na siłę wtłaczać młodzieży „wartości”, z którymi ta młodzież zupełnie się nie identyfikuje, promują polską odrębność zamiast wartości ogólnoludzkich. Młody człowiek po ukończeniu szkoły powinien móc się odnaleźć nie tylko w polskiej, ale również europejskiej czy światowej rzeczywistości. Do tego polska szkoła w swoich założeniach nie przygotowuje. Możemy liczyć jedynie na mądrych i niezależnych nauczycieli i sensownych dyrektorów. Na szczęście jest ich wielu, co miałam okazję zaobserwować zarówno podczas mojej pracy w gdyńskiej trójce, jak i w szkole, w której obecnie pracuję. Ale i to ma być ograniczone. Minister Czarnek chce poszerzyć kompetencje kuratorów, często ludzi o „jedynie słusznych” poglądach, aby mogli w każdej chwili ingerować w działania szkoły i odwoływać niewygodnych dyrektorów. Dlatego z wielkim sentymentem i szacunkiem wspominam byłą wiceminister edukacji Annę Radziwiłł, niestety już nieżyjącą, mądrą osobę, która doskonale wiedziała, czego potrzeba polskiej szkole. Promowała programy autorskie, kreatywność w edukacji.

To w takim razie, jak Twoim zdaniem być dobrym nauczycielem, a jednocześnie zachować swoją niezależność?

Jest to trudne balansowanie pomiędzy koniecznością realizacji podstawy programowej, (a przecież nie możemy jej lekceważyć, jeśli chcemy przygotować naszych uczniów do matury), a chęcią otwarcia ucznia na wyzwania współczesnego świata, zrobienia z nich świadomych odbiorców kultury. Dobrze, jeśli wspiera cię w tym twój zwierzchnik. Ja miałam i mam szczęście pracować z mądrymi dyrektorami. Niezależność chciano mi zabrać w początkach mojej pracy, w głębokim PRL-u. Kiedy stawałam się niewygodna, po prostu nie przedłużano mi umowy. Nie było to przyjemne, ale wolałam to niż podporządkowanie się i wyrzeczenie ważnych dla mnie wartości.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Jeszcze kilka lat, dopóki mi starczy sił, popracuję w edukacji. Trudno zrezygnować z pasji, ale rozglądam się za jakimś zajęciem, które w przyszłości zapełni mi pustkę po szkole. Nie wyobrażam sobie „nicnierobienia” na dłuższą metę.

* Ewa Niwińska-Lipińska – nauczycielka języka polskiego od ponad 40 lat. Profesor Oświaty, doktor nauk humanistycznych, nauczyciel roku 2012 w plebiscycie „Gazety Wyborczej”. Pracowała niemal we wszystkich typach szkół – podstawowej, liceum, technikum, zasadniczej zawodowej i pomaturalnej. Najdłużej związana była z IX LO w Gdańsku oraz z III LO w Gdyni czyli „gdyńską trójką”.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- dziennikarz śledczy Gazety Bałtyckiej, kierownik redakcji ds. rozwoju. Specjalizuje się w tematyce społeczno-prawnej. Archiwista II stopnia (kursy archiwalne w Archiwum Państwowym w Gdańsku), Członek stały Stowarzyszenia Archiwistów Polskich (prawo do prowadzenia badań historycznych), miłośnik Gdyni, członek Towarzystwa Miłośników Gdyni. Hobby – prawo. Jest członkiem Związku Harcerstwa Polskiego.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika