Tajemnicze zamachy. Czy zabójcy byli pod "kontrolą"? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 18.11.2019

Tajemnicze zamachy. Czy zabójcy byli pod „kontrolą”?

Podejrzewam, że wszyscy jeszcze mamy w pamięci i możemy sobie przywołać scenę zamordowania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Od początku do końca wszystko, co się wtedy wydarzyło, wydawało mi się dziwne i nieprawdziwe. Jak kiepska teatralna aranżacja.

Nie jestem gorącym miłośnikiem teorii spiskowych w rzeczywistości, choć w sztuce – książkach, czy filmach – tak. Bardzo lubię science-fiction, czy political-fiction. To mnie inspiruje, jak obserwuję działanie wyobraźni i pomysłowość innych. Tym bardziej, że często po pewnym czasie bywa, że to co jeszcze było fikcją, spełnia się w rzeczywistości. Lecz często rzeczywistość przerasta fikcję i wtedy powstają setki przeróżnych teorii.

Zamach na Johna F. ’ego bez wątpienia zasługuje na miano najczęściej omawianej zbrodni wszech czasów. Zrodził on więcej teorii spiskowych, sceptycyzmu i wrogości niż jakiekolwiek inne wydarzenie w historii Stanów Zjednoczonych, zmieniając stosunek Amerykanów do doniesień medialnych i pozbawiając ich zaufania do instytucji rządowych.
[…]
Śmiertelne strzały dosięgły Kennedy’ego podczas przejazdu kolumny prezydenckiej przez Dealey Plaza w Dallas 22 listopada 1963 roku.

(Pamiętam dokładnie, że ta wiadomość dotarła do mnie, jak szedłem po południu na lekcję angielskiego do nie mojej szkoły nr 8, nad morze, dzisiejszą ulicą Orłowską. Gdzie Polska, gdzie Ameryka, a mimo to byłem w szoku. Potem okazało się, że nie tylko ja. [Przyp. JK])

Dwa dni później w podziemiach komendy głównej policji w Dallas, kiedy funkcjonariusze prowadzili zabójcę prezydenta, Lee Harveya Oswalda, do opancerzonej furgonetki, która miała zabrać go do aresztu, z tłumu wyskoczył mężczyzna uzbrojony w rewolwer. Nazywał się , był właścicielem klubu nocnego i miał powiązania z kubańskimi organizacjami politycznymi oraz podziemiem przestępczym. Podbiegł do Oswalda i z przystawienia strzelił mu w brzuch. Według relacji z pierwszej ręki […] Ruby powiedział, że wyciągając broń „postradał zmysły”. Ocknął się, dopiero kiedy policjanci przyciskali go do podłogi i nie pamiętał, co się przed chwilą wydarzyło.

– Co ja tu robię? – spytał. – Czemu się tak na mnie rzuciliście?

Według analizy psychiatrycznej, którą zlecili jego obrońcy, Ruby doznał amnezji będącej następstwem fugi dysocjacyjnej*. Za radą adwokata oświadczył, że zastrzelił Oswalda, by oszczędzić owdowiałej pierwszej damie, Jackie Kennedy, przykrości związanych z udziałem w jego procesie. Drugi z jego prawników, Melvin Belli, napisał później, że Ruby miał „białą plamę w pamięci”. A wszystkie jego wyjaśnienia były „konfabulacjami”. Potencjalne motywy „wlewały się w pustkę jego chorobliwie chłonnej pamięci i zastygały tam niczym beton”.[1]

Splot okoliczności? Czy spójny i logiczny ciąg zdarzeń?

W precyzyjnym momencie „samotny wilk”, morderca zabija prezydenta USA. A już dwa dni później, w obywatelskim odruchu gniewu, drobny biznesmen z przyłożenia, strzałem w brzuch likwiduje mordercę. I nagle… nic nie pamięta. Dziura w mózgu. Psychiatrzy dywagują o przyczynach. Jack Ruby usiłuje sam zrozumieć co się stało. Stara się wypełnić pustkę w głowie typową racjonalizacją – poszukuje motywów dlaczego zabił tego człowieka. Jest przecież normalny tylko cierpi po traumie na amnezję.

A każdy psychiatra i domowy lekarz wie, że po czasie prawdziwe wspomnienia mogą powrócić. Więc to jeszcze nie koniec…

Wtedy na scenie pojawia się bardzo tajemnicza i jak dzisiaj wiemy, paskudna i potworna postać – doktor Louis Joylon West. W kręgach najbardziej tajnych działów służb specjalnych, po prostu Jolly West (jolly – wesoły, przyjemny).

„Gdy tylko prasa ogłosiła wiadomość o śmierci Oswalda, Jolly West zaczął angażować się w tę sprawę. Zamierzał skompletować zespół „ekspertów w dziedzinie problemów behawioralnych”, żeby ocenić stan psychiki Ruby’ego.
[…]
Na tym etapie policja nie ujawniła jeszcze żadnych znaczących informacji na temat Ruby’ego, jego kondycji psychicznej i ewentualnego motywu zbrodni. West, który zabiegał o powołane w charakterze biegłego, również nie ujawnił motywów swojego postępowania. Z trzech dokumentów zachowanych w jego archiwum wynika, że ktoś, kogo nigdy nie wymienił z nazwiska, „poprosił” go „kilka dni po zabójstwie”, żeby postarał się wziąć udział w procesie.
[…]
Sędzia odrzucił jego wniosek. Wydawało się, że West nigdy nie zdoła się zbliżyć do Ruby’ego, który został już oskarżony o zabójstwo pierwszego stopnia i skazany na karę śmierci. Podobno wyrok wytrącił Ruby’ego z równowagi. Przecież zastrzelił zabójcę prezydenta, a mieszkańcy Dallas (ława przysięgłych – przyp. JK) odwdzięczyli mu się za to, posyłając go na krzesło elektryczne. Zwolnił swojego obrońcę, a na jego miejsce przyjął Huberta Winstona Smitha, psychiatrę z dyplomem prawniczym…”

Tu warto dodać, że w Stanach między wydaniem wyroku śmierci, a jego wykonaniem, mogą upłynąć nawet dziesiątki lat. A w tym czasie skazaniec walczący o swoje życie, może jeszcze nie wiadomo co wymyślić, lub zdradzić.

„Kiedy doktor Smith rozpoczął przygotowania do obrony swojego klienta, jednym z jego pierwszych kroków było złożenie wniosku o ponowne badanie psychiatryczne. Wybrał już kandydata, który miał to badanie przeprowadzić, a był to doktor Louis Joylon West.
[…]
I tak oto 26 kwietnia 1964 roku West wszedł na pokład samolotu do Dallas. Wieczorem tego samego dnia miał zbadać Ruby’ego w celi aresztu.”

West spędził w celi z Ruby’m sam na sam jedną godzinę. Nie wiadomo co tam robił, jak badał, o czym rozmawiali. Lecz rezultat był jeden.

„West po wyjściu z celi Ruby’ego oświadczył, że w ciągu ostatnich „dwudziestu czterech godzin” skazany przeszedł „ciężkie załamanie nerwowe”. Ponieważ rozmawiali bez świadków, cokolwiek zaszło miedzy nimi w celi, tylko oni dwaj mogli uchylić rąbka tajemnicy. West twierdził, że Ruby był „ponad wszelką wątpliwość chory psychicznie” i określił jego stan jako „najprawdopodobniej nieodwracalny”.

Tak oto domknięto ostatnią furtkę i zlikwidowano ostanie źródło mogące pomóc w śledztwie zabójstwa prezydenta Kennedy’ego. Trop się kończył.

Kontrola umysłu

Warto nieco przybliżyć postać Jolly’ego Westa. Wielu dziennikarzy z całego świata, ale nie ma co się dziwić, głównie z USA, których dodatkowo wspiera Konstytucja paragrafami o jawności i dostępie do informacji, a co w Stanach naprawdę jest poważnie traktowane, intrygował będący stale w cieniu, tajemniczy Jolly West. A dowiedzieli się niewiele.

Jolly West wypłynął na szerokie wody na początku lat 50-tych w czasie trwania wojny koreańskiej. Zajmował się głównie odzyskanymi amerykańskimi jeńcami, którzy przeżyli w Korei torturowania i pranie mózgu. Miał on doprowadzić ich do porządku i poprawić ich stan psychiczny.

Kim jest? To nie demon z piekła rodem. Ale prawie. To cholernie inteligentny naukowiec i wojskowy. Człowiek opętany wyłącznie jedną ideą – kontrola umysłu. I w żadnym wypadku nie w zbożnym celu. Przewodnią ideą jego działania jest stworzenie człowieka – automatu. Człowieka, który na rozkaz może stać się bezwzględnym mordercą i co gorsza, nie wiedzieć o tym. Nic nie pamiętać. Nie zdawać sobie sprawy, że już nie jest integralnym, samodzielnym bytem, tylko zdalnie sterowaną maszyną.

Był wszędzie, gdzie w tajemnicy trzeba było czynić zło. Nadzorował tajne operacje we Wietnamie. Manipulował śledztwem w sprawie morderstwa J.F. Kennedy’ego. Stworzył Charlsa Mansona i jego sektę, a potem zmanipulował cały sądowy proces. Z jednej strony mącił w ruchu hipisowskim w Ameryce, a na przeciwnej stronie barykady, wraz z przyjacielem, aktorem Charltonem Hestonem i Martinem Lutrem Kingiem (obaj pewnie nieświadomi prawdziwej roli Westa), manipulował Czarnymi Panterami i ruchami czarnych Amerykanów.

Czego jeszcze dokonał?

W czasie II WŚ służył w siłach powietrznych i dosłużył się stopnia pułkownika. I do końca miał wsparcie ze strony wojska i jego służb. Lecz główne wsparcie i nadzór nad jego aktywnością płynął z innych źródeł. Był to cały aparat władzy, w tym , a przede wszystkim, co możemy dzisiaj uznać za głównego mocodawcę, ze strony .

Przypomnijmy, że wówczas USA było ogarnięte wprost paniką związaną z infiltracją kraju przez komunistów. W dużym stopniu całkiem słusznie. ZSRR, a później, co szczególnie dzisiaj jest widoczne, gdy odkrywa to i nagłaśnia prezydent Trump, Chiny. Więc przed Westem wszystkie drzwi stały otworem. Zapewne prezydenci Stanów Zjednoczonych, kongresmeni, co pokazała , mogli kompletnie nie mieć pojęcia o istnieniu jakiegoś Westa, jego działalności i eksperymentów, jakich się dopuszczał.

Jak dzisiaj na to patrzę, to widzę kontynuację zbrodniczych hitlerowskich eksperymentów niemieckich nazistów w obozach Auschwitz, czy Dachau. Lecz byli ludzie i to bardzo ważni ludzie, którzy nie dość, że wiedzieli wszystko o Jolly West’cie, to sterowali jego poczynaniami.

Przywołam tutaj tylko wiarygodną informację, która wydostała się na zewnątrz:

„W Langley dyrektor CIA przekonywał, że ludzie wykorzystywani do eksperymentów w ramach programu MKULTRA nie powinni być świadomi swojej roli królików doświadczalnych. Była to „jedyna realistyczna metoda”, gdyż jego zdaniem należało „oddziaływać na ludzkie zachowanie, kiedy cel nie zdaje sobie z niczego sprawy”.

Czy to nie pasuje do mordercy Jacka Ruby’go? Albo do czteroosobowej grupy morderców z sekty Mansona, którzy poszli zabijać wszystkich w domu Romana Polańskiego, w tym dźgając nożem ponad dwudziestokrotnie żonę Polańskiego, Sharon Tate, będącą w ósmym miesiącu ciąży. Byli jak roboty, a potem w procesie nie mogli sobie przypomnieć, co dokładnie się stało. Więc może sam Charles sam był szkolonym agentem w programie MKULTRA?

Należy się w miarę konkretne wyjaśnienie programu i eksperymentów MKULTRA.

Oto Wikipedia:
„…celem projektu MKUltra było zbadanie możliwości sterowania pracą ludzkiego mózgu i kontroli umysłu z wykorzystaniem substancji chemicznych (w tym środków psychodelicznych m.in. LSD), bodźców elektrycznych, analizy fal mózgowych i form percepcji podprogowej. Według wielu relacji badania były często brutalne i odbywały się także na nieświadomych ich celu obywatelach USA, czasem z tragicznymi skutkami.” [2]

„Project MKUltra (or MK-Ultra), also called the CIA mind control program, is the code name given to a program of experiments on human subjects that were designed and undertaken by the U.S. Central Intelligence Agency—and which were, at times, illegal. Experiments on humans were intended to identify and develop drugs and procedures to be used in interrogations in order to weaken the individual and force confessions through mind control. The project was organized through the Office of Scientific Intelligence of the CIA and coordinated with the United States Army Biological Warfare Laboratories. Code names for drugs-related experiments were Project Bluebird and Project Artichoke.”[3]

Czy ktokolwiek jest tak naiwny, że zaprzestano eksperymentów w tym zakresie? W Stanach Zjednoczonych? W Rosji, czy w Chinach? A może w Polsce nic w takich badaniach się nie robi? Oczywiście, ha, ha – my tajnych programów nie mamy, bo jesteśmy wyjątkowi, uczciwi i szlachetni. Szczególnie Miller, Pawlak i reszta ówczesnej zgrai, a my, biedne głupki nic byśmy nie wiedzieli o Klewkach i torturach CIA w Polsce, gdyby ten papla Lepper się nie wygadał. A my, dumny, przyzwoity naród braliśmy go wtedy za idiotę.

Co tak właściwie doktor, pułkownik armii USA Louis Joylon West robił w tajemnicy przed narodem, by osiągnąć kontrolę nad ludzkim umysłem. I co w tym wszystkim najbardziej potworne – on tę kontrolę osiągnął. Jedyną dobrą wiadomością jest fakt, że jego i jego tajni współpracownicy, uzyskali to, iż pełna kontrola umysłu i pamięci mogła objąć pojedyncze osobniki, a najwyżej nieliczne grupy. Jeżeli założymy, że poddani eksperymentowi zostali członkowie sekty Mansona, to było to około 40 osób. A jeżeli hipotetycznie pójdziemy krok dalej i przyjmiemy, że również Jim Jones panował nad umysłami swoich wyznawców, którzy dokonali makabrycznego samobójstwa w Gujanie, w Jamestown, to było tych biedaków ponad 990. Jednakże raczej była to kompletnie sfanatyzowana sekta, a nie ofiary tajnej manipulacji.

Eksperymenty z tajnego programu MKULTRA, nie mogły zapewnić kontroli umysłów całych grup etnicznych i narodów. Do tego stosuje się inne metody wpływu na myślenie, postawy i poglądy. Miękkie metody. Jednakże w długim okresie czasu również niesłychanie niebezpieczne. Metody, widoczne już dzisiaj dla tych, co się nie poddali. Bo to działanie idzie pełną parą. Lecz to temat na osobne opracowanie.

Cóż takiego tajne laboratoria Jolly’ego Westa robiły, by z przyzwoitego człowieka zrobić morderczego robota?

„MKUltra used numerous methods to manipulate people’s mental states and alter brain functions, including the surreptitious administration of high doses of psychoactive drugs (especially LSD) and other chemicals, electroshocks, hypnosis, sensory deprivation, isolation, verbal and sexual abuse, as well as other forms of torture. ” [3]

Gdy w 1943 roku naukowiec szwajcarskiej firmy farmaceutycznej zsyntetyzował pochodną kwasu lizergowego, nazwaną LSD, i odkrył jej halucynogenne i silnie psychodeliczne działanie, to dla właśnie powstałej CIA było, jak manna z nieba. Natychmiast pojęli potencjalną moc tego narkotyku we wpływie na sferę psychiczną człowieka i na możliwość uzyskania pełnej kontroli nad nim. Oczywiście eksperymenty były bardziej złożone i stosowano, jak to powyżej podano w Wikipedii, różne kombinacje wpływów na umysł człowieka, aby uzyskać konkretny pożądany efekt.

Tak czy inaczej, patrząc tylko na przykład zabójcy zabójcy prezydenta USA, Jacka Ruby’ego i przyjmując wielce prawdopodobne założenie, że był on „pacjentem” laboratoriów” kontroli umysłu, to uzyskano mordercę, który kompletnie nie zdawał sobie sprawy co czyni, a po dokonanym zabójstwie nic nie pamiętał czego właśnie dokonał.

Jednakże w końcówce lat 70-tych pod naciskiem paru komisji kongresowych, ostatecznie zamknięto projekt. Pod koniec realizacji MKULTRA, który oficjalnie nigdy nie istniał, właśnie rozwijały się dalsze fantastyczne możliwości, bo ulicą zaczęła rządzić amfetamina i jej pochodne. A to wiadomo, jak ustalili naukowcy, może powodować „niepohamowane napady wściekłej furii”.

Kto uważa, że z końcem lat 70-tych skończyły się eksperymenty z wpływaniem substancji chemicznych, głównie produktów wielkich korporacji farmaceutycznych na umysł i zachowanie człowieka jest naiwny. Wprost przeciwnie. Nawet amatorzy wzięli się za eksperymenty z psychodelikami. Widzieliśmy efekty tak zwanych „dopalaczy”. A legalne fabryki wyprodukowały coś takiego, jak „pigułkę gwałtu”.

***

Popatrzmy, czy temat kontroli umysłu w stopniu pozwalającym stworzyć nieświadomego mordercę ma miejsce w naszym kraju. Słynny „seryjny morderca”, podobnie jak bestialskie zabójstwo księdza Popiełuszki to ordynarne działanie służb specjalnych o wyraźnym rycie wschodniego okrucieństwa i sadyzmu.

Natomiast morderstwo Marka Rosiaka, w łódzkim biurze poselskim PiSu, przez samotnego człowieka, Ryszarda Cybę, nosi już znamiona prawdopodobnej manipulacji na umyśle mordercy. Ten człowiek po obezwładnieniu przez policję nie zachowywał się normalnie. Ciekawe co się z nim teraz dzieje.

No i dochodzimy do morderstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W mojej ocenie postaci haniebnej i zdeprawowanej, lecz mimo tego nie zasługującej na taką śmierć. Morderstwo publiczne na oczach tysięcy ludzi. Media i władza koncentrują się i przekierowują uwagę opinii publicznej na braki w zabezpieczeniu imprezy. To także ważne. Ale dlaczego nikt dogłębnie nie interesuje się osobą mordercy? Znamy tylko strzępy życiorysu i fragmenty więziennej „kariery” ostatnich momentów przed zbrodnią. Jaka była jego psychologiczna konstrukcja? Czy był schizofrenikiem paranoidalnym, gdzie głosy w jego mózgu mogły go popchnąć do zbrodni? Czy miał kompleksy, czy cierpiał na manię wielkości? A jakie motywy swojego czynu przedstawił biegłym? Co z tego wiemy? Nic. W imię czego spuszczono zasłonę milczenia?

Kim był , 27 latek, bandzior, który odsiadywał karę 5 i pół roku więzienia za rozboje z plastykową atrapę pistoleciku w ręku? Kim był, kiedy wieczorem 13 stycznia 2019 roku w dziecinnie łatwy sposób dostał się na estradę, gdzie właśnie świętowano , nazywany, o ironio, . I jeszcze raz, o ironio, imprezy organizowanej według mnie, przez największego manipulatora młodego pokolenia, Jerzego Owsiaka. A gdy dokonał zamachu na życie Adamowicza, to się radował i demonstrował to. Uniósł ręce, jak gwiazda rocka po wykonaniu utworu i cieszył się z sukcesu. Czy miał wtedy świadomość tego, co przed chwilą zrobił?

Możliwości są tylko dwie.

Stefan W. Był osobą chorą psychicznie. W schizofrenii paranoidalnej demony w głowie i odrealnienie świata mogą pchnąć człowieka do makabrycznych czynów. Tylko dlaczego nie zdiagnozowano tego w więzieniu? Przecież badania psychiatryczne są tam rutynowym postępowaniem. I dlaczego znalazł się na wolności? A może był on normalnym, zdrowym głupcem, pospolitym rzezimieszkiem, którego bez jego wiedzy sprytnie zaprogramowano, by zamordował konkretnego człowieka. I to kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy. Jak Jack Ruby w Dallas.

Jak powiedział dyrektor CIA Richard Helms – „… oddziaływać na ludzkie zachowanie, kiedy cel nie zdaje sobie z niczego sprawy”.

Prawdopodobnie już nigdy nie dowiemy się całej prawdy. Bo jeśli nawet morderca był normalnym człowiekiem, którego umysł i zachowanie kontrolowano, to obecnie na pewno jest człowiekiem chorym psychicznie. Do tego wystarczy jedna pigułka.

Gdybyśmy byli krajem na tyle praworządnym jak USA i konstytucja gwarantowałaby dziennikarzom śledczym dostęp do dokumentów, a opinia publiczna miałaby prawo wiedzieć co chce, to można by mieć jeszcze jakąś nadzieję. Lecz tutaj, gdzie z jakiś idiotycznych powodów ukrywa się pełne nazwisko mordercy, więc mamy Stefana W.; gdzie nie pokazuje się wizerunku przestępcy złapanego na akcie zbrodni, bo jakieś kretyńskie „prawa człowieka” często bardziej chroni złoczyńcę niż ofiarę, dowiemy się niewiele.

W taki sposób w naszym nieszczęsnym kraju, okradanym i gwałconym, tysiące przestępstw zamiata się pod dywan, a społeczeństwu odmawia się prawa do odczuwania sprawiedliwości. Partycypacji w karze.

Chyba nie ma wątpliwości, że na świecie eksperymentuje się intensywnie nad kontrolą umysłu tak, żeby osiągnąć pożądane poglądy, nastawienie i zachowanie. Prace są daleko zaawansowane. Dzisiaj Amerykanie obawiają się nowej substancji opioidalnej, która wytworzona w Chinach zaczyna odgrywać poważną rolę na rynku narkotyków. Czy to świadome działanie dywersyjne Chin wobec USA? A u nas wielu bogatych utracjuszy straciło grube pieniądze w nocnych lokalach go-go, gdzie dosypywano im do drinków silne substancje psychodeliczne, po których tracili kontrolę nad swoim postępowaniem. Ale to tylko brudny biznes.

Pytanie: czy potrafimy w kraju stworzyć zaprogramowanego mordercę? Wygląda na to, że tak. I chyba ważniejsze pytanie: kto coś takiego robi?

Warto też pomyśleć, kiedy nastąpi taki moment, gdy zacznie się truć rzesze obywateli masowo, w taki sposób, by zachowywały się tak, jak truciciele sobie tego życzą. Przyglądając się niektórym portalom społecznościowym odnoszę wrażenie, że tam już to się dzieje.

* – fuga dysocjacyjna – zaburzenie nerwicowe, polegające na ucieczce z dotychczasowej sytuacji, prawie zawsze nieprzyjemnej. Może objawiać się np. zmianą pracy zawodowej, albo daleką podróżą. Osoby w stanie fugi mają całkowitą amnezję wsteczną (sprawiają wrażenie nieświadomych własnej przeszłości), a po powrocie do „poprzedniej tożsamości” nie potrafią przypomnieć sobie okresu fugi .
[1] – Wszystkie cytaty i przytoczone fakty pochodzą z ksiązki Toma O’Neill’a i Dana Pieperbring „MANSON” ( Oryginalny tytuł „Chaos”) Wydawnictwo Akurat 2019
[2] – https://pl.wikipedia.org/wiki/MKUltra
[3] – https://en.wikipedia.org/wiki/Project_MKUltra

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 9.5/10 (wszystkich: 4)
Tajemnicze zamachy. Czy zabójcy byli pod "kontrolą"?, 9.5 out of 10 based on 4 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Janusz Kamiński

- publicysta. Z zawodu inżynier elektronik pracujący od 30 lat za granicą na morzu. Konserwatysta.

Wyświetlono 7 komentarzy
Napisano
  1. Panie Januszu, 7 gwiazdek !

    Najlepsze dwa ostatnie zdania.

    A poza tym to wszyscy ktorzy sie tematem interesuja wiedza, od dawna, czym jest MK ULTRA, a pan nam linki z wiki wkleja…a ci co nie wiedza i tak nie zrozumieja !

    Pan wie,ze gdzies dzwonia, ale jeszcze nie bardzo pan wie co dzwoni hehe.
    Albo pan wie, tylko z wiadomych wzgledow nie chce napisac.

    Wywaza Pan otwarte drzwi, kolejny raz, no ale rozumiem ze na emeryturze jest sporo czasu…

    Pozdrowienia, powodzenia w poszukiwaniach.

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: +1 (oddano 1 głos)
  2. janusz pisze:

    Był pan blisko. I gdyby nie był pan bezmyślnie złośliwy, to by pan rozumiał, że autor pisze tylko tyle ile sam chce, a nie dzieli się od razu cała swoją wiedzą.
    Co z tego, że napiszę o projektach CHAOS, czy COINTELPRO i cofnę się aż do 1947, jak tu nie ma nic do rzeczy.
    Coś pan usiłuje zgadywać i niepotrzebnie udaje wtajemniczonego mądralę. Nich pan zapamięta – zawsze jest ktoś, kto wie więcej od pana.

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: -2 (oddano 2 głosów)
  3. Janiczek pisze:

    Pan janusz na tajemnej scieżce… 😉

    Panie januszu w białych skarpetkach, to Pan na starość próbuje udawać mądralę, i faktycznie wyważa otwarte drzwi, kolejny raz haha.
    I ja uważam że od Pana to wielu więcej wie, to jest nieuniknione ! Jest Pan pośmiewiskiem swych czytelników, kompromitując się pochwałami pisu który jest tylko lożą udającą ratowanie kraju, rujnującą go pod pozorem rozliczenia komuny i kupującą wyborców.

    No ale teraz przynajmniej zabrał się Pan za ważny temat.

    Ale jaką niby „wiedzę” Pan posiada ?

    Faktyczna wiedza może być taka, że był to pierwszy polski zamach typu fałszywej flagi i rzekoma śmierć prezydenta gdańska to fikcja…już pewnie jest w usa, haha !
    To był telewizyjny spektakl, facet żyje, a ludzie zrobieni we ….

    Ja też, jak i pewnie powyższy niejaki Polakowski, domyślałem się wcześniej. Niejeden wie o tym od kilku miesięcy, halooo Panie januszu ?!?
    A Pan jest jak ktoś kto dobiega do mety w ostatniej dziesiątce i próbuje zwrócić na siebie uwagę.

    Dobrej nocy.

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: +1 (oddano 1 głos)
  4. janusz pisze:

    Również pozdrawiam

    Też byłem dzieckiem i wierzyłem w smoki i siedmiomilowe buty.

    Udanego trwania w dzieciństwie życzę.

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: -2 (oddano 2 głosów)
  5. Imię... pisze:

    „scenę zamordowania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Od początku do końca wszystko, co się wtedy wydarzyło, wydawało mi się dziwne i nieprawdziwe”

    To niech pan sie zdecyduje, panie marynarzu, czy to bylo morderstwo czy tylko sie panu wydawalo, ze bylo, a raczej bylo teatralne przedstawienie i ustawka w stylu falszywej flagi ?!?

    Bo pisze pan tak ze nic konkretnego z tego nie wynika.

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: 0 (oddano 0 głosów)
  6. janusz pisze:

    Panie, gdyby moja wiedza była bezdyskusyjnie konkretna i wiarygodna, to wszyscy, co trzeba dawno by siedzieli.
    Pan nigdy nie słyszał pojęć hipotezy i poszlaki?

    Dziecinny pan jakiś w tych swoich żądaniach.

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: 0 (oddano 0 głosów)

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika