To metody gangsterskie. "Takie państwo nikomu nie jest potrzebne" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 6.06.2016

To metody gangsterskie. „Takie państwo nikomu nie jest potrzebne”

„Państwo istnieje tylko teoretycznie” – to, trzeba przyznać, bardzo odważne stwierdzenie byłego Ministra Spraw Wewnętrznych, pana Sienkiewicza (nie mylić z pisarzem, laureatem literackiej nagrody Nobla), zapisało się w annałach poprzedniej ekipy rządzącej. Co prawda odwaga ministra byłaby większa, gdyby owo stwierdzenie zostało wypowiedziane w oficjalnej, publicznej wypowiedzi. Tymczasem nielegalnie nagrane i opublikowane jedynie wyrządziło panu ministrowi wielką krzywdę i teraz w jego obronie działać musi prokurator.

muzeum_kryminalistyki_69

Ale nie o tym chciałem pisać. Owo wiekopomne stwierdzenie stało się tylko przyczynkiem do pewnej refleksji. Ostatnio media podały, jak „pomysłowi” okazali się urzędnicy miejscy w Łodzi. Jakieś pięć lat po ogłoszeniu wielkiego zwycięstwa ówczesnego premiera Donalda Tuska w „walce z dopalaczami” okazało się, że w tym pięknym i znanym mieście ktoś odważył się otworzyć sklep, w którym można było kupić właśnie. Czy pod nazwą materiałów reklamowych, czy przedmiotów kolekcjonerskich, czy jakiejkolwiek innej – nie wiem i nie mam zamiaru dociekać.

Władze miasta, nie mogąc poradzić sobie w żaden inny sposób z, ich zdaniem, niepoprawnym handlarzem, wymyśliły! Rozebrały chodnik na ulicy przy feralnym sklepie, oznakowały teren jako objęty robotami z zakazem wstępu, po obu stronach ustawiły strażników miejskich i nakazały karać mandatami przechodniów za złamanie zakazu wstępu na teren objęty robotami.

Gdy dowiedziałem się o pomysłowości władz Łodzi, powiem szczerze – zadrżałem. Oto państwo, na które jakieś piętnaście milionów obywateli łoży co miesiąc gigantyczne podatki, które za te, zabrane obywatelom pieniądze, nie potrafi zapewnić skutecznej ochrony zdrowia, sprawnej armii, wysokiego poziomu kształcenia, ale wydawać pieniądze na co najmniej dziwne rzeczy (że wymienię tylko spot reklamowy na dziesięciolecie członkostwa Polski w Unii Europejskiej czy opłaty za tak zwane wyjazdowe posiedzenia rządu byłej pani premier, lekarki dziecięcej Ewy Kopacz) musi uciekać się do sztuczek „prawnych” by ewidentnego szkodnika społecznego przywołać do porządku.

Przecież nawet Państwo Podziemne potrafiło działać znacznie skuteczniej. To, co zrobiono w Łodzi godne jest ekipy „żuli spod budki z piwem”. Jeśli Państwa nie stać na sporządzenie sensownego zarzutu w stosunku do sprzedawcy dopalaczy, to pytam: na co to Państwo stać? Na nałożenie mandatu na babcię, która na Placu Defilad chce sprzedać dwie główki czosnku?

Takie Państwo doprawdy nikomu potrzebne nie jest! To wcale nie oznacza, że nie chcemy żyć w Polsce, w naszym Państwie. Ale to nasze Państwo nie może swego autorytetu rozmieniać na drobne, nie może, nie ma prawa stosować gangsterskich, rzekłbym nawet, mafijnych metod. Nawet w słusznej walce z dopalaczami. To właśnie Państwo, za nasze, obywateli pieniądze, wyposażone jest w środki i siły, by zwalczać patologie. Po to państwo ma policję, wojsko, różne służby, żeby mogło skutecznie, w świetle reflektorów, z „otwartą przyłbicą” ścigać i karać wszelkie patologie zagrażające społeczeństwu. Zgodnie z literą i duchem prawa. Zgodnie ze społeczną potrzebą. Bo Państwo ma społeczeństwu służyć.

W Łodzi, nie mogąc ukarać sprzedawcy dopalaczy, państwo ściga kupujących. Jaką ma do tego podstawę prawną? Tak naprawdę, żadnej. Ale co tam. W końcu inny „klasyk”, prawdopodobnie Andriej Wyszyński (prokurator) powiedział: „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Takie oto państwo mamy po dwudziestu pięciu latach przebudowy systemu? Zaiste, sukces osiągnęliśmy niewiarygodny. (Tak, w żadnym w miarę niezmanipulowanym społeczeństwie nikt nie uwierzy, że możliwe jest w cywilizowanym świecie to, co zdarzyło się w Łodzi)!

Zastanawiające jest jeszcze, co zrobią władze Łodzi, gdy właściciel nieruchomości zwróci się o odszkodowanie za odcięcie do niej dostępu, za prowadzenie robót niewłaściwie przygotowanych, za straty materialne. Nie daj Bóg, by na feralnym chodniku, nawet oznakowanym, ale odcinającym dojście do budynku, złamał nogę. Na wszystkie tego typu  żądania paragraf się znajdzie.

Tylko kto poniesie tego konsekwencje? W jakiejś części ten sam obywatel, który zostanie ukarany mandatem za wejście na teren zamknięty przez służby miejskie Łodzi. I ten, który, jak wspomniałem, na feralnym „placu budowy” złamie nogę. Bo nasze, tylko teoretycznie istniejące Państwo takie pułapki na niego przygotowało. I jest z siebie bardzo, bardzo dumne! Oj, dużo jeszcze trzeba w Rzeczpospolitej zmienić. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że cztery lata to okres zdecydowanie zbyt krótki.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>