Gdynia. "Wielokulturowości nie można tworzyć, ona rodzi się sama" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 21.07.2020

Gdynia. „Wielokulturowości nie można tworzyć, ona rodzi się sama”

od wielu lat się zmienia. Jak zachować charakter lekkiego morskiego miasta? O tym i nie tylko w rozmowie z Małgorzatą Sokołowską, autorką książek o Gdyni.

jest autorką książek o Gdyni. W swojej twórczości porusza głównie zagadnienia historii miasta i jego mieszkańców.

Wydaje się, że Gdynia powstaje według dobrego wzoru, skoro stworzymy w latach 20.  XX wieku plan rozwoju miasta do dziś jest konsekwentnie realizowany.

– Wzór był dobry, choć kilka razy zmieniany, bo tempo rozwoju przekraczało niekiedy najśmielsze wyobrażenia. Ale nie bardzo widzę kontynuację i konsekwencję. Plan zabudowy międzytorza jest z lat 90., jeśli się nie mylę.

Czy budowa nowej dzielnicy Gdyni realizowana na terenie międzytorza będzie inwestycją porównywaną do budowy portu z lat 20. XX wieku?

–  Skądże, nie ma żadnego porównania. Szybciej można porównać np. z budową na Grabówku zespołu szkół zawodowych oraz domów mieszkalnych dla urzędników i robotników. Budowa takiego portu w 13 lat nie da się z niczym porównać.

Wiadomo, że międzytorze to nie jest jedyna inwestycja, molo Rybackie, zabudowanie ulicy Władysława IV. Czy realizując te wielkie projekty uda się zachować „lekkość” Gdyni?

– Obawiam się, że nie, bo zbyt dużo do powiedzenia zdają się mieć deweloperzy i znikają zapowiadane przy okazji tych inwestycji takie projekty jak np. muzeum żeglarstwa na końcu mola Rybackiego. W miał być dostępny dla gdynian punkt widokowy – tak mówiono na początku. A potem co? Podobno wspólnota zaprotestowała…

Czy uważa Pani, że nowa dzielnica powinna zachować gdyński modernizm?

– Powinna być przede wszystkim ładnie i nowocześnie zaprojektowana, według najlepszych wzorów. Naśladować modernizm lat 30. to nie łatwa sprawa, może się oprzeć o kicz, a tego byśmy w naszej Gdyni nie chcieli.

Czyżby nowy rodzaj architektury, modernizm XXI wieku, oparty był o marzenie Żeromskiego o szklanych domach?

– Nie lubię Żeromskiego, dla mnie jego proza nie przeszła próby czasu. A jego szklane domy były wykorzystywane w czasach PRL jako krytyka przedwojennej Polski. Więc i jego marzenie nie jest dla mnie ważne.

Czy przypadkiem to marzenie nie przyćmi potrzeb rybaków, ludzi morza?

– To nie marzenie a raczej deweloperzy, którzy wiele miast usiłują zabetonować. Przecież nie w celach charytatywnych.

Przed Gdynią stoją ogromne wyzwania. Zabudowa Sea City i Międzytorza dwukrotnie powiększy śródmieście Gdyni. Czy jest to zagrożenie dla zachowania niezwykłej atmosfery 30. XX wieku?

– Śródmieście jest zapisane jako Pomnik Historii, więc jemu niewiele grozi. Szkoda tylko, że niemożliwe jest usunięcie z niego architektonicznych potworów, jakimi są bloki z wielkiej płyty przy ul. Mściwoja oraz Władysława IV róg 10 Lutego, postawione „za Gierka”.

Czy według Pani dwukrotne powiększenia śródmieścia Gdyni spowoduje, że Gdynia stanie się Nowym Jorkiem Europy?

– Nie lubię takich porównań. Po co mówić Szwajcaria Kaszubska, skoro nasza jest niepowtarzalna. Tak samo Gdynia – takie porównywanie świadczy raczej o kompleksach.

Z moich obserwacji wynika, że mieszkańcy Gdyni obawiają się o naturalne dobra, jakimi są miejsca związana z przyrodą i miejscami wypoczynku. Czy podziela Pani te obawy?

– Jak najbardziej.

W latach 1926-1939, społeczność żydowska w Gdyni była zauważalna. W Gdyni były to sklepy, kilka tytułów prasowych. Czy miasto powinno  przywracać wielokulturowość społeczność Gdyni?

– Tuż przed wybuchem wojny społeczność żydowska liczyła około 3 tys. osób (a cała Gdynia miała blisko 120 tys. mieszkańców). Wiele z nich przeprowadziło się pod koniec lat 30. z Gdańska – gdy tam nie dało się żyć i pracować. Było kilka większych przedsiębiorstw, trochę sklepów. Gdynia była jednym wielkim konglomeratem. Ale wielokulturowości nie można tworzyć, ona rodzi się, lub nie, sama.

Zastanawiam się, czy np. , twórca trylogii: „Dżoker”, „Domino”, „Dakota” powinien uzyskać tytuł honorowego obywatela Gdyni?

– Chciałby Pan ustawić w jednym rzędzie autora sensacyjnych powieści z Eugeniuszem Kwiatkowskim czy Ernestem Bryllem? To jest tytuł absolutnie wyjątkowy

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 1)
Gdynia. "Wielokulturowości nie można tworzyć, ona rodzi się sama", 10.0 out of 10 based on 1 rating

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Bronisław Waśniewski–Ciechorski

- dziennikarz śledczy Gazety Bałtyckiej, kierownik redakcji ds. rozwoju. Specjalizuje się w tematyce społeczno-prawnej. Archiwista II stopnia (kursy archiwalne w Archiwum Państwowym w Gdańsku), Członek stały Stowarzyszenia Archiwistów Polskich (prawo do prowadzenia badań historycznych), miłośnik Gdyni, członek Towarzystwa Miłośników Gdyni. Hobby – prawo. Jest członkiem Związku Harcerstwa Polskiego.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika