Opublikowano: 15.04.2013

Bregma: „Grać, grać i jeszcze raz grać – w końcu po to jesteśmy”

Trójmiejska scena rośnie w siłę, już nie tylko za sprawą ekstremalnych brzmień przesyconych tłustym mięsiwem, ale również poprzez coraz głośniejszą egzystencję szeroko pojętego rocka.

Bregma: "Grać, grać i jeszcze raz grać – w końcu po to jesteśmy"

Muzyków z „Bregmy” miałem przyjemność poznać kilka lat temu na jednym z przeglądów, gdzie zaintrygowali mnie swą szczerością i solidnością bijącą ze sceny. Progres jaki poczynili od tamtej pory jest ogromny, a ich ostatni koncert w „Mechaniku” jest na to najlepszym dowodem. Wysoki poziom kwestii brzmieniowych i aranżacyjnych przeplatał się ze sporą dawką charyzmy, którą tamtego wieczoru zaserwowali nam główni bohaterowie.

Zgodnie z północnymi tradycjami, kiedyś nadchodzi czas wypłynięcia na szerokie wody, czy debiutancka EPK’a „Bregmy” jest przepustką na salony? Moje wątpliwości postarają się rozwiać – wokalista i autor tekstów – oraz kompozytor i gitarzysta – .

Mateusz Marciniak: Dlaczego dopiero po tak długim czasie waszej działalności zdecydowaliście się upamiętnić twórczość na oficjalnym nośniku?

Michał Godlewski: Początki Bregmy to rok 2007, kiedy Pablo i Jacobs montowali skład po odejściu z Chassis. Mariego znaleźli dość szybko, zanim trafili na mnie minęły dwa lata. Tak więc można powiedzieć, że prężnie w aktualnym składzie zaczęliśmy działać pod koniec 2009 roku. Cały rok 2010 to czas poszukiwania ostatecznej formy, docieranie stylistyki, wspólne zgranie oraz intensywna praca nad materiałem. Na początku 2011 zarejestrowaliśmy demo i rozpoczęliśmy koncertować jeżdżąc po całej Polsce. Na wydanie czegoś oficjalnego mieliśmy chrapkę od samego początku, jednak aby miało to ręce i nogi musieliśmy znaleźć odpowiednich ludzi oraz kasę na wyprodukowanie „kulturalnie” brzmiącego materiału. W obu obszarach trochę czasu to zajęło (śmiech). Później przyszła pora na inne poza muzyczne kwestie… okładki, tłocznie i inne takie… sporo sił i sporo serca w to włożyliśmy, na każdym kroku podchodząc do tego naszego pierwszego wydawnictwa mega perfekcjonistycznie, czasem chyba nawet za bardzo… no i tak to nam odrobinę zeszło.

Paweł Jelionek: Dla niektórych może się to wydawać długim okresem. Ale mówiąc szczerze za wszystkim stoi kasa. Nie chcieliśmy tworzyć czegoś na rympał wykorzystując półśrodki czy też zrobić kolejnej demówki. Od początku założenie było takie, że materiał ma miażdżyć brzmieniem i mam nadzieję że ten cel osiągnęliśmy.

Jak przebiegała praca nad tym projektem?

Paweł Jelionek: Trwała dłuuugo a to z uwagi na napięty grafik realizatora Piotra Łukaszewskiego, u którego wyszedł świetny miks. Następnie faza masteringu… tutaj nie znaleźliśmy złotego środka z Anclem Kahney’em, który fajnie ukręcił ostatnią płytę Chassis. Zaczęliśmy szukać w Polsce i trafiliśmy na Tomka Zalewskiego, z którym współpraca od samego początku bardzo dobrze się układała.

Czy odbieracie to w kategoriach Waszego największego dotychczasowego sukcesu?

MG: Osobiście za największy sukces uznaję każdą sytuację, w której odbiorca naszej muzy, potrafi po zagranym koncercie lub odsłuchaniu kawałka powiedzieć kilka miłych słów… że świetnie się bawił, że muza super, że warto było przyjechać na nasz koncert np. ponad 100 km (i tacy się zdarzają, za co wielki szacun!). Granie muzyki to dla mnie hobby, które sprawia mi wielką przyjemność, a jeśli są ludzie, którym się to podoba to… jest to dla mnie największy sukces. No a „” to również dla nas coś miłego… to takie nasze długo wyczekiwane dziecko nad którym sporo się napracowaliśmy i jesteśmy z niego baaardzo dumni.

Niebawem pojawi się Wasz debiutancki – oficjalny teledysk do utworu pt.: Zrozumieć mnie chciej. Możecie coś o nim powiedzieć?

Paweł Jelionek: Zdjęcia do klipu trwały dwa dni. Zebraliśmy rewelacyjną ekipę, która dała radę nawet w sytuacjach ekstremalnych. Klip realizowała nam 4ma TV a główną rolę zagrał Tomek Ciachorowski. Sami też odegraliśmy małe rólki ale nie będę za wiele zdradzał. Efekt poznacie niebawem.

Mnóstwo osób, porównuje Was do „”, utożsamiacie się z tym?

MG: Często słyszę – „…ten Loczek to do Lipy podobny…” (śmiech) Dla mnie to z jednej strony swego rodzaju słowa uznania, bo to wg mnie jeden z najlepszych wokalistów rockowych w tym kraju i nie tylko… więc jeśli ktoś mnie porównuje do takiego gościa, to dla mnie swego rodzaju komplement… Z drugiej strony, czasami to męczące, bo naszą muzykę tworzymy samodzielnie, nigdy nie próbując zabrzmieć jak coś, co już jest i się podoba… więc jeśli słyszę na koncercie pytanie zagracie „Nóż” Illusion to… czasami nóż się w kieszeni otwiera (śmiech) zwłaszcza, że Illusion to zespół, który aktualnie wznowił koncertowanie, więc nie widzę powodów, aby coverować coś, co można obejrzeć live w zawodowym, oryginalnym wykonaniu… a, że zagraliśmy kiedyś „Tribute to Illusion”, to fakt – był to bardzo fajny event, świetna atmosfera, ale w tamtym momencie Illusion nie istniało. Czy się z tym utożsamiamy…? nie postrzegam tego kompletnie w takich kategoriach, to , Illusion to Illusion, a to i niech tak zostanie…

„Bregma” to banda indywidualnych perfekcjonistów, czy oderwany od rzeczywistości muzyczny monolit?

MG: Bregma to z pewnością magiczny monolit stworzony przez indywidualnych perfekcjonistów (śmiech). Każdy z nas to inny, mocny charakter, ale tak się jakoś dobraliśmy, że jako grupa tworzymy mega spójną ekipę… i nawet jeśli czasami w jakiś kwestiach się nie zgadzamy (w końcu jesteśmy indywidualistami), to bardzo sprawnie potrafimy sprowadzić te różnice do wspólnego mianownika wyciskając jeszcze więcej… A muzycznie to wielki skarb pozwalający na dorzucanie przez każdego z nas do naszej muzy unikalnego kawałka siebie.

Paweł Jelionek: Dążenie do perfekcji jest bardzo istotne. Nie gramy łatwych rzeczy, często wzbogacamy aranż o skomplikowane rozwiązania. To wymaga ćwiczeń i pracy nad warsztatem każdego z instrumentalistów. Takie podejście stwarza pełen luz i możliwość swobodnego żonglowania stylami – co często nam się zdarza podczas pracy nad utworami.

Jakie są Wasze kolejne muzyczne cele?

MG: Grać, grać i jeszcze raz grać – w końcu po to jesteśmy. W tym roku chcielibyśmy rozpowszechnić nasz materiał z EP’ki, aby dotarł do jak największej liczby słuchaczy, no i zagrać parę dobrych koncertów. W najbliższej przyszłości chcielibyśmy również zarejestrować resztę materiału i wydać go w formie płyty długogrającej, ale to już niestety uzależnione jest od wielu czynników, na które nie do końca zawsze możemy mieć wpływ… stawiam, że to bardziej 2014 rok.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 9.1/10 (wszystkich: 10)
Bregma: "Grać, grać i jeszcze raz grać - w końcu po to jesteśmy" , 9.1 out of 10 based on 10 ratings
Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Mateusz Marciniak

- student prawa Uniwersytetu Gdańskiego; felietonista, autor tekstów publicystycznych o tematyce muzycznej, sportowej i kulturowej.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>