Aleksander Lewandowski: „Nie można być innym jako polityk, a innym jako osoba prywatna”
Kampania samorządowa 2014. Rozmowa z Aleksandrem Lewandowskim, kandydatem ma prezydenta Wejherowa.
W ostatnim czasie stałeś się dość rozpoznawaną osobą w naszym powicie. Kandydujesz na Prezydenta Wejherowa, do Rady Powiatu, dużo Ciebie w mediach i nie tylko. Czy te działania to tylko kampania wyborcza?
Aleksander Lewandowski: Oczywiście, że moja wzmożona bytność w mediach ma związek z kampanią wyborczą, jednak ten moment, w którym się dziś znalazłem jest wynikiem pracy przez ostatnie kilka lat. Z politykiem, tym lokalnym również, jest jak ze sportowcem, którego czas i intensywność treningów determinowany jest startem np. w olimpiadzie. Dla polityka czas wyborów to właśnie taki czas igrzysk, będący kulminacją długiej i ciężkiej pracy. Zatem oczywiście moja bieżąca popularność wynika z kampanii wyborczej, ale jej fundamentem jest praca u podstaw przez przynajmniej ostatnie 4 lata.
Twój program zrównoważonego rozwoju Wejherowa we wszystkich jego podstawowych dziedzinach życia jest interesujący. Myślisz o młodzieży, o niepełnosprawnych także o osobach starszych. Jednak czy jest on możliwy do realizacji?
Aleksander Lewandowski: Jest to program jak najbardziej realny. Nie obiecuję rzeczy niemożliwych. Wiele z proponowanych przeze mnie rozwiązań to pomysły, których realizacja nie wymaga sporych nakładów finansowych, a jedynie zmiany podejścia i nowej organizacji miejskiej „czasoprzestrzeni”. A realność wyborczych obietnic jest możliwa wówczas, gdy za kandydatem stoją wyborcy, współpracownicy i przyjaciele, dla których program wyborczy kandydata jest także ich własnym programem. Ja mam to szczęście, że mam wokół siebie takich ludzi.
Jakim jesteś politykiem, już trochę wiemy – masz dość dosadny i cięty sposób wypowiedzi, nie boisz się trudnych tematów, podejmujesz wyzwania, jesteś bezkompromisowy. A jaki jesteś prywatnie, gdy polityka cię nie zajmuje.
Aleksander Lewandowski: Moi przyjaciele mówią z przekąsem, że polityka zajmuje mnie zawsze… nawet gdy śpię (śmiech). Może rzeczywiście ostatnio w związku z kampanią tak jest, ale poza czasem gorączki wyborczej lubię bardzo zwyczajne rzeczy… spacer, dobrą książkę lub kino. Ale przede wszystkim cenny jest dla mnie czas spędzany z przyjaciółmi, taki czas po prostu… W życiu prywatnym jednak podobnie jak w polityce podejmuję wyzwania, jestem bezkompromisowy i dość zasadniczy. Uważam, że takie cechy po prostu się ma lub nie i nie można być innym jako polityk, a innym jako osoba prywatna. Albo jesteś prawdziwy zawsze, albo nosisz maski i otaczasz się fałszem.
Zabrzmiało poważnie… zwłaszcza u dość młodej osoby. A nie boisz się, że taka zasadnicza postawa w tak młodym wieku nie będzie się spotykać z powszechną akceptacją?
Aleksander Lewandowski: Nie chodzi o to, aby cieszyć się akceptacją wszystkich. Bo każdemu jest potrzebna konstruktywna krytyka, a nawet i taka „niemerytoryczna” opozycja. Chodzi o to, aby być sobą, być człowiekiem, z którym identyfikuje się ktoś, kto myśli podobnie. Wydaje mi się , że przede wszystkim trzeba mieć własne zasady i nie zmieniać ich w zależności od kontekstu i okoliczności. Cieszę się, że w swoim życiu spotkałem ludzi, którzy ukształtowali mnie właśnie w ten sposób. A wiek tak naprawdę nie ma znaczenia wówczas, gdy masz coś do powiedzenia, jesteś wyrazisty i potrafisz przekonać do swoich pomysłów innych.
Taka zasadnicza postawa życiowa musi wynikać z twoich korzeni, skąd zatem jesteś?
Aleksander Lewandowski: Jestem rodowitym wejherowianinem, a moja rodzina ma silne kaszubskie korzenie. Chociaż ja sam nie posługuję się językiem kaszubskim, identyfikuję się z tym regionem, z dumą mówię, że czuję się Kaszubem. To chyba stąd wypływa moja siła. Z tego, że mam poczucie tożsamości kulturowej i przynależności do konkretnej grupy społecznej.
Jesteś aktywny nie tylko w mieście i powiecie, gdzie można spotkać cię działającego w stowarzyszenia i fundacjach… można spotkać się w Gdańsku, Warszawie, ostatnio też w Brukseli i innych miastach europejskich… zdradzisz coś więcej?
Aleksander Lewandowski: To żadna tajemnica – nie pracuję w tajnych służbach (śmiech). W Gdańsku zasiadam w Radzie oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia z ramienia organizacji pozarządowych. W Warszawie – zdarza mi się w doradzać jako ekspert w podkomisjach sejmowej komisji spraw wewnętrznych, a Europa – jestem członkiem zarządu jednej z platform programowych dotyczących praw człowieka, działających przy Parlamencie Europejskim. Dlatego też dość często zdarzają się wyjazdy zagraniczne.
To spore osiągnięcia jak na osobę, której konkurenci wypominają wiek i brak doświadczenia, a jednak mimo to najczęściej widać ciebie w Wejherowie… czemu ?
Aleksander Lewandowski: Dlatego, że zawsze ceniłem sobie kontakt bezpośredni z drugim człowiekiem, dlatego, że dla mnie człowiek zawsze był i jest najważniejszy. Świadomie zrezygnowałem z samochodu na rzecz komunikacji miejskiej i spacerów po Wejherowie, by mieć możliwość spotkania drugiego człowieka i rozmowy nim.
Na koniec pytanie: kogo określiłbyś mianem najbardziej zasłużonego dla Wejherowa?
Aleksander Lewandowski: Na pewno nie naszych lokalnych polityków. Mamy w naszym mieście wiele wspaniałych osób, które codziennie swoją pracą sprawiają, że nasze miasto staje się piękniejsze i lepsze. Ludzi, którzy codzienną mrówczą pracą sprawiają, że dla innych pojawia się światełko w tunelu.
Proszę o konkretne nazwisko.
Aleksander Lewandowski: Ciężko wskazać jedną osobę, ale jeśli ma to być tylko jedna osoba, to pani Zofia Kusterska i jej Stowarzyszenie Przyjaciół Rodziny w Wejherowie, która od 20 lat wyciąga rękę do najbardziej potrzebujących dzieci, bardzo często z rodzin patologicznych, dzieci z dysfunkcjami, dla których nikt nie ma czasu. Przez 18 lat robiła to bez ani jednej pewnej złotówki z budżetu, mimo to dawała tym dzieciom szanse na edukację i rozwój zapewniając wyprawkę, codzienny ciepły posiłek, pomoc korepetytorów, psychologa czy terapeuty. W czasie mojej ostatniej wizyty widziałem, że pierwsi podopieczni dziś działają razem z Zosią jako wolontariusze – to naprawdę wspaniały widok.