Bogdan Zdrojewski: Demokracja w Polsce istnieje, choć w coraz bardziej ułomnej postaci | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 17.05.2018

Bogdan Zdrojewski: Demokracja w Polsce istnieje, choć w coraz bardziej ułomnej postaci

„Brak przepustki dla Janiny Ochojskiej czy też bohaterki powstania warszawskiego to dowód buty, arogancji i braku empatii obecnych władz”. Bogdan Zdrojewski, Kultury i Dziedzictwa Narodowego w latach 2007- 2014, w specjalnym wywiadzie dla Gazety Bałtyckiej.

fot. Piotr Fiuk

Jak Pan ocenia sytuację osób niepełnosprawnych w Polsce, na tle innych Państw Unii Europejskiej?

Wciąż jesteśmy w pogoni za szeroką elitą. Na tle sytuacji osób niepełnosprawnych np. w Niemczech wypadamy bardzo słabo, choć porównując nasz kraj np. z Rumunią – zdecydowanie lepiej. Trudno jednak konfrontować sytuację osób o ograniczonej sprawności w państwach UE, ponieważ obowiązujące modele pomocy często są złożone (pomoc finansowa, opieka medyczna, dostępność i jakość rehabilitacji, etc.) i – w efekcie – trudno porównywalne.

Czy inne Państwa Unii mają inne rodzaje wsparcia dla osób niepełnosprawnych ?

Państwa UE są zobowiązane do respektowania rozmaitych konwencji, regulacji prawnych, złożonych deklaracji, a także zaleceń czy też dyrektyw ustanowionych przez europejskie instytucje. Jest ich sporo, choć czas od powstawania większości to zaledwie 25-40 ostatnich lat. Pierwsze rezolucje pochodzą z 1974 roku. Te najistotniejsze powstały jednak na przełomie XX/XXI wieku. Możemy zaobserwować w nich sporo wspólnych mianowników. Największe różnice są widoczne jednak nie w definiowaniu zadań, obowiązków, lecz w samej praktyce. Sporą rozpiętość widać również, gdy popatrzymy na konkretne formy pomocy, czy też pokonywanie rozmaitych barier dla niepełnosprawnych. W dostępie do edukacji uczyniono np. już wielki krok, niemalże w wszystkich państwach UE. Ale już w dostępności do rehabilitacji, różnice nadal są ogromne. Podobnie, jak z postulowaną mobilnością.

Przypomnę też, że najbardziej aktualna, europejska strategia dla osób niepełnosprawnych na lata 2010-2020 stanowi kompleksowe, wieloletnie ramy dla wdrażania Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawach osób niepełnosprawnych. W mojej opinii, projekt ram już nowej strategii na okres po 2020 r. musi bazować na pogłębionych konsultacjach z zainteresowanymi stronami i na stałym dialogu z organizacjami osób niepełnosprawnych (w duchu art. 4 ust. 3 Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych). Do tej pory różnie z tym bywało.

Jak według Pana państwo powinno wspierać osoby niepełnosprawne?

Adekwatnie do potrzeb, ale przede wszystkim dbając o dostępność usług medycznych. Trzeba pamiętać, że niepełnosprawność ma rozmaite oblicza. Dotyczy dzieci i osób starszych, często samotnych. Także tych, którzy mogą być z niepełnosprawności wyciągnięci, jak i tych, którzy w tym stanie niestety pozostaną. Również rozpiętość możliwości finansowych rodzin jest ważną kwestią i musi być uwzględniana. Najważniejszy jednak pozostaje obowiązek państwa, w tym samorządów, dla niepozostawiania niepełnosprawnych bez zainteresowania, opieki, czy wiedzy o formach pomocy.

Czy uważa Pan, że postulat osób protestujących w Sejmie o comiesięczny dodatek do renty socjalnej wysokości 500 zł jest słuszny?

Tak. Zwłaszcza dziś, w okresie koniunktury gospodarczej, ten gest nie powinien natrafiać na jakikolwiek opór. Trzeba też pamiętać, że opieka w rodzinie jest przeważnie najefektywniejsza i najtańsza.

Czy Pan jako europoseł wyobraża sobie życie za kwotę renty socjalnej tj. 865,03 zł netto?

Nie. Dlatego tym bardziej przychylam się do postulatów osób protestujących.

Jak by Pan przeżył za 865.03 zł ?

Postulat uzyskania 500 zł, jako dodatku do renty socjalnej, nie oznacza konieczności funkcjonowania rodziny w oparciu jedynie o ten dochód. Możliwe są także inne formy wspierania rodzin, a zwłaszcza osób niepełnosprawnych. Materialne i niematerialne. Nie da się też w prosty sposób określić optymalnej skali pomocy finansowej, gdyż także potrzeby są zróżnicowane. Ważne, by minimum było dobrze zdefiniowane.

Jak Pan myśli, dlaczego politycy obozu rządzącego, kompromitują się w podejściu do osób niepełnosprawnych?

Kompletnie tego nie rozumiem. Nie do zaakceptowania jest zwłaszcza kompletna izolacja protestujących ze światem zewnętrznym. Brak przepustki dla Janiny Ochojskiej czy też bohaterki powstania warszawskiego to dowód buty, arogancji i braku empatii obecnych władz.

Jak Pan myśli, czy wypowiedzi w stylu posła Żalka o osobach niepełnosprawnych powinny być akceptowane w przestrzeni publicznej ?

Tego typu wypowiedzi powinny być źródłem eliminacji z życia publicznego, zwłaszcza jeśli mamy z tym do czynienia na tak wysokim szczeblu aktywności. Politycy pozbawieni empatii to jednak nie tylko nasz problem. Niestety sami wyborcy często mając wiedzę o takich predyspozycjach, niejednokrotnie akceptują polityków o skrajnie egoistycznych nastawieniach.

Jaki skutek będzie mieć protest osób niepełnosprawnych w Sejmie?

Ufam, że dwa. Po pierwsze – uzyskanie jednak poprawy sytuacji osób niepełnosprawnych, a po drugie – zwiększenie wrażliwości na warunki życia osób niepełnosprawnych przez samych polityków obecnej ekipy rządzącej.

Czy uważa Pan, że protest w Sejmie będzie mieć głębszy skutek społeczny?

Niestety nie. Tempo życia politycznego jest tak wysokie i tak mocno nastawione na „tu i teraz”, że – niestety – długa perspektywa, przekraczająca odpowiedzialność czasu jednej kadencji , wciąż jest nam obca.

Jak Pan dziś ocenia stan demokracji w Polsce ?

Wszyscy wiemy, że źle się dzieje. Niemniej jednak chciałbym odrzucić skrajne oceny. Wśród nich przede wszystkim ocenę PiS, że wszystko jest ok. Ale także, że Polska nie jest już państwem demokratycznym. Niestety, dokonane zmiany w TK, KRS, w odniesieniu do całego wymiaru sprawiedliwości, instytucji takich jak publiczne media, a także PKW czyni nasze państwo odchodzącym od najważniejszych standardów państw demokratycznych.

Czy w Polsce jest jeszcze demokracja ?

Tak, choć w coraz bardziej ułomnej postaci.

Jaka jest Pana definicja demokracji?

Dość prosta, zwłaszcza jeśli odnoszę ją wyłącznie do systemu i formy sprawowania władzy. To przede wszystkim szacunek do sposobów stanowienia prawa (gwarancja jakości), a przede wszystkim szanowanie Konstytucji, ustanowionej wolą narodu. Dziś stanowienie prawa budzi poważne wątpliwości, a brak szacunku wobec konstytucji – nawet organów, które zostały zobowiązane do jej ochrony, wystawia nam niestety fatalne świadectwo.

Jaki Państwo powinno mieć na kulturę?

Skromny – jeśli chodzi o bezpośrednie zarządzanie, ogromny – jeśli myślimy o formach mecenatu. Na państwie spoczywa odpowiedzialność za wspieranie działań budowania infrastruktury kulturalnej, kształcenie samych artystów i edukację publiczności, zwłaszcza najmłodszej. Obowiązkiem państwa jest także stanowienie prawa, usuwającego rozmaite bariery w uczestnictwie w kulturze. Nie bez znaczenia jest także dbałość o całe dziedzictwo, bez względu na to, w czyich rękach spoczywa formalna za nie odpowiedzialność (służby konserwatorskie). Szczególną rolą państwa jest także ułatwianie działalności artystycznej samym artystom, jak również zapewnianie obywatelom dostępu do kultury. Postulat ten nabiera szczególnego znaczenia właśnie w kontekście dostępności dla osób niepełnosprawnych.

Jak Pan ocenie obecny rząd w kwestiach kultury?

Staram się nie negować intencji, niestety nie mogę pozytywnie ocenić skutków podjętych działań. Podam kilka przykładów. Po pierwsze, w dziedzinie kultury państwo chce być dziś omnipotentne i mocno scentralizowane. Przejmowanie kolejnych instytucji we władanie to wielki błąd i mocne votum nieufności wobec samorządu. Ale też potencjalne źródło inflacji tego, co „narodowe”. Wiem, że instytucje otrzymujące dodatkowe wsparcie są wdzięczne, ale niestety to forma politycznego uzależnienia.   Po drugie, nie do przyjęcia jest aktywność promocyjna Polskiej Fundacji Narodowej (to raczej źródło wielkiego wstydu). Mam wrażenie, że działalność PFN to betonowanie naszych narodowych kompleksów. Po trzecie, polityka grantowa, w której najbardziej bolesne jest niezwykle późne rozstrzyganie wniosków. Po czwarte, zapominanie o inwestycjach w przyszłość, a skierowanie najważniejszej aktywności (a także środków) na przeszłość. Ta, dość powszechnie postulowana równowaga, została tu bardzo mocno zakłócona. Po piąte, zamknięcie dialogu ze środowiskami artystycznymi. Pominę politykę preferowania kiepskich, mało wartościowych, anachronicznych projektów, gdyż każdy może powiedzieć, że to kwestia gustu.

Czy jest zagrożenie dla wolności twórczej w Polsce?

Nie, ale w znacznym stopniu wielu twórcom mocno ograniczono lub skomplikowano warunki pracy. Odpowiedziałem „nie”, bo jestem też przekonany o sile, determinacji i umiejętności obrony swoich praw przez samych twórców. Poradzili sobie w stanie wojennym, poradzą sobie tym bardziej teraz. Szkoda tylko kosztów.

Jaki działań obecnego rządu na środowisko kultury jest najbardziej szkodliwy?

Przede wszystkim marnuje się najlepszy okres koniunktury finansowej, by zbudować sprawniejsze mechanizmy mecenatu państwa. Poza tym, obudowując resort wieloma bardzo kosztownymi, nowymi instytucjami, przedsięwzięciami i zobowiązaniami, czyni się z niego ogromny, ociężały pancernik. I to z dostępem jedynie do morza bałtyckiego, niezwykle kosztowny w utrzymaniu, mało zwrotny, a przede wszystkim niezdolny do wykonania najważniejszych zadań, będących w jego odpowiedzialności. Pominę skutki aktywności poza granicami państwa, bo tutaj, w jakimś sensie, zamiast biało-czerwonej, mamy kapitulację i flagę białą – największą, jaką widziałem w obszarze kultury w Europie.

Czy podziela Pan pogląd, że w TVP dzieje się bardzo źle?

Tak. Dziś TVP to w 100 % organ służący wyłącznie partii rządzącej. Dodam, że – według mnie – nie działa też w interesie rządu, bo ten powinien być jednak w pewnym dystansie do interesów partii. Ważne też, że obszar kultury został także potraktowany niezwykle instrumentalnie, na czym cierpią wszyscy.

Jak Pan ocenie obecne władze TVP ?

Dominuje cynizm, instrumentalizm, polityczny egoizm.

Czy o TVP można powiedzieć, że jest to telewizje rządowa ?

Nie. Rządy się zmieniają. Służenie rządowi to konieczność posługiwania się dłuższą perspektywą. Inny rodzaj odpowiedzialności to także dbanie o przekazy z wysokimi wartościami, choć dla łatwiejszego odbioru, w mocnym rozproszeniu. Dziś TVP to organ wyłącznie propagandowy, z – niestety – silnymi przekazami, często niemającymi nic wspólnego z rzeczywistością.

Czy według Pana, brak Trybunału Konstytucyjnego, a tym samym brak Konstytucji będzie mieć na budżetowe UE w nowej perspektywie?

Konstytucji nie stracimy, choć organy państwa mają ją w głębokim poważaniu. Natomiast dewastacja Trybunału Konstytucyjnego, brak respektowania orzeczeń takich instytucji, jak np. Trybunał Sprawiedliwości czy np. opinii Komisji Weneckiej kładzie się niestety wielkim cieniem na naszej wiarygodności. A to już może mieć konkretną wartość, bo tracimy także kluczowych sojuszników.

Jak Pan myśli, czy panuje nad swoją partią?

Nad partią jeszcze tak. Nad rządem natomiast tylko w tych obszarach, które uznaje za istotne.

Jakie są Pana przewidywania do sytuacji politycznej w Polsce?

Póki mamy światową koniunkturę gospodarczą, będziemy sobie jakoś radzić, choć spadek inwestycji o około 50% już będzie źródłem pewnych perturbacji. Także obniżenie wieku emerytalnego skazuje nas w pewnej perspektywie na niezwykle trudny czas. Warunki bytowe są o tyle istotne, że to one są w wielkim stopniu weryfikatorem aktywności ekip politycznych. Poza tym, powoli pojawia się poczucie wstydu. Pazerność ekipy rządzącej, a także błędy w polityce zagranicznej i promocyjnej powrócą do nas w postaci odczuwalnej deprecjacji. Młodzi ludzie już są na tym etapie refleksji. Niemniej jednak, sporo zależy od jakości i wiarygodności przekazów opozycji, a z tym wciąż jest tak sobie.

Jakie są Pana wyobrażenia Polski po rządach PiS ?

Przede wszystkim mam nadzieję na szybki finał tego okresu. W innym wypadku, z jego kosztów nie wygrzebiemy się przez co najmniej dekadę.

Czy będzie w Polsce taka siła polityczna, że będzie w stanie rozliczyć obecny obóz rządzący z deliktów Konstytucyjnych, czy raczej rozejdzie się po kościach?

„Po kościach” – jak to Pan powiedział, nie może się rozejść, bo jednak mamy dziś do czynienia z łamaniem Konstytucji. Brak reakcji na to może odbić się na wiele lat na naszej wewnętrznej i zewnętrznej wiarygodności. Natomiast nie wyobrażam sobie także realizacji scenariusza zemsty. Mądrość w rozliczeniach win nie będzie łatwa, ale decydująca o stabilności kolejnej perspektywy.

Czy Prezydent RP Andrzej Duda trafi przed Trybunał Stanu?

Nie wiem.

Czy wierzy Pan w to, że demokracja wygra?

Tak. Ale nie bez perturbacji.

Na koniec mam prośbę – proszę opisać jak wygląda jeden dzień Posła do Europarlamentu.

Praca europosła w znacznym stopniu jest mocno uregulowana. Cztery dni w miesiącu spędzamy na sesji w Strasburgu, a tam każdy dzień jest niezwykle precyzyjnie zaplanowany. Wiemy już np. dziś, kiedy będziemy głosować w lutym przyszłego roku. Dwa tygodnie spędzane w Brukseli wypełniają posiedzenia komisji, grup politycznych, grup roboczych, delegacji i rozmaitych negocjacji. Szkielet harmonogramu pracy jest wtedy także dość dobrze znany, ale reszta to przeważnie efekt skali rozmaitych wojenek o określone kształty sprawozdań. Dzień przeważnie zaczyna się ok. godz. 8.30, a kończy ok. 20.30 w Brukseli, i ok. 23.00 w Strasburgu. Dziewięć tygodni w roku, określanych jako „turkusowe”, to czas przeznaczony na pracę we własnym okręgu wyborczym, a często wypełniają go misje i delegacje. W moim przypadku są to np. wizyty na Białorusi (jestem przewodniczącym Delegacji PE ds. właśnie Białorusi), posiedzenia Zgromadzenia Parlamentarnego NATO czy też wyjazdowe posiedzenia mojego klubu Europejskiej Partii Ludowej.

Czy jest to ciężka praca, czy też jest to przyjemne ?

Dzięki wcześniejszym funkcjom, które pełniłem (przez 11 lat byłem prezydentem Wrocławia, potem szefem klubu w polskim parlamencie, przewodniczącym komisji, posłem, senatorem i – przez siedem lat – ministrem kultury), mogę mieć porównanie. Praca w PE może być sporym wyzwaniem, ale też miejscem mało absorbującej wegetacji. Przy tym, jest najlepiej płatna. Wiele zależy od własnej determinacji, pełnionych funkcji, wyboru komisji, ale także posiadanych doświadczeń. Najciężej pracowałem będąc prezydentem miasta. Najbardziej obciążająca była praca w resorcie kultury, najmniej satysfakcjonująca – czysto partyjna (są tacy, którzy to lubią). Praca w Brukseli to spory prestiż, dość uregulowany harmonogram, ale zdecydowanie najtrudniej tu o satysfakcje czy docenienie czynionych wysiłków.

Ile godzin Pan poświęca pracy europosła?

W Strasburgu pracuję około 10 godzin dziennie (z czasem dojazdów), w Brukseli od min. 5-6 do 12 godzin. Soboty przeznaczam przeważnie na w moim lokalnym, wrocławskim biurze poselskim.

Zaletą pracy w Parlamencie Europejskim, w porównaniu np. z pracą w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jest przewidywalność urlopu (sierpień) i wolne, niemalże wszystkie, niedziele. Wadą – spora odległość od domu i rodziny.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję i – korzystając z okazji – serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników Gazety Bałtyckiej.

Autor

- Zastępca Redaktora Naczelnego Gazety Bałtyckiej, dziennikarz śledczy. Specjalizuje się w tematyce społeczno-prawnej. Archiwista II stopnia (kursy archiwalne w Archiwum Państwowym w Gdańsku), Członek stały Stowarzyszenia Archiwistów Polskich (prawo do prowadzenia badań historycznych), miłośnik Gdyni, członek Towarzystwa Miłośników Gdyni. Hobby – prawo. Jest członkiem Związku Harcerstwa Polskiego.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika