Dwudziesty stopień zasilania. Powrót do PRL-u? A gdzie energetyka jądrowa? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 11.08.2015

Dwudziesty stopień zasilania. Powrót do PRL-u? A gdzie energetyka jądrowa?

Gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia nasz niewydolny gospodarczo system, dodatkowo osłabiany strajkami, kompletnym brakiem społecznego entuzjazmu oraz, co także nie bez znaczenia, sankcjami szeroko rozumianego zachodu, nie był w stanie zapewnić odpowiedniej ilości energii elektrycznej.

elektrownia

Od razu podkreślę, że głównie dla niezliczonej ilości zakładów przemysłowych, od Stoczni Gdańskiej im. Lenina poczynając, a na „blaszance”, zakładach mięsnych i Cukrowni Pruszcz kończąc.

Wprowadzone przez władze ograniczenia nie ominęły także gospodarstw domowych. Starsi pamiętają godzinne przerwy w dostawach energii elektrycznej. Po dwudziestu pięciu latach budowy silnego, sprawnego, wydolnego pod względem gospodarczym państwa, będącego zieloną wyspą na czerwonym oceanie światowego kryzysu, kierowanego niezawodną ręką kolejnych styropianowych bohaterów, mogliśmy usłyszeć, że ogłaszają dwudziesty stopień zasilania. I tak jak „komunistyczne” władze PRL-u nakazują szefom firm ograniczyć o dwadzieścia procent zużycie energii elektrycznej.

Myślę, że wielu z ludzi w moim wieku z pewną nostalgią patrzy na działania naszych bohaterskich przywódców. Którzy w ciągu zaledwie dwudziestu pięciu lat potrafili nie tylko zlikwidować znaczącą część przemysłu, wygonić z kraju jakieś dwa miliony obywateli i jeszcze spowodować ogłoszenie dwudziestego stopnia zasilania w energetyce. W środku lata!

Fakt, zaczynali budować wolną, kapitalistyczną Polskę od ruin i zgliszcz. Przecież musieli posprzątać pozostałości tego, co „komuna” zniszczyła. I dlatego na przykład nawet niewielki deszcz powoduje, że Gdańsk jest zalany, a główne tak zwanego dolnego tarasu zamieniają się w rwące potoki.

Gospodarcza skuteczność styropianowych władz gwarantuje, że średnio raz na pięć lat mamy w Polsce powódź stulecia. Tak zwana energetyka odnawialna sprawdziła się w stu procentach. (Zapomniałem dodać, że istotnie, w Niemczech, gdzie stanowi rozsądne uzupełnienie innych, mocno zróżnicowanych źródeł energii elektrycznej. U nas szczególną rolę obecnie odgrywają wiatraki, stojące niczym wielkie, nigdzie i nigdy dotąd nie stosowane straszydła, żeby nie powiedzieć: strachy na wróble).

Interesujące jest, czy w obecnej, dramatycznej sytuacji, gdy władza ogłasza, że sprawa dostaw energii elektrycznej, energetyczne jest jej priorytetem (który to już z kolei priorytet. Ja sam pamiętam co najmniej kilka, może kilkanaście), potrafi zainspirować do przyspieszenia działań spółki mające budować elektrownię jądrową. Gdyby ktoś z władz przypadkiem zapomniał, że takie w ogóle istnieją, gdyby na przykład „papiery gdzieś się zawieruszyły”, pozwolę sobie przypomnieć, że mamy co najmniej dwie takie. Szczegóły można znaleźć między innymi w http://gazetabaltycka.pl/promowane/spolka-jadrowa-dziala-od-lat-ale-elektrownia-najprawdopodobniej-nigdy-nie-powstanie.

A póki co życzę Czytelnikom, żeby w spokoju spędzali urlopy, cieszyli się piękną, słoneczną pogodą. Która w naszej szerokości geograficznej nie jest jakimś nadzwyczajnym wydarzeniem. No, chyba że dla naszych władz.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- publicysta, komentator i felietonista.

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Darek pisze:

    Jak to możliwe zeby w XXI wieku były sceny jak filmów Berei? Coś tu chyba nie gra. Albo ktos sobie robi żarty

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>