Leczenie COVID-19 "niezgodne z procedurą" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 7.12.2020

Leczenie COVID-19 „niezgodne z procedurą”

„Zorganizowana grupa przestępcza” – to określenie, którym wielce szanowny pan poseł Grzegorz Braun nazywa rządzących obecnie Polską. Do niedawna starałem się unikać tak jednoznacznego kwalifikowania działań, które realizują władze Rzeczpospolitej. Ostatnio jednak moja w chociaż cień uczciwości rządzących została po raz kolejny mocno podkopana.

Jakoś przebolałem „pandemię”. W końcu cały (niemal) świat reaguje podobnie. Wprawdzie nie jest to argument poważny, ale w jakimś stopniu może usprawiedliwiać nieskoordynowane działania, „wyprzedzająco” pozbawiające nas podstawowych swobód obywatelskich. Jakoś przebolałem „respiratory” opłacone przez Ministerstwo Zdrowia kierowane niezawodną ręką Łukasza Szumowskiego. Nic nie pisałem o równie osławionych „maseczkach” dostarczonych w ramach pandemicznego „show” największym samolotem transportowym świata (Mrija). W końcu pan premier też musiał mieć swoje dodatkowe pięć minut w telewizyjnym „okienku”. Z wyjątkowym spokojem przyjmuję kolejne rozporządzenia wprowadzające (często z naruszeniem prawa) nakazy, zakazy i , kolejne „tarcze finansowe” mające chronić polską gospodarkę i polskich przedsiębiorców. (Podejrzewam, że właśnie te działania powodują, że pan poseł Braun używa wspomnianego wyżej określenia). Na szczęście i owe nakazy, zakazy i ograniczenia jak i tarcze finansowe są przez społeczeństwo po prostu ignorowane. W końcu ludzie swój rozum mają i naprawdę postępują racjonalnie. Gdyby jeszcze władza im tak bardzo nie przeszkadzała.

Dziś jednak znalazłem w mediach zaiste niezwykłe informacje. Jakiś czas temu lek. med. (w dalszej części tego tekstu będę używał określenia „doktor” w takim właśnie znaczeniu) Włodzimierz Bodnar z Przemyśla doszedł do wniosku, że pacjentów z objawami covid-19 można leczyć amantadyną. W Polsce środek ten dostępny był w leku o nazwie Viregyt – K. Lek ten sprzedawany jest wyłącznie na receptę i nie powinien być stosowany bez konsultacji z lekarzem.

Z obserwacji doktora Włodzimierza Bodnara wynika, że zastosowanie amantadyny pomogło wyleczyć co najmniej kilkudziesięciu pacjentów mających potwierdzone testami wirusem sars–cov-2. Jako sumienny lekarz dr Włodzimierz Bodnar opracował nawet schemat leczenia i o swoich praktykach powiadomił odpowiednie gremia lekarskie i Ministerstwo Zdrowia. Myślę, że miał nadzieję co najmniej na rozpowszechnienie tych informacji w gronie medyków. Być może udałoby się dzięki temu uratować choć kilka ludzkich istnień.

Okazuje się, że Rzeczpospolita pod wodzą następców „styropianowych bohaterów” działa zupełnie inaczej. Dziś dr Bodnar ma problemy z Okręgową Izbą Lekarską. Grozi mu, w przypadku kontynuowania dotychczasowych praktyk, nawet pozbawienie prawa wykonywania zawodu. Okazuje się, że leczenia covid-19 amantadyną nie przewidują obowiązujące procedury. Chyba tylko w drodze wyjątku Komisja Bioetyczna zezwoliła profesorowi Konradowi Rejdakowi z Lublina na prowadzenie dalszych badań nad możliwym zastosowaniem amantadyny w leczeniu „chorób neurologicznych”.

Nie jestem medykiem, nie będę zagłębiał się w meandry działań lekarzy i naukowców. Wszystkim poszukującym skutecznego leku na Covid-19 życzę jak najszybszych sukcesów. A samorządowi lekarskiemu (szeroko rozumianemu) „gratuluję” postawy. W mojej ocenie znacznie gorzej przedstawia się sytuacja pana Ministra Zdrowia. Gdy tylko dowiedzieliśmy się, że najlepszym możliwym zabezpieczeniem przed złowrogim, śmiertelnym koronawirusem jest szczepionka (tania, „sprawdzona”, „bezpieczna” – a jakże), pan minister raczył obwieścić (Dziennik Urzędowy Ministra Zdrowia z 30 listopada 2020 roku, poz. 102), że stosowany w leczeniu kilku innych chorób (a więc naprawdę sprawdzony o bezpieczny) lek o nazwie Viregyt-K na ziemiach polskich stosowany może być wyłącznie „w następujących wskazaniach objętych refundacją:

  1. choroba i zespół Parkinsona,
  2. dyskineza późna u osób dorosłych – leczenie.”

Pozostawię obwieszczenie pana ministra bez komentarza. Nawiązując do określeń stosowanych przez pana posła Grzegorza Brauna pozwolę sobie tylko zauważyć, że nie trzeba mieć wiedzy i talentów pana Antoniego Macierewicza, by przypomnieć, że w polskim prawie są przestępstwa, które nie ulegają przedawnieniu. Rozważcie szanowni rządzący, czy rzeczywiście warto działać tak, by do końca swoich dni oglądać się za siebie?


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- publicysta, komentator i felietonista.



Moto Replika