Mariusz Muskat: Poplątanie z pomieszaniem | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 29.05.2016

Mariusz Muskat: Poplątanie z pomieszaniem

Żyje sobie w Polsce spokojny, szczupły, niski i skromny młodzian. Nazywa się „L” Samo L to dyć przecie Samuel.

mariusz_muskat

Mariusz Muskat

Dziarscy nasi chłopcy nazywający się „Falangą”( Franco dusi się w grobie ze śmiechu) uznali, iż ów Samuel musi być Żydem jak się patrzy. Wymalowali mu zatem na drzwiach do mieszkania stosowne napisy, niezupełnie eleganckie.

Jakież było zaskoczenie Falangi, gdy okazało się, że Samuel nazywa się Pereira i jest Portugalczykiem naturalizowanym w Polsce. Nie żadnym Żydem portugalskim, nie Portugalczykiem żydowskim, ale z dziada Portugalczykiem pochodzenia portugalskiego. Jego rodzina kultywuje taki kaprys, że nadaje swym dzieciom imiona biblijne po prostu.

Czyli wtopa i siara. Ktoś podpowiedział jednak Falandze, aby szukała imienia bardziej żydowskiego, bo w Polsce bywały Samuele jeżdżące na koniach i machające szablami, jak bracia Zborowscy i grozi kolejna wtopa.

Znaleziono zatem Dawida. Lepszego imienia wymyślić nie sposób. Do tego ten Dawid ma na imię Wildstein. Trafiony, zatopiony. Skromny drobny, cichy, niski – tak jak Samuel.

Aby powetować sobie poprzednią pomyłkę, postanowiła zrobić tym razem coś naprawdę efektownego. Na jednym z cmentarzy warszawskich zbudowano Dawidowi grób. Na grobie mamy przeważnie daty urodzenia i śmierci. Niekiedy zapobiegliwe małżeństwo przygotuje sobie zawczasu grób podwójny i wtedy po jednej lub nawet po dwu stronach mamy tylko daty urodzeń. Daty śmierci są na ogół datami późniejszymi od dat narodzin. Czasami jednak na grobach buddystów jest odwrotnie w związku z reinkarnacją.

Jeśli chodzi o grób Dawida było jeszcze inaczej. Nie było daty urodzenia , za to była data śmierci – gdzieś za trzy miesiące w przyszłość od postawienia grobu. Działo się to w okolicach czasu, gdy dzieciarnia chodzi po domach proponując psikus, jeśli nie dostanie cukierka, roku Pańskiego 2014.

Prawie nikt się nie dowiedział o tym gustownym psikusie, ponieważ Dawid ma pecha i nie nazywa się Blumsztajn. Gdyby nazywał się Blumsztajn, przez cały miesiąc słyszelibyśmy i czytali o straszliwym narodzie polskim, zarówno w kraju jak i za granicą. No ale wtedy panowała wolność słowa, nie to co dziś i słowa rozchodziły się bardzo wolno, zaś niektóre mogły chodzić tylko pokątnie.

Wtedy na Falangę spadł grom z jasnego nieba. Okazało się, że ostatnim Żydem w drzewie genealogicznym Dawida był jego…pradziadek.

I to tylko jakoś tak do matury. Miał on ochotę ożenić się z Polką pochodzenia polskiego. W owych czasach taka Polka musiała być katoliczką i ślub tak samo musiał być taki właśnie. Pradziadek zmienił więc wiarę przodków i tym samym został wyklęty ze swego narodu, bo tam wyznanie i narodowość to jedno, przynajmniej w tamtych czasach tak było na pewno. Taki wyklęty to chyba nazywa się szabes goj i jest znacznie gorszy od zwykłego goja. Nie przeszkadzało to Niemcom zamordować go w obozie koncentracyjnym, bo ich pogląd na to, kto jest Żydem a kto nie ciut, różnił się od punktu patrzenia żydowskiego.

Z tego stadła narodził się Dawida dziadek. Syn szabes goja i Matki Polski polskiego pochodzenia w żadnym razie Żydem być nie mógł, zwłaszcza, że u Żydów drzewo genealogiczne tworzy się śladami matek a nie ojców.

Tu mała dygresja, bo do dygresji mam paskudną skłonność. Otóż podobną skłonność do niejakiej poliandrii miał naród hawajski aż do lat 30-tych XX wieku. Aż do czasu, gdy Amerykanie wytłumaczyli tamtejszej Królowej, że kraj hawajski bardziej się przyda im, niż tamtejszym tubylcom. Zostawiono im prawo do ukwiecania sobie głów oraz prawo do pracy na 3 etatach, aby zadowolić turystów a wieczorem coś sobie zjeść.

Dziadek Dawida kontynuował tradycję ojca i także ożenił się z Polką pochodzenia polskiego. Chyba było to zaraz po II wojnie światowej w warunkach, jakie nie sprzyjały obnoszeniu się z katolicyzmem, więc może był to ślub świecki, ale pewności nie mam. Polki pochodzenia polskiego mają jednak takie nawyki, że z czasem stają się jak najbardziej religijne i kiedy już wolno było uprawiać katolicyzm, korzystały z tej okazji. Chyba dotknęło to także i babcię Dawida, choć wnuczek był dość krnąbrny w tym temacie.

Z tego z kolei stadła zrodził się ojciec Dawida, którego z Żydami łączyło już tylko przerażające nazwisko. Żeby to jakoś złagodzić, dano mu imię starosłowiańskie. Jako młodzieniec najpierw protestował przeciw biciu i zabijaniu na ulicach, komendach i klatkach schodowych (nie zdając sobie sprawy, jakie wartości w sobie budzi) a potem znalazł się na jakieś 7 lat we Francji. We Francji panuje obowiązkowy ateizm i to od dawna, zatem ojciec Dawida nie mógł się temu oprzeć, bo inaczej byłby niemile widziany w towarzystwie osób oświeconych, na których mu zależało ze względów twórczych.

Wszelako po powrocie do kraju wolniutko, wolniuteńko budziła się w nim niezgodna z poprawnością polityczną skłonność ku chrześcijaństwu. Prawdopodobnie wpływ na to miał fakt, że i on ożenił się Polką pochodzenia polskiego. Proces ten zakończył się sukcesem wtedy, gdy Dawid był już dorosły i przejął wraz z dobrodziejstwem inwentarza ów fałszywy wedle autorytetów moralnych i intelektualnych miraż.

Następnie dokonał przebrzydłego podstępu. Dysponując mylącym nazwiskiem założył stowarzyszenie żydowskie mające na celu obronę dobrego imienia Polski przed zniesławieniami i w ogóle troszczące się o interesy naszego przaśnego kraju.

Tutaj zostawiamy na chwilę Dawida i przechodzimy do kolejnej interesującej nas osoby – interesującej ze względu na wzgląd, jaki ujawni się na końcu tego opowiadanka.

Ta trzecia osoba to nie jest już ktoś cichy, skromny, niski itd. To rezolutny kibol z 20-letnim stażem. Ponadto zwolennik dużych ilości piwa pochłanianego w czasie jazdy pociągami a właściwie jednym pociągiem z Poznania do W-wy i z powrotem. Oczywiście kibol Lecha Poznań, ale stroniący od rac, za to znakomity w prezentowaniu swych błyskotliwych, nadzwyczaj inteligentnych racji w mowie, piśmie oraz na ulicach w różnych przebraniach a la clown. W Sopocie wkroczył na zebranie Rady Miasta jako szef piratów z całą swą bandą.

Posiada kitkę w uczesaniu, ale w przeciwieństwie do albinosa z kitką pokazywanego bez przerwy na szkle (albinos to taka rzadkość w Afryce. Ktoś całkiem biały choć Murzyn) nasz Albinos jest chyba jedynym w W-wie i okolicach, jaki dochodzi do 50-tki i nie ma w życiorysie absolutnie jakichkolwiek osiągnięć w żadnej dziedzinie. Pozytywnych, bo negatywne oczywiście ma i to nie byle jakie.

Co łączy te dziwne trzy postacie? Otóż wszystkie one pracują w Gazecie Polskiej i wszystkie ostatnio złożyły szczere, serdeczne podziękowania Partii Razem za to, że wyrzuciła wreszcie ze swego gorącego serca banksterów, złodziei, paserów oraz ich licznych akolitów, którzy zamienili nasz kraj nie tyle w państwo teoretyczne ale wręcz w antypaństwo.

Wszyscy oni trzej czekali z utęsknieniem aż to się stanie, ponieważ są autentycznie życzliwi tej partii – nie tylko za to, że wymanewrowali komuchów 25.X. 2015 ( to jest tylko kwestia techniczna), ale jako popierający partię rządzącą prowadzącą socjaldemokratyczną politykę społeczno-gospodarczą, jest im po prostu dość blisko do młodych ludzi pozostających niby po przeciwnej stronie barykady. No i sami są młodzi a młodość to czystość zasad przeważnie.

Ja choć starszy niż węgiel, przyłączam się do tych podziękowań.

Kibol jest starszy, ale choć jako clown nazywał swą trupę nietrafnie jakoś tak ksenofobicznie, to nie miała ta nazwa  nic wspólnego z treścią działania bandy. Niejeden raz jako Poznaniak chwalił poznańskich anarchistów, którzy produkują ciekawe teksty ekonomiczne a nawet własnymi ciałami bronili Cegielskiego przed prywatyzacją. Nazywa się i często występuje w w bardzo zabawnych i precyzyjnych audycjach „Kulisy manipulacji”.

Na koniec bardzo ważna informacja o Dawidzie. Jest on bohaterem i nie ma w tym cienia przesady. Pracował jako reporter pod ostrzałem w Donbasie, jeździ teraz do Kurdystanu syryjskiego (gdzie co rusz lecą z nieba tureckie bomby) z pomocą humanitarną z taką też pomocą do obozów syryjskich uchodźców a także do uchodźców kurdyjskich, którzy są często zabijani przez Turków w tych obozach, do miast kurdyjskich w Turcji, gdzie tureckie wojsko potrafi strzelać do kawiarni z palącymi tam szisze dziadkami.

A Falanga zaliczyła tym razem wtopę nad wtopami. Może zamiast robić takie psikusy pojechaliby z Dawidem do Kurdystanu popisać się prawdziwą odwagą?

Pewnie ich na to stać, tylko pomyliły im się strony świata. Wszak skandują i słusznie i to często i to bardzo słusznie „

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 9.7/10 (wszystkich: 3)
Mariusz Muskat: Poplątanie z pomieszaniem, 9.7 out of 10 based on 3 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Mariusz Muskat

- działacz opozycji w okresie PRL, socjolog i dziennikarz. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika