Nędznicy naszych czasów, czyli "przedmieścia mogą eksplodować" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 11.12.2019

Nędznicy naszych czasów, czyli „przedmieścia mogą eksplodować”

Tak naprawdę to nic nowego pod Słońcem: sytuacja we francuskich przedmieściach może wyrwać się spod kontroli. I kilka razy, np w roku 2005, już się to stało. Francuski pochodzenia afrykańskiego, , naturszczyk z blokowiska chyba najgorszych paryskich przedmieść (Seine St Denis) opowiada historię opartą na faktach. Te dzielnice, w których mieszka może 10 mln ludzi, tak się mają do eleganckiego, zamożnego i wzbudzającego ochy i achy Paryża jak pięść do nosa… Film „” został oparty na faktach, robi wrażenie prawie dokumentalnego i w maju otrzymał nagrodę jury na festiwalu filmowym w Cannes, i nominowany do Oskara w kategorii kina międzynarodowego. Zakupiony został już do dystrybucji w 50 krajach, zatem pewnie pojawi się w Polsce.

Mimo, że film kilka razy pachnie tanim moralizatorstwem, to na pewno nie można mu odmówić tego, że niesie przekaz. I generalnie z tego, w pozytywnym sensie, znane jest francuskie kino. Tylko że tym razem ten przekaz to przeraźliwy krzyk: usłyszcie nas zanim będzie za późno! Ale już jest za późno, i czy tylko mi wydaje się że oprócz Francuzów chyba cała Europa już to wie? Mimo powagi sytuacji, tu we Francji większość woli nie wiedzieć że statek Piątej Republiki tonie. I tego że dodatkowo pali się na najniższych pokładach… Optymizmu w tym filmie jest tylko szczypta, trochę humoru, zwykle gorzkiego, a reszta to dramat, nienawiść, ludzkie bagno, kompromisy, żałosne przepychanki na poziomie ego (policjanci kłócą się między sobą), nieudolność, cwaniactwo,agresja, zmęczenie i wściekłość.

Oczywiście skoro już sam Paryż, miasto Świateł, stał się „brudnym człowiekiem Europy” (Określenie brytyjskiej żurnalistki tam mieszkającej) to można sobie wyobrazić, co dzieje się na przedmieściach: a może lepiej sobie nie wyobrażać? W latach dziewięćdziesiątych wybitnym francuskim filmem była „Nienawiść” (La haine) z Mathieu Kassowitz, teraz są „Nędznicy”.

Jest rok 2018, lato. Damien, gliniarz z północy, zostaje wysłany do komisariatu w Monrfermeil. To tam lata temu sam Victor Hugo umieścił akcje swoich słynnych „Nędzników”. Z dworca odbierają go dwaj nowi koledzy, Gwada czyli młody muzułmanin afrykańskiego pochodzenia i Chris, arogancki Francuz. Powitanie jest chłodne, praktycznie od początku Frank jest wobec Damiena złośliwy. Będą razem jeździć po dzielnicy nieoznaczonym samochodem i w cywilnych ciuchach. W tle trwa radosna feta, celebracja kibiców po zdobyciu przez Francję mistrzostwa świata w kopanej. Wszyscy razem, biali i czarni świętują zwycięstwo Niebieskich (Les Bleus): to były te rzadkie dni kiedy rdzenni i potomkowie emigrantów razem śpiewali hymn na ulicach, tańczyli, krzyczeli z radości. Nawiasem mówiąc, Francuzów z dziada pradziada we francuskiej reprezentacji piłki nożnej jest hmm niewielu, albo raczej co kot napłakał, i dlatego były tutaj we Francji głosy krytykujące tą sytuację.

Głosy owe zostały skrytykowane jako rasistowskie, ale ja zacytuję to co usłyszałem:

Pierre: „Ja nie kibicuję francuskiej reprezentacji, bo…nie ma w niej Francuzów”. Inny głos „Za czasów Platiniego to była reprezentacja, potem zrobiło się kolorowo”.

Alan: „Czarni piłkarze są szybsi, technicznie i kondycyjnie znacznie lepsi! Czy to się komu podoba czy nie, oni są przyszłością francuskiej piłki : a tych kilku świetnych rodzimych piłkarzy to zaledwie rodzynki w cieście. Takie są realia. Ale futbol to gra zespołowa, tak czy nie?”

Chłopaki z francuskich przedmieść mogą identyfikować się z raperami, którzy odnieśli sukces, albo właśnie piłkarzami, pochodzenia afrykańskiego czy arabskiego, tak jak oni. Są z nich dumni! Bo są symbolem sukcesu, sławy, który oznacza wyrwanie się z getta blokowisk i wypłynięcie na świat. I są bogactwem tego kraju, ci nieliczni… a większość niestety stała się dla Francji przekleństwem. I o tym, o nich jest ten trudny, wręcz koszmarny, dramatyczny, ale i chwilami zabawny film. Dla jednych o niemożliwości życia razem, o „dwóch społeczeństwach”. Dla innych o nieudolnych staraniach kontrolowania przestępczości,
bezsilności, ale i próbach ratowania sytuacji. I tak ostatecznie skazanych na niepowodzenie.

Twórca „Nędzników” mówi, że popiera żółte Kamizelki, rozumie ich, bo „nas na przedmieściach policja ostrzeliwuje gumowymi kulami już ze dwadzieścia lat”… Film wyróżnia świetne prowadzenie kamery, przywodzące na myśl filmy Coppoli, często zabawne dialogi. Język jest głównie uliczny. Wrażenie robi panorama blokowisk widzianych z lotu drona. Tym ostatnim Buzz, czarny chłopak, podgląda koleżanki nudząc się w czasie wakacji i leżąc na łóżku albo siedząc na dachu olbrzymiego bloku.

Dzieci z tej dzielnicy praktycznie nie mają perspektyw. Zatem do odwiedzenia lokalnego meczetu starają się jego i kolegów zwerbować lokalni radykalni muzułmanie, obiecując cukierki, czekoladę ale i chcący chłopaków poddać „religijnej dyscyplinie”. Dzieciaki z pakują się w niezłe kłopoty, kradnąc z prowadzonego przez Cyganów cyrku lwiątko. Na porządku dziennym jest gra w kotka i myszkę z policją, która próbuje wyłapać tych sprzedających narkotyki. Nowo przybyły funkcjonariusz i jego patrol nie ogarniają całej tej patologii, miotają się często bez sensu, Damiena to zaskakuje, lecz oni się już przyzwyczaili…jakby już tego świata za bardzo nie próbują zmieniać, za to wdają się z nim w układy, w ten sposób starając się kontrolować kryminalną rzeczywistość i nieco wyhamować porachunki gangów.

Kiedy policyjny patrol usiłuje zatrzymać podejrzanego chłopaka grającego w piłkę na podwórku z kolegami, nie wie o tym że dron lata im nad głowami. Interwencja jest nieudana, chłopak zwiał, gdy wreszcie go dopadli wówczas stado dzieciaków, jego kumpli, obsypuje ich gradem kamieni: policjanci zasłaniają się, pryskają gazem w napastników, chaos, zamieszanie, wreszcie jednemu z patrolu puszczają nerwy i strzela z miotacza gumową kulą, uciekinier pada na stertę śmieci, zapada na kilka chwil cisza… Policjanci są przerażeni, w pierwszej chwili wydaje się że chłopiec stracił przytomność. W dodatku po chwili ten ostatni spostrzega, że nad głową polatuje im dron: są nagrywani. Damien chce zabrać rannego do szpitali, wg Chrisa to nonsens. Rozpoczyna się pościg za Buzzem, który dokonał niewygodnego dla funkcjonariuszy nagrania.

Film Ladja Ly jest o ludziach którzy na co dzień żyją w rzeczywistości wypaczonej  której niestety niedaleko do scen ze znanego francuskiego filmu science fiction „Trzynasta dzielnica”). Damien już od początku ma starcia z dwoma kolegami w nowej pracy, są wobec niego nieufni, jest poniżany. Jest też naiwny, bo nie zna lokalnych realiów i pierwsze jego wyjście w teren i konfrontacja z rzeczywistością blokowisk to oczywisty szok. Jego dwaj koledzy znają te zakazane rewiry, poruszają się w nich w miarę swobodnie, wiedzą komu przybić piątkę a komu lepiej nie patrzeć w oczy… układy, mniej lub bardziej śmierdzące kompromisy.

W tym filmie widzimy ludzi, którzy nie tylko nie potrafią żyć obok siebie, ale wchodzą sobie w drogę, regularnie. O strefy wpływów, kontrolę nad sprzedażą narkotyków, prostytucję (kontrolowana przez Nigeryjczyków, kobiety pracujące dla nich sprzedają się w wynajmowanych tanio mieszkaniach za 20 czy 10 euro). Jednego dnia gang cygański robi najazd na konkurencję. Jej przewodzi… lokalny burmistrz, który jest czarny. Tą postać to kolejne zaskoczenie dla Damiena. Skala przemocy i tego co widzi pierwszego dnia służby go szokuje. Trzech policjantów – którzy próbują powstrzymać przypakowanych facetów z pałkami i siekierą od starcia z bossem konkurencyjnej grupy – robi żałosne wrażenie, bo prawie nikt nie zwraca na nich uwagi. Sami natomiast pchają się w kłopoty. Dopiero ostrzegawczy strzał w powietrze uspokaja, na chwilę, dwie rozwścieczone grupy.

To jest film o bezsilności, o tym że sytuacja wyrwała się spod kontroli. I to już dawno temu… Reżyser, Ladj Ly mówi o swoim dziele że „jest to przesłanie dla polityków, iż przedmieścia mogą eksplodować”. Dla klasy średniej czy francuskiej arystokracji ten film o opowieść o świecie, o który zwykle się tylko ocierają, dla paryskiej bohemy , dla których – cytuję – „emigracja jest cool, bo nie mają z nią prawie wcale do czynienia”. Cała ta obwodnica Paryża, ten ciągnący się po horyzont las bloków, gdzie ludzie oglądają w telewizorach paryskie życie i część do niego wzdycha… ale większość na francuskich przedmieściach ma anteny satelitarne z afrykańskimi czy arabskimi kanałami, a wakacje spędzają w rodzinnym kraju…

Na porządku dziennym jest naciąganie i łamanie prawa, izolacja, klanowa mentalność.Lecz paradoksalnie to ten nowy, przyjezdny z prowincji policjant, wyśmiewany przez kolegów, ignorowany przez drobnych przestępców i ich bossów, ten obcy gliniarz okazuje najwiecej ludzkich cech, opatrzy rannego chłopca, negocjuje z dobrym skutkiem w sytuacji gdy jego kolegom puściły nerwy.

Dwa komentarze pod świeżutkim artykułem z francuskiej prasy, wychwalającym „znaczący film który nakazuje nam kochać Francję”:

„Ładny filmik propagandowy sfinansowany z pieniędzy publicznych. Jest inna rzeczywistość, którą jest coraz bardziej trudna do ukrycia : przestępczość na ulicach jest w 80% pochodzenia cudzoziemskiego, wg badania Xaviera Raufer. Zatem tytuł artykułu w Le Figaro powinien być odwrócony : trzeba kazać kochać Francję. I nowi emigranci są nam narzucani”.

„Usiłuje się pogrzebać Zemmoura (kontrowersyjny francuski prawicowy publicysta , pochodzenia żydowskiego, autor m.in. książki „Francuskie samobójstwo”), ponieważ on mówi prawdę o emigracji i robi się propagandę temu filmowi o przedmieściach i tych je zamieszkujących którzy maja reprezentować Francję ! To dlatego ten film został zaprezentowany w Cannes i na zagranicznych festiwalach !”

Film „Nędznicy” został powitany w podparyskim Clichy Montfermeil z dumą przez większość mieszkańców („To nasze życie” ). Czytam zachwyty części francuskiej prasy nad szczerością przekazu: „nigdy nie widzieliśmy przedmieść w taki sposób”, „W dzielnicy gdzie ten film powstał nikogo nie pozostawi obojętnym”. Jednakże burmistrz miasteczek gdzie dzieje się akcja „Nędzników” jest oburzony. A wg niektórych jest to film przeciwko białym i „antyfrancuski”. Policjanci francuscy wypowiedzieli się już że film „jest karykaturalny i niebezpieczny”.

„Nędznicy” wzbudzili falę ekscytacji we francuskim społeczeństwie-co było do przewidzenia-która potrwa tygodniami co najmniej, czy wszyscy wiedzieli już od dawna jak jest w blokowiskach, czy dopiero teraz stali się świadomi, i jak te niekończące się analizy po politycznych aferach czy zamachach owa ekscytacja da podobny skutek: czyli prawie żaden…

Plan wielkiego rozwoju i pomocy dla przedmieść został odrzucony przez francuskiego prezydenta w ub roku. obejrzał film „Nędznicy” w Pałacu Elizejskim (otrzymał dvd pocztą od reżysera, bo z zaproszenia na projekcje na przedmieściach nie skorzystał… ) i bardzo się nim, podobno, przejął! Trzeba poprawić sytuację na przedmieściach ! – stwierdził prezydent. Co rozśmieszyło wielu Francuzów, czy to komedia a może jego faktycznie to obchodzi ?

Damien, Gwada i Chris są bezradni. Starają się panować nad grupami przestępczymi. Zemsta bandy kolesiów rannego chłopca jest dla nich zaskoczeniem porażką. Bo tak, to jest film o porażce, o niemocy. Czyżby jakaś metafora ogólnej sytuacji we Francji? W barze prowadzonym przez muzułmanina pojawia się trzech policjantów z patrolu, wraz z nimi członkowie innej grupy przestępczej. Chris próbuje zmusić właściciela do współpracy, ujawnienia informacji, ten odmawia i teatralnym gestem wyciąga do niego nad ladą nadgarstki : zakuj mnie w kajdanki.

Policjantowi znowu puszczają nerwy, atmosfera zagęszcza się, funkcjonariusze kłócą się między sobą, popychają nawzajem. Chris rozgląda się niepewnie, wiszą na nim ciężkie spojrzenia brodatych muzułmanów. Wreszcie policjant teatralnie krzyczy: to ja jestem prawem! Co nic, oczywiście, nie wnosi do sytuacji. Agresywny Chris jest w sumie postacią tragiczną. Ale Damien zachowuje zimną krew, wchodzi między kolegę a tamtych, idzie na zaplecze i rozmawia z właścicielem. Jego notowania rosną, ale potem, po interwencji, zaczyna się jego otwarty konflikt z Chrisem.

W czasie kolejnej interwencji banda dzieciaków najpierw petardą atakuje policyjny samochód – to zemsta chłopca ranionego gumową kula dzień wcześniej – następnie prawie masakruje funkcjonariuszy we wnętrzu bloku. Ci próbują ratować się i odgonić chłopców gazowym miotaczem. Damien dzwoni po odsiecz na komisariat, ale nie wie gdzie jest – wyrywa jakiś list że skrzynki na parterze bloku, czyta adres policyjnej dyspozytorce lecz ta przestaje go słyszeć gdy banda dziesiecio czy dwunastolatków przypuszcza kolejny atak na jego dwóch kolegów, obrzucając ich ze schodów ciężkimi przedmiotami. Potem mieszkańcy blokowisk stają bez ruchu gdy przybywa lokalny burmistrz, wściekły za awanturę. Na chwilę zapada cisza. Ale chłopiec z ranami na twarzy od policyjnej kuli mści się i na nim,uderza mężczyznę w twarz, a potem jego towarzysze widząc to zatłuką burmistrza-gangusa.

Może policjantom uda się ujść z życiem. Scena końcowa zostawia odrobinę nadziei. Że nie wszyscy się pozabijali. Chyba tylko tyle ? I uczucie niedosytu, jak rozwinie się sytuacja, bo w korytarzu bloku leży Chris ranny w twarz, a Damien celuje w rannego chłopca, który stoi nad policjantami z z koktajlem Mołotowa w uniesionej ręce. A może będzie druga część ? Która pewnie znowu dopisze rzeczywistość.

Zakończenie jest, jak i francuska polityka, dużym znakiem zapytania. Ale niestety nie ma to większego znaczenia. Ostatnią scenę masakry w bloku ogląda przez dziurkę od klucza Buzz, który uosabia reżysera filmu.Potem na czarnym ekranie pojawia się cytat z Victora Hugo: „Tak jak nie ma złych ludzi, nie ma złych roślin. Są tylko źli ogrodnicy „. Czy to próba usprawiedliwienia tego co się dzieje we Francji, kto jest winny ? Francuzka z którą zamieniam kilka zdań po wyjściu z kina mówi do mnie z przepraszającym uśmiechem: „To smutna rzeczywistość…”

Trzeba przyznać że reżyser chciał uniknąć stereotypów o sytuacji przedmieść, i zdecydował się nie pokazywać w filmie handlu narkotykami ani broni w rękach gangów. Uchronił się od oceny bohaterów filmu, i to jest jeden z powodów który daje siłę temu obrazowi. Gdzie każda z postaci ma swoją rację, w zaniedbanych dzielnicach przedmieść korupcja jest powszechna a zgoda niemożliwa. Na porządku dziennym jest naciąganie i łamanie prawa, izolacja, klanowa mentalność. Film kończy się źle, mimo iż Ladj Ly zostawia furtkę dla nadziei.

Ale w „” ostatecznie wszyscy są przegrani.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- korespondent z Francji, autor bloga: http://znadsrodziemnego.wordpress.com

Wyświetlono 2 komentarze
Napisano
  1. Tomek pisze:

    Czyli taka jest cena „paryskiego stylu życia” ?!?
    Faktycznie dramat.

  2. Paolo pisze:

    Mateo Dzieki za wspaniale przedstawiony material!Z mila checia obejze film i przekaze dalej:)Pozdrawiam

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>