"Pozorna" Polska – tym razem na przykładzie umów "śmieciowych" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 23.01.2014

„Pozorna” Polska – tym razem na przykładzie umów „śmieciowych”

Zjawisko nadmiernej ilości umów o dzieło i umów zleceń można skutecznie zwalczać, Tylko nikomu się nie chce.

umowa

W czasach słusznie minionych powszechnie znane było hasło: „Czy się stoi, czy się leży, dwa patyki się należy”. I drugie: „Oni udają, że mi płacą, ja udaję, że pracuję”. I tak rozwijała się ta nasza PRL, rozwijała, aż przyszło nowe i zaczęliśmy się rozwijać jeszcze lepiej. Co widać gołym okiem. Kilka przykładów.

Wszyscy po raz kolejny „kłapią” na prawo i lewo o umowach śmieciowych. Pod tym zagadkowym hasłem kryją się umowy na czas określony, powtarzane wielokrotnie lub trwające np. dziesięć lat (znam takie umowy!), umowy o dzieło, umowy zlecenia, umowy z podmiotami samozatrudniającymi się.

I od lat nikt nie mógł z tym nic zrobić? To nieprawda. Nikt nie chciał z tym nic zrobić, bo to było wygodne i dla rządzących, i dla pracodawców (zwłaszcza tych bardziej cwanych, i to niekoniecznie w tym ewentualnie pozytywnym znaczeniu. Dopiero teraz władza zorientowała się, że tak konstruowane umowy związane z zatrudnieniem pomagają rozłożyć finanse Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W związku z tym proponują „oskładkowanie” możliwie dużej ilości takich umów, ale broń Boże, żeby je skutecznie zlikwidować. „Bo tego się nie da”.

Otóż da się, tylko trzeba chcieć. Sposób? Proszę bardzo. Umowy na czas określony. Gdy powstawały pierwsze z nich, wszystko było ok. Niektórzy nawet zdawali sobie sprawę z tego, że określony czas trwania umowy działa w obie strony, a więc umowa taka rozwiązana być może przed terminem tylko za zgodą obu stron. Aż ktoś wpadł na pomysł, że można wpisać do takiej umowy możliwość jej wypowiedzenia przez jedną ze stron w terminie krótszym niż termin obowiązywania umowy. (Ot, np. w terminie dwutygodniowym). I poszło. Pracodawcy chętnie podpisywali długoterminowe umowy na czas określony z możliwością jednostronnego wypowiedzenia w krótkim terminie. Zaoszczędzili. Bo przecież teraz mogli pozbyć się pracownika ponosząc minimalne (dwutygodniowe) koszty wypowiedzenia. Tylko jaka to umowa na czas określony? I gdzie tu np. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta? Co stało na przeszkodzie, by tego rodzaju zapisy wpisać do klauzul zakazanych w umowach na czas określony? No cóż, po co to robić, po co zajmować się czymś takim. W końcu jako urząd mamy tyle ważnych i poważnych problemów, że na ten, w końcu marginesowy, nie wystarczało czasu.

Umowy o dzieło. W ramach takich umów wielu ludzi pracuje dokładnie tak samo jak na etatach, tylko nie ma prawa do urlopu, choroby, nadgodzin i różnych innych „socjalnych przywilejów rodem z PRL”. (To nie moje określenie. Kto mocno zainteresowany, pewnie zidentyfikuje autora). I co w tej sprawie robi inspekcja pracy, opłacana z naszych podatków? Ano, dokładnie to samo, co wspomniany poprzednio urząd w sprawach umów na czas określony. A co by się stało, gdyby tak np. kilku inspektorów wpadło do dowolnej firmy (także prywatnej) i porozmawiało z pracownikami, w dodatku uprzedzając ich o karalności podawania nieprawdziwych informacji? Jakoś nie słyszałem o takich działaniach. To samo dotyczy umów zlecenia. Dokładnie to samo. A co z podmiotami samozatrudniającymi się? Dla nich też nie ma urlopów, nadgodzin. Ewentualnie płacona na ZUS składka obliczana jest w minimalnej wysokości. A ja zadam pytanie: a co z ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej takich podmiotów? Mam wrażenie, że np. samozatrudniający się spawacz może bez problemów „wyprawić w powietrze” nawet dużą halę fabryczną. Tylko że nikt mu nie uzmysłowił, jakie ryzyko bierze on na siebie, nie wykupując polisy OC. Bo go na to nie stać. A wszyscy tolerują zjawisko, bo jest ono wygodne. My udajemy, że kontrolujemy, oni udają, że im płacą, coraz częściej „oni inni” udają, że pracują.

Polska robi się coraz bardziej pozorna. Dług publiczny sięga już biliona złotych. Ale za to, przynajmniej w ustach naszych polityków, mamy konkurencyjną gospodarką. Tylko coraz bardzie pozorną.

Zdrowia życzę, zwłaszcza przed wyborami. Znaleźć kogoś, kto cały ten bałagan weźmie w garść (starałem się uniknąć określenia: „za pysk”) i zacznie porządkować, nie będzie łatwo.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 2)
„Pozorna” Polska – tym razem na przykładzie umów „śmieciowych”, 10.0 out of 10 based on 2 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

-

publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>