Urząd Miejski w Gdańsku. Jak się tu załatwia sprawy? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 8.10.2012

Urząd Miejski w Gdańsku. Jak się tu załatwia sprawy?

Jak pracuje ? Sprawdził to publicysta Gazety Bałtyckiej. Wnioski są zaskakujące.

Urząd Miejski w Gdańsku. (Fot. Gazeta Bałtycka)

Los skazał mnie w ostatnim czasie na załatwianie kilku spraw w Urzędzie Miejskim w Gdańsku. Nie muszę mówić, że oczekiwałem „drogi przez mękę”.

Wskazywały na to różnego rodzaju „informacje” przekazywane przez znajomych, serwowane w środkach masowego przekazu, zasłyszane w środkach transportu publicznego. A tu niespodzianka.

Wszystkie urzędniczki (tak się złożyło, że „załatwiały mnie” wyłącznie panie), z którymi miałem okazję spotkać się w trakcie załatwiania moich spraw, były bardzo kompetentne, a przede wszystkim życzliwe dla mnie, interesanta. Tam, gdzie mogły pomóc, z własnej inicjatywy pomagały (np. sięgając do zasobów Urzędu dostępnych drogą elektroniczną). Tam, gdzie nie mogły tego zrobić, bardzo grzecznie i sympatycznie wyjaśniały mi, co muszę zrobić, jakie dokumenty donieść, szczegółowo informowały, co i dlaczego musi zostać poprawione.

W sytuacji, gdy, w końcu z własnej winy nie miałem kompletu wymaganych dokumentów, pani zaproponowała mi załatwienie sprawy w innym terminie, który będzie mi odpowiadał, a równocześnie nie będzie w tym czasie kolejki interesantów.

Zdarzyło mi się, że jedna z pań spóźniła się na umówione na konkretną godzinę spotkanie w celu uzupełnienia podpisów. Do tej pory pamiętam, jak przepraszała mnie za ok. siedmiominutowe spóźnienie, spowodowane niespodziewanym wezwaniem do zwierzchnika służbowego. Oczywiście nie miałem o to pretensji, jestem człowiekiem doświadczonym życiowo i różne rzeczy zrozumieć potrafię, ale fakt, że pani powiedziała zwykłe „przepraszam” i podała powód spóźnienia świadczy o co najmniej dobrym wychowaniu i szacunku do interesanta.

Spotykając się z taką obsługą byłem zbulwersowany postawą niektórych innych interesantów, którzy po pierwsze uważali, że wiedzą wszystko najlepiej, a po drugie, że urzędnicy „siedzą w urzędzie tylko po to, żeby im utrudniać życie”.

Powiem wprost: podziwiam panią, która po rozmowie z takim klientem przyjęła mnie sympatycznym uśmiechem.

Jeśli do tego wszystkiego dodam, że nie miałem żadnych problemów z tym, aby umówić terminy spotkań drogą telefoniczną lub e-mailową, że na takie spotkania pracowniczki urzędu przynosiły ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty, że o określonej godzinie oczekiwały na mnie, umówionego klienta, to wniosek jest tylko jeden:

Udało się w Urzędzie Miejskim w Gdańsku stworzyć dobry, sprawnie działający .

Mogę lubić lub nie Prezydenta Miasta, ale uważam, że „Bogu co boskie, a co cesarskie, cesarzowi”.

A załatwianie spraw w Urzędzie Miejskim w Gdańsku, to przynajmniej dla mnie w tej chwili, sama przyjemność. I oby tak trwało.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Tom pisze:

    a ja byłem w środę przed 17 i się zdziwiłem bo mnie obsłużono i nie robiono żadnych minek

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>