Trzeba działać tak, aby wszystkim było lepiej... | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 23.12.2018

Trzeba działać tak, aby wszystkim było lepiej…

Bez żadnych wątpliwości zakładamy, że to my jesteśmy patriotami. My, którzy aby spełnić swój obowiązek wobec państwa, uznaliśmy, że rządy koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego szkodzą Polsce i nam wszystkim, więc zagłosowaliśmy na . Właściwie to na Zjednoczoną Prawicę, lecz tutaj, dla uproszczenia, ugrupowania reprezentowane przez Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobro można pominąć.

I wygraliśmy. Udało nam się zatrzymać ewidentną drogę upadku państwowości i wybrać właściwy kierunek, w jakim państwo i naród powinny podążać. Cel dla nas jest prosty i oczywisty – to całkowita suwerenność, pełna podmiotowość w relacjach międzynarodowych i oczywiście, kto wie, czy nie najważniejsze – wzrost siły i potęgi Rzeczypospolitej oraz dobrobyt i bogacenie się Polaków.

Praktycznie od wyborów w 2015 roku panowała po naszej stronie jednomyślność. Tym bardziej, że konsolidowała nas deklaracja opozycji, że będzie, jak to określili, opozycją totalną, czyli jedynym jej działaniem będzie obalenie demokratycznej władzy, żadna kooperacja z rządzącymi. Autorzy tego pomysłu nie zdali sobie sprawy, że właśnie wtedy strzelili sobie w kolano.

Polacy nie lubią awanturników. A ich zadeklarowana taktyka walki o obalenie PiSu, tak zwana „ulica i zagranica” spowodowała,ż e nastąpiła zdecydowana polaryzacja w narodzie, pozwalająca przez trzy lata sprawowania władzy przez prawicę utrzymywać stałe poparcie na poziomie średnim w wysokości 40 procent, podczas gdy antypisowska opozycja oscylowała w obszarze 17 – 30 procent. I czego by nie robili, to jeszcze bardziej się pogrążali.

Nie mniej, taka metoda walki z opozycją, która, jak się szybko okazało, była wyłącznie narzędziem w rękach brukselsko (UE) – berlińsko – moskiewskich lewackich neo-liberałów i krypto-komunistów zakłóciła naturalne sprawowanie władzy, zmuszając Zjednoczoną Prawicę do rozgrywania kolejnych potyczek, nie tylko na krajowym boisku, lecz także, a właściwie, przede wszystkim, w polityce międzynarodowej.

A to już była walka Dawida z Goliatem. Tym bardziej, że przeciwnik wytoczył grube armaty, ostatecznie niemalże dosłownie deklarując, że demokratyczna władza musi ustąpić, a w Polsce należy przywrócić status quo ante, czyli ma powrócić to, co było przed objęciem władzy przez „Dobrą Zmianę”.

Co gorsza, władze i instytucje europejskie, i nie tylko one, bo także w pewnych momentach, Paryż, Berlin, Waszyngton, czy Izrael, nie grały z nami fair, łamiąc szereg traktatów, międzynarodowych uzgodnień i tradycyjną dyplomację.

Byliśmy niestety i jeszcze nadal jesteśmy, choć już znacznie mniej, za słabi, by móc skutecznie się bronić. Wielokrotnie musieliśmy się cofnąć w naszych zamierzeniach. Bardzo istotne jest, dlaczego te określone siły międzynarodowe, uzurpujące sobie prawo do kształtowania losów świata, tak agresywnie i bezwzględnie wystąpiły przeciwko Polsce w nowym rozdaniu. To właśnie postaram się poniżej wyjaśnić.

Po wygranych wyborach w 2015 z PiSem, jako główną siłą, sformowała , nastawiony na Blitzkrieg – mieli działać szybko i skutecznie. Mieli dokonać kolejnej w dziejach RP sanacji kraju. Dlatego postawiono na silne i lojalne osobowości: premierem została , ministrem obrony narodowej Antoni Macierewicz, a ministrem spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Niestety, to nie było dobre i skuteczne rozwiązanie wobec zmasowanego ataku ze wszystkich stron. Władze Polski zostały zepchnięte do defensywy, a kraj nadal był za słaby pod wieloma względami, by można było utrzymać nie tylko uzyskane pozycje, lecz także kontynuować marsz na obranej drodze przemian.

Trzeba było dokonać przegrupowania. Zadziałać w sposób bardziej wyrafinowany. Rok temu, 11 grudnia 2017, na stanowisko premiera powołany zostaje , były finansista i technokrata według światowych standardów. Człowiek z świetną umiejętnością poruszania się w międzynarodowym towarzystwie. Do tego sprytny, choć koncyliacyjny. Polityk szybko wybijający się na męża stanu.

Odeszli również ministrowie Macierewicz i Waszczykowski, gdyż potrzebni byli ludzie o nieco odmiennych cechach charakteru. Znacznie bardziej ugodowi i biegli w sztuce dyplomacji, kompromisu i pertraktacji.

Ta zeszłoroczna rekonstrukcja gabinetu wywołała rozżalenie, a w niektórych wypadkach nawet wściekłość wśród, nomen omen, żelaznego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego? Bo to najtwardsi wojownicy. Rewolucjoniści z epoki hasła – „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”.

Oni, jak zresztą wszyscy na prawicy, pokochali premier Szydło. Współczesną, lecz klasyczną Matkę Polkę. Jej odsunięcie było dla nich kompletnie niezrozumiałe. Także niezłomny minister Macierewicz był dla większości jednym z najważniejszych symboli polskiego patrioty. Powszechnie stwierdzono, że zrobiono mu wielką krzywdę, odbierając mu ministerstwo. Jakoś nikt nie zauważa, że oni wszyscy nadal są w polityce. Beata Szydło jest nawet wicepremierem. I na co należy zwrócić szczególną uwagę – nikt z nich się nie skarży i nie narzeka. Bo oni znają logikę etapu i zgadzają się, że chwilowo powinni odsunąć się trochę na bok i pozwolić innym realizować nową, nieco zmienioną metodę dążenia do celu. Bo cel pozostaje niezmienny od początku – zmieniają się tylko metody – taktyka i strategia niespodziewanej walki z niemalże połową państw świata.

Tymi, co chwilowo są z boku, nie ma co się martwić i współczuć, jeszcze na pewno wrócą. Wcale bym się nie zdziwił, gdy Beata Szydło zostanie następnym prezydentem Rzeczypospolitej. Co stoi za tą niespodziewaną woltą w zarządzaniu państwem?

Nigdy tego precyzyjnie nie zdefiniowano. Może słusznie, bo tak na prawdę 90% Polaków nigdy się z tym nie zetknęło. A na dodatek jesteśmy narodem bitnym, dumnym i zdecydowanie wybierającym rewolucyjne rozwiązania. Dlatego właśnie najtwardszy pisowski elektorat odwraca się od władzy i nie szczędzi słów krytyki, a nawet potępienia. Byliby najbardziej szczęśliwi, gdybyśmy Unii Europejskiej pokazali gest Kozakiewicza, pogrozili pięścią Moskwie, przegnali z kraju wszystkich Żydów i Ukraińców, a Ameryka dostałaby zakaz wtrącania się w nasze wewnętrzne sprawy.

Oczywiście to piękna wizja, tylko na takie zachowanie mogła sobie pozwolić Turcja, potężne państwo, dwukrotnie większe od Polski i liczące 83 miliony obywateli, a co najważniejsze – szósta najsilniejsza potęga militarna świata, a druga w NATO; z armią liczącą 823 tysiące zawodowych żołnierzy i przeznaczająca 5% PKB na siły militarne.

Jeżeli to jest pierwsza liga, której Niemcy, czy Francja, jak również USA i Rosja nie podskoczą, to w której lidze, w tej chwili, jest Polska? Erdogan mógłby Kaczyńskiemu przywołać nasze stare przysłowie – „Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie” (quod licet Iovi, non licet bovi ).

Tak więc w roku 2017 prawicowe „mądre głowy”, stratedzy partii, ludzie o których niewiele wiem, oprócz tego, iż pracują pod ścisłym dowództwem prezesa Kaczyńskiego, zdecydowali, przede wszystkim ze względu na mozaikę geopolityczną z UE na pierwszym miejscu, że trzeba zrealizować zupełnie inną koncepcję prowadzenia polityki. Czy to był przypadek, iż była to prawie już zapomniana ideologia bardzo bliska braciom Kaczyńskim – dzisiaj niemalże nieistniejąca w swojej pierwotnej, oryginalnej formie. W Europie ostatnie państwa opierające się o taki system sprawowania władzy, skończyły z tym w latach sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Zjednoczona Prawica, jak się wydaje, postanowiła ponownie tę ideologię przywrócić do życia i na niej oprzeć swój sukces. Jak to widać przez ostatnie 12 miesięcy, gdy tylko się jeszcze nieco lepiej dostroi do realiów i kultury XXI wieku, to chyba bardzo trafny wybór. Byłbym zapomniał, ta ideologia z powiedzmy, temps passés, lecz nie ancien to poniższy –

O chwilę uwagi proszę. Będę się odnosił do tej najbardziej klasycznej ideologii, współcześnie często nazywanej tradycjonalizmem, chociaż nieco podbarwionej ze względu na podążanie za zmianami świata, neokonserwatyzmem (to ulubiona bardzo przez Amerykanów wersja, często wprost kojarzona z Partią Republikańską). Za bardzo w rozważania nad różnorodnością i kolejnymi odnogami niby konserwatyzmu nie zamierzam się wgłębiać, bo doszło w tym temacie do tego, że , człowiek mądry, m.in. Autor „Trzeciej fali”, „Zderzenia cywilizacji”, czy ” Kim jesteśmy?”, zakwalifikował do państw konserwatywnych: Australię, Brazylię, Indie, Koreę Płd, i – słuchajcie, słuchajcie – dzisiejszą Rosję!

Tak sobie można dywagować i manipulować w jakże modnej, dzisiejszej poprawności politycznej. Co jak wiemy – jest to kuglarstwo pojęciami i znaczeniami słów. Dość szybko po Wielkiej Rewolucji Francuskiej wszyscy mieli dosyć. Więc zgodnie z fizyką, wahadło wychyliło się w drugą stronę. Naukowcy i pozostali fachowcy twierdzą, że twórcą ideologii konserwatyzmu był Irlandczyk, mason Edmund Burke. Możliwe… jednakże prawdziwy konserwatyzm – reakcję na krwawą Rewolucję i samozwańca Bonapartego – stworzył w czasie Restauracji Burbonów, około roku 1820, François-René, wice-hrabia .

Mam w stosunku do pana hrabiego dodatkowy sentyment i szacunek, bo darował nam jedne z najlepszych steków z polędwicy wołowej w sosie berneńskim, a ja jestem wielkim miłośnikiem wszelkiego rodzaju steków. Więc jeszcze raz dziękuję za raj dla podniebienia. Był też, że tak starożytnie powiem, wielkim babiarzem. Lecz kto z Francuzów nie jest?

Według tego mądrego Francuza, konserwatyzm to taka polityczna i społeczna filozofia, która główny nacisk kładzie na tradycję, ludzką niedoskonałość, w oparciu o przestrzeganie hierarchii, autorytetu i co bardzo ważne – prawa własności. Dla konserwatystów niezmiernie istotne jest dbanie o stabilność społeczną i kontynuację, rozumiane, jako unikanie momentów rewolucyjnych.

Quintin Hogg, szef brytyjskiej Conservative Party w 1959, tak oto mądrze stwierdził:

„Conservatism is not so much a philosophy as an attitude, a constant force, performing a timeless function in the development of a free society, and corresponding to a deep and permanent requirement of human nature itself”

[Konserwatyzm nie jest wyłącznie ideą, filozofią. Bardziej jest to postawa, zachowanie, nieustanne parcie, nieustanne wykonywanie działań na drodze rozwoju suwerennego społeczeństwa i odwołujące się do głębokich i nieustannych podstaw ludzkiej natury (wolny przekład jk.)]

To bardzo istotna wypowiedź. Wyjaśnia bardzo dużo i w naszym przypadku przybliża zrozumienie, dlaczego tak się zachowuje. A my krzyczymy i złościmy się, bo nie rozumiemy, o co chodzi. Na dodatek, wychowani na kolejnych rewolucjach, wojnach, a potem na roku 56, 68, 70, 80, 89, pomijając jeszcze parę, jesteśmy przekonani, że istnieje tylko jedna droga rozwoju, czy przemian; droga bardzo zbliżona do rewolucyjnej. Tylko tak powinno się działać. A wszystko dlatego, że prawdziwy konserwatyzm skończył się na długo przed urodzeniem wielu z nas. I znamy tylko socjalizm wymieszany z liberalizmem, bardzo niestrawny kogel-mogel, krwawy i krwiożerczy. I zgodnie z tym działamy i tak żyjemy. Nawet nasze zachowanie w aucie na drogach – agresywne i chamskie – jest wyrazem tej socjalistycznej postawy.

No więc, konserwatyzm i w polityce i w życiu społecznym, a także w religii i sztuce, to znacznie coś więcej niż piękne idee i wizje. To metoda działania, sposób na życie. Natychmiastowa realizacja dobrych dla narodu pomysłów.

Socjalizm i liberalizm, co bardzo dobrze pamiętamy, mówi wszystkim – musimy zaciskać pasa po to, by nasze dzieci i wnuki miały lepiej. No i zaciskaliśmy, będzie jakieś 75 lat. A bieda rosła. Gorzej… z dziur takiego państwa wyłaziła nędza.

Konserwatyzm pyta się dlaczego tak ma być. Czy my – tu i teraz – nie jesteśmy ważni? Jesteśmy! Więc trzeba tak działać, by jak najszybciej wszystkim było lepiej. Wszyscy interesujący się polityką i społeczeństwem podzielają powszechne przekonanie: – konserwatyści dają, a socjaliści zabierają. Konserwatyści starają się być szczerzy, a socjaliści i liberałowie kłamią.

Oczywiście, jak to zaznaczono w definicji tej ideologii, każde działanie bierze pod uwagę ludzkie ułomności. Nie buduje się otoczenia dla świętych, tylko dla zwykłych ludzi. Z ich wszystkimi wadami i grzechami. I nie ma co udawać, że jest inaczej. Na prawidłowy ogląd i ocenę jest dużo badań naukowych określających normy. Wiemy, że jeden na sto spośród obywateli, w sprzyjających okolicznościach będzie oszustem lub złodziejem. Niebezpiecznych psychopatów, czy socjopatów (często tylko potencjalnych) jest sto razy mniej – jeden na dziesięć tysięcy. Choć czasami mamy wrażenie, że tych przypadków wymagających interwencji terapeuty, psychologa, a nawet psychiatry, jest znacznie więcej. A to dlatego, że tacy właśnie ludzie pchają się w światła reflektorów. Ilu psychopatów i ludzi z innymi niebezpiecznymi zaburzeniami osobowości było wodzami narodów? Mnóstwo.

Polityka jest dziedziną, gdzie kłamstwo, manipulacja, ogólna korupcja nie jest negatywnym wyróżnikiem. To raczej norma. A aktorstwo? Chyba połowa tych biedaków ma zaburzenia. Jednak, gdy popatrzymy na ogół społeczeństwa, to zgodnie z nauką stwierdzimy, że zdecydowana większość to ludzie uczciwi i przyzwoici. Napisałem – „… w sprzyjających okolicznościach”. To bardzo ważny warunek. Już tego sami nie pamiętamy, lecz dobrze znamy z rodzinnych opowieści i relacji pokrzywdzonych: makabryczny przemarsz Armii Czerwonej na Berlin. To kwintesencja „sprzyjających warunków”. Wyrachowane biwakowanie pod Warszawą, gdy ta wykrwawiała się w sierpniowym Powstaniu 1944. A potem, za milczącym przyzwoleniem dowódców, tych kacapskich generałów i politruków, rozboje, gwałty niewiast i dzieci w wieku od lat kilku do osiemdziesięciu, kradzież i grabież wszystkiego – prywatna i instytucjonalna – całe fabryki wywożone do Rosji. Niszczenie i plądrowanie. Pełna barbaria i zbydlęcenie gdy „okoliczności są sprzyjające”.

Gdy Polska po transformacji 1989 wpadła w łapy oprawców – krypto-komuchów i neo-liberałów, to tak, jak w 44 – 45 dla żołdaków Czerwonych dano sygnał do rozpasanego bestialstwa, tak teraz podniesiono szlaban i ogłoszono młodziutką RP terenem polowania.

Liczba afer, listy 100 najbogatszych Polaków, przy jednoczesnym, gwałtownym ubożeniu polskiego społeczeństwa, są dowodami na wielką krzywdę i wielkie przestępstwa. A ile afer nie ujrzało światła dziennego?

Jedna z największych – afera VAT – kradzież niemalże 400 miliardów zł czyni ją jedną z większych afer na poziomie światowym. Okradzenie państwa i narodu na ponad 100 mld $$ wstrząsnęłoby nawet potęgą Stanów Zjednoczonych.

Przeżywaliśmy kolejne czarne lata w okresie 1989 – 2015. Co gorsza, naród to widział i sam się demoralizował; kradzież, oszustwo, rozwiązłość, narkotyki… Co się będę zastanawiał i moralizował, jak szef, prezes, minister tak robią. Trudno to wszystko szybko ponaprawiać zdobywszy władzę trzy lata temu. Istne stajnie Augiasza. A Herkules ma tylko 163 cm wzrostu i jest posunięty w latach.

Jak już powiedziałem, o wiele łatwiej dalibyśmy sobie radę, gdyby był tylko przeciwnik wewnętrzny. Lecz najbardziej wściekli nagle uciekającą zdobyczą byli europejscy i światowi cwaniacy od grabieży i wyzysku. I co gorsza, mieli silne polityczne i opiniotwórcze zaplecze, bo tak się złożyło, że w Europie i wielu innych krajach, u władzy są wychowani przez komunistów, wolną miłość i LSD ludzie z pokolenia 1968. Ludzie bez kręgosłupa całkowicie pozbawieni moralności, uczciwości i sumienia.

Dla nich powstanie w Polsce przyczółka konserwatyzmu w swej tradycjonalistycznej wersji, z głównym celem – restytucją cywilizacji łacińskiej oraz europejskich państw narodowych, jest absolutnie nie do przyjęcia. To trzeba zniszczyć wszelkimi sposobami. Od anarchistycznych bojówek ANTIFY, po TSUE – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A strach ich jest tym większy, że nawet jeżeli nie chcą tego widzieć, to czują instynktownie, iż to w końcu musi się rozlać po całej Europie, a w najgorszych wizjach również w Ameryce, a potem już pójdzie siłą rozpędu – Indie, Chiny, Indonezja, Brazylia…

Konserwatyzm to postawa. To sposób działania. A także styl i klasa. Kultura. Do konserwatyzmu w sposób naturalny należy określenie gentleman. To dopiero trzeba stworzyć. Tego nie ma jeszcze w Polsce. Wprost przeciwnie; przeważa chamstwo i obłuda; hipokryzja i łajdactwo.

To przykre i może nie powinienem tego mówić, ale twarze wykrzywione złymi emocjami, rozbiegane oczka złodzieja, przylepiony na stałe kpiący uśmieszek blond paniusi, posłanki (!!!), dobremu obserwatorowi mówią natychmiast – to źli ludzie. Prostaccy, prymitywni, bez kultury, empatii i refleksji. Wymarzone postaci Lenina i Stalina.

No więc dobrze… jak walczyć?

Słuchając starego, rewolucyjnego trzonu prawicowych patriotów, należy działać szybko i bezwzględnie w stosunku do przeciwników. Ale to oznacza zniżenie się do poziomu przeciwników, głównie w braku empatii i szacunku dla człowieka. To co robi Zjednoczona Prawica w stosunku do ewidentnych przestępców w białych kołnierzykach, skierowanie zarzutów do prokuratury, zatrzymania i areszty, już jest określane jako mściwość i prymitywna zemsta. Potem zaprzyjaźnieni funkcjonariusze tzw. mediów polskojęzycznych (niemieccy właściciele) podniosą alarm, manipulując i kłamiąc opiszą zdarzenie, prześlą to swoim lewackim przyjaciołom w Berlinie, Paryżu, czy Nowym Jorku, ci jeszcze dołożą swoje i powtórzą jak mantrę: w Polsce nie ma demokracji, rządzi dyktatura, a na końcu te artykuły lub reportaże powrócą do nas, a opozycja wrzaśnie – Patrzcie! Oto co o was myśli świat. Niszczycie Polskę! Musicie odejść!

Konserwatyzm tradycjonalistyczny ma jasno określony cel (dobre państwo jest bogate bogactwem obywateli) i jest oparty na solidnych fundamentach dwutysiącletniej cywilizacji łacińskiej.

Postępowanie w zgodzie z tą ideologią wymaga kunsztu i kultury. W kraju niestety ciągle brakuje ludzi z takimi walorami. Tu nie ma się czemu dziwić. Polskie elity, naszą inteligencję świadomie wybito niemal doszczętnie. Między innymi po to, by przerwać naturalną tradycję i szlachecką tożsamość. Co gorsza, na zwolnione miejsce podstawiono fałszywych intelektualistów. Niektórych nawet przywieziono do Polski. Inni z kolei, to jacyś dziwni osobnicy, jak ten człowiek, który został przez hitlerowców zwolniony z Auschwitz z powodu złego stanu zdrowia.

Utworzono więc nowe autorytety, aby te zabrały się do modelowania ludzkiej masy spadkowej, która pozostała po rzezi okupacji. Nowe społeczeństwo kształtowano tak, by wyplenić tradycyjną polskość, swoistą kulturę i patriotyczną godność i dumę. Na szczęście okupantom i ich krajowym operatorom nie do końca się udało. Gdzieniegdzie pozostały tlące się ogniska oryginalnej polskiej cywilizacji czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jednakże straty w kulturze i wiedzy wśród narodu były wielkie. A tradycjonalizm i zasady konserwatyzmu, tak istotne w II RP, zostały nie tylko zapomniane, lecz prawie doszczętnie wymazane ze świadomości.

Z tych strzępów tradycji najbardziej propagowany był romantyzm, rozbiory Polski i kolejne dążące do wolności powstania. To było bardzo ważne. Pozwoliło bowiem zachować szkielet patriotyzmu i nieustannie najważniejszy cel – wolność i suwerenność. Lecz taka właśnie pamięć pokoleniowa, mocno okrojona, romantyczna i nawołująca do walki, lecz niestety pozbawiona szkieletu kultury politycznej, niewzruszonych zasad, sztuki dyplomacji nie pozwalała na szybki i pełny sukces.

Po transformacji wpadliśmy w pułapkę strategów i planistów Kremla. My komuniści niby upadamy, niby oddajemy władzę, a o czym nie wiecie, po to tylko by mieć nadal tą władzę z zupełnie nowych punktów dowodzenia. Rację miał stary Marks, tak zafascynowany i bojący się kapitalizmu – liczy się tylko pieniądz. Więc zdecydowaliśmy się podążać od teraz za zapachem pieniądza. A wy macie tę władzę i „wolność” i się cieszcie. Zobaczymy dokąd to was zaprowadzi. A dodatkowo będą czuwać nad wszystkim nasi agenci pośród was.

Jaka marna była ta władza, naiwna i siermiężna, jak ciągle improwizowano, bo amatorzy, bez wiedzy i doświadczenia, zaczęli uprawiać politykę. Mogliśmy to wszyscy zobaczyć, ze smutkiem i przerażeniem, z zapisanych obrazów, jak w 1992 roku obalono rząd Jana Olszewskiego. Totalne, niepoważne i nieprofesjonalne małpowanie demokracji i polityki. Dziecinada. Długo potem wcale nie było lepiej. Bazując na braku tradycyjnych wzorców wśród młodego intelektualnie społeczeństwa można było i udawało się, wmówić ludziom każdą dowolną bzdurę.

Magister, który był desygnowany na stanowisko narodowego autorytetu, z wielkim szacunkiem był tytułowany profesorem. Totalny burak i wieśniak, sprytne przez komusze służby specjalne (głównie WSI) ustanowiony prezydentem, na małym palcu nosił herbowy sygnet i udawał hrabiego z tradycjami. A inny prezydent naszego kraju, pijaczek, komunistyczny młodzieżowy aparatczyk, pijany w trupa za granicą składał hołd na grobach polskich bohaterów. O ostatnim z tej kosmicznej ferajny przywódców, Lechu Bolku Wałęsie mówić nie będę, bo nie chcę tu demonstrować rozprawy psychiatrycznej o trudzie bycia tajnym agentem czerwonych.

Zrozumiałe więc jest, że taki narodowy i polityczny galimatias (świadomie wywoływany przez przyjaciół głównego ideologa NWO w Polsce, Adama Michnika) powodował w głowach niedoświadczonych obywateli kompletny mętlik.

Ta ostra manipulacja i profesjonalne wdrukowywanie poglądów spowodowało, że nie wiadomo jakie sukcesy Zjednoczona Prawica będzie osiągać, to zawsze będzie miała przepojony nienawiścią i pogardą (wg argumentacji – nie, bo nie) 25% negatywny elektorat. Uczciwie trzeba zaznaczyć, że część z nich to cyniczni byli beneficjenci, którzy w nowym rozdaniu zaczęli tracić wieloletnie profity.

Na tych samych źródłach i przy pomocy identycznych manipulacji wojny psychologicznej zwróciła się przeciwko Dobrej Zmianie, najbardziej prymitywna i agresywna część pisowskiego elektoratu. Głównie ci niedojrzali, lecz również grupa kombatantów zapiekłych w swych rewolucyjnych, a także, trzeba przyznać, ksenofobiczno-anarchistycznych poglądach, nie była zdolna, albo też nie chciała, popatrzeć na szeroką panoramę powiązań i uzależnień, uczciwie ocenić faktyczną moc państwa, a jak już tak tego filosemickiego, pro-amerykańskiego i opiekującego się krnąbrnym dzieckiem – Ukrainą tak mocno nienawidzili, to czy zdołali przedstawić jakąkolwiek nową/starą sił, która byłaby zdolna zapobiec akcji – „żeby było, tak, jak było”.

Tu właśnie jest wyraźnie widoczny brak i nieznajomość myśli konserwatywnej, która już w swoim pierwotnym założeniu narzuca działanie konstruktywne. Do wytyczonego (i akceptowanego przez Polaków) celu należy nieustannie dążyć. Lecz nie poprzez burzenie i brak dialogu ze wszystkimi. Jak bardzo komuniści bali się konserwatyzmu prawdziwej inteligencji, świadczy niszczenie jej na każdym kroku i w każdym miejscu. Wiedzieli, że ludzie mądrzy, sprawni intelektualnie, są naturalnymi autorytetami. Wiedzieli, ze ludzie zawsze pójdą za nimi. De Chateaubriand pisał, że nic nigdy w dłuższym czasie się nie uda, jeżeli to „nie znalazło wpierw oparcia w moralności i sprawiedliwości.”

Hitlerowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki, chyba są bezdyskusyjnym, niepodważalnym dowodem (wkrótce się przekonamy, że merkelowskie Niemcy i putinowska Rosja też).

Konserwatyzm tradycjonalistyczny poza swoją główną rolą polityczną i społeczną, ma również nie mniej ważne dwie inne role do spełnienia: – jest to kultura i,co niezmiernie istotne – obrona naszej cywilizacji łacińskiej, także zwanej zachodnią.

Bogacze – szaleńcy, którym od dobrobytu i nadmiaru wszystkiego, co tylko zapragnęli, postanowili ustanowić nowy ład światowy. Nie wysilali się intelektualnie, tylko zerżnęli z Karola Marksa, Lenina i nieco z Mao Zedonga. Kolejna idiotyczna utopia. Jednakże, mając u władzy zależnych od siebie lewaków i liberałów zaczęli od zdecydowanego niszczenia naszej cywilizacji. To etap pierwszy. Słynne wynalazki: multi-kulti, LGBT, poprawność polityczna, igranie z prawdziwą demokracją, niszczenie religii chrześcijańskiej, nawet w sensie materialnym zamieniając kościoły na dyskoteki. Lewackim politykom nie przechodzi przez usta święte słowo „Boże Narodzenie (a z Allahu Agbar, czy Chag Chanuka Sameach nie mają żadnego problemu)

Cywilizacja łacińska tych szurniętych „zbawców świata” bardzo uwiera, bo za dużo tam moralności, uczciwości i sprawiedliwości. To przecież ograniczenie praw obywatelskich! Wolności i swobody! Nie ma miejsca na trzecią płeć!

Za niszczeniem cywilizacji podąża upadek kultury. I to w sposób zastraszający. Upada kultura osobista, a za nią wzajemny szacunek. Nie da się już przyzwoicie dyskutować. A co gorsza, ludzie przestali nawet słuchać jeden drugiego. Słuchają tylko telewizora. To wystarcza za cały świat. Nie panuje się nad emocjami. Krzyczy się i kłóci. Rodzice nie potrafią i przestali wychowywać dzieci. Gdy tylko dziecko nie jest ciche i spokojne, idzie się do psychologa, stwierdza się jakieś ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi) i bez skrupułów i refleksji oddaje się biedaka do specjalnego przedszkola, szkoły, czy gdzie tam jeszcze. Byleby tylko mieć święty spokój.

Ludzie uciekają od odpowiedzialności; więcej, ludzie uciekają od podejmowania decyzji. I hurtem popadają w depresję, bo nie nadążają, bo nie rozumieją, bo nie mogą sobie dać rady.
Trzydziestolatek się chwali, że jak skończył szkołę, to nie przeczytał żadnej książki. Mężczyźni, zdrowe byki, bez żenady stają się utrzymankami kobiet. Żon, mamuś, czy przyjaciółek.

Wszyscy z młodszego pokolenia sięgają po narkotyki. I święcie wierzą, że takie niewinne towary, jak marycha, czy amfa, nie robią im krzywdy. A że pamięć siada, że brak koncentracji i motywacji, niezdarność, to przecież normalne.

To co obserwujemy w strefie kulturalnej, to już pełna dekadencja. I właśnie w tym, jest nadzieja. Jeżeli to jest właśnie dekadencja, ten upadek kultury, to patrząc na historyczną cykliczność, mamy prawo się spodziewać, że idzie przełom. Czy tworzący się w Polsce konserwatyzm może wybuchnąć pełnym płomieniem i rozpalić upadającą Europę? Jak widzimy, to trudna sprawa. Wszystkie diabły starają się do tego nie dopuścić. Lecz… jak widzimy, coś się dzieje we Francji, w Hiszpanii, w Austrii, Włoszech, Belgii. Może zaczyna się powrót do korzeni Europy?

***

Wicehrabia de Chateaubriand w swoim dziele „Pamiętniki zza grobu” napisał:

„Są dwa rodzaje następstw w historii: pierwsze, bezpośrednie, w określonej chwili, i drugie, dalekie, zrazu niewidoczne. Te następstwa często są ze sobą sprzeczne; jedne wynikają z naszego ułomnego rozumienia, inne z odwiecznej mądrości. Wydarzenie opatrznościowe przychodzi po ludzkim. Bóg Stoi za nami. Zaprzeczajcie, ile wam się podoba, wyrokom boskim, odrzucajcie je, kłóćcie się o słowa, nazywajcie siłą rzeczy, albo racją to, co zwykły człowiek nazywa Opatrznością, rozważajcie skutki faktów dokonanych, a zobaczycie, że zawsze przynoszą rzeczy przeciwne waszym przewidywaniom, jeżeli nie znalazły wpierw oparcia w moralności i sprawiedliwości.”

Więc na czym nam tak naprawdę, uczciwie zależy? Żeby wygrać kolejną potyczkę z Komisją Europejską lub ich Trybunałem? Pokazać „Żydkom”, gdzie jest ich miejsce i wynocha stąd!? By zawsze przeciwnika prać po pysku, bo tylko to jest w stanie zrozumieć?

Czasami trzeba stanąć do wojny. Jak nie da się już inaczej. Lecz nie można przeć do wojny. To właśnie czynią totalni, nasi wrogowie. Uprawiając konserwatyzm w życiu Polski, pokonamy ich spokojnie, bezkrwawo i najniższym kosztem.

A na dodatek szybko podniesiemy standardy życia Polaków. Zdrowych spokojnych i pełnych rodzinnego ciepła świąt Narodzenia Pańskiego. Odpoczynku od codziennego zabiegania oraz chwili zadumy.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 4.6/10 (wszystkich: 13)
Trzeba działać tak, aby wszystkim było lepiej..., 4.6 out of 10 based on 13 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Janusz Kamiński

- publicysta. Z zawodu inżynier elektronik pracujący od 30 lat za granicą na morzu. Konserwatysta.



Moto Replika