Czy rektor UG dopuścił się plagiatów? "Zachodzi możliwość naruszenia prawa" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 25.09.2020

Czy rektor UG dopuścił się plagiatów? „Zachodzi możliwość naruszenia prawa”

Czy rektor Uniwersytetu Gdańskiego dopuścił się plagiatów? Wiele na to wskazuje. Jeśli zarzuty się potwierdzą, trudno wyobrazić sobie, aby w dalszym ciągu sprawował funkcję.

(fot. Krzysztof Mystkowski / KFP).

A wszystko za sprawą próby uzyskania przez Jerzego Gwizdałę tytułu profesora. Gdyby nie to, być może nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że istnieje spore prawdopodobieństwo, iż obecny rektor Uniwersytetu Gdańskiego swój dorobek naukowy budował bezprawnie, wykorzystując prace innych naukowców.

Co ciekawe, Gwizdała ze swoim – jak oceniło kilku recenzentów – raczej słabym dorobkiem naukowym przeszedł wszelkie procedury prowadzące do uzyskania tytułu profesora zwyczajnego! Przyzwolenie na to dała , następnie pięciu z sześciu recenzentów.

Zdumiewająco wyglądały konkluzje recenzji prof. Andrzeja Józefa Gospodarowicza i prof. Małgorzaty Zaleskiej, którzy oceniając dorobek Gwizdały stwierdzili, że spełnił on z naddatkiem ustawowe wymagania wobec kandydat do tytułu profesora, rekomendując rzecz jasna nadanie tytułu. Tylko jeden (sic!) recenzent () wyraził jednoznaczny sprzeciw i bardzo poważne wątpliwości w stosunku do dorobku Gwizdały!

Niezależnie od tego, postępowanie toczyło się dalej i doszło już do ostatniego etapu, czyli do Kancelarii Prezydenta RP. Dopiero tam któryś z naukowców skierował list ujawniający, że wniosek o nadanie tytułu profesorskiego Gwizdale to z naukowego punktu widzenia raczej nieporozumienie. Prezydent Duda zareagował w tej sprawie szybko i jednoznacznie – tytułu nie przyznał.

Jak donosi Forum Akademickie – na wniosek Kancelarii Prezydenta profesorską publikację Jerzego Gwizdały oceniło specjalnie do tego powołane gremium pod przewodnictwem prof. dr. hab. Andrzeja Górskiego, Przewodniczącego Komisji do Spraw Etyki w Nauce Polskiej Akademii Nauk. 25 lutego 2020 roku prof. Górski napisał, że według opinii komisji zachodzi możliwość naruszenia praw autorskich i pokrewnych, gdyż treść obydwu artykułów jest bardzo zbliżona, zaś kandydat nie odwołał się do wcześniejszej publikacji.

Co ciekawe już w 2019 roku Jerzy Gwizdała czuł się na tyle pewny siebie, że zmienił wzory uczelnianych dokumentów i pieczątki w taki sposób, aby jednoznacznie wyeksponować publicznie swój przyszły .

– To było zupełnie zdumiewające, gdy do wszystkich pracowników rektor wysłał maila z nowymi instrukcjami dotyczącymi konieczności zwracania się do niego jako do profesora zwyczajnego – słyszymy od wieloletniej pracowniczki UG. – Do tej pory nikt nigdy czegoś takiego nie robił. Oceniam to jako wyraz wyjątkowej buty i arogancji pana rektora.

Tak Jerzy Gwizdała prezentował się na oficjalnej stronie Uniwersytetu Gdańskiego:

Jerzy Gwizdała oficjalnie prezentował się jako „profesor doktor habilitowany”.

Oficjalny biogram Gwizdały przedstawia fałszywe informacje nt. tytułu naukowego.

Trudno nie odnieść wrażenia, że podpisując się jako „prof. dr hab.”, nie posiadając jednocześnie tytułu profesorskiego, wprowadzał opinię publiczną, wszystkich pracowników uczelni i studentów w błąd.

Szczegółowo kulisy całej sytuacji opisał red. na łamach Forum Akademickiego. Dodatkowo w internecie bez trudu można znaleźć obszerne porównanie prac rektora Gwizdały i autorów publikacji, które – wiele na to wskazuje – miały być przez Gwizdałę wykorzystane niezgodnie z prawem. Wroński twierdzi także, że wątpliwych zapożyczeń w publikacjach Gwizdały jest więcej – mowa o kopiowaniu od kilku do kilkunastozdaniowych fragmentów innych prac, w tym doktoratów, a także o tzw. autoplagiatach, czyli powtórnym publikowaniu wcześniej wydrukowane własnych treści, nie podając źródła.

– Brak miejsca nie pozwala na przedstawienie kolejnych przykładów podobnych praktyk. Już jednak te opisane pozwalają podejrzewać, że kandydat do tytułu profesorskiego wielokrotnie naruszał prawa autorskie innych osób – pisze red. Marek Wroński na łamach Forum Akademickiego. – Nasuwa się pytanie, czy w tej sytuacji – gdy z końcem 2019 r. okazało się, że nominacja profesorska „utknęła” w Kancelarii Prezydenta RP z powodu zarzutów nierzetelności naukowej – nie powinien zrezygnować z ubiegania się o kolejną kadencję rektorską?

Rektor z przeszłością

Warto w tym miejscu przypomnieć, że kontrowersje – choć o innym niż naukowy charakterze – pojawiły się wokół Gwizdały już w latach 90., o czym przypomina Gazeta Wyborcza: „na początku lat 90. Gwizdała był zamieszany w sprawę kradzieży materiałów budowlanych z państwowej hurtowni, której kierownikiem był Bolesław F. (późniejszy szef GPEC). Materiały znaleziono na sąsiadujących ze sobą posesjach Gwizdały i Bolesława F. w Borkowie pod Gdańskiem, gdzie do dzisiaj mają domy letniskowe. Mimo zeznań świadków – robotników, którzy wozili materiały z hurtowni na budowę domku Bolesława F., sprawę po pięciu latach umorzono. Bolesław F. przekonał prokuratora, że materiały sprzedał legalnie spółce Longinex. Potwierdził to Gwizdała, zatajając jednak w zeznaniu, że właścicielkami Longineksu są jego żona i żona Bolesława F. Potem Longinex prowadził większość remontów na Uniwersytecie Gdańskim, gdy Gwizdała był dyrektorem administracyjnym” (http://wyborcza.pl/1,75248,112964.html#ixzz3ykJLfS00)

Należy także przypomnieć, że w czasie swojej pierwszej rektorskiej kadencji Gwizdała próbował zaskarbić sobie przychylność obecnej władzy, choć od dawna wiadomo było, że jego sympatie raczej lokowane były po stronie środowisk związanych z Platformą Obywatelską. Aby jednak zyskać przychylność obecnej władzy, Gwizdała na uczelni odsłonił tablicę pamiątkową śp. Lecha Kaczyńskiego, w czym uczestniczył np. skompromitowany i zamieszany w tzw. aferę samolotową były już marszałek Sejmu i kilku innych polityków PiS.

 – Całe przedsięwzięcie polegające na pokazaniu publicznego gestu w stosunku do nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego, a tym samym w stosunku do PiS miało charakter czysto polityczny i koniunkturalny, prawdopodobnie w zamyśle mający zapewnić sobie przychylność obecnej władzy, ponieważ powszechnie wiadomo, że sympatie Gwizdały lokowane są zdecydowanie po stronie Platformy Obywatelskiej słyszymy ze środowiska gdańskich naukowców. – Zresztą swego czasu, jako wiceprezydent Gdańska, Gwizdała był jednym z najbliższych współpracowników Pawła Adamowicza.

Okazuje się, że intensywne działania Jerzego Gwizdały wkraczające w obszar polityczny na niewiele się zdały w kontekście jego naukowego dorobku. Wiele wskazuje na to, że na tytuł profesorski szans już nie ma, ujawnione fakty prezentują jego wizerunek w mocno niekorzystnym świetle jako rektora dużej publicznej uczelni, a pytaniem otwartym pozostaje to, czy jego naukowymi „poczynaniami” zainteresuje się prokuratura, ponieważ w tle być może pozostaje kwestia odpowiedzialności karnej za kradzież własności intelektualnej, bo taka może być zakwalifikowane wykorzystywanie cudzych publikacji nie wskazując ich prawdziwych autorów. Tu dodatkowo na uwagę zasługują prawdopodobnie niskie pobudki jego działania, czyli bezpodstawna próba uzyskania tytułu naukowego, co na pewno etycznie może być oceniane wyjątkowo nagannie.

Na koniec ważne pytanie – jak to możliwe, że wśród tak wielu osób sprawujących istotne funkcje polityczne, naukowe, czy społeczne – tak często pojawiają się wątpliwości w zakresie etyki, moralności i po prostu uczciwości? Czy zawsze już będziemy świadkami negatywnego doboru kandydatów do istotnych funkcji i wymagających zadań?


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Waldemar Brzoza

- dziennikarz, fotoreporter, podróżnik.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>