Edu-gaming vs polska "edukacja". Konflikt elektryczności z dawną zabobonną polską wsią | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 2.06.2014

Edu-gaming vs polska „edukacja”. Konflikt elektryczności z dawną zabobonną polską wsią

My tego, co prawda, nie pamiętamy i może to być dla współczesnego człowieka szokujące, ale częstym problemem w elektryfikacji wsi polskich był opór ich mieszkańców. Elektryczność dawała światło, jednak jej źródło i sposób działania należał do zagadnień z zakresu czarnej magii, a ta jednoznacznie wiodła do piekła. Tam zaś na samym dole na odbiorców prądu czekał Boruta, w garncu żarzyła się ognista zupa, która w połączeniu z grzesznikiem stanowiła potrawę-przestrogę dla pokoleń – aby broń Boże nie korzystać z możliwości, jakie niesie za sobą to źródło energii.

szkola_historia2

Trudno jest nam sobie teraz wyobrazić funkcjonowanie bez prądu – większość naszego życia, pasji i przyjemności najzwyklej w świecie zgasłoby. W edukacji polskiej występuje podobny problem jak niegdyś na dalekiej prowincji. Tak wygląda ewolucja polskiej szkoły na przestrzeni kilkudziesięciu lat:

Jak widać, o wiele bardziej widoczny jest rozwój technologii fotografii, aniżeli edukacji. Patrząc nieraz na dzieci idące do szkoły, przychodzi mi do głowy analogia z jeńcami, którzy smutnym i chwiejnym krokiem zmęczeni idą w kierunku przymusowego odbycia kary, taszcząc na plecach kilogramy wiedzy naszych przodków. Młodzież w wieku 13-19 lat często nie lubi książek, kojarzą im się z nudą, srogim nauczycielem, przymusową dawką wiedzy, którą muszą przyjąć, aby uniknąć „przedłużenia kary zesłania”. Nie widzą celu nauki, często chcą przetrwać od poniedziałku do piątku, od września do czerwca. Wrócić z wygnania i rzucić pokoleniową wiedzę zawartą w opasłych tomiskach i oddać się tym, co w tym wieku najważniejsze: przygodzie, zabawie i chęci odkrywania czegoś nowego.

Edukacji polskiej udało się wykorzenić z większości polskich młodych głów chęć odnalezienia w wiedzy pasji i zabawy. Funkcjonujemy w dobie powrotu „piktogramów”, bo w końcu memy,demotywatory, instagram i wiele innych portali, które opierają się na piśmie obrazkowym. Oczywiście jest ono inne od jaskiniowego, nie musimy w końcu przyklejać kciuka do ściany jaskini w geście „like it”- piktogramy też mają prawo do ewolucji- jednak tego typu pismem posługują się ludy aspirujące do miana cywilizacji, a w tym przypadku niestety widzimy sytuację odwrotną. Pikanterii do procesu „cofki” intelektualnej dodają programy rozrywkowe i polityka , które umiejętnie go potęgują.

Jedynym możliwym przeciwdziałaniem tej tragedii jest edukacja, umiejętna, dostosowana do potrzeb i chęci młodego pokolenia. Dziś na większości lekcji wygląda to tak:

  • sprawdzenie listy obecności
  • praca z podręcznikiem lub z ćwiczeniówką,
  • praca domowa,
  • sprawdzian co tydzień,
  • pytanie co lekcję,
  • klasyczny stres… dom. Mało kto z nas „starych” wspomina to z uśmiechem na ustach oraz pełnią szczęścia i nostalgii. Traktujemy to jako pranie mózgu, któremu każdy z nas musi być poddany. Efekty prania widoczne są teraz- po wyborach i frekwencji. Tylko edukacja może to odmienić.

Drogi czytelniku, podczas czytania dalszej treści uruchom wyobraźnię i pomyśl. Jakby to było, gdyby edukacja była zabawą, a wiedza przyjemnością? Jak wpłynęłoby to na możliwości państwa? Jak wyglądałyby każde następne wybory i poziom polityki? To są ułamki sekundy z gier, które mogą być wykorzystywane chociażby w historii:

W tym przypadku widzimy tylko jedna klatkę na setną sekundy. W przeciągu 40 minut młody człowiek poprzez zabawę zapamięta o wiele więcej informacji niż ministerstwo mogłoby założyć.

„Gra” daje możliwość wielu kombinacji, scenariuszy i możliwości. Oprócz suchej wiedzy poznajemy relatywizm i zmienność, uczymy się myśleć logicznie, choć czasem niekonwencjonalnie, oprócz pojęcia mamy też wizualne jego odbicie. Możemy wcielić się w każdą postać w dziejach, od człowieka z Cro-Magnon aż po Lecha Wałęsę. Jak żadne inne pokolenie nasza młodzież mogłaby stanąć w „bańce” i ujrzeć każdy aspekt z naszego pokoleniowego doświadczenia na własne oczy… Możliwości technologiczne mogą dać naszemu młodemu pokoleniu coś, o czym sami marzyliśmy-podróż w krainę wiedzy, a nie tylko opowieści o jej pięknie.Jeśli ktoś twierdzi: „Ok, historię może tak, ale matematyka, biologia?”. Oto rozwiązanie:


Pierwszy obraz przedstawia KhanAcademy – portal edukacyjny, gdzie głównie skupiona jest edukacja dla umysłów ścisłych jednak w miarę rozwoju dostarczane są treści z innych dziedzin. Następne to gra SPORE, która pokazuje zakręty ewolucji, zmian gatunkowych i meandrów DNA oraz rozwoju gatunku na przestrzeni milionów lat. Następnym pytaniem może być: „A co z książką, kartką papieru i jej zapachem?”

W każdy etap/poziom gry ma swoje questy(zadania), w zależności od poziomu będą to wprowadzone w klimat programu testy, quizy i różne formy ekspresji wiedzy. Do tego będzie potrzebna książka- tzw. solucja, gdzie uczeń znajdzie odpowiedź-summa summarum i tak opanuje podręcznik, jednak troszkę szybciej aniżeli chciało ministerstwo. Motywacją będzie chęć grania, rywalizacji, nauki, dobrej oceny i dalszej zabawy z kolegami. Nad tego typu edukacją stoi ŚWIADOMY nauczyciel, który widzi postęp ucznia na komputerze „matce”i jest w stanie określić jego cechy, umiejętności na podstawie zachowań utworzonego przez ucznia edu-alterego.

Problemem jest tylko właściwe stworzenie takiej treści, aby spełniała zalecenia ministerstwa.Tu wystarczy kontakt pomiędzy edukacją a programistami i pomysł -nic prostszego… Gra tak samo jak film czy program nie musi być ogłupiająca i demoralizująca. Tak samo, jak kiedyś wokół elektryczności, fotografii, filmu narastały zabobony- tak samo stało się z grą. Projekt ten nie walczy z książką, a właśnie o jej powrót, nie wyklucza młodzieży chcącej z nią pracować. Nawraca po prostu tę dużą grupę, która będzie ich używać w przyszłości jedynie do „kalibracji” mebli.

Najciekawsze jednak jest to, że w Polsce żaden wydawca czy firma związana z edukacją dotychczas nawet tym się nie zainteresowała. Na czele edukacji stoją ludzie, którzy ulepszają maczugę w dobie broni palnej, a nauczyciele wojownicy się nią zachwycają, zataczając beznadziejne koło. Ci, którzy chcieliby postrzelać są wyśmiewani, bądź stają się niewygodni.

Dziękuję za dotrwanie do końca…


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- (urodzony 15 czerwca 1983 r. w Kozienicach) - historyk, pedagog, wolontariusz, na co dzień pracujący z młodzieżą w warszawskim zespole szkół ponadgimnazjalnych. Absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie na którym stał się pasjonatem „dydaktyki nauczania” głównie w aspekcie zastosowania nowoczesnych technologii w nauczaniu. W kręgu jego szczególnych zainteresowań historycznych leżą przemiany kulturowo-społeczne zarówno w Europie jak i na świecie w XX w. W wolnych chwilach oddaje się pracy wolontariackiej lub kolejnej pasji - psychologii, w szczególności tematyce wpływu mass mediów i technik informacyjnych na proces uczenia się i kształtowania jednostki. Prowadzi swojego autorskiego bloga www.marcinsiekanski.wordpress.com

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Zosia29 pisze:

    Jestem nauczycielką już czwarty rok. Pomysł przedstawiony w artykule jest naprawdę fajny i logiczny. Uczniowie w szkołach się naprawdę nudzą. Pedagog młody duchem ,który chce coś zrobić i zaciekawić dzieci musi się ostro nawyginać i nawalczyć ze stara skorupą nauczycielską, która zrobi wszystko żeby nie wprowadzać zmian. Duzo pedagogów nie wiem nawet po co uczy, trzymają się stołków nie zwracając uwagi na to ,że pracują z ludźmi. Ma Pan rację ,że sytuacje w Polsce może uratować tylko edukacja bo jest źle. Grono pedagogiczne w Polsce powinno być poważnie sprawdzone czy w ogóle jest w stanie uczyć i czy w ogóle wie coś o młodych i ich realiach. Więcej takich treści bo z roku na rok jest co raz gorzej!

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>