Opublikowano: 5.08.2013

Historia płyt chodnikowych – czyli w Sopocie bez zmian

Chcąc włączyć się do ogólnonarodowej walki z otyłością a także przysłużyć się promowanej za unijne środki innowacyjności, przeprowadziłem eksperyment.

Okolice sopockiego Hipodromu.

Okolice sopockiego hipodromu. (Fot. Google Street View)

Przyznać muszę, że z dużej mierze był on efektem przypadku, ale skończyło się na spacerze z wózkiem i dzieckiem w tymże wózku z sopockiego Hipodromu w okolice uniwersytetu i Opery Leśnej. Pokonanie dystansu trzech kilometrów zajęło mi ok. pół godziny, co cieszy gdyż „google maps” ocenił to na prawie czterdzieści minut. Ale nie był to test wydolności mojego organizmu ale jakości chodników w słynnym kurorcie.

Test wypadł fatalnie! Na trasie mojego spaceru naliczyłem prawie 20 różnych nawierzchni: płyty kwadratowe, płyty w kształcie rombu, płyty w kształcie pięciokąta, kostka szara i bordowa, przedwojenna kostka brukowa tzw. „kocie łby”, itd. itp. Generalnie na jednej ulicy zdarzały się ze cztery różne nawierzchnie, zupełnie do siebie nie pasujące nie tylko estetycznie, ale nawet wysokością. Dodatkowym utrudnieniem w tym jakże trudnym teście, którego nie powstydziliby się pewnie nawet autorzy kultowego „Top Gear” – też dość w testach pomysłowi, była chęć nie zbudzenia słodko śpiącego w prowadzonym przeze mnie wózku półrocznego Leo. Stąd na niekorzyść Sopotu odnotowywałem także wysokie krawężniki, brak zjazdów dla wózków i liczne nierówności nawierzchni. Niestety Leo budził się trzy razy – zawsze przez dziury i owe krawężniki.

Przeszkodą nie do pokonania stał się tunel pod torami na górze Monciaka. Tunel jest wyremontowany, elegancki. W trakcie jego przebudowy, pewnie z wykorzystaniem środków z Unii Europejskiej, nawet zlikwidowano podjazdy dla wózków bo wybudowano windę! Tylko, że winda nie działa a ja z wózkiem zmuszony byłem wydłużyć mój spacer na sąsiednią ulicę, nomen omen, ul. Podjazd, bo sprowadzanie wózka ze śpiącym dzieckiem po schodach i wdrapywanie się po nich z drugiej strony torów niechybnie ponownie obudziłoby małego. I tak z zaledwie trzema przerwami w słodkim śnie dziecka, spowodowanymi jakością chodników, po pół godzinie spaceru, dotarłem do celu.

W jego trakcie miałem okazję podziwiać nie tylko nierówności nawierzchni ale i nierówności w rozwoju miasta. Wciąż wyraźnie widać w nim zadbany, mimo zepsutej windy, sektor turystyczny z kolejnymi spektakularnymi inwestycjami i zapomniane rejony, gdzie zamieszkują zwykli obywatele tego miasta. Spacer zacząłem przecież na remontowanym właśnie hipodromie, gdzie odbywały się zawody w skokach przez przeszkody, a są i wyścigi konne. Nie ma co, jak ktoś preferuje takie rozrywki to w Sopocie nudzić się nie będzie. Niedaleko jest też hala widowiskowo-sportowa, do której miałem ochotę wybrać się niedawno z rodziną na pokazy słynnego cyrku, ale przy cenach biletów idących w setki złotych, pozostał mi spacer – przynajmniej darmowy.

I tak przemierzając z wózkiem nierówne chodniki spoglądałem na kolejne apartamentowce, restauracje, piękną wizualizację nowego dworca realizowanego jak metodą partnerstwa publiczno-Prywatnego (pisownia nie bez znaczenia), czy marinę jachtową przy molo. Dotarłem w końcu w okolice Opery Leśnej i zastanowiłem się kiedy byłem tam ostatnio i czy w ogóle widziałem ją po remoncie na żywo czy tylko w telewizji i czy widzieli ją mieszkańcy tego miasta?

Generalnie w Sopocie chyba wciąż jest bez zmian. Pogoda jest dla bogaczy a mieszkania też dla nich bo, jak donoszą dzienniki, przy Monciaku 1 metr kwadratowy kosztuje 25 tysięcy złotych. Budżet miejski wciąż preferuje inwestycje prorozwojowe, czyli służące turystom a mieszkańcom wystarczy radość, że po sezonie, jak owi turyści wyjadą, w mieście da się jakoś żyć. Prezydent zajmuje się głównie Przewodniczącym Rady Miasta a ten głównie Prezydentem. Szkoda, że chwilowe zainteresowanie obu sprawami mieszkańców w czasie kampanii wyborczej w roku 2010 było tak krótkotrwałe.

Sopot i jego chodniki powinny być przede wszystkim dla mieszkańców, w tym dla półrocznego Leo w wózku, a może szczególnie dla niego skoro należy do jakże nielicznej grupy sopockich dzieci. I na koniec raportu z tego badania zagadka, a może zaczyn do następnego badania. Czemu w Sopocie jest tak mało dzieci? Wynikami podzielę się po przeprowadzeniu stosownego rozpoznania metodą obserwacji uczestniczącej.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 3)
Historia płyt chodnikowych - czyli w Sopocie bez zmian, 10.0 out of 10 based on 3 ratings
Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Tomasz Bojar-Fijałkowski

- doktor nauk prawnych, wykładowca akademicki, manager. | Kontakt: Facebook, E-mail, Strona www | Więcej o autorze...

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>