Jarosław Kaczyński. Wielki budowniczy, czy wielki destruktor? – Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 13.06.2018

Jarosław Kaczyński. Wielki budowniczy, czy wielki destruktor?

Chyba nie ma nikogo, kto zaprzeczyłby, że pod rządami Prawa i Sprawiedliwości i koalicjantów Polska jest reformowana. Zmiany w sądownictwie (na każdym szczeblu), zmiany w szkolnictwie, zmiany w systemie emerytalnym. Zmiany, zmiany, zmiany.

Widać wyraźnie, że znaczna część tych zmian była konieczna (ot, chociażby uszczelnienie systemu podatkowego). Widać także, że zmiany przeforsowane w Sejmie w okresie pierwszych dwóch lat obecnych rządów przygotowane były w czasach, gdy Polską rządziła koalicja PO – PSL. Jednak widać też coraz wyraźniej, że te, wcześniej przygotowane koncepcje powoli ulegają wyczerpywaniu, a nowych nie widać. Albo raczej: te, które są prezentowane, raczej poparcia społecznego Prawu i Sprawiedliwości nie przydadzą. A życie pokazuje, że obszary, w których zmiany, i to nawet bardzo radykalne, są konieczne, wcale nie ulegają zmniejszeniu. A rzekłbym, nawet rosną. Dopiero teraz, trochę pod wpływem działania tak zwanej „totalnej opozycji” widać, jak wielką prawdę ujawnił w swoim czasie pan Sienkiewicz (nie ten znany, laureat literackiej nagrody Nobla) stwierdzając, że Polska jest tylko państwem teoretycznym.

-em dzieliła się mafia, niepełnosprawni mogli liczyć wyłącznie na siebie, poziom szkolnictwa (wszystkich szczebli) był coraz gorszy, służba zdrowia w kompletnej zapaści, gospodarka „ustawiona” na realizację oczekiwań „sprzedawców” z Zachodu. O działaniach organów Państwa najlepiej mówi dzisiejsza postawa wysoko postawionych osób zeznających przed komisją sejmową w sprawie Amber Gold i OLT. „Nie wiem”, „nie pamiętam”, „nie miałem wpływu”, „dowiedziałem się z mediów” – to stwierdzenia niegodne wysokich urzędników państwowych. A ja dodam: charakterystyczne dla przestępców, w miarę obeznanych z kodeksem karnym i z tak zwanej ostrożności procesowej uciekających się do takich sformułowań, które w przyszłości, na przykład już przed sądami, zapewne pozwolą na stosowanie różnych kazuistycznych wybiegów.

Dla mnie obraz złego funkcjonowania państwa to przede wszystkim dwie wielkie katastrofy lotnicze: ta pod Mirosławcem i kolejna, ta pod Smoleńskiem. Reformy wprowadzane przez ekipę Jarosława Kaczyńskiego wzbudziły niezwykle ostry, zdecydowany sprzeciw opozycji. Tego należało się spodziewać i zapewne prezes zdawał sobie sprawę z tego, że nastąpi. Czy spodziewał się jednak, że będzie aż tak radykalny, że posunięty zostanie aż do wzywania na pomoc „zagranicy”? Zapewne tak. Świadczy o tym na przykład skala zmian w sądownictwie, ocierająca się niekiedy o naruszenie Konstytucji. Najwyraźniej rządzący doszli do wniosku, że istniejący system trzeba zburzyć i stworzyć od podstaw na nowo. I starają się taki scenariusz realizować.

Jednak mam wątpliwości, czy Jarosław Kaczyński zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele różnych elementów naszego życia wymaga takiego „przeorania”. Totalna opozycja już pokazała, że potrafi nie tylko wzywać na pomoc „przyjaciół” z zagranicy, ale także wyprowadzić na ulice lekarzy – rezydentów, osoby niepełnosprawne. A ja spodziewam się następnych kroków. Za chwilę będziemy mieli strajki studentów (sesja za pasem – sic!). W kolejce czekają nauczyciele, pielęgniarki, kolejarze. Zawsze można dołączyć do tych grup osoby z różnych „egzotycznych środowisk” (mniejszości narodowe, etniczne, o nietypowych skłonnościach seksualnych). Tak zwani „obrońcy demokracji chętnie staną w obronie demonstrujących w obronie swoich praw. Nawet, gdyby owe demonstracje polegały na okupowaniu budynków użyteczności publicznej. Bo przecież ich zdaniem demokracja pozwala nie tylko na głoszenie swoich poglądów.

Demokracja pozwala na ich głoszenie w dowolnej formie. Niebezpieczeństwa czyhające na rządzących czają się jednak nie tylko w szeregach tak zwanej totalnej opozycji. Rzekłbym nawet, że tam są one znikome. Intelektualna miałkość takich „bojowników wolności” jak Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer czy Ryszard Petru w zasadzie zapewnić powinny Prawu i Sprawiedliwości co najmniej kolejną kadencję w Sejmie. Na przeszkodzie jednak stanąć mogą wszelkiego rodzaju pomysłodawcy z własnych szeregów. Gdy wyczerpały się pomysły przygotowane przed zwycięskimi dla wyborami, zaczęto prezesowi podsuwać różne nowe idee. Czy powodem tych nieudanych podpowiedzi była słabość intelektualna, czy chęć znalezienia się w pierwszym szeregu „doradców” – nie mnie oceniać.

Jest jednak faktem, że na przykład ustawa deubekizacyjna (cokolwiek to słowo miałoby oznaczać) nie przyniosła chwały rządzącym. Została jednak jakoś, choć z trudem, przez „ciemny lud” strawiona. Ale już ustawa „degradacyjna” (i znów: cokolwiek miałoby to słowo oznaczać) pokazała wyraźnie, że Polacy nie są skłonni do mściwości. Jednak mali, podli ludzie podsuwali kolejne, równie trafne pomysły. Bardzo często nie widząc żadnych granic w potępianiu przeszłości, wypaczaniu prostych i jednoznacznych pojęć. Dzisiejsi „bohaterowie” z szeregów związanych z PiS lekką ręką rozdają tytuły zdrajców, zaprzańców, targowiczan. Czekam jeszcze tylko na „zaplutych karłów reakcji”. A sami bardzo często zapominają o potrzebie bycia po prostu „CZŁOWIEKIEM”. Uczciwym, niezbyt zachłannym (żeby nie powiedzieć – skromnym). Przykład premii w KPRM jest aż nadto wyraźnym dowodem na to, że wśród najbliższych Jarosławowi Kaczyńskiemu osób jest wielu, którzy nie potrafią oprzeć się pokusie przywilejów, jakie może dawać władza. (O stanowiskach w spółkach państwowych nie wspomnę). Myślę, że jest to jeden z powodów, dla których sam prezes skrócił konieczne leczenie). W końcu ktoś musi przywrócić porządek w szeregach partii.

Być może prezes PiS nie spodziewał się także tak gigantycznej akcji ze strony środowisk żydowskich na nowelizację ustawy o . Niebezpieczeństwo, jakie w kwestii niektórych ustaw czyha na rządzących polega na tym, że wielokrotnie prezentowana narracja w zasadzie nie pozwala na jakiekolwiek ustępstwa wobec i pana Timmermansa w sprawie sądów, i wobec USA w sprawie nowelizacji ustawy o . Tymczasem wiele wskazuje na to, że w obu tych, przyznaję to z bólem, niezwykle ważnych sprawach, polscy negocjatorzy zostali po prostu „ograni”. Sprytny Timmermans, walcząc o swoją (a co oczywiste, nie Polski) przyszłość, małymi kroczkami i obietnicami kolejnych posunięć zmiękczających stanowisko Brukseli wobec Polski, osiągnie wszystko, do czego był namawiany przez totalną opozycję. A polski będzie miał „zagwozdkę” z ciemnym ludem, który gotów był przyjąć nawet finansowe sankcje w zamian za pokazanie rzeczywistej niezależności. Jeszcze bardziej skomplikowana jest sprawa z ustawą o IPN.

Polacy dowiedzieli się, że to nie polski parlament, a Kneset ma decydować o prawie obowiązującym na ziemiach polskich. Nawet, gdyby Jacek Kurski okazał się geniuszem propagandy (a nie jest nawet dobry „w te klocki”), nie przekona „ciemnego ludu”, że białe jest czarne. Obecny kształt ustawy jest, przynajmniej w kwestii zagłady i prawdy z nią związanej jasny, prosty i precyzyjny. Jeśli nie podoba się Żydom, to oni mają problem, a nie Polacy. Każde ugięcie się wobec żydowskich żądań, wyrażanych czy to w Polsce, czy w Niemczech, czy nawet w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej – przez Polaków będzie odbierane jako klęska rządzących. I w tym tonie wykorzystane przez totalną opozycję.

Jeśli przez takie działania PiS przegra kolejne wybory to okaże się, że Jarosław Kaczyński jest wielkim destruktorem, a nie wielkim budowniczym, jak chciały się widzieć. I jak postrzega go znacząca część polskiego społeczeństwa. A czym powinni zająć się rządzący, żeby wzmocnić swoją pozycję przed wyborami? Życie podpowiada tematy niemal codziennie. Oto kilka z nich.

  1. „Mafia śmieciowa”. I nie mam tu na myśli tych, którzy pozakładali zgodnie z obowiązującym prawem (ciekawe, kto za takimi ustawami głosował i dlaczego) składowiska i teraz, nie chcąc ponosić kosztów utylizacji odpadów, podpalają je. Mam na myśli tych, którzy dopuścili do obciążania kosztami odbioru odpadów „obcych” na danym terenie i zwalniania z takich opłat „miejscowych” (wszak to wyborcy!). Efekt – coraz więcej nielegalnych wysypisk w lasach, nad jeziorami. A koszty ich likwidacji dla gmin są gigantyczne. I dlatego nikt tego nie robi. Co na to rządzący?
  2. „Banksterzy”. Spotkałem wielu ludzi, którzy skarżą się, że są zaskakiwani opłatami w najmniej spodziewanych momentach. Ot, zwykła wypłata gotówki z bankomatu. To zwykle niewiele: trzy, cztery, pięć złotych. Pomnożone przez pięć, wypłat w miesiącu – znacząco obciążą budżet domowy. Co stoi na przeszkodzie, by zmusić bankowców do uruchomienia na ekranie bankomatu, w miejsce reklam, pytania skierowanego do użytkownika konta: „Ta operacja będzie kosztować Cię 3,- zł. Kontynuować? Zapewniam, że wielu dopiero po takim komunikacie zastanowiłoby się, w jakim banku założyć konto. (Pewnie wybrali by taki, którego bankomat znajduje się w pobliżu). Ale dla rządzących to zbyt trudne. Albo „banksterzy” wnieśli już zbyt duże opłaty za blokowanie takich inicjatyw.
  3. „Bandyci w mundurach”. Co stoi na przeszkodzie, by w pierwszym dniu szkolenia wszystkich funkcjonariuszy państwowych służb, zwłaszcza mundurowych uczyć, że osoba zatrzymana od chwili zatrzymania znajduje się pod ich pieczą i ochroną. Za zatrzymanego i jego bezpieczeństwo od chwili zatrzymania odpowiada Państwo, którego funkcjonariusz jest organem. Może wówczas nie dochodziłoby do przypadków znęcania się nad zatrzymanymi w komisariatach, podsuwania oświadczeń o pouczeniach już po zakończeniu przesłuchań i wielu innych, powiem delikatnie, nadużyć funkcjonariuszy wobec osób zatrzymanych. Ale i do tego potrzebna jest wola polityczna. Czy dzisiejsi rządzący ją mają?

Wskazałem wyżej trzy przykłady, które rządzący mogliby podjąć w interesie przeciętnego Kowalskiego. Realizacja każdego z nich mogłaby przynieść autorom zwiększenie poparcia bez ponoszenia kosztów budżetowych (No, chyba że banki, zmniejszając swoje zyski, zmniejszyłyby dywidendę wpłacaną do budżetu. Ale pieniądze zaoszczędzone przez wspomnianego Kowalskiego wróciłyby natychmiast na rynek i w postaci zwiększonej konsumpcji, i większych wpływów np. z VAT).

Polska od odzyskania niepodległości istnieje dopiero sto lat. Niektórzy twierdzą, że jeszcze mniej. Uzmysławiam sobie, że większość tego czasu ja żyję na świecie. A więc jest to w życiu Narodu, państwa, okres niezwykle krótki. Przed nami bardzo wiele do zrobienia. A niebezpieczeństw wokół czyha co niemiara. Nie zaprzepaśćmy szansy, która się pojawiła. Niech za kilkaset lat HISTORIA pokaże, że rządzący Polską po powstaniu Solidarności byli wielkimi budowniczymi. Bo alternatywą jest ewentualny tytuł wielkich destruktorów. Zapewniam, że nie jest on zaszczytny.

 

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 6.4/10 (wszystkich: 7)
Jarosław Kaczyński. Wielki budowniczy, czy wielki destruktor?, 6.4 out of 10 based on 7 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>