Neobolszewicka mentalność w Polsce – Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 17.08.2018

Neobolszewicka mentalność w Polsce

Mamy już niemal trzydzieści lat wolnej Polski. Wydaje się, że jest to wystarczająco długi czas, by mogło trochę zmienić swoją „neobolszewicką” mentalność.

Piszę „społeczeństwo”, ale mam na myśli tylko jego część. Niestety, wcale nie taką małą. Mam na myśli tych, którym daliśmy jakąkolwiek, nawet minimalną władzę nad innymi obywatelami.

Rzecz dotyczyć może i Prezydenta Rzeczpospolitej, i premiera. Ale, co jest znacznie gorsze, i prezydenta miasta, i burmistrza, i wójta, (nie wiem, jak jest z sołtysami). A także zwykłego urzędnika w gminie, zarządzie ogródków działkowych, spółdzielni mieszkaniowej, policjanta, strażnika miejskiego, kontrolera biletów. Nie wymykają się z tego grona dyrektorzy, kierownicy, ba – sędziowie, lekarze i nauczyciele.

Jak widać z tej wyliczanki, chyba mogę powiedzieć, że sprawa dotyczy „społeczeństwa”. A na pewno tego społeczeństwa traktowanego jako całość – dotyka. I wpływa na nasze przywiązanie do kraju ojczystego, na nasz, patriotyzm, którego potrzeba jest tak podkreślana na każdym kroku przez miłościwie nam panujących.

Piszę „neobolszewicka mentalność”. Cóż mam na myśli. Mam przed oczami „carskiego” (a więc nie bolszewickiego) urzędnika. Może być nawet w zarękawkach. Jego władza nad obywatelem była nieograniczona. W dobie dość powszechnego analfabetyzmu człowiekowi podłej proweniencji mógł taki urzędnik nakazać wszystko. Najprostsza rzecz – „tu podpisz!” I szary petent stawiał krzyżyk w miejscu, które „urzędnik” paluchem łaskawie wskazywał. Gdy trafiał się ktoś nieco bardziej wykształcony, a więc i zapewne zasobny, „urzędnik” wskazywał na trudności w załatwianiu sprawy. Zwykle w nadziei, że z portfela „petenta” coś mu „skapnie”. I często „skapywało”.

Te wszystkie maniery chętnie przejęli bolszewicy. Zwykle wzbogacając zastane metody nowymi środkami. A to pałą, a to pistoletem, a to systemem reedukacyjnych obozów (nazywanych później gułagami), a to głodzeniem całych narodów. Ogólnie system opierał się na terrorze, którego skutecznym twórcą był nasz ziomek, Feliks Edmundowicz Dzierżyński.

Okazuje się, że metody przez niego wdrażane tak bardzo podobają się wielu z nas, że chętnie by je stosowali nawet teraz, pod koniec drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Co prawda metod wspomnianego Feliksa raczej stosować się nie da (przynajmniej na większą skalę), ale od czegóż ludzka inwencja i pomysłowość. I mamy już tabuny „neobolszewickich” urzędników pokazujących, jak wielka jest ich władza nad obywatelem.

Piszę nieprawdę? Kilka przykładów. Zwykła spółdzielnia mieszkaniowa, która zarządza mieszkaniami w tak zwanym bloku. Mieszkania są już „wykupione, mają założone księgi wieczyste. Któryś z właścicieli zamierza takie mieszkanie sprzedać. Kupujący prosi o zaświadczenie ze spółdzielni o nie zaleganiu z opłatami. Spółdzielnia takie wydaje. Cena: trzydzieści złotych. Płatne gotówką (bez możliwości zapłacenia kartą). Pani w tejże spółdzielni żąda od właściciela mieszkania dostarczenia aktu zgonu osoby, która kiedyś była właścicielem mieszkania. Nie wystarczy oświadczenie. Szczególnie cenna była uwaga owej pani. „To nie wie pan, że urzędy pracują na podstawie dokumentów?” I jej zdziwiona mina na ripostę: „ale pani nie pracuje w urzędzie. Pani pracuje w spółdzielni”. No cóż. Pani, wprawdzie nie stara, a jednak przesiąknięta „neobolszewią”.

. Stwierdza, jakiś że samochód zaparkowany jest na miejscu oznaczonym jako parking dla mieszkańców posiadających identyfikatory. W związku z tym  wzywa właściciela samochodu do stawienia się w siedzibie straży miejskiej w celu odebrania mandatu. Mimo, że samochód stał na terenie prywatnym, na którym nawet policja niechętnie podejmuje tego typu interwencje. Rozmowę z właścicielem samochodu strażnik rozpoczyna od słów: „Czy pan jest przygotowany  się do rozmowy?” Mówiąc szczerze nie wiem, co miał szanowny strażnik na myśli. Czyżby spodziewał się jakiejś „działki”? Inne pytanie „pana i władcy” w mundurze straży miejskiej: „Czy pan jest kompetentny w takich sprawach?” Myślę, że wszelki komentarz jest tu zbyteczny.

O tym, jak sędziowie w sądach pozwalają sobie na krzyki pod adresem stron procesu wprost nie chce się pisać. Internet aż roi się od przykładów. Powyższe pokazują „neobolszewię” w   tak zwanym wydaniu indywidualnym.

O wiele gorzej jest, gdy owa „neobolszewia” ma wymiar instytucjonalny. Jakiś przykład. Proszę bardzo! Zakład Ubezpieczeń Społecznych i obliczanie wysokości emerytury. Sam znam co najmniej pięć osób, którym po interwencjach naliczono emeryturę wyższą niż była policzona pierwotnie. I co? Gdyby ci ludzie nie potrafili sami sobie obliczyć emerytury, co miesiąc traciliby więcej niż sto złotych. Do samej śmierci. Czy ktoś za to odpowiada? Pytanie jest retoryczne. Proszę na nie nie odpowiadać. W tym samym -ie. Żeby pewne dodatki zostały uwzględnione przy obliczaniu należnej emerytury, obywatel musi złożyć stosowny wniosek. Mimo, że ma wszelkie informacje niezbędne do tego, by te dodatki uwzględnić. Tak więc jeśli obywatel nie wie, że może (i jest zmuszony)  ubiegać się o wyższe świadczenie, zostaje go pozbawiony. Podkreślam: zgodnie z obowiązującym prawem. „Neobolszewia” w najczystszym wydaniu.

Ukochana przez naród władza wymyśliła, że raz na dziesięć lat powinniśmy wymieniać dowody osobiste. Obywatel powinien o to zadbać. A co stoi na przeszkodzie, żeby wielce szanowny urząd w odpowiednim czasie przypomniał o tym obywatelowi i zaprosił (podkreślam nie „wezwał”, zaprosił) go do urzędu w celu dopełnienia formalności? Może takie zaproszenie byłoby lepszym wydawaniem publicznych pieniędzy niż wysyłanie przez wspomniany ZUS do wszystkich obywateli niczego nie wnoszących informacji. Ale w naszej, „neobolszewickiej” rzeczywistości nic takiego nie może się zdarzyć.

Jeszcze jeden przykład. Firma ubezpieczeniowa, gigantyczne interesy robiąca na tym, że może korzystać z dobrodziejstwa obowiązkowych ubezpieczeń posiadaczy samochodów. Pominę fakt, że ubezpiecza się samochody, a nie ich użytkowników. (Moim zdaniem: chcesz prowadzić samochód, wykup polisę. Nie wykupiłeś polisy – nie wsiadaj za kierownicę. Ale to drobiazg). Otóż przy zmianie właściciela pojazdu przedstawiciele firm ubezpieczeniowych żądają od nowego właściciela przedstawienia umowy kupna. Nie mając do tego żadnej podstawy prawnej. No cóż. Ponownie zacytuję „panienkę” ze spółdzielni mieszkaniowej: „urzędy pracują na dokumentach”.  A „neobolszewia” kwitnie.

Przykłady tego rozkwitu  można mnożyć. Ale ważniejsza jest chyba odpowiedź na pytanie: jak się z owej neobolszewii wyzwolić?. Dziś, gdy media zdominowane są przez dwie strony politycznego sporu (?), jest to praktycznie niemożliwe. Uważam, że szansą na uczynienie pierwszego kroku w tym kierunku jest tworzenie wolnych, naprawdę niezależnych mediów. (Takich, jak chociażby Gazeta Bałtycka). Kolejny krok to uczenie, zwłaszcza młodego pokolenia, szacunku dla drugiego człowieka i tego, co on mówi. Te wszystkie pieczątki, wezwania, kopie dla każdej ze stron – naprawdę nie są najważniejsze, jeżeli ma się do czynienia z normalnym człowiekiem. A zapewniam, że znakomita większość polskiego społeczeństwa to ludzie normalni.  (Jeszcze. Bo kolejne lata „neobolszewii” mogą ten stan zmienić zdecydowanie na niekorzyść). Kolejna rzecz, do której należy ludzi, zwłaszcza młodych, przekonać, jest odwaga w prezentowaniu swoich poglądów. Nawet, jeśli nie zyskają one aprobaty postawionych wyżej w hierarchii (zwierzchników, dowódców, nauczycieli, przewodników, mentorów, mistrzów, prezesów).

Takie niezależne, bez strachu prezentowanie swojego stanowiska unaoczni władzy (owej „neobolszewii”), że społeczeństwo nie jest bezwolną masą, którą można swobodnie manipulować, którą można bezkarnie wykorzystywać. Może doprowadzi to w przyszłości do politycznych zmian na wielką skalę. Na razie światełkiem w tunelu jest Paweł Kukiz  i jego ugrupowanie. Gdyby ruch ten utrzymał prezentowany do tej pory kierunek polityczny i zyskał więcej zwolenników, być może bylibyśmy świadkami wydarzeń równie ważkich jak te z sierpnia 1980 roku. Gdyby tak się stało, może ruszyć lawina zmian. Dobrze byłoby, gdyby młode pokolenie było na te zmiany przygotowane. Wszak „lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 7.7/10 (wszystkich: 15)
Neobolszewicka mentalność w Polsce, 7.7 out of 10 based on 15 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Imię... napisał(a):

    Autor chyba na Poczcie Polskiej nigdy nie był, bo gdyby tam zajrzał to podane przykłady by tak nie kuły w oczy..

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: 0 (oddano 0 głosów)

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>