Samorządowcy nie wiedzą, na co się narażają | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 29.04.2020

Samorządowcy nie wiedzą, na co się narażają

Pójść do burdelu, a żyć w burdelu, to diametralnie różne sytuacje. Doprecyzuję tutaj, o co chodzi. W języku potocznym, gdy mówimy – ale burdel! – nie mamy na myśli domu rozpusty, tylko totalny bałagan, chaos, coś co nas denerwuje i coś co jak najbardziej nam się nie podoba.

A prosta logika podpowiada, że to, co się właśnie dzieje od pewnego czasu, choć nieśmiałe usiłowania widzieliśmy już od przegranej koalicji PO – PSL w wyborach, po tym, jak pokonani w wyborach nazwali się totalną opozycją, zrozumiałe jest, iż ta totalna opozycja będzie działać przy pomocy totalnego burdelu.

Lubimy oglądać filmy akcji. Im więcej mordobicia, bałaganu i brutalności, różne suspensy i zwroty akcji, tym bardziej powodują, że serca zaczynają nam bić szybciej, podnosić się włosy na głowie, a nawet pocić ręce. Lecz tylko przez dwie godziny trwania filmu. Raczej nikt, za wyjątkiem patologicznego marginesu, który marzy o skokach z samolotu bez spadochronu, nie chciałby (nie daj Boże!) na żywo w takiej akcji uczestniczyć. Tacy jesteśmy, że zatrzymamy samochód, mimo, że z tyłu trąbią, bo też chcieli by sobie popatrzeć, aby pooglądać toczącą się na ulicy bójkę podpitych osobników, albo jeszcze lepiej – agresywnych kobiet. Lecz nie wysiądziemy z auta i nie przyłączymy się do mordobicia. Nie, nie. To nie nasz polski zwyczaj.

Szkoci owszem, zawsze chętni do totalnej rozróby w pubie. Francuzi na ulicach. A my, nomen omen, naród jednych z najdzielniejszych wojowników, mamy stosunek negatywny do bałaganu i ulicznego, bitewnego zgiełku. Nawet kiedyś zmałpowanie z innych krajów przez kibiców tzw. „ustawki” umarły z braku uczestników. Polacy tak na prawdę wolą spokój i porządek. Jak to się w nauce mówi – stan stabilny. I słusznie. Tylko taki stan zapewnia, że wszystko, łącznie z przyszłością, jest przewidywalne i to, że może (choć nie musi) być tylko lepiej.

W burdelu, chaosie nic nie daje się przewidzieć, a ryzyko, że będzie tylko gorzej, jest wielkie. Dlatego też absolutnie się nie dziwię, że TOTALNEJ kandydatce, pani Kidawie Błońskiej, obserwując co wyczyniają jej towarzysze, notowania przedwyborcze poleciały na łeb na szyję z 29% do 4%, co jest naszym najświeższym rekordem świata, od czasu jak na początku transformacji, tajemniczy wykosił poczciwego Tadeusza Mazowieckiego.

Ludzie by nawet wybaczyli pani kandydatce jej niedobory intelektualne, brak niezbędnej wiedzy i nieustanne lapsusy, bo jesteśmy narodem poczciwym, o dużym poziomie empatii i współczucia, co widzieliśmy, gdy ludzie kierowani litością, widząc płaczącą aferzystkę, posłankę Sawicką, swoim współczuciem pozwolili jej uciec spod topora kata.

U nas w Polsce niewyobrażalne są korridy, nie ma mowy o walkach psów (choć gangsterka usiłowała to na polskim gruncie zaszczepić, by udowodnić jacy oni są maczo). Nawet walki kogutów u nas nie przejdą. Spokój, spokój i jeszcze raz spokój – to pożądana przez wszystkich, nie zaślepionych nienawiścią polityczną rodaków, sytuacja.

W polityce stan tego przysłowiowego burdelu nazywa się anarchią. Wówczas można oczekiwać wszystkiego. nie uznaje żadnej władzy. Nurt anarchistyczny w polityce, bo jest także taki, nie chce żadnej zorganizowanej władzy na zawsze. Każdy sobie rzepkę skrobie. Albo po marynarsku – sam sobie sterem, żeglarzem. Lecz tacy „prawdziwi” anarchiści, to margines marginesu.

Parokrotne pisałem, że niemalże natychmiastowe po okrągłym stole uchwalenie ustawy o samorządach terytorialnych, było przez koterię Kiszczaka i przyjaciół, wrzuceniem granatu do szamba. To chytra, strategiczna i dalekosiężna zagrywka mająca w odpowiednim momencie zagwarantować wsparcie lokalne, gdyby władze centralne były nie takie i działały niezgodnie z tym, co sobie ustaliło międzynarodowe, neoliberalne lewactwo, a w rzeczywistości – kryptokomuna schowana dziś w Polsce pod maseczką marszałka Grodzkiego i Borysława Josefowicza Budki.

Utworzenie samorządów terytorialnych jest jak najbardziej słusznym, demokratycznym pociągnięciem tak, jak dobre wybory i system referendalny, lecz jeżeli państwo jest ustabilizowane, a obywatele w zdecydowanej większości przyzwoici, uczciwi i nie zdemoralizowani.

Tym czasem w chwili utworzenia samorządów i struktury administracyjnej Polski, praktycznie całe terytorium było oplecione „szarą pleśnią” – ubeckimi ludźmi Kiszczaka, lokalnymi sitwami, skorumpowanymi układami. Do roku 2015, jak wszyscy Polacy dobrze wiedzą patrząc na rozliczne afery i sytuację w swoim mieście, czy gminie, te terenowe „księstewka” tylko się rozwinęły i umocniły.

A dzisiaj w przełomowym i krytycznym momencie, nie tylko dla Polski, ale dla całego świata, ich tajemniczy (a jest to tajemnica poliszynela) hegemonowie i nadzorcy, wezwali niechętne władzy centralnej władze lokalne do anarchii i produkowania chaosu.

Anarchia jest potrzebna wyłącznie do obalenia rządu i prezydenta i przejęcia władzy przez totalną. Ma też stworzyć obraz, że obecni przywódcy nie panują kompletnie nad sytuacją i nie nadają się do rządzenia. Takie niepraworządne działanie ma swoje paragrafy i efekty w prawie karnym i wielu ustawach. Czy samorządowcy, którzy przecież również składali przysięgę, utracili świadomość na co się narażają, działając jak krnąbrne i niezbyt mądre dzieciaki? Sądzą, że Tusk i Bruksela, czy Merkel, Putin i Macron uratują ich, jeżeli ich przestępcze działanie zostanie dowiedzione prawnie? Przecież ryzykują cała swoja karierą i przyszłością, jeżeli zostaną osobami prawomocnie skazanymi.

A co więcej – ich próby wywołania anarchii i destabilizacji w kraju, bardzo się Polakom nie podobają. Mimo tego, ci rozfanatyzowani i przepełnieni złymi emocjami, zagubili zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy i brną, jak te przysłowiowe lemingi, jak ich nazywa zdrowa część społeczeństwa, na skraj przepaści, by skoczyć w otchłań publicznego niebytu.

Siły antyrządowe tworzące aktualny burdel, nie wykazują się mądrością i inteligencją. Łapią się rozpaczliwie takich przykładów, że sprawa posła Burego trwa już wieki, że po odbyciu 3 miesięcznej kary poseł Gawłowski został senatorem, a obiekt korupcyjnego śledztwa „Koperta” Grodzki jest marszałkiem Senatu. Są przekonani, że Bruksela, Berlin i Paryż nigdy nie dopuszczą do tego, by stała im się krzywda. Że każdy skazujący wyrok polskiego sądu zostanie odrzucony przez .

Efekt takiego myślenia – czują się całkowicie bezkarni. Jak to, parafrazując co powiedział ich ideowy guru, – „Jeżeli po pijanemu przejedzie na pasach niepełnosprawną zakonnicę w ciąży „, to i tak nic mu się nie stanie.

Uważam, że dla każdego totalsa to myślenie samobójcze. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że w tym poczuciu bezkarności nie wyłącznie głupota i zaślepienie grają główną rolę. Nie – wiele jest też cynizmu i zwykłej, pospolitej i ordynarnej chciwości, bo wielkie pieniądze płyną z zagranicy, ze strony niedoszłych „władców świata”, którzy już mieli swój „plan”, także dla Rzeczypospolitej. Orban na Węgrzech i Kaczyński w Polsce, podkopali te ich neokolonialne knowania, stając się w ten sposób wrogami Nr 1 dla tych kanalii. A to spotęgowało tylko ich konieczność „kupienia” jak największej ilości takich, którzy zawsze skłonni są sprzedać się, jeżeli tylko zapłata jest odpowiednia.

Pięć lat władzy Dobrej Zmiany zburzyła u większości Polaków ponury pogląd – „wszyscy kradną”. Może nawet był on świadomie kreowany przez inżynierię społeczną, by ludzi zniechęcić do buntowania się i odsunąć niebezpieczeństwo samodzielnego myślenia. Nie było takiej siły, by ludzie nie zauważyli, że może być taka władza, która również daje i stara się, by wszystkim było coraz lepiej. Nie wszyscy u góry muszą tylko kraść. Może być całkiem odwrotnie. Wyciąga się z lamusa takie słowa jak uczciwość i przyzwoitość. Po wieloletnim okresie kłamstw i oszustwa pokazuje się, że można, mając władzę, nie być wyłącznie draniem i świnią.

Nareszcie, jak Temida, Polacy ponownie po bardzo długich latach, mają w głowie szalkową wagę i mogą sami zmierzyć, co przeważa – dobro czy zło. I gdy zaczęli sami być sędziami, to Kidawie Błońskiej spadło z 29% poparcia do 4%.

Uznali autorytet ministra, profesora Szumowskiego i ustawiają się w kolejkach zachowując 2 metry odstępu, zakładając bez gadania maseczki i jak to było zabronione – nie spacerowali po lesie. Nawet, jak im się to nie podobało (mnie też). Uznali poczynania całego rządu i prezydenta RP. Wraz z pewnym poczuciem – bezpieczeństwa i właściwego kierunku działania państwa, odradza się zdolność właściwej samodzielnej oceny sytuacji. Coraz mniej obywateli ulega podsuwanym poglądom i woli samemu wyrabiać sobie opinię. To wszystko powoduje, że totalni i ich mocodawcy wpadli w panikę. Dziś bardziej kieruje nimi bezrozumna histeria i usiłowanie niedopuszczenia prawicy do kontynuacji rządów za wszelką cenę.

Więc ta wojna o termin wyborów ma już znamiona kolejnego karykaturalnego puczu. Na szczęście dla rządzących robią to na miarę swoich intelektualnych możliwości, więc możliwe są ruchy wyprzedzające i działania blokujące.
Ulica jest spokojna. Ludzie czekają na powrót utraconej w marcu równowagi i stabilizacji i chcą, by wszystko toczyło się jak najszybciej w spokoju i porządku.

W takiej sytuacji burdel, tu – destabilizacja i chaos nie ma szans na poparcie powszechne. Taka jest prawda. Sytuacja w internecie nie odzwierciedla prawidłowo nastrojów w narodzie. Co jest zrozumiałe, bo siły antypolskie, szczególnie antypisowskie, rzuciły do ataku wszystkich zawodowców i wolontariuszy, by stwarzali wrażenie w sieci (a potem cytować w innych mediach) wielkiego oporu i niezadowolenia narodowego.

Pod każdym pozytywnym dla władzy, lub zaledwie neutralnym tekście, pojawiają się dwa, trzy obiektywne komentarze czytelników i dziesięć komentarzy trolli, hejterów, „zatroskanych” i miłośników piątej drogi. Zawodowców i amatorów, agentów wpływu i pożytecznych idiotów. Sieją zamęt i bałagan. Czyli właśnie burdel. Każdy portal ma takie swoje bajzel-mamy.

To już chyba nadchodzący koniec refrenu piosenki Wojciecha Młynarskiego:
Ludzie to lubią, ludzie to kupią,
Byle na chama byle głośno byle głupio.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 6.8/10 (wszystkich: 4)
Samorządowcy nie wiedzą, na co się narażają, 6.8 out of 10 based on 4 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Janusz Kamiński

- publicysta. Z zawodu inżynier elektronik pracujący od 30 lat za granicą na morzu. Konserwatysta.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika