"W bulu i nadzieji", "Ratunku, biją mnie Niemcy". Mamy nowe elity | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 26.11.2014

„W bulu i nadzieji”, „Ratunku, biją mnie Niemcy”… Mamy nowe elity

Cechą charakterystyczną ustroju dawno i słusznie minionego było to, że: szefem towarzystwa trzeźwienia transportowców* był , a ministrem od rolnictwa – niejaki Kłonica. O przywódcy można było, przynajmniej do pewnego momentu, napisać w CV: „Więzienie było jego uniwersytetem!” Nowa, już demokratyczna Polska szybko wykształciła nam nowe elity.

sejm1

Z ich działań zapamiętałem przede wszystkim:
prezydenta usiłującego wejść do samochodu przez bagażnik, ewakuującego się z hotelu przez okno po drabinie, nie potrafiącego przyznać się do swego wykształcenia, łączącego się (nie jest ważne, dlaczego i w jakich okolicznościach) w „bulu i nadzieji”. A także posła krzyczącego w samolocie: „Ratunku, ”,

ale również:
posłów, którzy dali się uwieść „hrabiance Potockiej”, sprowadzali orkiestry grające na korytarzach sejmowego hotelu, rozbijali się meleksami w hotelu na Cyprze, jeździli „na podwójnym gazie”, „podczepiali się” pod konwoje policyjne jadące jako pojazdy uprzywilejowane. I senatorów wciągających nosem aspirynę, szantażowanych przez jakieś, przepraszam za określenie, „kobiety lekkiej konduity”.

W takiej sytuacji już zupełnie nie zdziwiły mnie publiczne występy (tak z trybuny, jak i na korytarzach sejmowych) posłanek, które najwyraźniej pod wpływem mogły „coś tam, coś tam” ani posłowie załatwiający bardzo ważne sprawy nocami na cmentarzach. To z kolei wyjaśniało w pewnym sensie, że minister mógł zginąć zastrzelony w biały dzień na ulicy, a główny policjant kraju, po zmierzchu przed domem we własnym samochodzie. Normą stało się, że ministrów skazywano za korupcję, a po głosowaniach w ustawach pojawiały się tajemnicze dopiski „lub czasopisma”.

Za wypadek przy pracy mogłem uznać, że szef służ specjalnych daje się podsłuchać i nagrać grupie kelnerów (co prawda z dość luksusowej restauracji, ale jednak tylko kelnerów). Nie zdziwił mnie także poznany wówczas bliżej „sienkiewiczowski język”, który twórczo rozwinął to wszystko, co można było usłyszeć wcześniej, że wspomnę tylko „naćpaną hołotę” i „niedorżniętą watahę”.

Mizeria zarobków naszych elit politycznych pozwala usprawiedliwić i obiadki za ministerialne pieniądze, i kiecki dla żony kupowane za partyjne składki, i konieczność rozliczania samochodowych kilometrówek przy przelotach samolotami. I tylko nie jestem pewien, czy: wysyłanie śniadanka radiowozem do pociągu, którym podróżuje bardzo ważna persona to już lizusostwo, a funkcjonariuszy ochraniających przedstawiciela rządu po pizzę – to arogancja?

Bo wymienianie się zegarkami z kolegami to oczywiście młodzieńcze przyzwyczajenia, a zapominanie o wpisaniu różnych rzeczy do oświadczeń majątkowych to efekt ciężkiej, rzekłbym, znojnej pracy na rzecz tej naszej kochanej Rzeczpospolitej. O tym, że dzięki naszym dzielnym żurnalistom co drugi bohater wspomnianych wyżej elit nosi zaszczytny tytuł „profesora” aż nie chce się wspominać. Przecież wykształcenie to rzecz ważna.

*W Wikipedii jest coś nt. TTT (). Użyta w tekście nazwa też była elementem „najweselszego baraku w całym obozie”.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- publicysta, komentator i felietonista.

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. papa smerf pisze:

    Może się mylę ale z tego co pamiętam Kłonica był ministrem kultury,ministrem budownictwa Glazur,szefem Sztabu Generalnego gen.Wałach….

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>