WOŚP. "Wiele wątpliwości od samego początku" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 21.01.2019

WOŚP. „Wiele wątpliwości od samego początku”

Początek stycznia – jak co roku – przynosi Polakom emocje związane ze zbiórką Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W opozycyjnych wobec rządu telewizjach pełno jest ochów i achów wobec „Jurka”, zachwytów nad unikalnością akcji i jej wartością i dla dzieci, i dla osób starszych i dla całej Polski. Z kolei środowiska prawicowe patrzące nieufnie na Owsiaka i jego dewizę: „Róbta co chceta!” podszczypują organizatora zbiórki jak mogą, z dużą dozą emocji negatywnych.

I tak oto zderzą się z sobą dwie Polski – owsiakowa, rozentuzjazmowana do białości, wymachująca czerwonym serduszkiem i ta niechętna, sceptyczna, nie ufająca „Jurkowi”. Znów zaiskrzy na twitterach, fesjbukach a nawet w oficjalnych wypowiedziach polityków. No bo jakże by politycy mieli nie wykorzystać tego sporu?

Dlaczego tylko w Polsce?

Moje pytanie – jako urodzonego sceptyka – brzmi: dlaczego taka akcja jak zbiórka Owsiaka odbywa się tylko w Polsce? Dlaczego nikt nie organizuje zbiórki pieniędzy na zakupy sprzętu medycznego w Niemczech, Ameryce, w Anglii? Ba nawet w Czechach czy Bułgarii? Nikt nigdzie nie prowadzi takiej akcji.

Czy to znaczy, że my Polacy jesteśmy tak wyjątkowi, że tylko my wpadliśmy na tak genialny pomysł? No i że – ma się rozumieć – sam guru akcji „Jurek” Owsiak to ktoś na kształt nowego Gandhiego czy innego Proroka? Jak to jest możliwe, że żaden inny naród nie wpadł na taki pomysł jak my i że nigdzie nie pojawił się ichniejszy Owsiak?

A może to jest oznaka, że jesteśmy wyjątkowo… naiwni. Że tylko Polaków można nabrać na takie plewy jak robi to nasz „Jurek”? No bo dlaczego żaden inny naród…?

Zapotrzebowanie

Skoro taka akcja jak się pojawiła to znaczy, że było na to zjawisko tzw. społeczne zapotrzebowanie. Że Polacy potrzebowali kogoś takiego jak .

Do czego potrzebowali Polacy Jurka Owsiaka? Ano potrzebowali do tego, żeby poczuć się dobrze, poczuć że zrobili coś dobrego i potrzebnego. To dobra potrzeba i patrząc pod tym kątem należałoby zbiórkę WOŚP docenić. Skoro bowiem inicjatywa odwołująca się do potrzeby dobra odniosła sukces, to znaczy że nie jest z nami, Polakami jeszcze tak źle. Z jednej strony zatem sukces WOŚP dobrze świadczy o sercu Polaków, o naszej wrażliwości, która jednak nie znikła.

Z drugiej jednak strony nie sposób nie zauważyć jawnej płycizny akcji Owsiaka, żeby nie powiedzieć jawnej tandety. Tego, że posługując się dobrymi hasłami właściwie robi z potrzeby działalności społecznej karykaturę.

Co to za dobroczynność kiedy za jednorazową wrzutkę parę złotych do puszki można uwolnić się od potrzeby czynienia dobra cały rok? I co to za dobroczynność, w której wcale nie idzie o pomoc jakimś konkretnym, potrzebującym osobom, a o zakupy sprzętu medycznego czyli o czysto komercyjną działalność. Na akcji Owsiaka najbardziej zarabiają producenci i dostawcy sprzętu, o co oczywiście nie można mieć do nich pretensji, ale przecież żaden to powód do chwały zarobić na inkubatorach czy aparatach do badania słuchu niemowląt.

Powstaje bowiem pytanie co jest celem akcji, a co tylko jej marketingowym uzasadnieniem dla ludu? Nikt przecież nie wziąłby udziału w akcji pod hasłem: „Zbieramy na nowy samochód dla Jurka”. Ale jak się rzuci hasło: „Zbieramy na sprzęt dla niemowląt” i odpowiednio zareklamuje akcję w telewizornii to wolontariusze i ofiarodawcy będą się tłoczyć drzwiami i oknami. Zbiorą nie tylko na nowy samochód, ale i na parę inkubatorów (czy na odwrót).

„Róbta co chceta”, czyli osłona polityczna

Kwestie celu zbiórki, a także jej finansowych aspektów budzą wątpliwości od początku akcji. Wbrew propagandzie uprawianej przez promotorów akcji WOŚP kwoty zebrane podczas zbiórek nie mają jakiegoś znaczącego wpływu na stan wyposażenia polskich szpitali. Rynek sprzętu medycznego w Polsce to ok. 4 mld zł, Owsiak przeznacza na zakupy sprzętu ok. 65-70 mln czyli mniej więcej 1,5 % tego, co kupuje się w Polsce dla szpitali i innych placówek medycznych. Z jednej strony to nie mało jak na jedną akcję, ale nie bierze się pod uwagę kosztów – czasu antenowego telewizji, wszystkich „światełek do nieba” i tego co dają samorządy dla zorganizowania „finałów WOŚP” w różnych miastach. Gdyby wszystkie te elementy policzyć mogłoby się okazać (i pewnie by się okazało) że skórka nie warta wyprawy.

Nikt też nie analizuje celowości zakupów dokonywanych przez WOŚP, nikt nie sprawdza warunków zakupu i umów z dostawcami i producentami sprzętu. została założona z kapitałem założycielskim w wys. 2 tys. zł, a rok w rok przynosi zyski rzędu milionów. W roku 2012 wykazała 17 mln zł zysku. Przy kosztach funkcjonowania samej fundacji na poziomie 4 – 5 mln zł. Z zebranych kwot organizuje Owsiak także słynny „Przystanek Woodstock” imprezę rockową dla młodzieży z całej Polski krytykowaną za rozmaitego typu ekscesy młodych ludzi dokonywane pod hasłem głoszonym przez „Jurka” niegdyś – „Róbta co chceta”.

Ponieważ było wiadomo od początku, że zarówno wskazane aspekty finansowe, merytoryczne ale także i etyczne staną się powodem do krytyki zbiórki WOŚP, jej organizator (czy organizatorzy) poszukali swego rodzaju osłony właśnie w poparciu środowisk liberalnych czy lewicowych. Przesłanie Owsiaka jest bowiem z gruntu konkurencyjne w stosunku do rozmaitych akcji charytatywno-wychowawczych organizowanych przez środowiska chrześcijańskie, w tym przez kościół katolicki. Akcja Owsiaka daje środowiskom niechętnym kościołowi do ręki wiele argumentów. Katolicka organizacja „” prowadzi działania charytatywne? Tak ale Jurek też prowadzi takie działania. Kościół pomaga? WOŚP – też pomaga i to jak wesoło. Niczego nie wymagając oprócz pomocy w zbiórce. Potem możecie nawet tarzać się w błocie.

Nigdzie na świecie…

Lewicowa i liberalna ideologia, którą niesie z sobą akcja WOŚP zapewnia jej ochronę przed jakąkolwiek krytyką. Każdy kto zapyta o rozliczenia finansowe, o sens akcji zbierania na sprzęt i robienia wokół tego tak gigantycznego szumu medialnego, kosztów reklamy w telewizji – natychmiast zostaje wrogiem publicznym środowisk lewicowo-liberalnych. Sam zaś Owsiak został wykreowany przez środowiska lewicowe na świeckiego świętego naszych czasów. Otrzymał status „świętej krowy”, kogoś kto nie podlega krytyce. Polakom wmówiono i wmawia się nadal, że akcja Owsiaka jest samym dobrem i że uczestnictwo w niej jest wręcz obowiązkiem i przynosi chlubę.

Tymczasem elementarna refleksja pokazuje, że jest to akcja wręcz tandetna, żerująca na ludzkim lenistwie. Dająca lekkie usprawiedliwienie i spokój sumienia za niewielki wysiłek nagradzany zresztą poczuciem udziału w akcji powszechnej i akceptowanej. Akcja i zbiórki nie mają w istocie znaczącego wpływu na zaopatrzenie polskich szpitali w sprzęt. Mają za to wpływ na stan finansów Jerzego Owsiaka, który wraz z rodziną całkiem nieźle z tej zbiórki żyje.

Krytyczne spojrzenie – w Polsce zagłuszane przez popierające Owsiaka media – zdaje się jest jednak bliższe prawdy niż zachwyty nad unikalnością WOŚP. Przemawia za tym prosta obserwacja, o której była już tu mowa. Nigdzie na świecie – NIGDZIE – taka akcja jak zbiórka Owsiaka nie występuje. Mówiąc krótko – tylko my Polacy pozwoliliśmy sobie wyprać umysły do tego stopnia, żeby zbierać na zakupy sprzętu, „inwestować” w Amber Gold czy kupować za tysiące złotych garnki warte parę złotych. Pewnie jesteśmy wyjątkowi.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 3.5/10 (wszystkich: 62)
WOŚP. "Wiele wątpliwości od samego początku", 3.5 out of 10 based on 62 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Janusz Sanocki

- poseł niezrzeszony VIII kadencji, w latach PRL opozycjonista, przywódca Solidarności w Nysie, członek Klubu Służby Niepodległości, internowany i więziony w stanie wojennym. Za działalność na rzecz Niepodległego Państwa Polskiego odznaczony przez Prezydenta Srebrnym Krzyżem Zasługi, oraz Krzyżem Wolności i Solidarności.



Moto Replika