Wygramy czy nie? Rozważania nad losem RP w momencie przełomu (cz. II) | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 15.04.2019

Wygramy czy nie? Rozważania nad losem RP w momencie przełomu (cz. II)

Inne spojrzenie na miejsce Polski na świecie.

Mądrość…
Ważna sprawa. Tylko będzie to mądrość bardzo kulawa jeżeli nie będzie miała solidnego oparcia w pamięci. A pamięć w naszym narodzie solidnie przetrzebiono. Płakać się chce, jak słyszy się przeróżne bzdury i opowieści z mchu i paproci, bo ci, co chcieli zetrzeć Polskę z map świata dbali bardzo o to, by równocześnie wymazać z pamięci prawdziwą historię państwa i narodu.

Gdy opublikowałem pierwszy fragment tego opracowania, to w wielu komentarzach otrzymałem kpiące uwagi świadczące o kompletnej ignorancji nawet dobrze wykształconych ludzi. Jakże to – Rzeczypospolita była w Moskwie i Berlinie? Co za bzdura! Z tymi Polakami na Karaibach to jakieś bajki. I jeszcze my w Szwecji, albo Mołdawii…

Wygramy czy nie? Rozważania nad losem RP w momencie przełomu (cz. I)

Taka jest dość powszechna reakcja na prawdziwe historyczne fakty, bo miniona edukacja skutecznie wymazywała z przestrzeni publicznej momenty wielkości i siły naszej ojczyzny.
Hasłem głównym propagowania historii jest nieustanne cierpienie i przegrywane walki. Na 123 lata odebrano Polsce niepodległość. Nie istnieliśmy jako państwo. Kolejne – listopadowe, styczniowe, potem II wojna światowa i Powstanie Warszawskie przegrywaliśmy i traciliśmy najlepszych synów ojczyzny.

w literaturze opierała się na rozpaczających romantykach. Pozytywiści i reszta pogodnych i konstruktywnych była w pogardzie. Świadomie z Polaków robiono zbitego psa. I nadal się robi. Cały naród musi mieć poczucie winy. Jesteśmy głupi i jesteśmy nieudacznikami. Tylko… to wszystko manipulacja. Tak nie jest i nigdy tak nie było.

Jednakże ciągle są tacy, co robią wszystko byśmy nie pamiętali, bo jak sobie przypomnimy i w pełni uświadomimy, że w tysiącletniej historii Polski, to my byliśmy częściej zwycięzcami, to my stanowiliśmy zaporę przed barbarzyńską dziczą napierającą ze wschodu i wreszcie, przez długie stulecia stanowiliśmy trzon Europy, , bez którego nic w Europie nie mogło się stać.

Tak zwany Zachód z pełną premedytacją „zapomniał” „… konstrukt imperium lądowego Rzeczypospolitej, który przecież przez wiele wieków wpływał na równowagę na kontynencie, tworząc oddzielny obszar rdzeniowy w kluczowym miejscu Europy i Eurazji, kształtując odrębną cywilizację i kulturę strategiczną go obsługującą” [1]

Zachód nie zapomniał jednak o imperium tureckim, rosyjskim, czy niemieckim.

Dlaczego tak się stało i dlaczego tak się dzieje? To ważne pytanie, a odpowiedzią może być hipoteza, że już dwa i pół wieku temu ówczesne mocarstwa wyczekawszy na chwilę słabości Rzeczypospolitej zdecydowały wymazać Polskę z map świata.

Widocznie nie pasowaliśmy do ówczesnych standardów Habsburgów, Hohenzollernów, czy Romanowów. Byliśmy zagrożeniem, a akurat wtedy byliśmy słabi.

… imperialna historia Rzeczypospolitej, jej geografia oraz wielki niedoceniony obecnie potencjał geopolityczny, które łącznie „zmuszają” do myślenia z dużym rozmachem, by należycie obsługiwać interesy państwa polskiego. Nie zdając sobie często z tego sprawy, zmagamy się bowiem codziennie z bagażem kulturowym, mentalnym, literackim oraz z różnego rodzaju sporami i napięciami wynikającymi wprost ze szczególnego położenia Rzeczypospolitej na pomoście bałtycko-czarnomorskim.” [1] Warto przypomnieć parę faktów.

Polacy w Berlinie?

Co nam mówi nazwa miejscowości Brenna? Przeszukując internet otrzymamy prostą odpowiedź – wieś w południowej Polsce, na Śląsku Cieszyńskim, położona w województwie śląskim, w powiecie cieszyńskim, siedziba gminy. Lecz gdy sprytnie wprowadzimy dwie nazwy: Brenna i Berlin, to dowiemy się coś więcej i coś ważnego w polskiej historii.

„Brenna (później zwana także Brennabor, pol. hist. Branibór[1], niem. Brandenburg) – słowiańska twierdza nad Hawelą w dzisiejszej Brandenburgii, centralny gród plemienia Stodoran. Osada powstała w VIII wieku, w IX wieku została otoczona wałem, regularnie była rozbudowana, stopniowo przekształcając się w ośrodek miejski.

Przypuszczalnie schronił się tam Drogowit przed armią Karola Wielkiego w 789. W dokumentach pisanych wspomniana po raz pierwszy w 928 w formie Brennaburg (hybryda słowiańsko-niemiecka). Oblegana zimą 928–929 przez króla niemieckiego Henryka I Ptasznika. Od 948 siedziba biskupa (jedna z dwóch pierwszych na Połabiu). W 983 podczas powstania plemion wieleckich Brenna została zdobyta, a biskupi wygnani. W 991 w wyprawie i oblężeniu Brenny przez cesarza Ottona brał udział Mieszko I, a w 992 cesarza wsparł swoimi wojami Bolesław Chrobry.

W latach 1153–1157 gród księcia Jaksy z Kopanicy, lennika Polski. Walki o Brennę pomiędzy Słowianami a Niemcami trwały z przerwami do 1157 (m.in. w 1100 zdobył ją margrabia Marchii Północnej Lotar Udo III), kiedy ostatecznie została zdobyta. Od 1157 centrum Brandenburgii, w drugiej połowie XII wieku stolica Marchii Brandenburskiej (Północnej), z czasem utraciła znaczenie na rzecz Berlina . „ [2]

Brenna była nieco dalej na zachód niż sam Berlin. W Berlinie byliśmy również u boku Armii Czerwonej w 1945. Lecz nie jest to raczej szczytne wydarzenie w polskiej historii. Stanowiliśmy tylko dodatkowe mięso armatnie dla sowietów.

Polacy w Moskwie?

„10 marca 1609 roku Szwedzi i Moskwicini (jak wówczas nazywano mieszkańców Moskwy i Rosjan) zawarli w Wyborgu porozumienie, skierowane w Rzeczpospolitą Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Oznaczało to zerwanie przez Moskwę rozejmu z 1608 roku. W odpowiedzi na ten wrogi akt, 21 września 1609 roku ówczesną granicę przekroczył król Zygmunt III Waza z towarzyszącymi mu siłami głównymi armii polsko-litewskiej. W ten sposób rozpoczęła się polska inwazja na Wielkie Księstwo Moskiewskie. Jej głównym celem było odzyskanie Smoleńska. Nie planowano wówczas zajmowania samej Moskwy, co jednak w czasie tej wojny niespodziewanie się udało.

4 lipca 1610 roku doszło do bitwy pod Kłuszynem. Armia dowodzona przez hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego (2,7 tys. żołnierzy), pokonała w niej wielokrotnie liczniejsze wojska moskiewsko-szwedzkie (co najmniej 18,3 tys. żołnierzy, a do tego 20-30 tys. ludzi, których nie zaliczano do żołnierzy).” [3]

Niestety, w końcu popełniono wielki dziejowy strategiczny błąd. Po dwóch latach władzy nad Moskwą pozwolono na odbicie miasta, co jak dzisiaj widzimy, zezwoliło na wyrośnięcie Imperium Zła, jak to określił . A gdyby należycie wzmocniono w sierpniu 1610 młodego polskiego królewicza Władysława Wazę, który został obrany carem, to świat nie miałby kłopotów z ruskim imperializmem, a miliony ludzi Eurazji nie utraciłyby życia. Cóż, jak wiemy, historii nie da się odwrócić, a kolejne błędy i katastrofy są jej stałym elementem.

Kurlandia? Karaiby?

Te dwa obszary w powiązaniu z Rzecząpospolitą wzbudziły najwięcej emocji i kpin ze strony biednych uczniów, uczonych przez niestety niedouczonych nauczycieli. Kurlandia, bo może są tacy, co nie kojarzą, to dzisiaj zachodnia część Łotwy. Za czasów polskiego króla Władysława IV stanowiła lenno Rzeczypospolitej, więc formalnie była jej częścią.

Głową Kurlandii był książę i to on miał kolonizacyjne pomysły. Przedstawił je polskiemu królowi, a ten odpowiedział mu -okej. Już bez rozdrabniania się, Rzeczypospolita tytularnie została metropolią dwóch kolonii: Gambii w Afryce Zachodniej oraz karaibskiej wyspy Tobago, na północ od Trynidadu i blisko wybrzeży Wenezueli.

Nie będę kontynuował z Krymem i Mołdawią. Dociekliwy czytelnik łatwo sobie wyszuka, co imperialna Rzeczypospolita miała coś wspólnego z tymi terytoriami.

Było sporo błędów w historii naszego imperium. A gdzie ich nie było? Nawet tak chlubny epizod, jak Odsiecz Wiedeńska Jana III Sobieskiego jest dzisiaj rozważany przez historyków analizujących geostrategie, jak pewien błąd. Gdyby Polska nie poparła Habsburgów, wzięłaby stronę Imperium Osmańskiego, lub tylko zachowała neutralność to bardzo możliwe Austria i Prusy nie byłyby dość silne by 90 lat później dokonać Rozbioru Polski.

Z Turkami poważnych wojen nie toczyliśmy. Zamęt zazwyczaj wprowadzali i . A przegrana bitwa pod Cecorą była niewiele znaczącym epizodem. Przypomnę jeszcze, że Turcja nigdy nie uznała rozbioru Rzeczypospolitej.

Dlaczego ja to wszystko przytaczam? Bo mimo wysiłku między innymi Henryka Sienkiewicza w dużej części narodu pokutuje poczucie klęski i słabości. A ta świadomie rozpowszechniana propaganda wrogów, lub choćby nieprzyjaciół Polski, prowadzi do straconego 30-lecia po transformacji, gdyż kolejne władze wybierały wasalny model polityki. Słynne poklepanie po ramieniu było bardziej cenione, niż powiedzenie twardego nie, prowadzącego do zysku państwa.

Proszę się zastanowić – czy Rzeczypospolita nie była imperium? Z własnymi strukturami, z własną, oryginalną kulturą, a nawet jak już zaczynamy się zastanawiać, z własną polską cywilizacją.

Przed rozbiorami nigdy nie byliśmy częścią czegoś, jak kraje bałkańskie, czy nasi sąsiedzi z Węgrami włącznie. Wprost odwrotnie – to my stanowiliśmy twarde jądro i to nam składano hołdy lenne, tworzyliśmy silne sojusze, a nawet Rzeczpospolitą Obojga Narodów przymierzem z Litwą.

To było imperium w praktycznym działaniu. Lądowy, polski most między Bałtykiem a Morzem Czarnym stanowił istotne spoiwo europejskiego status quo.

Czy dzisiaj w XXI wieku straciliśmy już te wszystkie atrybuty wielkiej Polski? Gdzież tam! Nasza sytuacja geograficzna i geopolityczna niewiele uległa zmianie. Jesteśmy w takim ważnym punkcie, że to właśnie u nas będzie się rozgrywać bardzo istotne zwarcie dzisiejszych największych potęg świata – Stanów Zjednoczonych i Chin. Jak to doktor Bartosiak wyliczył, jesteśmy po środku między Waszyngtonem i Pekinem (choć dokładnie do Pekinu jest 200 km bliżej).

Oczywiście będzie tak, jeśli nie powtórzy się czarna karta Targowicy i znowu zdrajcy zdecydują, że lepiej jest sprzedać się Berlinowi, Moskwie, czy Brukseli. Lepiej dla kogo? Dla narodu polskiego i Rzeczypospolitej? Na pewno nie.

Dlatego obecnie rządząca władza, do której mam ostrożne zaufanie, potrzebuje najbardziej jednego – jest to dostateczna moc sprawcza.

Lecz o tym następnym razem…

CDN

[1] Jacek Bartosiak, , ” Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Brenna_(twierdza_s%C5%82owia%C5%84ska)
[3] https://opinie.wp.pl/polska-okupacja-moskwy-6126037836417153a

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 1)
Wygramy czy nie? Rozważania nad losem RP w momencie przełomu (cz. II), 10.0 out of 10 based on 1 rating

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Janusz Kamiński

- publicysta. Z zawodu inżynier elektronik pracujący od 30 lat za granicą na morzu. Konserwatysta.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>