Kto stał za aferą Amber Gold? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 27.01.2021

Kto stał za aferą Amber Gold?

siedmiu latach od wybuch afery Amber Gold już wiemy, że Marcin P. został skazany na 15 lat więzienia. Wyrok jest nieprawomocny. W ten smutny, a zarazem symboliczny sposób kończy się jedna z najgłośniejszych afer ostatnich lat, która ujawniła nie tylko sposób działania sprytnego oszusta, ale odsłoniła całe nasze państwo, prezentując je jako jako byt czysto teoretyczny, kompletnie niesprawny, miejscami groteskowy, często także koturnowy.  Niestety drugiej stronie jest całkiem realny dramat tysięcy ofiar gdańskiego hochsztaplera.

fot. Gazeta Bałtycka

Swego czasu opinia publiczna zastanawiała się, czy Marcin P. to „słup” i gdzie realnie znajdują się ukradzione przez niego pieniądze. Hipotez w tym zakresie było mnóstwo. Próbowano przekonywać, że ktoś nie posiadający żadnych środków finansowych, do niedawna mieszkający w rozpadającym się domku na gdańskiej Oruni, nie mógł „rozkręcić” biznesu na miarę Amber Gold.

W dokumentach sądowych sprawy Amber Gold pojawia się nieruchomość przy ul. 331/2 w Gdańsku. Tam znajduje się stary, zniszczony dom. Tu miało mieszkać małżeństwo P. (Fot. Google Street View)

Z drugiej jednak strony już wiemy, że w przypadku działania Marcina P. całe wraz z jego wszystkimi organami – nie funkcjonowało. Nie działał urząd skarbowy, nie działały sądy rejestrowe, później prokuratura, policja i służby specjalne.

Miłośnicy teorii spiskowych w dalszym ciągu forsować będą tezę o „zakulisowym działaniu byłych funkcjonariuszy służb specjalnych”, „długich rękach z zagranicy”, zapewne z Moskwy… itp.

Tymczasem rzeczywistość – jak to zwykle bywa – najpewniej okazała się być znacznie mniej spektakularna, w zasadzie prozaiczna. Za Marcinem P. nie stały żadne siły. On prostu był i nadal jest ponadprzeciętnie inteligentny i bystry, co zresztą wykazały wszystkie jego wystąpienia publiczne, i czego podważyć w żaden sposób nie można.

Skoro tak, potrafił zatem doskonale ocenić stan polskiego państwa – jego niesprawność, nieudolność i… teoretyczność (zajęło mu to kilka lat, w trakcie których realizował nieco mniejsze przedsięwzięcia o równie jak Amber Gold przestępczym charakterze). Idąc dalej – metodycznie, krok kroku wykorzystał wszelkie luki, na których polskie zostało ufundowane. A było ich i w dalszym ciągu jest mnóstwo.

Wiele wskazuje na to, że Marcin P. perfekcyjnie stworzył pozory poważnego biznesmena z ogromnym kapitałem, a dodatkowo umiał wykorzystać STRACH, jako siłę sprawczą, jednocześnie eliminującą ewentualne zagrożenie. Strach sądu, który bał się odmówić rejestracji „potężnej” spółki prawa handlowego, strach urzędnika skarbowego, który bał się skontrolować „potężny” podmiot z „ogromnym” kapitałem; strach prokuratora, który – z oczywistych względów – doszedł do wniosku, że lepiej będzie zająć się kradzieżą roweru, niż wchodzić na niebezpieczny grunt „sporych” finansów.

Na koniec bali się także oficerowie ABW i policjanci. Z wyjątkiem jednej, stosunkowo niskiej rangi policjantki, która – myśląc logicznie i prawidłowo – przedstawiła swoim zwierzchnikom prosty sposób na sprawdzenie wiarygodności Amber Gold. I tym razem jednak strach zwierzchników wziął górę nad racjonalnością pomysłu policjantki…

Właśnie tak funkcjonuje polskie, państwo teoretyczne – owładnięte strachem, a wraz z nim niemocą wszystkich jego organów. Niemal wszyscy kogoś się boją i wolą mieć święty spokój, nie angażując się w niebezpieczne, trudne i wymagające zagadnienia.

Warto także pamiętać, że owo niebezpieczeństwo w przypadku Amber Gold było całkowicie pozorne, wykreowane medialnie. O tym, jak ważne jest kreacja wizerunkowa i stworzenie odpowiednich pozorów – doskonale wiedział Marcin P. i tę wiedzę bezwzględnie wykorzystał.

Na koniec kilka słów o gdańskim sądzie. Wielomiesięczne odczytywanie wyroku, który liczył ok. 60 tomów, należy odebrać jako wyjątkowy przejaw arogancji instytucji państwa wobec zwykłego obywatela, a w szczególności wobec wszystkich poszkodowanych.

Autor

- dr n. hum., publicysta i komentator. Twórca niezależnych mediów. Autor analiz dotyczących PR, języka polityki i marketingu politycznego.Twitter: @MichalLange



Moto Replika