Problem emigrantów to kolejna, pokazowa katastrofa amerykańskiego "eksportu demokracji" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 16.11.2015

Problem emigrantów to kolejna, pokazowa katastrofa amerykańskiego „eksportu demokracji”

Czytając alarmistyczne doniesienia z Niemiec zalewanych (na własne życzenie !) wciąż wzbierającą falą uchodźców przypomniał mi taki oto stary dowcip: Na przydrożnym drzewie, na gałęzi, siedzi Baca i piłuje gałąź, na której siedzi. Przechodzący turysta zwraca mu uwagę: Baco przestańcie, bo upadniecie! Ni panocku , nie upadnę – odpowiada góral – nie przerywając pracy. Turysta wzruszył ramionami i poszedł dalej. Ledwo zniknął z pola widzenia Bacy, piłowana gałąź złamała się i spadła razem z nim na ziemię. Potłukł się chłop okrutnie, podniósł się z trudem, otrzepał i mruknął pod nosem do siebie: Prorok jaki, czy co?!

uchodzcy

Podobnie ma się rzecz z „syryjskimi” uchodźcami. Tyle, że tu w rolę Proroka ma szansę się wcielić Premier Węgier – . Jego wołanie o przywrócenie kontroli nad zewnętrznymi granicami Unii (powtarzane teraz jak mantra przez brukselskich „ czynowników”), spotykały się z głosami „świętego” oburzenia płynącymi głównie z Niemiec, Austrii i Francji. Ba, odezwał się także Wielki Brat zza oceanu, który pouczył Europejczyków, ustami swego Prezydenta, o konieczności niesienia pomocy owym uchodźcom sam deklarując „przyjęcie na pokład” całych 12 (!!) tysięcy ludzi! Nie muszę dodawać, że nie zająknął się przy okazji KTO spowodował to migracyjne tsunami!

Głosem rozsądku wydało się stanowisko państw Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunii protestujące przeciwko obligatoryjnemu wyznaczaniu kwot migrantów, które poszczególne państwa UE zobligowane byłyby przyjąć, ale – czego należało się spodziewać – nasz Rząd w ostatniej chwili wystawił swoich partnerów „do wiatru”, z „podwiniętą kitą” godząc się na dyktat Berlina.

Dzięki imigranckiemu kryzysowi mieliśmy okazję zapoznania się także ze zmienioną retoryką Niemców, znacznie bardziej przypominającą najlepsze tradycje pruskich feldfebli musztrujących rekrutów niż język jakim zwykli posługiwać się dyplomaci, zaś w roli rekrutów wystąpiły tu rządy państw Europy Środkowo – Wschodniej.

Przyjrzyjmy się przy okazji nieco bliżej owym „syryjskim” emigrantom . Jakoś nikogo nie dziwi, że 75 % owych uciekinierów to młodzi mężczyźni do 30 roku życia. Możliwość określenia ich prawdziwej narodowości włóżmy między bajki, gdyż fałszywe dokumenty dla nich, produkowane są na skalę przemysłową, o czym pisał ostatnio – między innymi – brytyjski „Guardian”.

Przyglądając się dotychczasowym działaniom USA w Syrii, a wcześniej w Iraku, Afganistanie i Libii, można dojść do ciekawych wniosków. Wojna w Syrii wybuchła, gdy Stany Zjednoczone zaczęły wspierać tamtejszych rebeliantów, szkoląc ich i zaopatrując w broń, by ich rękami pozbyć się – najwyraźniej nielubianego w Waszyngtonie – syryjskiego Prezydenta Baszara al-Asada . Jankesi byli tak pewni swego, że odrzucili rosyjską propozycję pokojowego rozwiązania syryjskiego konfliktu złożoną im w … 2012 roku!

Jak to zwykle w amerykańskiej dyplomacji bywa, miało być pięknie a wyszło jak zwykle. Syryjski Prezydent przetrwał, zaś pomoc dla syryjskich władz ze strony Rosji pozwala mieć nadzieję na odwrócenie losów wojny w tym kraju na ich korzyść. Ze strony Kremla to w pełni racjonalne i dalekowzroczne posunięcie: w przypadku dalszych sukcesów militarnych tzw.: „państwa islamskiego” Rosjanie musieli by brać pod uwagę infiltrację przez islamistów kaukaskich republik wchodzących w skład Federacji Rosyjskiej, co groziłoby nieobliczalnymi wręcz konsekwencjami z wojną domową włącznie.

Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, dużo praktyczniej jest rozwiązać ten problem jak najdalej od swoich granic, co jak się wydaje Prezydent W . Putin zamierza uczynić. Islamscy ekstremiści nie są mile widziani jako sąsiedzi ani przez Turcję, ani w Iraku ani wreszcie w Iranie czy Arabii Saudyjskiej, stąd daleko posunięta wola współpracy z Rosją rządów tych państw. Pewien wpływ zapewne miała na to kolejna kompromitacja Waszyngtonu, który zmuszony był przyznać – acz niechętnie – że spośród 60 wyszkolonych ostatnio i wyekwipowanych w ultra nowoczesną broń bojówkarzy mających zasilić szeregi syryjskich rebeliantów walczących z siłami Baszara al-Asada, znane jest miejsce pobytu 5 (!!) – reszta „wyparowała” , czyli jak należy rozumieć, walczy teraz w szeregach „państwa islamskiego”. To kolejna, pokazowa, katastrofa amerykańskiego „eksportu demokracji”.

Wystarczyło półtora roku amerykańskiej „pomocy” dla Ukrainy, by kraj ten z gospodarczego słabeusza galopem przekształcił się w bankruta, zaś w sąsiedniej Mołdawii właśnie widzimy obywatelską rewoltę przeciwko tzw.”prozachodnim” władzom, które doprowadziły swych rodaków do skrajnej nędzy, wyprowadzając „po drodze” przeszło miliard euro z mołdawskiego systemu bankowego. Naturalnie podobne kwoty u nadwiślańskich liberałów, których twarzą może być , wywołają co najwyżej uśmiech politowania, ale jak widać Mołdawianie – przynajmniej na razie – mają nieco inną wrażliwość.

A wracając do owych emigrantów… Każdy, kto obserwuje niemiecką politykę bez trudu stwierdzi, że prowadzona jest ona z żelazną konsekwencją, zaś jej jedynym celem jest dobrze pojęty własny interes. Na altruizm nie ma tam miejsca. Oznacza to, że i w kwestii uchodźców – jak się należy domyślać – to nie względy humanitarne są głównym motorem działań Berlina. Jaką zatem korzyść mogą oni przynieść nowej Ojczyźnie? Ich integracji z niemieckim społeczeństwem oczekiwać raczej nie należy, co dobitnie wykazały dotychczasowe, także niemieckie, doświadczenia. Pracowitość przybyszów – delikatnie rzecz ujmując – „nieco” odbiegają od niemieckich standardów… A zatem co? Być może klucza należy szukać na Ukrainie.

Owe masy młodych mężczyzn po odpowiednim przeszkoleniu byłyby niezmiernie przydatne jako źródło kłopotów dla Rosji, po wyekspediowaniu ich – via Ukraina – na Kaukaz . Mając kłopoty u siebie, władze w Moskwie nie mogłyby wspierać rosyjsko-języcznych regionów południowo wschodniej Ukrainy, co w znakomity sposób ułatwiłoby dokończenie kolonizacji tego kraju. Political fiction? Być może…


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Piotr Sobolewski

- dziennikarz. Od 1976 roku jego publikacje ukazywały w Dzienniku Bałtyckim, Głosie Wybrzeża, Kurierze Gdyńskim, Gazecie Gdyńskiej. Ostatnio publikował w Dzienniku Trybuna oraz na portalu Głos Gdyni. Jest autorem przeszło pięćdziesięciu autorskich programów telewizyjnych "Weekendowy magazyn szachowy " zrealizowanych w TV Szelsat w latach 1999 - 2000 oraz programów publicystycznych "Krótko i na temat" w TV Gdynia w 2001 roku.

Wyświetlono 2 komentarze
Napisano
  1. Sławomir pisze:

    Świetna analiza! I bardzo dobrze że w końcu ktoś mówi prawdę. To Amerykanie odpowiadają za to co dziś mamy we Francji i za emigrantów w całej Europie. Kiedy w końcu poniosą słuszną karę???? Już dawno powinni.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>