"Afera taśmowa". Mamy hipotezy dotyczące treści nagrań | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 17.07.2015

„Afera taśmowa”. Mamy hipotezy dotyczące treści nagrań

Po raz kolejny społeczeństwo poczęstowane zostało informacjami z życia „wyższych sfer”. Tym razem sfer związanych z otoczeniem byłego (po tym, co usłyszałem na „taśmach” nie zawaham się dodać: na szczęście) Ministra Spraw Wewnętrznych, pana Ryszarda Kalisza.

TaśmaZ pełną świadomością nie mówię tu na razie o otoczeniu byłego prezydenta, Aleksandra Kwaśniewskiego. Co zwróciło moją uwagę w rozmowie wysoko postawionych panów? Po pierwsze język. Okazuje się, że nasze tak zwane elity za punkt honoru przyjęły, że w towarzyskich rozmowach używa się języka wulgarnego, godnego byle prostaka, przypisywanego w dawnych czasach raczej pańszczyźnianym chłopom niż ludziom z wyższych sfer. A przecież chyba wszyscy, których rozmowy były nagrywane (przepraszam, „nielegalnie nagrywane”) do tych wyższych sfer chcą się zaliczać. I dążą do tego, by tak ich traktować.

Ale z ostatniej rozmowy wyciągam jeszcze jeden, znacznie bardziej przykry, może nawet smutny wniosek. O kompletnym upadku jakiejkolwiek moralności, uczciwości, etyki wśród ludzi zbliżonych do kręgów władzy. Z treści opublikowanych rozmów wynika, że prawdopodobne są trzy, cztery warianty pozwalające wyjaśnić to, co usłyszeliśmy na nagraniach. Każdy skandaliczny, każdy dyskwalifikujący co najmniej jedną, dwie spośród najwyższych (teraz lub w przeszłości) osób w państwie.

Oto możliwości.
Możliwość pierwsza: wszystko, co na temat korupcji w otoczeniu wicepremiera, Ministra Obrony Narodowej mówił , jest prawdą. Wówczas zadziwiające jest, że ani jego informator, ani on sam nie zwrócił się do odpowiednich organów, by sprawę wyjaśniły, a korupcję „wypaliły” do samego dna, bez względu na to, kogo rzecz dotyczy. Równie zastanawiające jest, dlaczego pan dzielił się, akurat tak wrażliwymi informacjami, z samym Ryszardem Kaliszem. O którym mogę przypuszczać, że chętnie takie informacje przekaże swoim przyjaciołom. Przypuszczenie to, jak słychać na opublikowanych nagraniach, ziściło się.

Możliwość druga: wszystko, co powiedział Ryszard Kalisz w trakcie nagranej rozmowy jest wymysłem jego fantazji, efektem tego, że chciał „błysnąć” w towarzystwie swoich przyjaciół, z których każdy czymś tam błyszczeć chciał i mógł (ot, pan Kwaśniewski na przykład odpornością na wdzięki podstawionej agentki. Jakich służb, w jakim celu realizującej zadanie?) Ale jeśli ta możliwość jest rzeczywistością, to pozwolę sobie zauważyć, że, moim zdaniem, pan Ryszard Kalisz nigdy nie powinien być żadnym ministrem. Jego kwalifikacje sięgają stanowiska woźnego w szkole podstawowej, ewentualnie nocnego stróża lub pani z magla. Tymczasem okazuje się, że były Minister Spraw Wewnętrznych uważa, że o każdym można powiedzieć wszystko (wszak to tylko rozmowa „prywatna”), każdego można oczernić, oskarżyć, sponiewierać. Zaiste, jak na prawnika, adwokata, a za takiego pan Ryszard się podaje, jest to stanowisko co najmniej dziwne. W związku z tym delikatnie zasugeruję: a co na to Naczelna Rada Adwokacka? Czy takie postępowanie jest aby etyczne? Czy coś, co tajemniczo nazwałem „etyką”, w zawodzie adwokata jest konieczne? Bo w zawodzie polityka, jak wynika z nagranej rozmowy, zapewne przeszkadza.

Jest jeszcze możliwość trzecia: każdy mówił trochę prawdy, trochę zmyślał, trochę fantazjował. Moim zdanie jest to wariant najbardziej prawdopodobny, ale też najbardziej groźny dla Polski. Bo okazuje się, że rządzący Polską, od prawa do lewa, bez względu na wyznanie, religię, pochodzenie i wykształcenie, żywią się plotką, pomówieniem, oszczerstwem. A „politykę” robią w restauracjach, przy wódce i „ośmiorniczkach”. Bojąc się przy tym, że fakty te ujrzą światło dzienne (paparazzi). Tam omawiają sprawy państwa, przy okazji załatwiając swoje interesy. Choć może bardziej prawdziwa jest teza, że przy okazji omawiania własnych interesów ewentualnie mogą od czasu do czasu załatwiać sprawy kraju.

I wreszcie możliwość czwarta. Być może pan Kalisz mówił prawdę, a pan generał Nosek świadomie wykorzystał to, że informacja (prawdziwa lub fałszywa), którą przekazał trochę rubasznemu, trochę niefrasobliwemu, znanemu adwokatowi, prędzej czy później wyjdzie na światło dzienne. Jaki mógłby być cel takich działań? Aż strach pomyśleć. Wobec czego odpowiedź na to pytanie pozostawiam fantazji czytelników.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika